Szósta era, Robert Cichowlas

Replika, 2011

Liczba stron: 260

„Szósta era” to pierwsza książka Roberta Cichowlasa sygnowana tylko jego nazwiskiem. Wcześniej pisał w duecie z Jackiem Rostockim oraz Kazimierzem Kyrczem (Siedlisko, Twarze szatana, Efemeryda). Cichowlas wierny jest konwencji poprzednich powieści: spiętrzające się wydarzenia o charakterze niesamowitym, mieszanie się świata realnego ze światem koszmaru oraz otwarte zakończenie. Czy podołał wysoko podniesionej poprzeczce? Jak najbardziej, ja autentycznie byłam przestraszona.

W pewnym poznańskim liceum zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Jednym z pierwszych świadków wydarzeń zapowiadających zbliżającą się tragedię jest nauczyciel biologii Dawid Galiński. Jeden z jego uczniów nagle zaczyna się zachowywać jak obłąkany – jego oczy zmieniają się w oczy drapieżnika, a on sam recytuje dziwnie brzmiące wersy. Wkrótce w szkole dochodzi do morderstwa, a przyłapany na miejscu morderca zupełnie nie pamięta tego, co zrobił. Policja zastanawia się także, czy technicznie byłby w stanie dokonać takiej rzezi w ograniczonym czasie.

Wiele z wydarzeń zaczyna skupiać się wokół osoby Galińskiego. Mężczyzna jest tym zaaferowany i przerażony. Stara się dociec, o co chodziło w recytowanym przez ucznia wierszu – w ten sposób wpada na aztecki ślad. Zapowiadana przez azteckich władców szósta era ma szansę ziścić się na świecie, a jej epicentrum znajduje się w Poznaniu, wstrząsanym coraz to nową tragedią.

Nie powiem, cieszyłam się, że mam urlop i nie muszę iść do pracy i narażać się na widok nawiedzonych uczniów… To, że autor umieścił akcję w moim (i swoim) mieście oraz w dzielnicy, która jest mi z wielu względów bliska, sprawiło, że wiele razy podczas lektury zastanawiałam się, czy nie będę lękliwie się rozglądać po ulicach i trzymać z daleka od zarośli. Książka intryguje do tego stopnia, że nie mogłam jej odłożyć dopóki nie dowiedziałam się skąd azteckie bóstwa w Poznaniu i skąd w nich taka agresja w stosunku do ludzi.

U pisarzy zajmujących się literaturą z pogranicza fantastyki i horroru najbardziej podziwiam ich fantazję – umiejętność wymyślania nieprawdopodobnych zapętleń fabuły i łączenia rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie mają z sobą nic wspólnego. I tylko jedna rzecz mnie denerwuje – nie lubię otwartych zakończeń – mam zbyt małą wyobraźnię, by umieć sobie dopowiedzieć co jeszcze mogłoby się w powieści wydarzyć.

Polecam tym, którzy lubią się bać i tym, którzy niekoniecznie lubią się bać, ale mają ochotę na spędzenie urlopu z ciekawą daleką od sztampy książką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *