Pan Lodowego Ogrodu, t.1, Jarosław Grzędowicz (audiobook)

Fabryka Słów, 2011

Czas nagrania: 14 godz. 8 min Czyta Jacek Rozenek

Liczba stron: 544

Słabo się znam na fantastyce, nie śledzę serii, nie wiem co czytać, gubię się w bibliotece przy półce z książkami tego typu. To, że się nie znam, nie znaczy, że nie lubię. Fantastykę odkryłam późno, już jako stateczna pani, więc mam duże zaległości w stosunku do tych, którzy czytają ją od dziecka. Na „Pana Lodowego Ogrodu” trafiłam trochę przypadkiem – po pierwsze zaintrygowało mnie zamieszanie wokół czwartego tomu. Okazało się, że mnóstwo osób czekało na tę książkę. Po drugie, gdy na FB pytałam, co czytacie, odpowiadaliście, że przygody Vuko Drakkainena. Ja również zapragnęłam je poznać. Jako że jestem leniwa i nie lubię dźwigać grubych książek, sięgnęłam po audiobooka. Bo, jak wielokrotnie powtarzałam, dla mnie książka to książka, nieważne w jakim formacie.

Nie będę streszczać fabuły, bo Wy już ją od dawna znacie, a jeśli jeszcze nie znacie, nie chcę zabierać Wam przyjemności z jej poznawania. Przyznam jednak, że przez cały czas czekałam na moment, kiedy przetną się drogi dwóch bohaterów: Drakkainena, który przybył z ziemi w poszukiwaniu zaginionych członków misji badawczej oraz tego, który szkolił się na przywódcę swojego ludu.

W książce dużo się dzieje – poznajemy nową planetę, której cywilizacja jest na poziomie średniowiecznym. Poznajemy też krainę rządzoną przez mądrego władcę, dającego swojemu ludowi dużo swobody i dbającego o to, by ster po nim przejął ten z synów, który najlepiej się do tego nadaje – niekoniecznie ten, który jest najsilniejszy fizycznie. Podziwiam pisarzy, którzy potrafią wykreować cały świat dla swoich bohaterów – krajobrazy, ludzi, sprzęty, wierzenia, świat nadprzyrodzony. Grzędowicz poszedł o krok dalej, ponieważ zderza ze sobą odległą przeszłość z odległą przeszłością. Ogromnie fascynowały mnie gadżety, które zabrał ze sobą Drakkainen. W ogóle, to on sam jest fascynujący – dowcipny, męski, odważny, a przy tym ironiczny i trochę zgorzkniały.

O audiobooku:

Stanowczo warto! Przez te kilkanaście godzin słuchania ani jeden raz nie stanął mi przed oczami obraz czytającego Rozenka. Widziałam tylko historię, którą opowiadał. A to oznacza, że czyta świetnie, koncentrując się na tekście, a nie na sobie. Prawidłowo interpretuje dialogi i dobrze modeluje głos. Jeśli kolejną cześć również czyta, rozważę kontynuowanie audiobooka, choć czytanie samodzielne byłoby szybsze i prędzej poznałabym dalszy ciąg opowieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *