Ręka. Pożegnanie z Kurtem Wallanderem, Henning Mankell

Biblioteka Akustyczna, 2013

Czas nagrania: 3 godz. 35 min. Czyta Leszek Filipowicz

Liczba stron: 312

Powieści z Wallanderem bardzo lubię, chociaż oczywiście nie wszystkie jeszcze przeczytałam, co więcej, te, które przeczytałam, czytałam bez zachowania chronologii wydawania. Stąd też bez żadnego wahania sięgnęłam po opowiadanie wieńczące cykl. Postanowiłam zaopatrzyć się w audiobooka, ponieważ wersja książkowa spotkała się z dość dużą krytyką – podobno oprócz opowiadania i posłowia Mankella, znajduje się tam dość obszerny przewodnik po postaciach pojawiających się w innych książkach tej serii. Przewodnika tak czy owak bym nie przeczytała.

Wallander, policjant rozważający już przejście na zasłużoną emeryturę, od dłuższego czasu nosi się z zamiarem kupna domu na wsi. Ma dość wyśrubowane wymagania i mglistą wizję tego jak powinien wyglądać dom. Wie na pewno czego nie chce i na co go nie stać. Pewnego dnia jeden z kolegów z pracy proponuje mu obejrzenie domu położonego za miastem i należącego do ciężko chorego krewnego jego żony. Wallander jedzie na miejsce, żeby zobaczyć co takiego oferuje mu kumpel. Jest już niemal zdecydowany na zakup, kiedy w ogrodzie natyka się na wystającą z ziemi ludzką rękę. Uruchamia machinę policyjną i porzuca myśl o kupnie tego domu. Przed policją stoi trudne zadanie wydobycia i zidentyfikowania zwłok oraz znalezienia osoby, która zakopała je w ziemi.

Więcej nie powiem na temat fabuły. Z przyjemnością jednak podzielę się swoją opinią o opowiadaniu. Nie wiem ile stron książki zajmuje treść „Ręki”, w wersji czytanej trwa ok. 3 godzin, więc nie jakoś szczególnie długo. Mnie udało się jej wysłuchać w jeden dzień. Piszę o długości tekstu, żeby pokazać, że choć nie jest zbyt obszerny, wypełniony jest akcją, licznymi zdarzeniami oraz opisem intensywnego dochodzenia prowadzącego coraz dalej w przeszłość. A wiadomo, że im dawniej doszło do jakiegoś zdarzenia, tym mniej świadków można znaleźć i pojawia się pole do domysłów. Nie brak w opowiadaniu również bardziej dramatycznych momentów.

Wciągające, dobrze napisane opowiadanie z Kurtem Wallanderem w roli głównej. Dodam, że jak zawsze w przypadku Biblioteki Akustycznej zadbano o detale, wszystkie głoski są wyraźne, lektor nie połyka końcówek wyrazów ani nie sapie w mikrofon. Poza tym bardzo lubię głos p. Filipowicza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *