Stokrotki w śniegu, Richard Paul Evans

Znak, 2010

Liczba stron: 304

Autor we wstępie do powieści pisze o swoim nieustannym zachwycie „Opowieścią wigilijną” Dickensa, nic więc dziwnego, że fabułę swojej książki oparł na podobnym zamyśle. Evans nie ukrywa, iż „Stokrotki w śniegu” są wariacją na temat winy i jej odkupienia. A ostateczny efekt ma służyć pokrzepieniu serc.

James Kier jest bezwzględnym, cynicznym biznesmenem działającym w branży nieruchomości. Swoje potężne imperium zbudował na sprycie, nieuczciwych zagraniach, nie licząc się z uczuciami osób, które wchodząc z nim w interesy niejednokrotnie straciły wszystko, co miały – łącznie z marzeniami, niewinnością, wiarą w ludzi. Podobnie postąpił ze swoją rodziną – zostawił żonę po wielu latach małżeństwa, z synem nie zbudował praktycznie żadnych innych relacji poza wrogimi. Respekt i szacunek jaki oddają mu znajomi i współpracownicy nie wynika z ich sympatii lecz z lęku przed Kierem. Czy jest coś co może cofnąć Kiera z obranej drogi życiowej?

Pewnego zimowego dnia w prasie ukazuje się nekrolog Jamesa Kiera. Wszystkie media ogłaszają jego śmierć, a w internecie, w komentarzach pod informacją o zgonie potentata rozwija się dyskusja, w której internauci nie zostawiają na nim suchej nitki. Nekrolog okazuje się być pomyłką, ale James dowiaduje się prawdy o sobie. Trudno żyć z taką wiedzą, trudno stanąć twarzą w twarz ze współpracownikami, trudno przyznać się do tego, że jest się rzeczywiście takim, jakiego widzą inni. James postanawia odkupić choć część swoich win. W jego osobistej krucjacie pomaga mu lojalna sekretarka.

Bogata w wiedzę zaczerpniętą ze wstępu wiedziałam jakiego rodzaju powieści mogę się spodziewać. Nie jest to typ literatury, który preferuję, ale książka bardzo mnie wciągnęła, być może właśnie dlatego, że wiedziałam w jakim kierunku potoczy się historia. Przeczytałam ją na jednym oddechu, w jeden wieczór, powstrzymując się od złośliwych komentarzy i chłonąc tę trochę naiwną historię.

Evans pisze prostym językiem, lekko, bez sztuczności, nadęcia i udawania, iż książka jest wielką literaturą. Nie ukrywa swoich zamiarów i chęci natchnięcia czytelnika nadzieją i wiarą w możliwość odkupienia. To typowa powieść świąteczna, bo takim akcentem kończy się opowieść. Czytanie jej w sierpniu to trochę osobliwe zajęcie, jednak ja wieszczę „Stokrotkom w śniegu” duże powodzenie na rynku wydawniczym pod koniec roku kiedy to planowane jest jej wydanie. W końcu nawet tacy twardziele jak ja chcą czasem przeczytać i popłynąć z nurtem jakiejś inteligentnie napisanej bajki dla dorosłych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *