Sosnowe dziedzictwo, Maria Ulatowska

Prószyński i S-ka, 2011

Liczba stron: 294

Debiut pani Marii Ulatowskiej otula czytelnika bezpiecznym ciepłym kokonem utkanym z historii, tych starszych sięgających czasów drugiej wojny światowej oraz tych nam współczesnych. Chętnie poddałam się tej opowieści i spędziłam cudowny wieczór w Sosnówce wraz z sympatycznymi bohaterami powieści oraz zabawną przybłędą – suczką nazwaną Szyszką.

Anna Towiańska dziedziczy dworek położony na obrzeżach Towian. Sosnówka, bo tak nazwana jest ta posiadłość, choć sama zaniedbana, położona jest w bajecznym miejscu na brzegu jeziora i otoczona lasem. Warszawianka Anna od razu poddaje się urokowi miejsca i postanawia jak najszybciej przywrócić budynkowi należny mu blask. Wrodzony urok Anny, jej otwartość oraz serdeczność w stosunku do miejscowych, nazywających ją „dziedziczką”, szybko zjednują jej oddaną grupę przyjaciół i znajomych gotowych pomagać w pierwszych tygodniach pobytu w Sosnówce. Pobyt w Towianach natomiast wieńczy romans z młodym weterynarzem, choć nie jest on jedynym mężczyzną, który miałby ochotę bliżej poznać panią Towiańską.

Rozdziały poświęcone Annie oraz jej znajomym z Towian, przeplatane są historią sprzed ponad sześćdziesięciu lat, wyjaśniającą w jaki sposób powstanie warszawskie wpłynęło na losy rodziny Towiańskich i w jaki sposób Sosnówka trafiła w ręce „dziedziczki”.

Przeczytałam zachłannie przewracając kolejne strony, tuląc się do ciepła bijącego z każdego rozdziału. Ucieszyłam się, też z tego, że opowiedziana historia o tym, jak Annie udało się znaleźć swoje miejsce na ziemi, a może i miłość, została doprowadzona do takiego momentu, który zwiastuje pojawienie się kolejnej części. Refleksja nad treścią przyszła do mnie jakiś czas po zamknięciu książki – świat przedstawiony w powieści jest zbyt idealny, Anna zbyt serdeczna i zbyt powszechnie lubiana, a Towiany to chyba jedyne małe miasto, w którym nie ma zawiści, nietolerancji i małostkowości. Ale coś za coś, gdy chce się przeczytać książkę ku pokrzepieniu serca i ducha, nie powinno się zwracać uwagi na takie detale…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *