Higiena mordercy, Amelie Nothomb

To trzecia książka tej autorki, którą ostatnio przeczytałam. Wydaje mi się też najsłabsza z trójki. Poprzedno czytałam „Metafizykę rur” oraz „Kosmetykę wroga” i obie oceniam oczko wyżej.

Akcja, jak to u Nothomb, stanowi tylko przyczynek do snucia różnych „mądrości”. Pretextat Tach znany pisarz postanawia przed spodziewaną wkrótce śmiercią udzielić wywiadów czterem dziennikarzom starannie wyselekcjonowanym przez swojego osobistego sekretarza. Dotychczas osoba pisarza była prawie nieznana, ponieważ unikał on wszelkich kontaktów z mediami.

Okazuje się, że Pretextat Tach to człowiek w mocno podeszłym wieku, monstrualnie otyły, poruszający się na wózku, a przy tym jest niezwykle bystry, złośliwy, czym doprowadza dziennikarzy do szału. Z wypowiedzi Pretextata dowiadujemy się wielu prawd, półprawd oraz kompletnych bzdur.

W jego usta autorka wkłada rozmaite spostrzeżenia, m.in. o tym:

że we współczesnym świecie mało kto czyta ze zrozumieniem, a większość osób kreujących się na oczytanych i pragnących błyszczeć w towarzystwie zadowala się streszczeniami i omówieniami lektur;

że kobiety są be, złe, podłe, brzydkie i zasługują na wszystko, co najgorsze;

że dzieciństwo jest najlepszym momentem życia poprzez całą swoją niewinność, delikatność i beztroskę;

że największą zbrodnię popełniamy wówczas, gdy zapominamy o innych ludziach. Staje się to wtedy, gdy traktujemy ludzi przedmiotowo i po uzyskaniu od nich tego, czego od nich oczekiwaliśmy odrzucamy ich, a także i pamięć o nich.

W książce jest wiele takich „mądrości”, ale nie będę ich spisywać, bo zapewne nie wszystkie na to zasługują. Powieść jest momentami irytująca i w zasadzie czytając pragnęłam, by jak najszybciej się skończyła.

Gawędziarz, Mario Vargas Llosa

„Gawędziarz” to bajeczna powieść. Jest zupełnie odmienna od tych książek, do których przyzwyczaił mnie Llosa do tej pory. Dotychczas sięgałam po książki, w których główne zainteresowania Llosy koncentrowały się na badaniu istoty stosunków damsko-męskich. Tym razem autor skupia się na odkrywaniu więzi pomiędzy człowiekiem a naturą.

Punktem wyjścia dla swoich rozważań autor czyni osobę Saula Zuratasa, swojego przyjaciela z czasów studenckich. Saul to Peruwiańczyk, wyjątkowy już od pierwszego spojrzenia. Saul od urodzenia ma na twarzy ogromne znamię czyniące go pośmiewiskiem wśród jednych i potworem wśród innych. Ułomność ta nie przeszkadza mu w zdobywaniu sukcesów naukowych, aczkolwiek ma wpływ na jego życie uczuciowe.

Saul zwany Maskamiki pasjonuje się kulturą plemion zamieszkujących amazońskie dżungle. Najbliższa mu grupa to wędrujące i rozproszone plemię Macziguengów. Narrator podejmuje próbę rekonstrukcji losów Maskamikiego od chwili gdy ich drogi rozeszły się. Z biegiem czasu nabiera przekonania, że Saul porzucił nowoczesność na rzecz plemiennego życia wśród Macziguengów.

Historia opowiedziana jest w sposób malowniczy, przeplatana legendami, wierzeniami i historiami przekazywanymi przez Gawędziarza. Gawędziarz, który wędruje pomiędzy osadami pełni ważną rolę w rozproszonym w różnych zakątkach amazońskiej dżungli plemieniu. Jest to rola scalająca, pozwalająca zachować poszczególnym rodzinom jedność plemienną.

Książka to nie tylko zapis losów Saula Zuratasa i plemienia Macziguengów. Autor stawia pytania dotyczące wpływu współczesnej kultury na plemiona żyjące w oderwaniu od postępu i nowoczesności. Na ile i czy w ogóle ludzie powinni ingerować w obyczaje, język i kulturę plemienną? Czy nie lepiej uszanować tych ludzi żyjących od wieków w harmonii z naturą i nie narzucać im odmiennych interpretacji świata? Ile dobra, a ile zła wyrządzają odwiedzający te odległe plemiona lingwiści i misjonarze? Te pytania pojawiają się w „Gawędziarzu”, pojawiają się także odpowiedzi na nie.

Ja ze swojej strony polecam lekturę tej książki.

Diabeł ubiera się u Prady, Lauren Weisberger

http://www.empik.com/b/o/27/d9/27d9bd697001c2db55f9cc54e3f124f3.jpg

Potrzebowałam książki, która będzie przeciwwagą dla monumentalnej powieści Fabera i padło na „Diabeł ubiera się u Prady”. Kupiłam ją tuż po premierze na polskim rynku i do tej pory przeczytały ją wszystkie moje czytające koleżanki, a ja jakoś omijałam ją szerokim kołem. Filmu też nie obejrzałam. Jednak wreszcie potrzebując rozrywki i krzty humoru otworzyłam ten bestseller mając nadzieję, że czytanie będzie przyjemne i szybkie.

Czyta się rzeczywiście błyskawicznie. Bo tak naprawdę niewiele się w książce dzieje. Andrea, absolwentka uniwersytetu z ambicjami pisarskimi, otrzymuje pracę asystentki redaktor naczelnej jednego z topowych amerykańskich magazynów o modzie. Miranda Priestly to szefowa z piekła rodem, swoje asystentki wykorzystuje jak służące – dziewczyny od wszystkiego. Praca dla niej jest wyczerpująca i czasochłonna i nie ma nic wspólnego z pracą redakcyjną. Andrea z biegiem czasu zaniedbuje wszystkie swoje przyjaźnie oraz swojego chłopaka. Nie robi tego celowo, po prostu pracuje niemal 24 godziny na dobę spełniając zachcianki Mirandy i nie ma ani siły ani czasu na własne życie.

Ksiażka to zapis rozmaitych czynności i zadań jakie wykonują asystentki by wypełnić często absurdalne polecenia swojej szefowej. Lauren Weisberger ma lekkie pióro, zatem książkę czyta się nieźle, zapewnia rozrywkę na przyzwoitym poziomie, chociaż tak naprawdę to nie ma za bardzo z czego się śmiać. Bo jakże śmiać się ze zniewolenia pracowników i mobbingu. W zasadzie szkoda mi było Anderi, bo nie umiała odejść z pracy we właściwym momencie. Bo czy starczyłoby mi ambicji aby wytrwać rok w piekle?

Senność, Wojciech Kuczok

http://merlin.pl/Sennosc_Wojciech-Kuczok,images_big,29,978-83-7414-486-5.jpg

Od razu zaznaczam, że filmu nie oglądałam, a książkę dostałam w prezencie. Wcześniej nie spotkałam się z twórczością Wojciecha Kuczoka, chociaż nazwisko autora oczywiście nie było mi obce.

Kuczok pisze w ciekawy sposób, ma nietypowy sposób narracji ocierajacy się o strumień świadomości, ale znacznie bardziej porywający niż w przypadku osławionego Jamesa Joyce.

Opisywane w powieści trzy historie, to nie ma co ukrywać, historie smutne. Chwilami zamykałam oczy i zadawałąm sobie pytanie: Czy nie ma juz na świecie ludzi szczęśliwych? Adam, Róża i Robert to postacie cierpiące, przeżywające ból, smutek i rozczarowanie życiem. To także osoby, które dobrowolnie lub wbrew sobie uwikłane zostają w przerastające ich sytuacje: nieudane małżeństwo, zależność od rodziców żony, homoseksualne zauroczenie i ostracyzm.

Autor równolegle prowadzi trzy opowieści i ukazuje pojedyncze, ale znaczące sceny z życia głównych bohaterów. Sprytnie  prowadzi nas od osoby do osoby, co raz doadając kolejne szczegóły. Z czasem akcja książki się zagęszcza, bohaterowie dojrzewają do decyzji, poszukują samych siebie – tych lepszych siebie, wyzwolonych od przykrych konwencji, od wspomnień, od toskycznych ludzi. A spotkanie bohaterów to tylko kwestia czasu.

Podobało mi się zakończenie książki, nie spodziewałam się takiej dozy optymizmu po tych wszystkich smutkach, których doświadczali.

Miasto spadających aniołów, John Berendt

http://merlin.pl/Miasto-spadajacych-aniolow_John-Berendt,images_big,1,83-7301-816-6.jpg

 

Zachwyciłam się stroną graficzną książki tak bardzo, że musiałam ją natychmiast zacząć czytać. Odłożyłam kilka pozycji, których lekturę zaczęłąm w ostatnich dniach i wyruszyłam w podróż po Wenecji.

Samo przebywanie w pobliżu tego wydawnictwa napawa radością – nietypowy wymiar, gruby papier, ilustracje przedstawiające rzeczywiste ujęcia Wenecji oraz rysunki i impresje na temat tego miasta.Ta książka to hołd złożony miastu i jego mieszkańcom. Opisy wnętrz oraz budynków są tak realistyczne, że zamykam oczy i znowu jestem w Wenecji, tym razem bogatsza o wiedzę zaczerpniętą z kart książki.

Książka nie ma fabuły w tradycyjnym sensie tego słowa. Składa się z obserwacji, rozmów, opisów złączonych osobą narratora oraz przewijającym się wątkiem pożaru, w którym spłonęła słynna opera La Fenice. Poznajemy kolejnych ludzi mieszkańców Wenecji, miłośników tego miasta oraz osoby, które wybrały to miejsce spośród całego świata, by tam założyć swój dom. Niektórym z nich autor poświęca więcej uwagi – a są to jednostki zazwyczaj charakterystyczne i dość ekstrawaganckie. Wenecja i jej mieszkańcy, zarówno ci wywodzący się z Włoch, jak i przyjezdni to fascynujący temat powieści.

Lektura jest bardzo przyjemna, rozwijająca horyzonty, wzniecająca ochotę, by ponownie ujrzeć Wenecję i zakosztować jej uroków, a także odnaleźć miejsca, które zostały tak malowniczo opisane przez Berendta.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu