Seryjne zabójczynie, Tori Telfer

Poradnia K, 2017

Liczba stron: 418

Tłumaczenie: Jarosław Mikos

Autorka wychodzi z założenia, że postacie seryjnych zabójczyń nie są znane, ponieważ panuje przekonanie, że tak potwornych zbrodni dopuszczają się mężczyźni. Płeć piękna kojarzona jest co najwyżej z przestępstwami popełnionymi w afekcie lub na skutek nieszczęśliwego wypadku. Mnie nie trzeba przekonywać, że kobiety mogą być sprawczyniami najpotworniejszych zbrodni – za dużo przeczytałam reportaży i kryminałów. W tej książce znalazło się miejsce dla kilkunastu kobiet, które zapisały się na kartach historii jako pozbawione sumienia, okrutne morderczynie.

Książka zaczyna się od przedstawienia postaci, o której wiemy, że była okrutna, lecz zapewne tylko nieliczni powiedzieliby, że jest seryjną zabójczynią. Elżbieta Batory kojarzy się raczej z paskudnymi praktykami niż z zabijaniem. Okazuje się jednak, że zabijanie służących było czymś, co sprawiało jej satysfakcję, a przypisywane jej kąpiele w krwi młodych dziewcząt może niekoniecznie są prawdą. Co ciekawe, autorka tej książki wybiera głównie bohaterki (a raczej antybohaterki), które nie są tak znane jak Elżbieta Batory, dlatego ten wstęp może być mylący. Nie znałam zbyt wiele nazwisk z długiej listy sprawczyń, więc czytałam o nich z dużym zainteresowaniem. Każda historia jest dobrze udokumentowana, przedstawiona w zajmujący sposób, ukazuje tło historyczne oraz często reakcje społeczeństwa po ujawnieniu zbrodni. Duży plus za to, że bohaterki pochodzą z różnych krajów i okresów historycznych. Oczywiście, najwięcej jest tych, które swoja krwawą działalność prowadziły w okresie od połowy XIX wieku do teraz.

Jedyne, co mnie męczyło, to nagromadzenie przykładów morderczyń, które posługiwały się trucizną do pozbywania się swoich przeciwników, mężów, członków rodziny. Jest to prawdopodobnie wynikiem tego, że trucizna była środkiem najchętniej wykorzystywanym przez kobiety – nie dość, że łatwo dostępnym, to trudno wykrywalnym w czasach wiktoriańskich i późniejszych. Nagłe zgony w tamtym okresie nie były niczym zaskakującym, więc sprytne zabójczynie mogły szczodrą ręką dosypywać arszeniku do zupy i potrawki bez obawy, że zostaną nakryte. Podejrzewam, że wiele z nich uprawiało ten proceder i nigdy nie zapłaciło za popełnione morderstwa. Te, które zostały nakryte, cechowała wyjątkowa bezczelność i brak umiaru.

Czytałam tę książkę z dość dużym zainteresowaniem, często dziwiąc się, że niektóre z opisanych kobiet tak długo uprawiały swój niecny proceder, nie wzbudzając podejrzeń. Być może zadziałały tu mechanizmy, o których wspominałam na początku – nikt nie sądził, że kobieta może być zdolna do morderstwa z zimną krwią. Raczej nie jest to książka do przeczytania jednym ciągiem (wszystko się pomiesza), ale jeśli ktoś interesuje się tą tematyką, może w niej znaleźć sporo ciekawych treści i punkt wyjścia do dalszych poszukiwań w temacie.

2 myśli nt. „Seryjne zabójczynie, Tori Telfer”

  1. Historia to nie jest moja ulubiona tematyka jednak ,, Dziewczyny wyklęte”, ,,Kobiety dyktatorów” czytałam z przyjemnością. Myślę , że ta też mnie zainteresuje i kiedyś u mnie pojawi. \K.

  2. Brzmi dość interesująco, to muszę przyznać. Może się skuszę, ale zrobię małego psikusa. Zamówię książkę dla mojej kobiety na urodziny i sam „od niechcenia” ją przeczytam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *