Służące, Kathryn Stockett

Media Rodzina, 2011

Liczba stron: 584

Tak wiele zostało powiedziane już o tej książce, że nie wiem nawet czy warto się rozpisywać. Kto bowiem nie sięgnął po powieść, udał się do kina aby obejrzeć filmową wersję „Służących.” Wreszcie i ja przełamałam się i kupiłam na Amazonie powieść w wersji elektronicznej, bo mało czego nie lubię tak bardzo jak czytania w łóżku dużych i ciężkich książek.

Opowiadają trzy narratorki, mieszkanki Jackson w Missisipi. Najmłodsza z nich dwudziestotrzyletnia Skeeter – to córka zamożnego farmera, absolwentka uniwersytetu, marząca o karierze pisarki. Najstarsza to Aibileen – czarnoskóra służąca zatrudniona w domu jednej z przyjaciółek Skeeter do opieki nad dzieckiem oraz wszelkich pozostałych prac domowych. Trzecią narratorką jest Minny, również służąca, której niewyparzony język sprowadza na nią kłopoty i sprawia, że kobieta wciąż zmienia miejsca pracy.

Połączy je kontrowersyjny i śmiertelnie niebezpieczny pomysł Skeeter, która za namową wydawcy z Nowego Jorku postanawia napisać książkę o życiu czarnoskórych służących w najmniej tolerancyjnym stanie. Wywiady i spotkania ze służącymi muszą odbywać się w tajemnicy przed wszystkimi, ponieważ końcówka lat pięćdziesiątych to czas wzmożonych represji w stosunku do czarnych oraz początek walki o równouprawnienie i zaprzestanie segregacji rasowej. Kiedy Aibileen i jej koleżanki otwierają się przed Skeeter, ta dopiero wtedy dostrzega, że życie służących jest bez porównania cięższe niż sobie wyobrażała. I nie chodzi tu o ciężką pracę, ale o przedmiotowy sposób traktowania ich przez białe kobiety.

Książka porusza wiele problemów. Ten najważniejszy to oczywiście kwestia segregacji rasowej. Ponadto, co mnie najbardziej poruszyło, to powierzchowność wszelkich związków pomiędzy białymi mieszkańcami Jackson oraz sztuczność i hipokryzja panująca w tym mieście. Mamy również bardziej przyziemne wątki – toksyczne relacje Skeeter z matką, która uważa córkę za brzydulę i na siłę próbuje wydać ją za mąż. Sama Skeeter mimo skończonych studiów nie umie przeciąć łączącej jej z domem pępowiny i wciąż mieszka z rodzicami. W treści pojawiają się również sekrety, na rozwiązanie których czekamy z niecierpliwością.

Książkę czyta się świetnie dzięki stylizowanemu językowi obu służących. Oczywiście nie bez zasługi jest także wciągająca fabuła oraz poruszona przez autorkę tematyka. Kończąc książkę nie mogłam opędzić się od jednej natrętnej myśli, którą powtarzałam w głowie niczym mantrę: Żeby tylko nie było kolejnej części tej książki. Żeby tylko nie było kolejnej części tej książki. Dlaczego? Lepiej nie dopowiedzieć do końca historii niż powiedzieć za dużo.

PS.

Okładki wydań amerykańskich bardziej mi się podobają. Nie lubię niebieskiego koloru 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *