Pocałunki na Manhattanie, David Schickler

 Nie lubię i nie czytam opowiadań z jednej przyczyny – moja wyobraźnia pracuje za wolno. Zanim poznam bohaterów, przywiążę się do fabuły i wymyślę potencjalne jej rozwinięcia, opowiadanie już się kończy, nie pozostawiając mi pola do własnej inwencji twórczej. Tę książkę Schicklera kupiłam przy okazji jakichś większych zakupów w księgarni, kierując się nazwiskiem autora, którego znam z powieści „Czarująca i niebezpieczny”. Cena oscylująca w granicach 3 zł sprawiła, że nawet nie zajrzałam do środka. Dopiero w domu odkryłam, że są to opowiadania.

No cóż, przeczytałam je i odkryłam przy tym, że krótką formę dobrze czyta sie w wannie 🙂

To zbiór opowiadań połączonych ze sobą cienką nicią  – główny bohater jednego opowiadania jest często drugoplanową postacią innej opowieści. Poza tym wszystkie opowiadania są o Nowym Jorku, o Manhattanie i o kamienicy, w której rezyduje większość postaci. Niekwestionowanym bohaterem drugoplanowym są perfumy Serendipity występujące w kilku opowiadaniach.

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie postacie. Akcja płynie wartko, jest dość ciekawa, pokazuje świat z różnych perspektyw, autor posługuje się współczesnym językiem. Ale bohaterowie to… zazwyczaj psychopatyczni dziwacy, nieumiejący stworzyć normalnych relacji z płcią przeciwną. Relacje, które tworzą oparte są na różnego rodzaju przemocy. Przemoc ta jest zazwyczaj nieuzasadniona i nie wiadomo z czego wypływa, bo na przykład, jaki cel ma dziewczyna wyrzucająca nagiego mężczyznę na półpiętro, by tam odpowiadał jej na dziwne pytania i słuchał odgłosów jej podniecenia…? Brak mi podbudowy psychologicznej bohaterów i dlatego książka mnie nie przekonuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *