Archiwa tagu: 2017

Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki), Anna Fryczkowska

szesc-kobiet-w-snieguBurda Książki, 2016

Liczba stron: 284

Czuję się nabrana. Książka, która na okładce ma plamy krwi, napis MUSIAŁA ZABIĆ JEDNA Z NICH oraz opis, z którego można wywnioskować, że dostaniemy klasyczną powieść kryminalną typu „zamknięty pokój”, okazała się dużym rozczarowaniem.

W śnieżny, styczniowy wieczór grupa koleżanek przyjeżdża na babskie spotkanie do Zuzi i jej nowego, eleganckiego domu położonego na bardzo, bardzo dalekich przedmieściach Warszawy. Nie wszystkie zaproszone dziewczyny mają odwagę przedzierać się przez śnieżycę, więc ostatecznie jest ich tylko sześć. Zanim jedna z nich zginie, dobrze poznajemy życie każdej z pań. Początek książki to charakterystyki postaci. Gdzie kto pracuje, jak jej się układa w związku, z kim sypia, jaka jest dla innych, ile znaczy dla niej kariera, z którą z dziewczyn się nie dogaduje. W pewnym momencie obawiałam się, że autorka scharakteryzuje w ten sposób tytułową sukę – z kim się ostatnio pogryzła, przed którym psem pręży ciałko itp.

Kiedy wreszcie jedna z kobiet umiera (nie z przyczyn naturalnych) okazuje się, że praktycznie każda coś ukrywa, każda z nich miała możliwość popełnienia zbrodni i motyw. Ale nie, akcja nie rusza z miejsca. Wracamy natomiast do charakterystyk, z tym, że teraz dowiadujemy się nieco więcej o bohaterkach. Oprócz tego mamy dużo biegania po schodach, niszczenia śladów, trzaskania drzwiami, trochę szlochów, obrażania się. W końcu zagadka zostaje rozwiązana, ale to jeszcze nie koniec. To, co dzieje się na końcu jest najciekawsze, ale, w moim odczuciu, nie ratuje tej książki.

Nazwanie tej książki kryminałem jest dość dużym nadużyciem. To powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, aczkolwiek autorka skupiła się w niej na charakterystykach postaci, które, trzeba przyznać, wychodzą jej bardzo zgrabnie. Zabrakło natomiast nici łączących wszystko w jedną całość. Mnie większość powieści obyczajowych BARDZO nudzi. Nic w tym dziwnego, skoro w prawdziwym życiu nie interesuje mnie kto z kim i dlaczego, więc tym bardziej nie jestem zainteresowana taką tematyką w książkach. Jeśli jednak lubicie obyczajówki, książka może Wam się podobać, a wątek kryminalny nie powinien przeszkadzać.

Dziewczyna, którą kochałeś, Jojo Moyes

dziewczyna-ktora-kochalesMiędzy Słowami, 2017

Liczba stron: 512

Jak zapewne wiecie, nie przepadam za powieściami obyczajowymi ani tymi kierowanymi w szczególności do kobiet. Jojo Moyes jest jedną z nielicznych autorek tego gatunku, które nie tylko toleruję, ale również lubię. Gdybym jednak miała wybierać książkę na podstawie opisu i po okładce, na pewno ominęłabym ją szerokim łukiem. A szkoda, bo przeczytałam ją z przyjemnością, ponieważ porusza problem, który bardzo mnie interesuje.

Śledzimy równolegle historie dwóch kobiet – Sophie oraz Liv. Sophie jest Francuzką, wraz z siostrą prowadzi mały hotel w niewielkiej miejscowości na północy Francji. Trwa pierwsza wojna światowa, kraj okupowany jest przez Niemców. Panuje głód, ludzie są w bardzo złej kondycji psychicznej. Sophie i jej siostra tęsknią za mężami, którzy poszli na front i od długiego czasu nie kontaktowali się z domem. Na domiar złego komendant stacjonującego w mieście wojska każe im przygotowywać posiłki dla oficerów. To może postawić siostry w złym świetle. Chociaż nie mają wyjścia, bo z wrogiem się nie dyskutuje, boją się, że rodacy posądzą je o kolaborację. Komendantowi wpada w oko Sophie oraz przedstawiający ją obraz namalowany przez jej męża, ucznia Matisse’a.

Liv jest młodą wdową. Jej mąż był architektem, zbudował dla nich wspaniały dom, na który jej teraz nie stać. Zabijają ją rachunki, nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem. Nadal mentalnie tkwi w czasach, gdy była żoną Davida. W wyjątkowo depresyjny wieczór poznaje w barze Paula. Między nimi jednak stanie obraz, ten sam, który sto lat wcześniej wisiał na ścianie hotelu Sophie, a teraz zdobi sypialnię Liv. Skąd się u niej wziął? Jaką przebył drogę?

Te dwa pytania na końcu poprzedniego akapitu są bardzo istotne. Spora część książki to opis procesu w sprawie restytucji zrabowanego dzieła sztuki. Jest to temat, który bardzo mnie interesuje (jeśli Ciebie również, przeczytaj TO i TO). Historia Sophie, która najbardziej w życiu pragnie dowiedzieć się, co dzieje się z jej mężem, oraz obraz francuskiego miasteczka okupowanego przez Niemców pokazują dramat wojny w miejscu, którego nie objęły właściwe działania wojenne. Najsmutniejsze jest to, że sąsiedzi odwracają się od sąsiadów wierząc w pomówienia. Takie zachowania doprowadziły do niejednej tragedii. Historia Liv i Paula mniej mnie interesowała, to typowy romans z przeszkodami (muszą być przeszkody, bo nie byłoby książki, o szczęśliwej miłości nie ma co pisać).

Tak, jestem usatysfakcjonowana. Wciągnęła mnie ta powieść, zaintrygowała historia obrazu oraz luki, jakie należało wypełnić, by prześledzić drogę, jaką przeszło dzieło w ciągu stu lat. Ta historia tak mnie pochłonęła, że starałam się nie zwracać uwagi na schematy typowe dla powieści obyczajowych, niemające żadnych podstaw zachowania niektórych bohaterów czy niewielkie prawdopodobieństwo zaistnienia tak wielu zbiegów okoliczności. To zupełnie inna książka niż najbardziej znana powieść Jojo Moyes „Zanim się pojawiłeś„, lecz jest równie ciekawa. Polecam.