Archiwa tagu: 2016

Miasta wyśnione. Siedem wizji urbanistycznych, które kształtują nasz świat, Wade Graham

miasta-wysnioneKarakter, 2016

Liczba stron: 328

Chociaż nigdy nie chciałam zostać architektem i raczej nie potrafię nazwać tego wszystkiego, co mnie otacza w mieście, wybrałam do czytania książkę o architekturze miast. „Miasta wyśnione” przedstawiają siedem wizji urbanistycznych mających duży wpływ na to, jak i gdzie żyjemy, tłumaczą nurty w architekturze i przedstawiają najważniejszych wizjonerów w tej dziedzinie. A przy tym teksty są napisane tak przystępnie, w nieco gawędziarskim tonie, że nawet laik nie ucieka spłoszony.

Autor skupia się na XX wieku i poszczególne nurty architektoniczne opisuje w kolejności ich pojawiania się. Początek wieku to miasta romantyczne i neoklasyczne wciąż jeszcze silnie reprezentowane w wielu miejscach na świecie. Nie omija najbardziej rewolucyjnych koncepcji, które tylko częściowo zostały zrealizowane ze względu na nieco utopijny charakter, Miasto techno-ekologiczne Tengego i Fostera, czy racjonalne Le Corbusiera wiązało się nie tylko ze zmianą wyglądu przestrzeni, lecz również sposobu myślenia o niej. Nie chcę omawiać poszczególnych wizji, bo wierzę, że sami sięgniecie po książkę, żeby się z nimi zapoznać.

Może to naiwne, co powiem, lecz mnie najbardziej zaskoczyło coś, o czym nigdy nie myślałam beztrosko mieszkając to tu, to tam. Otóż, architekt mający pewną wizję zabudowy i wyglądu miasta, ma również wizję jego mieszkańców. To znaczy, że chciałby, żeby mieli określone zainteresowania, dochody, a nawet wygląd czy poglądy. To często jest punkt wyjścia do dalszych prac – i to jest zrozumiałe. Ale wielu architektów miało również nadzieję, że swoimi projektami zmienią ludzi, nie tylko poprawią jakość ich życia, lecz także ich samych uczynią lepszymi, co jest, według mnie, absolutną bzdurą.

Wade Graham napisał książkę nie dla specjalistów w dziedzinie architektury, lecz dla ludzi lubiących wiedzieć więcej. Takie kompendium wiedzy o głównych trendach w urbanistyce naprawdę otwiera oczy na to, co nas otacza. Ponadto, dla lepszego zobrazowania poszczególnych nurtów, podaje miejsca i budowle, które zostały wzniesione w omawianym stylu architektonicznym. Dzięki temu oraz ilustracjom leniwi (tacy jak ja) mają wszystko w jednym miejscu. Polecam.

Wodnikowe Wzgórze, Richard Adams

wodnikowe-wzgorzeWydawnictwo Literackie, 2016

Liczba stron: 528

Richard Adams nigdy nie przyznał, że napisał coś więcej niż bajkę dla dzieci o królikach. Ci, którzy tę bajkę przeczytali, nie mają wątpliwości, że to nie jest tylko zwykła bajka. Można ją bowiem interpretować znacznie szerzej.

W kolonii królików dochodzi do rozłamu. Jeden z nich, słabowity na ciele, nie mający autorytetu, lecz wspierany przez charyzmatycznego przyjaciela Leszczynka, ma przerażającą wizję przyszłości. Wie, że za sprawą człowieka coś bardzo złego stanie się z ich łąką. Namawia inne króliki do ucieczki i założenia kolonii w innym miejscu. Tyko niewielka grupa decyduje się na porzucenie wygodnej nory i pójście w nieznane. Króliki nie są bowiem dobrymi wędrowcami i grozi im wiele niebezpieczeństw, gdy znajdują się poza norą.

Grupa pod przewodnictwem Leszczynka radzi sobie nie najgorzej, głównie dzięki rozsądkowi i pomysłowości swojego przywódcy, który myśli nieco inaczej niż przeciętny królik. Potrafi zauważyć korzyści, jakie płyną z pomagania innym gatunkom zwierząt, wie, że powinien zadbać o pozyskanie samiczek do całkowicie męskiego stada, a także osobników z innych kolonii, którzy chcieliby do nich dołączyć i pomóc założyć silną kolonię na Wodnikowym Wzgórzu.

Leszczynek jest naturalnym przywódcą – rządzi grupą, bo grupa tego chce. Królik ma autorytet dzięki mądrym decyzjom i odwadze, nie ogranicza wolności swoich podwładnych-przyjaciół, lecz stara się ich skupiać wokół wspólnych celów. Istotnym elementem wspólnego życia są opowieści czerpane z bogatej mitologii królików, które odwołują się do sprytu przodków i ich inteligencji. Podczas wędrówek króliki poznają inne kolonie i są zdziwieni warunkami, w jakich przyszło żyć przedstawicielom ich gatunku. Ja tutaj odczytuję oczywiste nawiązania do rządów demokratycznych i totalitarnych, a także takich, w których społeczeństwo daje się zniewolić i wykorzystywać w zamian za opiekę.

Tę książkę można odczytywać na wielu poziomach – inaczej zrozumie ją dziecko, inaczej człowiek dorosły. Przyznam, że nie spodziewałam się tego, że książka będzie tak wciągająca, intrygująca, a króliki okażą się tak wdzięcznymi bohaterami. W powieści występują nieliczne przykłady języka królików – hrududu już weszło do naszego domowego repertuaru (jeśli chcecie wiedzieć, co znaczy, zachęcam do lektury!). Przeczytajcie obowiązkowo!

Pieśń wisielca, James Oswald

piesn-wisielcaJaguar, 2016

Liczba stron: 400

W edynburskiej policji zaszły zmiany, szefem wydziału zabójstw został Gburek, nieudacznik, karierowicz i zaciekły przeciwnik skutecznego, wiele młodszego i bogatego inspektora McLeana. Nowy szef robi nowe porządki – McLean zostaje oddelegowany do pomocy w obyczajówce i już na samym początku ma swój udział w zatrzymaniach – udaje mi się zapobiec wywiezieniu grupy prostytutek. Jedna z nich jest skłonna zdradzić nieco więcej, ale ma zaufanie tylko do McLeana.

W międzyczasie w Edynburgu dochodzi do serii samobójstw. Policja odkrywa kilku wisielców i napisane przez nich listy pożegnalne. Gburek dąży do jak najszybszego zamknięcia spraw, lecz McLean jest podejrzliwy. Coś mu się nie zgadza, więc postanawia jeszcze popracować nad wisielcami. Generalnie, ma bardzo dużo na głowie. Jego największą troską jest stan jego partnerki, która ucierpiała podczas poprzedniej sprawy. Teraz, gdy wybudziła się ze śpiączki, walczy o odzyskanie pamięci. Z dnia na dzień staje się jednak coraz bardziej dziecinna i potrzebuje całodobowej opieki oraz najlepszych specjalistów. McLean czuje się za nią odpowiedzialny (choć ich romans był tylko w początkowej fazie). Zatrudnia do niej opiekunkę i chodzi na różnego rodzaju terapie.

Chociaż w książce, jak zwykle u tego autora, dzieje się bardzo dużo, mnie trochę przeszkadzało, że autor spory nacisk położył na problemy domowe, przez co śledztwa, w które zaangażował się bohater, znajdują się trochę na uboczu. Z resztą sam McLean ubolewa nad tym, że nie ogarnia.

Oswald pisze bardzo obrazowo, lekko, z humorem, równocześnie ciągnie kilka zazębiających się wątków, do fabuły wplata momenty dramatyczne. Co najciekawsze swoim znakiem rozpoznawczym uczynił połączenie typowego kryminału z wątkami… paranormalnymi. Nie ma tego dużo, ale wystarczająco, żeby zasiać niepokój. Pierwotnie autor pragnął pisać horrory, ostatecznie zasłynął jako twórca kryminałów, lecz przez całą serię z McLeanem przewijają się wątki typowe dla gatunku, który jest bliski jego sercu. Wszystkie z nich czyta się świetnie.

Oto recenzje poprzednich części:

 

Bóg pośród ruin, Kate Atkinson

bog-posrod-ruinCzarna Owca, 2016

Liczba stron: 528

„Bóg pośród ruin” jest w pewnym sensie kontynuacją lub nawiązaniem do innej książki tej autorki, pt: „Jej wszystkie życia”, ale ci, którzy nie znają tej powieści, nie muszą się martwić kolejnością. Nie muszą w ogóle czytać części o Ursuli (chociaż uważam, że książka jest tak dobra, że warto ją znać). „Bóg pośród ruin” broni się sam i jest zamkniętą całością.

Ted, chłopak wychowany na wsi w domu klasy średniej z aspiracjami, jest marzycielem, uwielbia naturę, obserwuje ptaki, owady, zmieniające się pory roku. Od dziecka przyjaźni się i podkochuje w córce sąsiadki – wszyscy sądzą, że ta para będzie ze sobą do końca życia. Gdy wybucha druga wojna światowa, Ted zaciąga się do lotnictwa. Po długim okresie szkolenia, zostaje pilotem myśliwców i bierze udział w schyłkowej fazie wojny podczas ataków na pozycje we Francji i Niemczech.

Autorka stosuje wiele zabiegów literackich typowych dla jej pisarstwa – nie stosuje chronologii zdarzeń, nie trzyma się jednego bohatera, lecz pokazuje wydarzenia z punktów widzenia innych postaci (żony, córki, wnucząt, siostry). A co najbardziej deprymujące, a jednocześnie podsycające ciekawość pisząc o czasach dzieciństwa Teda, potrafi wtrącić zdanie typu: nie wiedział jeszcze, że za kilkadziesiąt lat będzie wdowcem.

Z fragmentów, wspomnień i retrospekcji wyłania się życiorys człowieka, który najbardziej na świecie cenił sobie proste, ciche życie na uboczu zdarzeń. Wiatry historii uczyniły z niego bohatera drugiej wojny, szczęściarza, który przeżył większość członków swojej załogi, choć akurat o tej części swojej biografii nie lubi opowiadać. To, co dla innych, byłoby powodem do dumy, dla Teda jest wciąż krwawiącą raną w życiorysie – żeby przeżyć, musiał zabijać. Jednak to, co najbardziej uderza w tej postaci, to całkowite pogodzenie z losem, przyjmowanie wszystkiego ze stoickim spokojem, wywiązywanie się ze zobowiązań i czerpanie przyjemności z prostego życia.

Na końcu książki autorka wycina spory numer czytelnikowi – nie mogę powiedzieć, o co chodzi, bo zepsuję niespodziankę, a ci, którzy czytali wiedzą. Kilka osób jeszcze przez lekturą zastanawiało się, co o tym powiem. No więc, powiem tak, dla kogoś, kto zna większość powieści Atkinson (to ja!), nie było to zaskoczeniem, po prostu uśmiechnęłam się i westchnęłam. Ten, kto nie zna zbyt dobrze jej twórczości, może to uznać za duże zaskoczenie, powód do złości czy rozczarowania.

„Bóg pośród ruin” to dobrze udokumentowana historycznie powieść, która jest nie tylko powieścią historyczną, lecz również psychologicznym portretem człowieka pogodzonego i jego rodziny. Polecam!

Polina, Bastien Vives

polina bastien vivesTimof i cisi wspólnicy, 2015

Liczba stron: 200

Polina, gdy ją poznajemy, jest kilkuletnią dziewczynką, która bierze udział w naborze do znanej rosyjskiej szkoły baletowej. Dziewczynka zostaje uczennicą wymarzonej szkoły, mieszka w internacie i ciężko pracuje zagłuszając tym tęsknotę za życiem, które pozostawiła za sobą. Jest ambitna i pracowita, w związku z tym jeden z profesorów postanawia wziąć ją pod swoje skrzydła. Z jednej strony to wielkie wyróżnienie, z drugiej strony, indywidualne treningi to dodatkowe obciążenie dla i tak zajętej dziewczyny.

polina 1

Czytelnik śledzi dorastanie dziewczyny, jej pierwszą miłość, próby dostania się do zespołu tancerzy, zawody i rozczarowania. Chociaż w fabule nie ma właściwie żadnych fajerwerków, zwrotów akcji i wybuchających bomb, to lektura tego komiksu jest bardziej niż satysfakcjonująca. Połączenie nieco minimalistycznych rysunków z opowieścią o życiu dziewczyny, później kobiety, która szuka dla siebie miejsca w świecie, daje naprawdę fantastyczny efekt. To nie jest wesoła historia. Polina po wielu latach wyrzeczeń, życia dla sztuki, tysiącach godzin morderczych ćwiczeń konstatuje, że właściwie potrafi tylko tańczyć i nie ma nawet kwalifikacji, żeby zostać kelnerką. Co zrobić z tak rozpoczętym życiem?

polina-3

Ten komiks całkowicie zaprzecza stereotypowemu myśleniu o tym, że obrazkowe historie są odpowiednie dla dzieci i poruszają błahe tematy. Vives sięga po tematykę egzystencjalną, pyta o cel życia, pokazuje jak mogą potoczyć się losy człowieka nieprzystosowanego do współczesnego świata,  jednocześnie bardzo zdolnego, gotowego do poświęceń, wielokrotnie zawiedzionego w swoich oczekiwaniach względem innych ludzi. Bardzo dobra lektura. Polecam.