Stacja Cold Flat Junction, Martha Grimes

WAB, 2007

Liczba stron: 457

Ten trzytomowy cykl o Emmie Graham (pierwszą część opisywałam TUTAJ) trudno zaliczyć do literatury młodzieżowej i trudno też włączyć do literatury kryminalnej dla dorosłych. Czytając „Stację Cold Flat Junction” zarzucałam sobie, że zrobiłam zbyt dużą przerwę pomiędzy kolejnymi tomami, ponieważ okazuje się, że watki rozpoczęte w „Hotel Paradise” są tutaj kontynuowane i istotne.

Emma wciąż bada okoliczności śmierci dziewczynki utopionej w jeziorze. Jako jedyna nie wierzy w nieszczęśliwy wypadek i podejrzewa, że do śmierci dziecka przyczyniły się jej ciotki. Cała trudność polega na tym, że sprawa miała miejsce trzydzieści lat przed urodzeniem Emmy, a osoby, które znały ekscentryczne siostry i pamiętają ich małą siostrzenicę są już dość wiekowe. Szeryf Sam ma nowy problem – szuka sprawcy morderstwa Fern Queen, ale nie dopuszcza do siebie myśli, że może być ono w jakiś sposób powiązane ze śmiercią sprzed 40 lat. Emma znajduje sojusznika w mechaniku samochodowym, kłusowniku i wielbicielu prozy Faulknera, którego umiejętnie namawia do towarzyszenia jej w niebezpiecznych wyprawach do opuszczonego w lesie domu, w którym znajduje przeoczone i zignorowane przez szeryfa wskazówki prowadzące na trop zabójcy.

Podobnie jak w przypadku pierwszej części cyklu, potrzebowałam czasu aby wciągnąć się w akcję, żeby przestawić się ze swojego tempa życia na leniwe, rozgrzane słońcem tempo prowincjonalnej Ameryki lat sześćdziesiątych. Potrzebowałam też czasu, aby zgrać się mentalnie z rezolutną dwunastolatką, która z jednej strony jest małą dziewczynką, zaniedbywaną przez matkę i marzącą o wyjeździe na wakacje na Florydę, z drugiej przenikliwym umysłem śledczym, który nie cofnie się przed żadnym wyzwaniem. Jej metody pozyskiwania informacji od starszych od siebie rozmówców wymagałyby długich opisów, dlatego pominę je zaznaczając, że jest to jedna z rzeczy, dla których warto sięgnąć po książkę.

Inteligentny humor, świetne tło obyczajowe i umiejscowienie akcji książki gdzieś na końcu amerykańskiego świata są niepodważalnymi atutami tej powieści. Jeśli do tego dodamy bohaterów, do których z miejsca pała się sympatią oraz ciekawą fabułę, wyjdzie nam jedno – ten cykl trzeba przeczytać!

PS. Chciałam napisać, że uwielbiam okładki w stylu Edwarda Hoppera zaprojektowane do tego cyklu, ale sprawdziłam i okazało się, że okładka nie jest w „stylu” tego artysty, tylko reprodukcją fragmentu jednego z jego obrazów. Super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *