Kosmetyka wroga, Amelie Nothomb

http://images.gildia.pl/_n_/literatura/tworcy/amelie-nothomb/kosmetyka-wroga/okladka-180.jpg

Podróżujący biznesmen Jerome Anguste zostaje w dość niemiły i obcesowy sposób nagabywany przez nieznajomego na lotnisku. Nieznajomy, który przedstawia się jako Textor Texel, z nieznanych powodów pragnie przedstawić mu swoje życie. Opowiada o wstydliwych i szokujących wydarzeniach ze swojej przeszłości, wyznaje między innymi, że dokonał gwałtu oraz przyczynił się do śmierci kolegi z klasy.

Książka to właściwie jeden długi dialog pomiędzy nieznajomymi. Początkowo biznesmen za wszeką cenę próbuje bronić się przed natręctwem obcego mężczyny. Stopniowo zostaje wciągnięty w dziwną grę, której finału nie był w stanie przewidzieć.

Cała akcja zamyka się w czasie 2-3 godzin i ma miejsce hali dla odlatujących na lotnisku. W książce nie znajdziemy opisów, napięcie budowane jest poprzez dialog. Zakończenie dla mnie nie było zupełnym zaskoczeniem, czegoś takiego właśnie spodziewałam się czytając.

Ta niewielka objętościowo książka jest na tyle wciągająca, że trudno ją odłożyć. Jednak daleko mi do wstrząsu, o jakim czytałam w innych recenzjach.

Everything you know, Zoe Heller

http://www.fantasticfiction.co.uk/images/n13/n69718.jpg

Zdjęłam z półki tę książkę, bo jej okładka jest zaprzeczeniem tego, co widzę za oknem. Niebieskie słoneczne niebo, palmy, beztroska wisi w powietrzu. Nic dziwnego, bo akcja rozgrywa się w wakacyjnych krajobrazach Meksyku i Kalifornii.

Treść książki to już inna sprawa.

Jest to ciekawa lektura, ponieważ nieczęsto zdarza mi się obserwować świat oczami podstarzałego, cynicznego mężczyzny. Główny bohater, Anglik mieszkający w Kalifornii, to średniej klasy pisarz zajmujący się biografiami współczesnych mu gwiazd telewizyjnych. Razem z nim przeżywam nagłą chorobę i dokonuję retrospekcji jego życia. Wracam do tragedii, jakie rozegrały się w jego rodzinie, powoli odkrywam przyczyny rozpadu więzi rodzinnych. Nie umiem jednak jednoznacznie wskazać winnych rodzinnej tragedii.

To opowieść o samotności, o nieprzebaczonych winach, ludzkim egoizmie.

Podziemne rzeki Londynu, Christopher Fowler

Woda to stanowczo nie jest mój żywioł. A tu woda w rzece, woda pod ziemią i nieustanny deszcz. Typowo londyńska ponura aura zderza się z pogodnymi, zgryźliwymi i żywiołowymi (jak na swój wiek) detektywami – bohaterami powieści. Jak mam się odnaleźć w tej mieszance?

Rzeki wysuwają się w książce na pierwszy plan – poznajemy historię tych naziemnych i tych podziemnych. I mimo, że woda w nich płynie wartko, nie można powiedzieć, żeby i powieść czytała się równie gładko.

Z założenia jest to powieść detektywistyczna, zatem mamy dochodzenie w sprawie niewyjaśnionych przypadków śmierci na jednej z Londyńskich ulic. Równolegle detektywi zajmują się innym wątkiem – próbują wyjaśnić nietypowe zachowanie znajomego naukowca i dociec czego poszukuje w podziemnych rzekach na zlecenie osoby z półświatka.

Mamy tu także dwóch ekscentrycznych policjantów, którzy dawno przekroczyli wiek emerytalny i dla zabicia czasu i z braku innych przestępstw prowadzą prywatne śledztwo. Pomagają im równie nietuzinkowi współpracownicy z Wydziału Zbrodni Osobliwych oraz ich nie zawsze legalne metody działania.

Nie mogę powiedzieć, że powieść jest zła, bo szczególnie w drugiej jej części akcja się zagęszcza, tempo przyspiesza i czyta się znacznie przyjemniej. Najtrudniejsze w odbiorze były fragmenty dotyczące dawnych wierzeń i okultyzmu, tym bardzej, że ich znaczenie i powiązanie z głównym wątkiem jest dla mnie niejasne.

Żona podróżnika w czasie, Audrey Niffenegger

żona podróżnika w czasie

 

Pisanie mam w sobie od dawna, ale potrzebowałam jakiegoś silnego impulsu, aby zacząć.

Tym impulsem okazała się książka. Dawno żadna pozycja nie wywarła na mnie takiego wrażenia i nie poruszyła tylu strun w mojej głowie. Przeczytałam „Żonę podróznika w czasie” Audrey Niffenegger i oniemiałam.

To niebanalnie napisana książka o czekaniu, o akceptacji, o samotności i wreszcie o miłości.

Jakże samotny musiał być Henry podróżujący między teraźniejszością, przyszłością i przeszłością bez wpływu na to gdzie i kiedy znajdzie się podczas swojej następnej podróży w czasie. Jak samotna była Clare czekając na powroty Henrego, obawiając się, że nadejdzie dzień, kiedy Henry nie wróci. I jak silna musiała być ich miłość, że przetrwała ciągle rozstania i powroty. Niewielu z nas zaakceptowałoby taki związek, życie na odległość i niepewność tego, co przyniesie kolejny dzień.

Czytałam patrząc na historię z perspektywy Clare i raz po raz łapałam się na myśleniu, że chciałabym aby i mnie ktoś tak kochał, jak Henry kochał Clare. Aby i mój mąż miał tyle cierpliwości, czułości i pewności swoich uczuć.

I z drugiej strony i ja chciałabym umieć tak kochać, nie zrażać się, akceptować człowieka takim, jakim jest i nie wycofywać się. Chciałabym umieć celebrować każdy następny dzień razem i mieć niezachwianą pewność, że właśnie takiego życia chciałam.

Nie mogę powiedzieć, że  pochłonęłam tę pozycję. Raczej smakowałam porcjami, tak by starczyło mi na dłużej. Odkładałam ją i wracałam, gdy już obrobiłam w głowie kolejny kawałek. Poza tym nie chciałam, by za szybko się skończyła przeczuwając jaki będzie koniec. Wreszcie wczoraj skończyłam i natychmiast zamówiłam sobie swój własny egzemplarz. Do tej ksiażki będę wracać, gdy znowu zwątpię.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu