Archiwa tagu: 2010

Czarne psy, Ian McEwan

Wydawnictwo Albatros, 2010

Liczba stron: 238

Jeremy od dziecka lubił rozmowy ze starszymi od siebie. Częściej niż z rówieśnikami przebywał z ich rodzicami, którzy uczyli go świata poprzez swoje doświadczenia i fascynacje. Taka potrzeba przebywania ze starszym pokoleniem nie wzięła się z niczego – Jeremy stracił rodziców w wypadku, gdy miał osiem lat, a starsza siostra nie umiała ani nie chciała zapewnić mu domu, o jakim marzył.

Nic więc dziwnego, że Jeremy lubi rozmowy ze swoimi od wielu lat skłóconymi teściami. Historia małżeństwa, a przede wszystkim źródła konfliktu June i Bernarda fascynują go na tyle, iż postanawia napisać o nich książkę. W obiektywny sposób stara się przedstawić różnicę światopoglądów, która doprowadziła to niegdyś zgodne, zakochane w sobie małżeństwo na skraj katastrofy. June podążyła za duchowością, jej wrażliwość oraz humanizm zbliżają ją do drugiego człowieka. Bernard natomiast oddany jest idei, obserwuje świat, wyciąga wnioski, wygłasza swoje opinie. Nie potrafi dyskutować, uchyla się od kontaktów międzyludzkich. June dostrzega tę różnicę między nimi wkrótce po ślubie. Impulsem do takich przemyśleń stało się pojawienie dwóch wielkich, czarnych półdzikich psów na ścieżce, po której wędrowała w południowej Francji. Psy stają się w powieści symbolem zagrożenia, przyczajonego zła gotowego w każdej chwili zagrozić człowiekowi.

W powieści bohaterowie przemieszczają się pomiędzy Anglią, południową Francją, Berlinem tuż po upadku muru dzielącego miasto, a Polską wczesnych lat osiemdziesiątych, gdzie Jeremy poznaje swoją przyszłą żonę. Ta wczesna powieść w twórczości McEwana nie jest tak charakterystyczna jak te, do których autor nas przyzwyczaił. Złowrogie i wyczuwalne zagęszczenie atmosfery, skradająca się podstępnie katastrofa, poczucie zagrożenia oraz głębokie ludzkie dylematy, występują tu w znacznie mniejszym stopniu niż w popularnej „Pokucie”, „Na plaży Chesil”, „Betonowym ogrodzie” czy „Dziecku w czasie„. Jednak daleka jestem od stwierdzenia, że powieść mnie rozczarowała, bo podobnie jak June wierzę, że ważne jest podążanie za własnym spokojem i przekonaniami.

Tajna historia podstępu, Jean Deuve

Muza SA, 2010

Liczba stron: 322

„Tajna historia podstępu w czasie II wojny światowej” otworzyła mi oczy na rzeczy, o których dotychczas nie miałam żadnego pojęcia. Wojnę i bitwy, do których w jej trakcie dochodziło postrzegałam przez pryzmat filmów i książek o superbohaterach. Używanie podstępu i dezinformacji często jest pomijane w produkcjach fabularnych lub ich rola jest bagatelizowana.

Tymczasem okazuje się, że losy drugiej wojny światowej mogłyby być zupełnie inne gdyby alianci nie wykorzystywali na tak szeroką skalę możliwości jakie daje podstęp. Podwójni agencji dostarczali Niemcom specjalnie spreparowanych informacji, w miejsca działań zaczepnych podrzucano fałszywe mapy, listy i instrukcje. Do szerzenia nieprawdziwych pogłosek mających na celu odciągnięcie uwagi Niemców od rzeczywistego celu ataku włączali się generałowie, ambasadorzy, a także prezydenci i król Anglii.

Ogromne środki inwestowano w tworzenie atrap baz lądowych i wodnych – rusztowania, makiety, pompowane bądź drewniane czołgi, atrapy łodzi podwodnych i okrętów bojowych wykorzystywano na szeroką skalę po obu stronach frontu. Największą bodajże operacją mającą na celu zmylenie wroga były poszczególne etapy prowadzące do desantu w Normandii w 1944 roku. Gdyby Hitler w porę zorientował się, że działania aliantów nie są atakiem dywersyjnym, zaangażowałby znacznie silniejsze siły wojsk niemieckich, a tym samym mógłby zmienić przebieg wojny. On jednak ataku spodziewał się w zupełnie innym miejscu, tym, na które wskazywały meldunki agentów oraz działania wojsk brytyjskich.

To ciekawa książka, ale napisana w sposób typowy dla dzieł historycznych – autor podaje mnóstwo suchych faktów (daty, miejsca, nazwiska, kryptonimy), których laik taki jak ja nigdy nie zapamięta oraz nie wykorzysta. Szkoda, że znacznie mniej miejsca poświęca się w książce czynnikowi ludzkiemu oraz przebiegłości dowódców odpowiedzialnych za mylenie wroga. Autor robi przegląd poszczególnych frontów: europejskich, afrykańskich, azjatyckich i opisuje jakiego typu działania zostały wdrożone przez speców od dezinformacji. Dlatego też treść jest trochę powtarzalna – wciąż wraca się do atrap czołgów, makiet, podrzucanych rozkazów oraz podwójnych agentów. Mimo tego cieszę się, że mogłam poszerzyć swoj światopogląd i dowiedzieć się o rzeczach, o których nie miałam dotychczas pojęcia.

Detektyw Murdoch. Ostatnia noc jej życia, Maureen Jennings

Oficynka, 2010

Liczba stron: 308

Czasy wiktoriańskie. Toronto, Kanada. Śnieżny i mroźny miesiąc luty. Na chodniku zostają znalezione obnażone zwłoki nastoletniej dziewczyny. Nic nie wskazuje na to, by dziewczyna była prostytutką, a jednak nie umarła na skutek nieszczęśliwego wypadku. Gdy okazuje się, że denatka była służącą w domu doktora Rhodesa, podejrzenia padają na najbliższy krąg znajomych doktora oraz jego domowników.

Śledztwo prowadzi detektyw William Murdoch, zagorzały katolik, samotny po śmierci swojej narzeczonej, przyjaźniący się z małżeństwem, od którego wynajmuje pokój. Murdoch jest dość bystry i nie wyklucza nawet najbardziej nieprawdopodobnych wariantów morderstwa. Na liście podejrzanych Murdocha mogą pojawić się służący, pospolici przestępcy, ale także zamożni i wysoko urodzeni obywatele. Ta ostatnia ewentualność stanowczo nie pasuje przełożonemu Murdocha.

Śledztwo zatacza szerokie kręgi, detektyw wraz ze swoim pomocnikiem przesłuchują prostytutki zamieszkujące dom, w pobliżu którego znaleziono ciało dziewczyny, jej pracodawców – panią Rhodes, jej męża, syna Owena, służących z domu Rhodesów, a także dziewczynę, z którą zaręczony jest młody Rhodes oraz jej ojca, wpływowego właściciela lokalnej gazety oraz radnego miasta.

W trakcie śledztwa na jaw wychodzą przez lata skrywane tajemnice w domu Rhodesów, podwójna moralność jego mieszkańców, bez końca ukrywane pretensje i jednym słowem – dulszczyzna. Większość rozmówców wyśmiewa religię, którą wyznawała zmarła służąca. Murdoch jest również katolikiem, więc nie raz musi wysłuchiwać gorzkich słów niezrozumienia, podejrzliwości wobec swojej religii.

Książka pochłania czytelnika i prowadzi go przez skrzypiący śnieg po ulicach dziewiętnastowiecznego Toronto ukazując ubóstwo robotników, zmuszające ich do szukania w nierządzie dodatkowych źródeł utrzymania. Opisuje smutne i ciężkie życie młodych roznosicieli gazet. Ukazuje dostatek, spokój i nudę panującą w zamożnych domach wpływowych Kanadyjczyków. Nie pomija kwestii związanych z uprzedzeniami narodowościowymi i religijnymi wobec napływających do Kanady emigrantów. A przy tym jest naprawdę sprawnie napisanym kryminałem. Jest to pierwsza z cyklu siedmiu książek z detektywem Murdochem, pozostaje mieć nadzieję, że wydawnictwo Oficynka będzie kontynuowało tę serię.

Jazda, John Wray

Nasza Księgarnia, 2010

Liczba stron: 317

Cierpiący na schizofrenię nastolatek ucieka ze szpitala wyruszając na misję zbawienia świata. Will, zwany Lowboyem, przekonany jest, iż tylko on może zapobiec destrukcji ziemi, bo tylko on zna datę i godzinę pożaru, który pochłonie wszystko. Chłopiec wyrusza w podróż metrem, ponieważ podziemia zawsze go fascynowały. Na swojej drodze spotyka postaci zaludniające podziemne korytarze, przestępców oraz wyimaginowane przez siebie jednostki, które prowadzą z nim podstępną grę.

Policja podejmuje poszukiwania chłopca, który może zagrażać sobie i innym. Doświadczony policjant z długim stażem w wydziale do spraw osób zaginionych i poszukiwanych, Ali Lateef, zaczyna od wezwania matki zaginionego. Kiedy policjant dostaje zawiadomienie o tym, że chłopca widziano w podziemiach, zabiera ze sobą matkę Willa. Violet chętnie towarzyszy policjantowi. Między tą parą zaczyna wytwarzać się jakaś dziwna współzależność, a Ali jest wyraźnie zafascynowany tą pozornie bezradną kobietą. Ona jednak coś przed nim ukrywa.

Autor wyraźnie indywidualizuje trzy główne postaci powieści. Każda z nich mówi i myśli w sposób unikalny, posługując się innym słownictwem i składnią. Chory chłopiec myśli, mówi, zachowuje się pozornie chaotycznie, choć on w tym chaosie dostrzega porządek i logikę. Jego matka, z pochodzenia Austriaczka, przekręca idiomy, językiem angielskim posługuje się wciąż niepewnie. Ali Lateef, jako policjant, jest najbardziej uporządkowany, choć fascynacja Violet ma niejaki wpływ na to, o czym myśli i jak postępuje.

Obejmująca jeden dzień akcja powieści przenosi nas z metra i podziemnych tuneli do świata na powierzchni. Żadne z tych miejsc nie jest bezpieczne, bo wszędzie spotkać można ludzi pragnących wykorzystać innych. Gra jaka rozgrywa się pomiędzy Violet a Alim, ma swoje przełożenie na groźne i być może tragiczne w skutkach spotkanie Willa z Emily, jego sympatią. Dziewczyna świadomie igra z niebezpieczeństwem, choć raz cudem uniknęła śmierci po ataku Willa. Co przyniesie ten dzień? Czego nauczy się każdy z bohaterów powieści? Gdzie zawiodą ich ścieżki obrane przez Lowboya? Czy wszyscy wyjdą cało z tego szalonego pościgu bez reguł?

Tak, to niepokojąca książka. Idealna dla tych, którzy szukają w literaturze czegoś odmiennego. Nawet trudno ją zaklasyfikować, bo łączy w sobie elementy powieści drogi, obyczajowej, sensacyjnej i psychologicznej. Przeczytałam ją z zainteresowaniem, do końca wyobrażając sobie coś innego, niż to, co autor postanowił wyjawić na końcu książki. Ta udana gra z czytelnikiem to niezaprzeczalny plus dla książki.

Bez przebaczenia, Agnieszka Lingas-Łoniewska

Novae Res, 2010

Liczba stron: 338

Dawno żadna lektura nie wzbudziła u mnie tylu emocji jak „Bez przebaczenia”. Przyznam, że podeszłam do niej podejrzliwie, bo tak mam w zwyczaju postępować z książkami, które zbierają entuzjastyczne recenzje. Poza tym odstręczała mnie od niej wyjątkowo nieudana okładka. W rezultacie książka przeleżała kilka miesięcy zanim doczekała się swojego czasu.

W tragicznym wypadku drogowym Paulina Litwiak traci matkę i przyrodniego braciszka. Osiemnastolatka trafia pod opiekę ojca, którego nigdy wcześniej nie poznała. Przeprowadza się do odległego o kilkaset kilometrów miasta. Ojciec Pauliny jest wysokim rangą zawodowym żołnierzem – córkę traktuje jak szeregowca, cały czas udowadniając jej jak niewiele jest warta. Osamotniona dziewczyna nie ma gdzie szukać pociechy. Na szczęście na jej drodze staje przystojny, starszy od niej Piotr, w którym zakochuje się bez pamięci. I nawet to, że Piotr jest również zawodowym żołnierzem, nie jest dla niej przeszkodą.

Miłość Pauliny jest odwzajemniona, ale dziewczyna wciąż wątpi w swą atrakcyjność, a jej niska samoocena prowadzi do wielu mniejszych lub większych dramatów. Na drodze Pauliny i Piotra staje mnóstwo niedomówień, przykrych zbiegów okoliczności, nieżyczliwych osób oraz porywcze charaktery obu kochanków. Ich rozstania i powroty nigdy nie są definitywne.

I tak to się kręci przez całą książkę, to wracają to odchodzą od siebie, chociaż od początku wiadomo, że ta para jest sobie pisana. Chwilami można przypuszczać, że Paulina i Piotr są jacyś niejarzący, bo generalnie ludzie uczą się na błędach, a ta dwójka jakoś nie. Skoro raz i drugi pokłócili się, bo czegoś nie zdołali sobie wyjaśnić, to za trzecim razem wypadałoby dać sobie szansę, by po chwili śmiać się ze swojego zacietrzewienia. Tak więc książka to miks namiętnych zbliżeń dwóch kochanków oraz pełnych pretensji rozstań. Dla mnie to była trochę droga przez mękę – dawno nie zdarzyło się, bym miała tak krytyczny stosunek do jakiejś książki.

A z drugiej strony … nie potrafiłam jej odłożyć (choć domownicy gorąco mnie do tego namawiali, znużeni słuchaniem moich jęków). Miłosna historia tych dwojga ludzi zaciekawiła mnie w pewnym stopniu, poza tym chciałam przekonać się czy do samego końca autorka będzie komplikować losy Pauliny i Piotra. I tak właśnie było, niezbadane są pomysły tej autorki… Chyba jestem już za stara na takie historyjki, bo ani mnie nie wzruszają, ani nie rozczulają. Rozterki miłosne nastolatek i dwudziestolatek polecam paniom w tym właśnie wieku.