Dzban miodu, Gert Godeng

Fredric Drum zwany Pielgrzymem jest Norwegiem, współwłaścicielem małej ekskluzywnej restauracji oraz znawcą win. Interesuje się także kryptologią i odczytywaniem starożytnych języków. Aby zamówić nowe trunki do restauracji wybiera się do Francji do miasteczka znanego z produkcji wyśmienitych win.

Na miejscu okazuje się, że miasto żyje sensacją. Siedmiu mieszkańców zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, policja nie odnalazła ani ciał, ani winnych tych zaginięć. Frederic zaczyna interesować się sprawą po tym, jak dwukrotnie cudem udaje mu się wybrnąć ze śmiertelnej opresji. Wówczas zdaje sobie sprawę, że mimowolnie jest uczestnikiem dziwnych wydarzeń. Aby rozwiązać zagadkę musi zaangażować całą swoją wiedzę o winach, o starożytnych językach i umiejętność obserwacji zachowań ludzkich.

Akcja powieści płynie wartko, książkę czyta się jednym tchem, śmiejąc się trochę z Fredrica i jego nadprzyrodzonych niemal umiejętności wychodzenia cało z tarapatów. Fredric to połączenie MacGayvera z Chuckiem Norrisem 🙂

Autorowi należy oddać, że potrafi ciekawie prowadzić fabułę i tworzyć kryminalną atmosferę w powieści. Chętnie sięgnę po kolejne zgromadzone części „Krwi i wina”.

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Mario Vargas Llosa

szelmostwa

 

Pozornie lekka książka o relacjach męsko-damskich okazała się dla mnie dość ciężkostrawna. Trawiłam ją pracowicie w głowie, nosiłam czytaną historię w pamięci i analizowałam przeczytane fragmenty. Nie umiem obojętnie czytać dobrych książek.

Llosa snuje historię wzajemnych relacji między Ricardo – grzecznym chłopczykiem i niegrzeczną dziewczynką – przyjmującą rozmaite imiona w trakcie rozwoju fabuły. Ich wspólna historia zaczyna się we wczesnej młodości, kiedy to spotykają się w Peru i stanowią parę zauroczonych sobą nastolatków. Następnie ich losy spatają się w różnych miejscach na świecie i w rozmaitych sytuacjach. Ricardo jest przez całe życie zakochany w niegrzecznej dziewczynce i pielęgnuje w sobie to uczucie, podczas gdy ona szuka szczęścia u boku innych, silniejszych od niego mężczyzn, ofiarowując Ricardowi jedynie potajemne i niezwykle rzadkie schadzki, które podsycają jego uczucie i nie pozwalają o niej zapomnieć.

Niegrzeczna dziewczynka zafascynowana jest władzą, pieniędzmi, życiem na świeczniku. Szuka mężczyzn, którzy zapewniają jej to wszystko o czym marzy. Ona ofiarowuje im swoje ciało, oni namiastkę tego, co jest dla niej w życiu ważne.

Ricardo nie może jej dać tego, na czym jej w życiu zależy. Ricardo to człowiek prawy, pracowity, nie szukający rozgłosu. Umie cieszyć się drobnostkami, z wyboru nie startuje w wyścigu szczurów. Nad to wszystko przedkłada przyjaźń i stałość uczuć – na swoje nieszczęście darzy głębokim uczuciem niegrzeczną dziewczynkę, ktora zadaje mu więcej bólu niż rozkoszy i szczęścia. Wartości ważne dla grzecznego chłopczyka są niczym dla niegrzecznej dziewczynki, dlatego też raz po raz wymyka mu się i znika na długie lata w poszukiwaniu mocnych mężczyzn z grubym portfelem. Życie u  boku skromnego urzędnika to klatka, w której dziewczynka nie chce być uwięziona. Wyznanie miłości to poddanie się i rezygnacja z niezależności.

Wolność to dla niej postawa życia. Wolność to możliwość wyboru, możliwość przedzieżgnięcia się w inną postać, możliwość zamknięcia przeszłości i zapomnienia o tym, co było. Miłość i poddanie się innemu człowiekowi są sprzeczne z jej naturą.

Z biegiem czasu niegrzeczna dziewczynka, która wówczas jest już kobietą w średnim wieku, zniszczoną, po wielu tragicznych przejściach docenia to, co całe życie próbował ofiarować jej Ricardo – docenia jego przywiązanie, przyjaźń, bezinteresowność, otwarte serce, jednak nie umie i nie chce mu odpłacić tym samym. Do końca swoich dni jej zachowanie i dusza pozostaje dla Ricarda tajemnicą.

Powieść stawia przed czytelnikiem wiele pytań o sens życia. Co wybrać? Czy tak jak niegrzeczna dziewczynka poszukiwać w życiu nowości, pędzić przed siebie na złamanie karku za często fałszywymi bożkami -władzą, pieniędzmi, złudzeniem lepszego jutra? Czy opłaca się zamykać oczy na to, co jest nam dane? A może żyć bez tej gorączki trawiącej wnętrze i nakazującej rzucać wszystko i gnać przed siebie w poszukiwaniu nowych doznań i poświęcić się pielęgnowaniu uczuć – uczuć jakimi darzą nas bliscy, przestać ranić i ustatkować się? Chyba dopiero u progu życia jesteśmy w stanie właściwie ocenić to, co za nami. A wówczas niejeden z nas dozna pustki i żalu straconych lat, szans, przegapionych ludzi, zranionych uczuć.

Frost i Boże Narodzenie, R. D. Wingfield

wingfield frost i boże narodzenie
Nie tego się spodziewałam po tej książce. Sklasyfikowałam ją o kilka kategorii niżej niż zasługuje. Nie znając autora przede wszystkim sugerowałam się okładką, według mnie badzo kiepską, bardzo kiczowatą i co więcej, jak później się okazało, nie związaną z książką. „Frost i Boże Narodzenie” otwiera cykl książek z detektywem Jackiem Frostem. Jeśli inne książki będą równie dobre jak pierwsza część to zapisuję się do klubu miłośników Frosta, a może Wingfielda?
Jack Frost jest detektywem w małym miasteczku. Kilka lat wcześniej został wdowcem i teraz poświęca się pracy niemal 24 godziny na dobę. W tym samym czasie dostaje order za męstwo skutecznie udaremniając napad na bank i odnosząc przy tym rany od kul pistoletu sprawcy. Z wyglądu jest bardzo niechlujny, wciąż w zniszczonym, niaprasowanym płaszczu i garniturze. Jego piętą achillesową jest robota papierkowa – w jego biurze dokumenty zakrywają każdą powierzchnię płaską, zalega z raportami, z płacami dla swoich podwładnych i wciąż naraża się szefowi posterunku. Jednak dzięki poczuciu humoru i życzliwości jest bardzo lubiany przez większość swoich współpracowników.
Akcja książki zaczyna się przed świętami kiedy ośmioletnia córka miejscowej luksusowej prostytutki nie wraca ze szkółki niedzielnej. Dochodzenie w tej sprawie ma prowadzić drugi detektyw – Allen. Jednak Allen na skutek choroby trafia do szpitala i sprawa ku niezadowoleniu szefa musi zostać tymczasowo przekazana Frostowi. Frost do pomocy dostaje młodego adepta – Clive’a.
Według ambitnego Clive’a Frost nie ma zbyt dużych umiejętności śledczych, w przeciwieństwie do Allena jest nieuporządkowany, miota się i pozornie postępuje bez planu. Jednak okazuje się, że albo ma dobrą intuicję, albo ma dużo szczęścia, albo rzeczywiście ma i umiejętności i plan, którymi nie dzieli się z innymi. Na pewno jest bardzo inteligentny i spostrzegawczy. Podczas poszukiwań dziewczynki splatają się różne inne sprawy i w rezultacie Frostowi udaje się zamknąć kilka innych dochodzeń, w tym nawet takie sprzed ponad trzydziestu lat.
Książka wciąga od pierwszego rodziału. Język, bohaterowie, humor w powieści są na najwyższym poziomie. Rozwiązanie zagadek nie jest łatwe, akcja przetacza się wartko, czas płynie, a książki nie da się wyrwać sprzed oczu. Gdybym miała kolejną część w domu to nie przespałabym tej nocy na pewno. Lekki w odbiorze, zabawny, ciekawy kryminał to najlepsze co może być w sytczniowe ponure wieczory.

Jabłko, Michel Faber

jabłko faber

 „Czytanie z natury jest przyznaniem się do porażki i rytuałem samoupokorzenia – bo człowiek czytający pokazuje, że cudze historie są ciekawsze niż jego własne życie.”

Takie zdanie znalazłam w tytułowym opowiadaniu.

„Jabłko” nie jest bezpośrednią kontynuacją losów bohaterów książki „Szkarłatny płatek i biały”, aczkolwiek nawiązuje do wydarzeń i bohaterów z powieści. Niewielka książka składa się ze zbioru siedmiu opowiadań, z których kilka pokazuje losy postaci po zakończeniu „Płatka”, a kilka jeszcze przed wydarzeniami opisanymi w powieści.

Oczekiwałam, że poznam dalsze losy Sugar i Sophii oraz upewnię się co do losu Agnes. Autor już w prologu pozbawia złudzeń i radzi przesterować nadzieje związane z tym zbiorem opowiadań. Te krótkie formy pozwalają głębiej zajrzeć w dusze bohaterów. A to też dużo.

„Jabłko” to ciekawa lektura – nawet dla kogoś, kto nie z założenia nie czyta opowiadań i jest antyfanką tej formy literackiej (czyli dla mnie). Książka może spodobać się osobom, które nie znają bohaterów z wcześniej wydanej powieści, jednak naprawdę przypadnie do gustu tym osobom, które są już po jej lekturze.

Okropne nowiny, Philip Ardagh

okropne nowiny Philip Ardagh

 

Jeszcze Szaleńsza Stryjenka Szarlotta mieszka w wydrążonej krowie, do której wchodzi się przez dziurę w pupie, Szalony Stryjek Jack mieszka w domku na drzewie, tata maluje na suficie w holu niczym Michał Anioł tylko mniej udane postacie, w sumie to bardziej przypominające wątrobiankę niż ludzi, mama… też nie lepsza. Najbardziej rozgarnięty wydaje się Eddie, chłopiec, którego rodzina postanawia wysłać statkiem do Ameryki, aby tam nadzorował rodzinne interesy

Eddie wyrusza w podróż z opiekunką Lady Konstancją, jednakże nawet podczas rejsu zdarzają się dziwne rzeczy, z którymi chłopiec musi się zmierzyć.

Książka jest dla dzieci, lekko odmóżdża czytelnika, trochę śmieszy, trochę zaciekawia, trochę irytuje. Najbardziej denerwujące są wtrącenia w nawiasach, w których autor wyjaśnia różne oczywistości. Głowy nie dam, ale wydaje mi się, że dzieciom te wtrącenia mogą się spodobać.

Duża dawka absurdu jako przerywnik między poważniejszymi książkami jeszcze nikomu nie zaszkodziła, na mnie działa orzeźwiająco. To druga powieść Philipa Ardagha, którą czytałam i wciąż mam ochotę czytać kolejne absurdalne części przygód Eddiego.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu