Archiwa tagu: 2009

Detektyw Blomkvist, Astrid Lindgren

Nasza Księgarnia, 1999

Liczba stron: 115

Czytając trylogię Millennium Larssona postanowiłam przy okazji sprawdzić, o co chodzi z tym Kalle Blomkvistem, którego imieniem przezywano głównego bohatera, ku jego ciągłej irytacji. Okazja nadarzyła się niedawno, gdy buszowałam z dzieckiem po bibliotecznych półkach w poszukiwaniu dla niego jakiejś ciekawej książki.

Kalle marzy o tym, by być detektywem, rozwiązywać skomplikowane zagadki kryminalne, łapać złoczyńców i pomagać szeroko rozumianemu społeczeństwu. Ma jednak trzynaście lat i mieszka w małym miasteczku, gdzie nigdy nic się nie dzieje i ku rozpaczy Kallego nie ukrywają się w nim żadni kryminaliści. Wakacyjne dni upływają mu na marzeniach o swoich przyszłych wielkich osiągnięciach oraz na zabawach z parą przyjaciół Andersem i Evą-Lottą. Kiedy jednak do miasta przybywa nieznany dzieciom wujek Evy-Lotty o imieniu Einar, Kalle postanawia poddać go obserwacji. Z początku ma wujka na oku tylko po to, by nie wypaść z wprawy i doskonalić swoje umiejętności śledcze, później obserwuje wujka, ponieważ jego poczynania wydają się Kallemu podejrzane. Nieoczekiwanie Kalle znajduje się w samym środku intrygi kryminalnej…

Super książka! I ja i moje dziecko pochłonęliśmy ją z zainteresowaniem – podszyta humorem, ciepła, trzymająca w napięciu, mocno realistyczna. W zasadzie najmniej przypadła mi do gustu scena pościgu policyjnego, w którym bierze udział trójka nastoletnich przyjaciół – mój syn jednak zastrzeżeń nie zgłaszał i nie zauważył, że było to działanie wielce nierozważne ze strony policji. Kalle – trzynastoletni detektyw szukający przestępców, wierzący w swoją misję naprawy społeczeństwa to rzeczywiście pierwowzór Mikaela Blomkvista z powieści Larssona.

Krulewna Śnieżka, Bohdan Butenko

Nasza Księgarnia, 2008

Liczba stron: 166

Niezmiernie się ucieszyłam, gdy dostrzegłam „Krulewnę Śnieżkę” na bibliotecznej półce. Moja radość była tak wielka, że prawie od razu ją przeczytałam dzieląc swój entuzjazm z wszystkimi wokół i cytując najzabawniejsze fragmenty ku uciesze gawiedzi. Do naszego rodzinnego repertuaru na pewno wejdzie zawołanie, by przed wyjściem na bal umyć się do głębokiego dekoltu…

Autor i ilustrator proponuje cztery popularne bajki napisane na nowo. Czerwony Kapturek nie zastaje wilka w łóżku, myśliwy gubi okulary i strzela na oślep, robi się spore zamieszanie, wręcz chaos. Mój ulubiony w zbiorze Kopciuszek wcale nie marzy o tym, by wyjść za Księcia. Jego/jej głowę zaprzątają coraz to nowe przepisy kulinarne. Jaś i Małgosia tak skutecznie gubią się w lesie, że wychodzą ze swojej bajki, a Krulewna Śnieżka jest tajną agentką na usługach policji.

I pomysły, i wykonanie przednie. Boki zrywałam ze śmiechu. Książka pięknie wydana i ilustrowana, oglądanie obrazków jest niemal tak samo zajmujące jak czytanie treści. Wkrótce sprawdzę jak przyjmie bajki mój syn – tradycjonalista. Mam nadzieję, że i jemu przypadną do gustu – w bibliotece przecież leżały na półce z literaturą dla młodszej młodzieży, więc tym mniej wyrobionym czytelnikom powinny też się spodobać.

Powieść dla kobiet, Michal Viewegh

Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2005

Liczba strona: 230

Po typowo męskiej powieści Pettersona sięgnęłam po książkę zgodnie z tytułem przeznaczoną dla kobiet, chociaż napisaną przez mężczyznę. I to mężczyznę, który zaimponował mi umiejętnością opisywania rzeczywistości oraz uczuć w niedawno czytanej i recenzowanej przeze mnie powieści autobiograficznej „Cudowne lata pod psem”.

Tym razem Viewegh bierze na warsztat związki damsko-męskie. Główna bohaterka – Laura to dwudziestolatka pracująca w magazynie dla gospodyń domowych. Jest w związku z chłopakiem, który jest poczciwy, ale głupawy, więc Laura szybko wykorzystuje okazję, by wymienić go na nowszy model. Z tym nowszym modelem to jednak nie do końca prawda, ponieważ Oliver jest od niej o dwadzieścia lat starszy. Większa część książki opowiada o związku tych dwojga, jednakże główną treścią książki jest pokazywanie rozmaitych kombinacji w związkach dwojga ludzi. I nie chodzi tu o kombinacje seksualne.

Matka Laury, na przykład, zawiodła się na Czechach – przede wszystkim zawiódł ją ojciec Laury, który ni z tego ni z owego umarł, osierocając dwunastoletnią córkę i żonę, która przez wiele kolejnych lat szczęścia w miłości będzie szukała daleko od Czech. Przyjaciółka Laury próbuje budować co chwilę nowe związki, które kończą się często o poranku następnego dnia.

Wszystkie te spostrzeżenia autor podaje z przymrużeniem oka i chociaż nie jest to nic odkrywczego, to dzięki męskiemu spojrzeniu autor wydaje się wnosić trochę świeżości do oklepanego tematu. Ani się spostrzegłam jak skończyłam czytać „Powieść dla kobiet” uprzyjemniając sobie nieliczne wolne chwile.

Kradnąc konie, Per Petterson

WAB, 2008

Liczba stron: 284

Podczas lektury tej powieści przejrzałam kilka jej recenzji w sieci, ponieważ wciąż miałam przeczucie, że coś się nie zgadza. Utkwiła mi w głowie niezbyt pochlebna opinia o książce – takie też recenzje odnalazłam. Natomiast ja jestem nią oczarowana, poruszona i wzruszona.

Sześćdziesięciokilkuletni Trond wycofuje się ze swojego dotychczasowego życia. Trzy lata po tragicznej śmierci żony sprzedaje wszystko i wyprowadza się na wieś, do miejsca, w którym spędził ze swoim ojcem jedno powojenne lato 1948 roku. Mały, odludny domek, do którego zabrał go ojciec, gdy miał piętnaście lat, wyznaczył początek jego dorosłości, teraz Trond chce w nim spędzić swoje ostatnie lata.

Powracają wspomnienia. Trond układa sobie w głowie historię taką, jaką była – nie oszukuje się i odtwarza wydarzenia związane z ojcem i brzemieniem jego utraty, z którym żył przez wszystkie lata. Jego wspomnienia wiążą się z bólem, namiętnością, ciężką pracą przy wycince lasu i bliskością z ojcem, jakiej nigdy przedtem i nigdy potem nie zaznał.

Piszecie w swoich recenzjach, że nudno, że tylko drwa rąbią i odśnieżają, stary pryk coś tam wspomina i że zakończenie jest przewidywalne do bólu. A ja czytałam ze skurczonym żołądkiem, siedząc jak na szpilkach i przeżywając dylematy, jakie spadły na ojca Tronda tuż po wojnie. Żyłam jego życiem i myślałam jak on. A tuż po chwili przeżywałam ból rozstania, nieuchronność końca wakacji i początków dojrzewania tak, jakbym była w skórze Tronda stojącego u progu dorosłości. Marzyłam o miłości, tak wielkiej, bezlitosnej i skomplikowanej, że niewielu potrafi o niej pisać, a jeszcze mniej ma dość siły, by za nią podążać. Delektowałam się prostotą przekazu, gładkim językiem, wysmakowanym i nieprzekombinowanym stylem, który uderza prosto w najczulszy punkt. Dotknęło mnie głęboko. Zostanie na długo.

Pierwsza miłość, Francine Prose

Dom Wydawniczy Rebis, 2009

Liczba stron: 294

Amerykańskie miasteczko, senne i spokojne, w którym oazą ciszy i oderwania od cywilizacji jest osiedle nad Jeziorem Lustrzanym. Okazuje się jednak, że niebezpieczeństwo może czaić się nie w atakach terrorystycznych, lecz w niefrasobliwości człowieka. Początek lata przynosi tragedię rodzinie zamieszkującej nad jeziorem. Na skutek nieleczonej choroby serca tonie ich starsza córka Margaret. Śmierć Margaret odciska piętno na całej rodzinie, ale najgłębiej przeżywa ją Nico, jej młodsza siostra.

Starsza o cztery lata Margaret była dla Nico wzorem do naśladowania, pokazywała dziewczynce świat starych filmów, niebanalnych ubrań, starych niemodnych piosenek. Nico i Margaret razem spiskowały przeciw rodzicom, którzy nie akceptowali związku starszej córki z Aaronem i wymykały się spod nadzoru rodzicielskiego. Starsza siostra spotykała się z chłopakiem, a młodsza oglądała w tym czasie film w kinie. Zwieńczeniem każdego takiego spotkania była wspólna wyprawa na lody. Po śmierci Margaret, Aaron, wrażliwy, utalentowany plastycznie chłopak, pogrążony w żalu i głębokiej żałobie, próbuje ukoić swój smutek wikłając się w dziwny związek z trzynastoletnią Nico.

Lato, które nastąpiło po śmierci Margaret to ciężki czas dla wszystkich jej bliskich. Każdy z nich ścigany jest przez własne słabości, każdy próbuje złagodzić ból utraty sobie dostępnymi sposobami – matka z pomocą leków, ojciec zatapia się w pracy nad książką o końcu świata, Nico i Aaron wspólnie pokonując  lęki i lecząc rany powstałe po stracie najbliższej sobie osoby. Ich tajemne spotkania zaczynają przybierać coraz bardziej nieprzewidywalny obrót.

Książka to niepokojąca, przesycona smutkiem i duszną atmosferą upalnych wakacji. Lekki język i ciężki nastrój nie wykluczają się nawzajem. Czytając wciąż zżerana byłam przez niepokój o Nico oraz ciekawość tego, czy dziwna znajomość przerodzi się w tytułową pierwszą miłość. Zastanawiało mnie również to jak zakończy się to dziwne, długie lato i czy jego kres przyniesie ulgę wszystkim pogrążonym w smutku.