Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia, pod red. Anny Król

Wilk & Król Oficyna Wydawnicza, 2014

Liczba stron: 184

O czym jest ta książka z okładką prezentującą Iwaszkiewicza z nietypowej, żeby nie powiedzieć dziwnej perspektywy? Czy kluczem jest tu słowo  użyte w podtytule – „nie-biografia”? Ale jeśli nie jest to biografia, to czym właściwie jest ta książka? Odpowiedź na to pytanie otrzymujemy już we wstępie napisanym przez redaktor tego wydania – Annę Król. Ta niewielka książeczka składa się z trzech części. Pierwsza to zbiór wywiadów z osobami, które blisko znały Iwaszkiewicza, mieszkały w Stawisku i wciąż kultywują pamięć o pisarzu. Druga część została złożona z esejów o pisarzu napisanych przez grono polskich literatów. Trzecia składa się z wyboru listów, tych pisanych przez Iwaszkiewicza i tych, które otrzymywał od swoich korespondentów.

Wywiady są trzy: z Wiesławem Kępińskim (usynowionym przez Iwaszkiewiczów); z Marią Iwaszkiewicz, córką pisarza oraz z ich wieloletnią gosposią, teraz opiekunką muzeum – Zofią Dzięcioł. I te wywiady są właśnie najlepszą częścią książki. Autorce udało się oddać i atmosferę, w jakiej przebiegały rozmowy, i osobowość rozmówcy, na przykład pan Wiesław jawi się jako lowelas, trochę zakochany w sobie łamacz niewieścich serc. Wywiad z córką Iwaszkiewicza odpowiedzialną za jego spuściznę pokazuje, że są ważniejsze sprawy niż stawianie pomników i nadawanie nazw ulicom.

Część druga o tym jak współcześni postrzegają Iwaszkiewicza jest dowodem na to, że życie tego pisarza wciąż fascynuje, a jego twórczość jest świeża i inspirująca. Zacytowane listy natomiast można podzielić na te od i do Iwaszkiewicza. I tak jak te adresowane do niego były raczej nudne, bo pisane stylem rozwlekłym, to te, które on wysyłał czytało się dobrze. Żadnego owijania w bawełnę, żadnego nadętego tonu – tam, gdzie się cieszył czuć było radość, gdy miał zmartwienia, nie ukrywał przygnębienia.

Wydaje mi się, że rozumiem ideę tej książki. Oprócz tego, że z przyjemnością zajrzałam za drzwi Stawiska i posłuchałam o codziennym życiu pisarza, to „Spotkać Iwaszkiewicza” podziałała w moim przypadku jak aperitif i pobudziła mój apetyt. Wydłubałam już z półek kolejne książki i o autorze i napisane przez niego. Nie rozstaję się więc z pisarzem, choć raczej nie rzucę się na trzytomowe wydanie jego dzienników.

PS. Jeśli chodzi o minusy to książka ma skandalicznie małą czcionkę. Przypisów w ogóle nie da się czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *