Piernikowe makabreski, J. Fluke & L. Levine & L. Meier

Bellona, 2012

Liczba stron: 436

Dopiero zjadłam rogala świętomarcińskiego, ale nastrój mam już przedświąteczny i chodzi za mną zapach pieczonych pierniczków. Wszystko to za sprawą przeczytanej właśnie książki, na którą składają się trzy minipowieści sławnych (???) amerykańskich autorek kryminałów. Każda historia to odrębna powieść. Mają dużo wspólnego jeśli chodzi o nastrój (przedświąteczny) i główną bohaterkę (rozmiłowaną w gotowaniu kobietę, która ma zacięcie detektywistyczne).

Joanne Fluke napisała opowiadanie naszpikowane gęsto przepisami na słodkie i na konkretne dania. Jej bohaterka Hanna Swensen próbuje odnaleźć winnego morderstwa swojego sąsiada – Erniego. Ernie, który wzbogacił się wygrywając dużo pieniędzy na loterii, jest osobą, która prawie każdemu zaszła jakoś za skórę, chociażby dlatego, że dręczy mieszkańców bardzo głośną muzyką.

Laura Levine nie podaje przepisów, ale świat jej bohaterki kręci się wokół jedzenia – ciągutek, polędwiczek, kiełbasek, lodów itp. Jaine Austen, autorka sloganów reklamowych dla firm hydraulicznych, przybywa na święta do swoich rodziców – emerytów mieszkających na osiedlu dla starszych ludzi w Tempa Vistas na Florydzie. Nastrój świąteczny zostaje zakłócony kiedy ofiarą morderstwa (upozorowanego na nieszczęśliwy wypadek) pada będący u wielu osób w niełasce emerytowany chirurg plastyczny.

Leslie Meier pisze o porwaniu. Ofiarą porywacza pada czteroletni chłopiec o imieniu Nemo – syn młodych-gniewnych ludzi. Reporterka miejscowej gazety, sama będąc matką gromadki dzieci, nie może przejść nad zniknięciem Nema do porządku dziennego. Postanawia przyjrzeć się tej sprawie z bliska – finał historii okaże się bardziej dramatyczny niż można by się spodziewać.

Stanowczo najciekawsze opowiadanie zostało napisane przez Laurę Levine – jego treść aż skrzy humorem, rozwiązanie zagadki kryminalnej nie jest nadto oczywiste, a stosunek nadopiekuńczej mamy Jaine do jej kota to po prostu klasyka gatunku. Leslie Meier wprowadziła do swojego opowiadania wątki poważniejsze i dużo miejsca poświęca skutkom recesji widocznym w miasteczku. Problem pieniędzy, wysokich cen, debetów na karcie i ubóstwa pojawia się nawet zbyt często, żeby wyglądać naturalnie. Poza tym zakończenie opowiadania jest zbyt wybuchowo-sensacyjne żeby mogło mnie przekonać. Można wyciągnąć wniosek, że policja w tym stanie jest strasznie głupia i nieporadna, a to brzmi zupełnie niewiarygodnie. Joanne Fluke tyle samo miejsca co intrydze kryminalnej poświęciła przepisom i gotowaniu, ale uwagę zwracają mama i siostra głównej bohaterki – przede wszystkim dzięki ich poczuciu humoru. Chętnie przeczytam „Śmierć za cukiernią”, w której spodziewam się znaleźć te same bohaterki.

Czytanie „Piernikowych makabresek” to czysta rozrywka, pozytywny zamulacz na ponure dni oraz powieść wzbudzająca tęsknotę za świąteczną atmosferą. Załączone przepisy na pewno przydadzą się tym, którzy z kuchni niczego się nie boją i pragną spróbować typowo amerykańskich słodyczy i dań. Fakt, że to tak naprawdę 3 książki w jednej to dodatkowy plus – piernikowe makabreski nie zasłodzą Was jeśli będziecie je sobie dawkować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *