Stasiland, Anna Funder

Cyklady, 2007

Liczba stron: 307

Autorka książki, Anna Funder, jest Australijką. Niemcy zna ze swoich kilkumiesięcznych pobytów w tym kraju, gdzie odbywała staż dziennikarski, gdzie znalazła przyjaźnie, a przede wszystkim odnalazła historie, które zapragnęła spisać. NRD ze swoją przeszłością ukrytą w cieniu muru jest dla niej miejscem co najmniej egzotycznym, i aby zrozumieć ludzi musi poznać ich przeszłość, musi wejść w świat, który dla osoby spoza bloku wschodniego jest niezrozumiały i przerażający.

Mimo faktu, iż od upadku muru berlińskiego minęło już kilka lat, ludzie wciąż nie mogą pozbyć się lęku i zapomnieć o tych, którzy nie doczekali zjednoczonych Niemiec. Inni, stojący po drugiej stronie barykady, służący wszechobecnej w NRD Stasi, nie mogą odżałować przywilejów i pozorów wielkości, jakie dawało im to zniewolone państwo. A ogrom zniewolenia był przerażający – obliczono bowiem, że jeden agent tajnej policji przypadał na 67 obywateli NRD.

Metody stosowane przez Stasi nie ograniczały się tylko do podsłuchiwania i donosów. Siatka wywiadowcza zaopatrzona była w najnowocześniejszy wówczas sprzęt, zeznania wydobywano z podejrzanych torturami, z których najskuteczniejszą było pozbawianie snu. Państwo bez skrupułów niszczyło życie swoim obywatelom – zakres ich działań był nieskończony – od obserwacji aż po więzienie i morderstwa, za które nikt nie ponosił odpowiedzialności.

Osoby, z którymi rozmawia Funder to ofiary i kaci systemu. To pracownicy propagandy wierzący w każde głoszone przez siebie słowo, a także ci, którzy szantażem zmuszeni zostali do służby krajowi, z którym się nie identyfikowali. Wśród nich są także zwykli ludzie, których życie zostało złamane przez reżim i mur. Jedna z rozmówczyń mówi:

„Zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz własny kraj karmi nas kłamstwami, a nasza przyszłość zależy od udawania, że w nie wierzymy.”

Dodaje jeszcze, że mimo realnego i odczuwalnego zagrożenia każdy próbował po prostu żyć normalnie.

„Żeby nie oszaleć trzeba było jednocześnie liczyć się z logiką reżimu i ją ignorować. Gdybyśmy wszystko traktowali tak serio, jak sobie wyobrażali ludzie z Zachodu, musielibyśmy się powiesić.”

I mimo tego, że po upadku muru nastąpiło wiele zmian w Niemczech, obywatele wschodnich części kraju czują, że wciąż traktowani są jak Niemcy kategorii B. Sami także odczuwają syndrom zwany Mauer im Kopf:

„Mur i to, co się z nim wiązało, wciąż istnieją w ludzkich umysłach. Mur przetrwał w umysłach ludzi ze Stasi jako coś, co może się pewnego dnia odrodzić, a w świadomości ich ofiar – jako budząca grozę ewentualność.”

To bardzo mądra książka. Osobiste historie pokrzywdzonych przez system ściskają za gardło. Ogrom zniszczeń jakich dokonano za pomocą Stasi w umysłach, duszach i sercach Niemców zatrważa i powoduje natychmiastowy sprzeciw u czytelnika. Bo czymże był człowiek dla tak potężnie rozbudowanej machiny służącej zniewoleniu i praniu mózgów? Jak bardzo trzeba było się starać by nie utracić człowieczeństwa w odizolowanym kraju położonym niemal w centrum współczesnej Europy? „Stasiland” nie daje gotowych odpowiedzi, ale warto przekonać się jak bardzo udanie dotyka problemów, z którymi w pewnym stopniu my Polacy możemy się identyfikować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *