Wypadek na ulicy Starowiślnej, Lucyna Olejniczak

 

Mam ostatnio szczęście do ciekawych książek, takich klimatycznych, wciągających, czarujących. Obie czytane równolegle powieści „Pod Huncwotem” i „Wypadek na ulicy Starowiślnej” właśnie posiadają wszystkie te cechy. Szczerze, nie wiedziałam którą czytać, bo obie mnie wciągnęły. O powieści Grimes już pisałam, a teraz pora na powieść Lucyny Olejniczak.

Czytając miałam wrażenie, że książka jest autobiograficzna,  w pewnym stopniu oparta na faktach z życia autorki – w końcu bohaterka nosi to samo imię. Akcja osadzona jest w Krakowie – tym współczesnym i tym sprzed ponad stu lat. Narratorka, początująca pisarka, odnajduje w gazecie wzmiankę dotyczącą wypadku jaki miał miejsce w roku 1900, a w którym ucierpiał strażak pędzący do pożaru. Teodor, pechowy strażak, był pradziadkiem bohaterki. Zaintrygowana tym, że tak niewiele wie o Teodorze, postanawia poszukać jego śladów i napisać o nim powieść osadzoną w realiach początku XX wieku. Zaczyna od archiwum straży pożarnej, bibliotek, parafii. W zbieraniu materiałów asystuje jej Tadeusz – poznany w bibliotece dziennikarz.

Podobała mi się kostrukcja książki – przenoszenie akcji 100 lat wstecz, zabawne dialogi, pogoda ducha bohaterki książki, Kraków sprzed stu lat i Kraków współczesny, a przede wszystkim pomysł wokół którego autorka zbudowała całą powieść. Czekam na kolejne książki Lucyny Olejniczak 🙂

PS. Do końca książki przypuszczałam, że Tadeusz może być szują…

Pod Huncwotem, Martha Grimes

 

„Pod Huncwotem” to tradycyjny angielski pub w prowincjonalnym miasteczku. Pewnego zimowego dnia tuż przed Bożym Narodzeniem w piwnicy z winem zostaje znaleziony martwy człowiek – jest to nowoprzybyły gość pubu. Wkrótce w kolejnym pubie, a raczej na zewnątrz pubu, mieszkańcy mają okazję zobaczyć kolejnego nieboszczyka powieszonego na zewnętrznej belce tuż obok szyldu knajpy. W tej sytuacji miejscowa policja wzywa do pomocy Scotland Yard. Z odsieczą przybywa czarujący detektyw Richard Jury.

W miarę jak Jury poznaje okoliczne towarzystwo pojawiają się nowe ciała i nowe wątki. Detektywowi szybko udaje się zjednać sobie pomocnika, jednego z miejscowych – Melrose’a Planta, którego zaraz na początku wyklucza z kręgu podejrzanych. Dialogi prowadzone przez obu panów oraz ciotkę Melrosa przyprawiały mnie o wybuchy głośnego śmiechu.

Autorka w zabawny i malowniczy sposób pokazała miejscowych „ważniaków”, ich wzajemne powiązania, romanse i awersje. Akcja toczy się wartko, trochę w stylu kryminałów Agathy Christie. Bohaterowie są charakterystyczni, intryga  kryminalna jest na tyle skomplikowana, aby do końca absorbować, a jednocześnie nie na tyle zaplątana by tracić wątek. Angielska prowincja, krajobrazy pokryte świeżym śniegiem oraz miejscowe zwyczaje opisane lekkim piórem Marthy Grimes tworzą fantastyczne tło dla akcji powieści.

Czarujący kryminał! Mam ogromną ochotę na kolejne części z Richardem Jury w roli głównej. I to najlepiej natychmiast 🙂

Kochankowie wszech czasów, Megan Gressor & Kerry Cook

 

Książka dołączona była do magazynu „Zwierciadło”. Zawiera opisy sławnych romansów na przestrzeni kilku wieków. Podzielona jest na rozdziały:

Historyczni  kochankowie

Korona w zamian za miłość

Miłości ludzi pióra

Romanse polityków

Pieniądze, sztuka i miłość

Miłość w Hollywood

Nie umiem czytać książek wyrywkowo, zatem przebrnęłam przez tę pozycję od deski do deski. Początek znudził mnie i rozczarował – suche i ogólnikowo podane fakty. Gdzie tu te porywy serc, gdzie romans? Potem było już lepiej, a w przypadku niektórych par rzeczywiście zadziałała moja wyobraźnia. Najbardziej podobał mi się rozdział o pisarzach – romans Lorda Byrona z Caroline Lamb oraz H.G. Wellsa z Rebeccą West powinny zostać opisane w oddzielnych książkach tyle tam namiętności, szaleństwa i wreszcie rozpaczy po utracie serca ukochanego.

Dodatkowym atutem książki są cytaty fragmentów listów oraz fotografie. Szkoda tylko, że okładka książki jest taka niestaranna, cienka i ma brzydką szatę graficzną.

Dziewczynka w czerwonym płaszczyku, Roma Ligocka

 

Autobiograficzna książka Ligockiej przykuwa uwagę i angażuje bez końca.

Losy żydowskiej rodziny śledzimy od momentu, gdy mała Roma zaczyna rejestrować pierwsze wspomnienia z krakowskego getta. Jej dzieciństwo w gettcie jest przerażające – lęk, ukrywanie się, wszechobecna przemoc, bezradność dorosłych i śmierć. Podobnie smutne były lata spędzone w Krakowie w mieszkaniu Kierników – polskiej rodziny, która dawała schronienie Romie i jej matce do końca wojny, po tym jak udało im się wydostać z getta.

Dziewczynkę wciąż dręczyło poczucie winy – z powodu ciemnych włosów i oczu, z powodu nieostrożnego ruchu czy dźwięku, czy nieodpowiedzialnego zachowania, które mogło sprowadzić nieszczęście na jej bliskich. Brakowało jej także przyjaciół i normalnych relacji z rówieśnikami, ponieważ nie mogła opuszczać mieszkania.

Rodzina Romy została zdziesiątkowana podczas wojny, jednak przy życiu pozostało kilku jej kuzynów oraz dalszych krewnych. Ocalał także jej ojciec, który przez lata wieziony był w obozie pracy w Płaszowie.

Lata powojenne w smutnej szarej Polsce dostarczyły kolejnych rozczarowań. Wszystko to odbiło się na późniejszym dorosłym życiu Romy Ligockiej.

Książka jest szczera i pisana z potrzeby serca – to się czuje. Ligocka nie nadużywa sentymentalizmu i w przeciwieństwie do wielu filmów o holocauscie nie stara się wzruszać. Dzięki szorstkości i dystansowi łatwej zrozumieć, że autorka od dawna próbowała zapomnieć, nie roztrząsać, nie dręczyć się obrazami zapamiętanymi z wojny. A mimo wszystko nie zapomniała. Dobrze, że chciała się swoim bogatym życiem podzielić z czytelnikami.

Filary ziemi, Ken Follett

Nie jest to lektura dla niecierpliwych. Chyba żadna z książek Folletta nie jest lekturą, którą możnaby pochłonąć w kilku posiedzeniach. Wcześniej czytałam „Lot nad oceanem” i mimo tego, że książka dotyczyła zupełnie innych wydarzeń i akcja miała miejsce w XX wieku, fabuła postępowała równie powoli. Nie chcę przez to powiedzieć, że książki napisane przez Folletta są nudne, bo na pewno nie są, ponieważ obfitują w zwroty akcji, ciekawych bohaterów wybiegających przed swoje czasy oraz wciągające historie. Chcę jedynie powiedzieć, że autor nasycił swoją prozę taką liczbą słów, wątków, postaci i zdarzeń, która wystarczyłaby na jeszcze dwie pełnowartościowe powieści.

„Filary ziemi” to epicka opowieść o splecionych losach ludzi pochodzących w różnych stanów: duchowieństwa, rzemieślników, mieszczan, arystokracji i banitów. Akcja obejmuje kilkadziesiąt lat i toczy się w dwunastowiecznej Anglii.

Jedną z głównych postaci jest Tom Budowniczy. Tom to zdolny rzemieślnik marzący o zbudowaniu katedry, jednakże z konieczności imający się pomniejszych prac. Gdy traci zatrudnienie przy budowie domu dla lorda Williama Hamleigh’a odtrąconego przez Alienę, córkę hrabiego Bartholemew, jest zmuszony wyruszyć w drogę w poszukiwaniu kolejnego zajęcia. Podczas długiej tułaczki w połogu umiera jego żona.

Tom Budowniczy po utracie żony związuje się z Ellen – banitką żyjącą z synem Jackiem w lesie z dala od osad. Połączeni miłością i namiętnością wspólnie szukają miejsca, w którym Tom mógłby pracować, aby utrzymać siebie, swoje dzieci Alfreda i Marthę oraz swoją kochankę i jej syna. W końcu Tom zdobywa zatrudnienie przy budowie katedry w Kingsbridge. Opowiadana historia jest ściśle związana z historią powstawania katedry. Dzięki obfitości opisów detali architektonicznych można wyobrazić sobie ogrom budowli i trud włożony w jej powstanie. Szkoda, że katedra ta zrodziła się tylko w wyobraźni autora.

W Kingsbridge zbiegają się losy wszystkich postaci – przeora Philipa, Alieny i jaj brata, lorda Hamleigh’a, Jacka i jego matki oraz Toma i jego dzieci. Podczas wieloletniej budowy katedry bohaterowie doświadczają doli i niedoli. Kraj pogrążony jest w wojnie domowej i walce o władzę, czasy niespokojne, rozkazy i decyzje władców dotyczące Kingsbridge wciąż zmieniają się, a losy katedry są niepewne. Kingsbridge nieustannie musi rywalizować z hrabstwem Shirley – dawniej należącym do ojca Alieny, obecnie pod władaniem okrutnych, bezkompromisowych Hamleigh’ów.

„Filary ziemi” to opowieść od walce dobra ze złem. Zło pochodzi najczęściej z góry – powieść obfituje w chorobliwie ambitnych biskupów, przekupnych lordów, rozpasanych wojowników grabiących i podpalających wsie, czyniących samosąd. Uczciwość, ciężka praca, jasne zasady nie raz przegrywają w walce z podstępnym nieprzebierającycm w środkach wrogiem.

Powieść oceniam wysoko, ale na razie nie mam ochoty czytać drugiej części pt: „Świat bez końca”. Tę przyjemność zostawię sobie na wakacje letnie.

Agnieszka Kalus o książkach i czytaniu