Sztuka grzechu, Arni Thorarinsson

Wydawnictwo Cat Book, 2009

Liczba stron: 385

Skandynawski kryminał? Nawet raz się nie zastanawiam zanim sięgam po książkę w bibliotece. Że islandzki – to jeszcze lepiej. Że śledztwo dziennikarskie – dobrze się kojarzy z trylogią Larssona. Przynoszę książkę do domu i zagłębiam się w zagadkę.

Einar zostaje oddelegowany na północ Islandii by w jednym z prowincjonalnych miast założyć redakcję gazety, w której pracuje. Niemal natychmiast staje się świadkiem podejrzanych wydarzeń. Podczas imprezy integracyjnej jednej z prężnych firm, do wody wpada kobieta. Jest ona żoną szefa, a na skutek wypadku odnosi śmiertelne obrażenia i umiera. Jej matka, niezwykle bystra kobieta mieszkająca w domu starców, nie wierzy w wypadek, podejrzewa męża swojej córki o przyczynienie się do jej śmierci. Stara się zainteresować Einara tą sprawą.

Dodatkowo bez śladu ginie młody człowiek, główny aktor przedstawienia, którego premiera ma się odbyć na dniach. Skarphedin jest niezwykle popularny i lubiany. To typ ekstrowertyka, uzdolniony, zawsze w centrum uwagi, z mnóstwem pomysłów. Jego zaginięcie wydaje się być poważną sprawą. Policja prowadzi poszukiwania, a Einar na własną rękę próbuje prześledzić ostatnie godziny przed zaginięciem Skarphedina.

Oprócz przeplatających się wzajemnie zagadek kryminalnych, książka pokazuje typowe dla Islandii problemy związane z przestępczością narkotykową i konfliktami na tle różnic między ludnością napływową a lokalną. Autor ma lekkie pióro, pisze w sposób dowcipny (nawet kilka razy zaśmiałam się w głos, co nieczęsto się zdarza). Jednak co mnie trochę studziło podczas lektury, to fakt, iż żaden z wątków nie wyszedł na prowadzenie. Wszystkie wątki poruszone w książce są prowadzone na podobnych zasadach, w związku z tym, afera kryminalna zostaje trochę rozmyta. Mimo tego nie żałuję czasu poświęconego tej powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *