Soweto – my love, Wojciech Albiński

WAB, 2012

Liczba stron: 251

Książkę zdjęłam z półki i wzięłam ze sobą do domu zupełnie w ciemno. Nie zdawałam sobie sprawy czym jest tytułowe Soweto i że książka będzie o RPA, ponieważ spiesząc się nie zajrzałam na ostatnią stronę okładki. Teraz już wiem, że Soweto to miasto czarnoskórych – dawniej dzielnica Johannesburga, teraz praktycznie oddzielna jednostka terytorialna, przez którą każdego dnia i nocy przetacza się fala przestępczości.

Opowiadania zamieszczone w tym zbiorze dotyczą kolorowych i białych mieszkańców Johannesburga oraz odwiecznej walki pomiędzy tymi grupami. Obserwujemy jak ich w chwilach przenikania się kultur i zwyczajów – np. podczas wizyty starszyzny plemienia u miejscowego lekarza i ustalania zasięgu kompetencji. Widzimy również jak skomplikowane i w zasadzie niedopuszczalne są związki miłosne między białymi i czarnymi. Kontakty seksualne są zakazane prawnie, a kary za nie są bardzo wysokie.

Mamy okazję poznać kilkanaście migawek z codzienności w Soweto – przestępczość, napady, kradzieże, pobicia, procesy przestępców oraz nierówne kary dla białych i czarnych za te same zbrodnie. Oglądamy RPA oczami białych i czarnych, Afrykanów i Europejczyków. Widzimy małe i duże dramaty, czasem zabawne scenki, czasem problemy tak zagmatwane i trudne do rozwiązania, że nie wiadomo po której stronie stanąć.

Albiński w opowiadaniach zawarł sporą dawkę emocji. Trudno przejść obok nich obojętnie – czasami wstrząsają, czasami pojawia się w czytelniku poczucie wstydu za rasę białych, czasami obrzydzenie i niechęć w stosunku do bezwzględnych czarnych. Lepiej je sobie dawkować przez 2-3 dni niż przeczytać wszystkie w jeden wieczór żeby lepiej uporać się z emocjami.

Po lekturze tej książki uznałam, że mam przesyt RPA. Całkiem niedawno czytałam „Gorączkę” Michniewicza, w której znalazły się spore fragmenty na temat tego państwa, często sięgam również po książki J. M. Coetzee, który większość swojej twórczości poświęcił problemom swojej ojczyzny i poczuciu hańby i wstydu za to, do czego doszło na tych ziemiach w ostatnich kilku stuleciach. Im więcej czytam o RPA, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma rozwiązania dla tego państwa, nie pomogą żadne programy, bo nienawiść czarnych do białych jest coraz większa, pojawiają się coraz większe dysproporcje ekonomiczne, a apartheid jak był, tak jest. I nawet jeśli pojawiają się biali, którym nie jest to obojętne i pragną zmian, to są traktowani jako biali wrogowie i tak jak u Albińskiego kończą  na wysypisku śmieci w Soweto. W RPA nie ma wspólnego języka między rasami. I chyba takiego nigdy nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *