Blondynka śpiewa w Ukajali, Beata Pawlikowska

 

Pierwsze wrażenie: Beata Pawlikowska jest cool 😉 właśnie z przymrużeniem oka. Pisze językiem prostym i kreuje się na superheroinę. Tak o autorce pomyślałam po kilku rozdziałach książki. A raczej byle jakiej broszury dodanej zapewne do czasopisma. Bo drugie wrażenie dotyczyło samego wydawnictwa: generalnie to najbardziej zawiedziona byłam jakością wydania – obrazki pospiesznie nakreślone, byle jakie, małe, schematyczne, nic nie przedstawiające, autorstwa samej B. Pawlikowskiej.

Autorka w treści wielokrotnie wspomina o zdjęciach, które wykonywała podczas tej podróży, a ja się pytam: dlaczego ich nie ma w książce? Brak zdjęć jest ogromną bolączką – chętnie obejrzałabym dżunglę, błoto do pasa, egzotyczne potrawy, tradycyjny rynek czy po prostu ludzi i zwierzęta z Peru. Wiem, że taka książka istnieje, ale w bibliotece było tylko to małe kieszonkowe wydanie. Eh…

Ta książka jest o wyprawie do Peru. Peru kojarzy mi się z Mario Vargas Llosą i bardzo ciekawa byłam jak ten kraj wygląda widziany oczami kobiety, Europejki, Polki. Czy odnalazłam Peru z powieści Llosy? Muszę przyznać, że pochłonęły mnie opisy zróżnicowanych i malowniczych krajobrazów tego państwa, zwyczajów, potraw i stosunków międzyludzkich, a przede wszystkim trudnych do wyobrażenia warunków w jakich przyszło Pawlikowskiej podróżować – zapchane do granic możliwości jeepy zapadające się w błoto, przeładowane łodzie i wszechobecne zwierzęta gospodarskie.

Autorka sięgnęła także głębiej niż to, co mogła sama zaobserwować – przytoczyła wydarzenia z historii – wyprawy Pizarro i Orellana odkrywcy Amazonki, tragiczne dla Indian czasy zapotrzebowania na kauczuk oraz korupcję w rządzie peruwiańskim w ostatnich dekadach.

Czyta się to wszystko sprawnie i szybko, bo rozdziały są krótkie, ludzie i krajobrazy szybko się zmieniają, co chwilę autorce przydarza się coś niezwykłego. Pod koniec książki już nie kpiłam z autorki, zaczęłam ją doceniać.

Taka podróż to wyzwanie nie dla mnie – za bardzo cenię sobie wygodę, by tak się sponiewierać, ale czytać o poznawaniu odległych od cywilizacji miejsc bardzo lubię. Ta lektura może nie przysporzyła mi wielu zachwytów nad kunsztem pisarskim, ale za to dała kilka godzin wytchnienia i niewymagającej rozrywki i jednocześnie przybliżyła kraj Llosy. Okazuje się, że Peru widziane przez Pawlikowską to to samo Peru, co u Llosy, z tym że bardziej egzotyczne i malownicze, bo widziane oczami obcego.

Żona pilota / The Pilot’s Wife, Anita Shreve

„How do you ever know that you know a person?”

 

Miałam kiedyś taki sen:

Miasto. Wiosna. Słoneczny dzień. Idę chodnikiem. Nagle po drugiej stronie ulicy widzę jakąś dobrze znaną mi postać. Zaraz, zaraz. To mój mąż. Nie jest sam. Idzie z kobietą. Nie znam jej. Kobieta pcha wózek dziecięcy przed sobą. Już mam zawołać do nich, gdy dostrzegam, że on ją przytula. I wszystko już wiem.

Budzi mnie mój krzyk.

Kathryn Lyons jest żoną pilota. Przywykła do częstych wyjazdów męża i nieregularnego grafiku jego lotów. Jack najczęściej dostaje transatlantyckie loty do Londynu. Kathryn oswoiła swoją tęsknotę za mężem oraz pustkę w dni, kiedy Jack jest w podróży. Kathryn i Jack mają nastoletnią córkę, która jest bardzo zżyta z ojcem. Są zwykłą kochającą się rodziną.

Przy wybrzeżach Irlandii eksploduje samolot pasażerski pilotowany przez Jacka. Z informacją o katastrofie przyjeżdża niezany Kathryn człowiek o imieniu Robert. Dociera do domu Lyonsów w nocy. W jednej chwili świat Kathryn i jej córki ulega dezintegracji, a każda następna informacja pogrąża je w coraz głebszej rozpaczy i niedowierzaniu. Kathryn zaczyna podejrzewać, że jej mąż nie był tym, za kogo go uważała. Postanawia odkryć ostatnie karty i wyrusza w towarzystwie Roberta w podróż do Londynu. W najczarniejszych snach nie przypuszcza, że prawda będzie druzgocąca. Czy powinna powiedzieć córce czego się dowiedziała?

Mój senny koszmar nie skończył się po przebudzeniu. Nosiłam w sobie irracjonalną urazę i ból przez wiele kolejnych dni. Byłam zła i moją złość mogłam wyładować na mężu, jakkolwiek głupie by to nie było. Kathryn znajduje się w sytuacji patowej, bo czy można winić osobę, która już nie żyje o to, że zrujnowała nam przyszłość? Jak żyć ze świadomością, że poprzednie lata były namiastką życia, sprytną mistyfikacją, że nie jest się tą osobą, za którą się zawsze uważało? Bo która jest prawdziwszą żoną pilota?

Książka głęboko mnie poruszyła – jaką mamy pewność, że znamy drugiego człowieka, skoro nie wiemy zbyt wiele o sobie?

„To be relived of love, she thought, was to give up a terrible burden.”

Tajemnica Vivaldiego, Pedro Mendoza

Hiszpański muzyk Lucio Torres przyjeżdża na festiwal muzyczny do Wenecji, miasta, o którym wiele czytał i które bardzo pragnie poznać. Lucio cieszy się także możliwością przejrzenia starych archiwów zawierających m.in. dane na temat Vivaldiego oraz jego pracy i twórczości. W Wenecji poznaje Marię, córkę właścicielki pensjonatu, w którym się zatrzymał. Maria opowiada mu o tajnym stowarzyszeniu Fraternitas Charitatis, do którego należał Vivaldi oraz o zaginionej wiadomości, którą umierający w Wiedniu mistrz wysłał do Wenecji. Jak nie trudno się domyślić wiadomość ta zawierała pilnie strzeżoną tajemicę o nieznanej treści, a osoba, która ją otrzymała zaginęła wkrótce w niewyjaśnionych okolicznościach.

Lucio przypadkowo odnajduje w archiwum partyturę, która nijak nie pasuje do kompozycji tworzonych w osiemnastym stuleciu. Okazuje się, że jest to zaszyfrowana wiadomość, której poszukiwano od wielu lat na całym świecie. Od tego momentu Lucio i Maria muszą uciekać, nie wiedzą jednak, że ściagają ich dwie niezależne od siebie fanatyczne grupy, których jedynym celem jest przejęcie zaszyfrowanego listu i klucza do szyfru oraz odczytanie wiadomości.

Akcja toczy się wartko, historia jest ciekawa, aczkolwiek wszystko zazębia się trochę zbyt idealnie – wszyscy są podejrzani i wszyscy tropią tajemnicę, każdy Wenecjanin, który staje na drodze Lucia i Marii wie o zagadce sprzed stuleci. Moim zadaniem za dużo tutaj zbiegów okoliczności nawet jak na książkę przygodową. Także wątek miłosny jest bardzo naiwny i niezgrabnie wetknięty pomiędzy przygodę. Nie zmienia to faktu, że książka jest przyjemną rozrywką. Co wiecej, bardzo podobają mi się opisy współczesnej Wenecji, smaki i zapachy miasta oraz jego tajemnicza atmosfera.

Skarby hrabiego, Aneta Cierechowicz

Z książką wiązałam duże nadzieje – po pierwsze opisywane przygody dzieją się w Poznaniu, po drugie liczyłam na dobrą zabawę sugerując się tytułem oraz tym, że jest to książka dla młodzieży.

Okazało się, że albo ja jestem za stara i przestałam być targetem dla powieści przygodowych, albo książka się nie wybroniła. W każdym razie w trakcie lektury czułam się poirytowana i trochę rozczarowana.

To powieść o poszukiwaniu skarbu. Nastolatka zwana Krychą podsłuchuje rozmowę dwóch starszych panów, w której wspominają skarb ukryty przez hrabiego, gdzieś na terenie Kobylepola. Krycha namawia na poszukiwania swoją przyjaciółkę Natę oraz jej starszą siostrę maturzystkę Izę i jej licznych znajomych. Wśród nich jest Joanna, „pani profesor”, nauczycielka a zarazem narzeczona nastoletniego Filipa. Za sprawą właśnie tej Joanny książka wywoływała u mnie ukryte pokłady agresji oraz belferskie podejście do czytanej powieści.

Broń mnie Boże i moje dziecko też, przed takimi nauczycielkami, które nie dość, że romansują z nastolatkami, to jeszcze nie mają za grosz wyobraźni i wypuszczają bandę wyrostków na nocną wyprawę pod ziemię. Nie dość tego, Joanna posuwa się dalej – mimo braku kontaktu oraz bardzo długiej nieobecności dzieciaków, nie wszczyna alarmu i nie próbuje ratować zasypanych w podziemnych korytarzach nastolatków. Czeka…

Przygoda pod ziemią skończyła się dobrze, skarb został odnaleziony, dzieci dowiedzały się co nieco o sobie i o łączących ich więzach przyjaźni. Ja dowiedziałam się, że książki dla młodzieży nie zawsze są dobre. Raziły mnie liczne nieścisłości i niedopowiedzenia, dialogi były dość naiwne i nierówne, (moja młodzież tak nie mówi), humor był kiepski – zaledwie raz czy dwa razy udało mi się uśmiechnąć podczas czytania. Wracam z podkulonym ogonem do książek dla dorosłych. Na razie literaturę młodzieżową zostawiam dla młodzieży.

Mężczyzna, który się uśmiechał, Henning Mankell

 

Co ten Wallander ma w sobie, że dziewczyny tak chętnie oddają mu noce? Ja nie mogłam odłożyć książki do późna i zostawiłam sobie na rano tylko decydującą rozgrywkę.

Kurt Wallander po ciężkich przeżyciach i depresji postanawia przejść na rentę. Niespodziewanie dla wszystkich i dla samego siebie w ostatnim momencie zmienia plany i zostaje w policji. Nie umie sobie wybaczyć tego, że odmówił pomocy swojemu przyjacielowi prawnikowi Stenowi Torstenssonowi, który po kilku dniach został zastrzelony w kancelarii.Wallander ma dług do spłacenia, musi rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci Stena i jego ojca, również prawnika.

Tropy, choć niewyraźne i niepewne, prowadzą do znanego w okolicy magnata finasowego, filantropa i biznesmena Alfreda Harderberga. Ludzie na świeczniku nieczęsto są oskarżani o przestępstwa, otacza ich zazwyczaj niewidzialna warstwa ochronna, a niemal wszyscy dażą ich szacunkiem i posłuszeństwem. Nie inaczej jest w przypadku Harderberga. Czy Wallanderowi uda się udowodnić mu winę i co na to szef policji Bjork? W śledztwie pomagają znani z innych części policjanci, pojawia się także policjantka Ann-Britt, z którą Wallander odnajduje wspólny język i czyni ją swoją partnerką.

Zazwyczaj staram sie czytać ksiażki w kolejności chronologicznej, w przypadku serii z Wallanderem to mi się nie udało i sięgam po książki na chybił-trafił. To trzecia część, którą przeczytałam i wciąż mam ochotę na więcej.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu