Sprawa Munstera, Hakan Nesser

Czarna Owca, 2014

Liczba stron: 384

Hakana Nessera wybieram za każdym razem, gdy mam ochotę na dobry kryminał. Na szczęście lista książek wydanych przez tego pisarza jest dość długa, więc mam jeszcze z czego wybierać. „Sprawa Munstera” to kolejny tom serii z komisarzem Van Veeterenem. Nie pytajcie mnie jednak który, bo nie czytam ich po kolei.

Po odejściu Van Veeterena z policji, bieżące sprawy przypadają teraz tym policjantom, którzy dotychczas byli w cieniu świetnego detektywa. Wszyscy liczą na to, że komisarz po zrobieniu sobie przerwy wróci do byłej pracy, a jego odejście uważają za chwilową fanaberię. Brakuje im jego zmysłu obserwacji i analizy, nic więc dziwnego, że na bieżąco informują kolegę o przebiegu prowadzonych przez siebie spraw. Ta, która przypadła Munsterowi, od samego początku jest dziwna. Nic w niej nie idzie tak, jak powinno.

Czterech emerytów, spotykających się w barze i wspólnie grających w loterii trafia dużą wygraną. Na poczet wypłaty nagrody panowie pozwalają sobie na więcej i wracają do domów w stanie mocno wskazującym. Jest późno w nocy, gdy żona jednego z nich znajduje zwłoki męża w łóżku. Ktoś zadał mężczyźnie wiele ciosów nożem. Czyżby komuś zależało na tym, by w wygranej partycypowało tylko trzech zwycięzców? Wiele na to wskazuje. Jednakże prawie nic nie potwierdza tej opcji. Czy starszy pan był zamieszany w coś nielegalnego?

Śledztwo posuwa się powoli, policjanci nie bardzo mają się za co złapać. Przesłuchania obejmują dorosłe dzieci zabitego, jego żonę, przyjaciół oraz sąsiadów. W końcu jedna z osób przyznaje się do zbrodni. Niestety to jeszcze nie koniec. Ostatnie rozdziały powieści obfitują w wiele zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń. Istotną rolę odgrywa również Van Veeteren, który naprowadza Munstera na rozwiązanie zagadki, podważając oficjalna wersję wydarzeń. Okazuje się, że pozornie zwykły człowiek i nierzucająca się w oczy rodzina mogą skrywać wiele tajemnic. Nie bez znaczenia jest też widoczny na okładce nóż – narzędzie to pójdzie w ruch wielokrotnie na kartach tej powieści.

„Nessery” czytam na jeden raz. Najczęściej w soboty, bo wtedy mam czas przed południem. Wczesnym popołudniem już jestem po lekturze – pełna wrażeń, podekscytowana, zdziwiona takim a nie innym obrotem sprawy, czasem zdegustowana, gdy czytam o okropieństwach. „Sprawa Munstera” jest bardzo wciągająca, więc lepiej na planować jej na wieczór. Jeśli tak zrobicie, to działacie na własne ryzyko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *