Piknik pod Wiszącą Skałą, Joan Lindsay

„Piknik pod Wiszącą Skałą” pokazuje Australię taką, jaką miałam nadzieję zobaczyć (oczyma wyobraźni) w powieści „Mam łóżko z racuchów”. Ta druga książka pozostawiła mnie w stanie niedosytu, podróż na antypody bez pobytu w buszu nie była do końca udana, dlatego tak szybko wróciłam w klimaty australijskie.

Przyroda odgrywa w powieści niemal równą rolę jak fabuła. Jest rok 1900, pensja pani Appleyard to droga szkoła z internatem dla dziewczyn z zamożnych rodzin. W samym środku lata, w dniu świętego Walentego, kilkanaście panienek i dwie opiekunki wyruszają na piknik, w okolice oddalonej o kilka godzin jazdy konno Wiszącej Skały. Oprócz dziewcząt piknik urządzają w pewnej odległości państwo Fitzhubert z bratankiem Michałem oraz służącym Albertem. Gdy cztery nastolatki oddalają się od reszty grupy to owi dwaj młodzi mężczyźni są ostatnimi osobami, które widzą pensjonarki. Piknik kończy się tragicznie – trzy dziewczyny nie wracają na miejsce zbiórki, ginie też nauczycielka, której odejścia od grupy nawet nikt nie dostrzegł.

Książka opisuje także wydarzenia, które miały miejsce po tym tragicznym zajściu na pikniku – działania policji, schyłek świetności pensji, rodzącą się przyjaźń pomiędzy Albertem i Michałem, losy drugiej obecnej tam nauczycielki i inne wydarzenia pośrednio związane w zagadką Wiszącej Skały.

Książka nie byłaby tak zajmująca (bo doprawdy dzieje się w niej niewiele), gdyby nie atmosfera wytworzona przez autorkę drobnymi, lecz istotnymi zabiegami literackimi. Przyroda zdaje się spowijać czytelnika swoją duszną letnią atmosferą. Kwiaty w pełnym rozkwicie pachną tak mocno, że można niemal poczuć ich zapach, po dachu pensji skaczą oposy, spłoszone kangury wyskakują z buszu pod nogi koni, mrówki zbierają okruchy po niedawno zakończonym pikniku – to wszystko działa na moją wyobraźnię. Ponadto dzieją się inne niewyjaśnione rzeczy – zegarki zatrzymują się w samo południe, znienacka pojawia się łabędź, dziewczyny podążają górską ścieżką jakby coś je tam wzywało. Czas niewinności dobiega końca. Autorka wyraźnie jednak sugeruje, że każdy koniec stanowi początek dla nowych doświadczeń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *