Archiwa tagu: 2018

Kobieta w oknie, A. J. Finn

WAB, 2017

Liczba stron: 416

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

Nie przepadam za czytaniem książek które są nazywane bestsellerami jeszcze przed opuszczeniem drukarni. Ponadto w internecie pojawia tak wiele różnych opinii na ich temat, że moja nie ma najmniejszego znaczenia. „Kobieta w oknie” przez jednych uznawana jest za nieodkładalną (jak nazwał ją Stphen King), inni żałują każdej minuty życia poświęconej na czytanie tej powieści, co brzmi nie tyle dramatycznie, co po prostu śmiesznie. Ja plasuję się gdzieś w środku, więc tym bardziej moja ocena nie przyda się niezdecydowanym.

Anna Fox mieszka w wielkim domu. Jest sama, straciła wszystko: rodzinę, pracę (z zawodu jest psychologiem), przyjaciół. Ból topi w winie, które wypija nie bacząc na skutki uboczne mieszania alkoholu z lekami. A tych zażywa całe garści: przede wszystkim tabletki przeciwdepresyjne, przeciwbólowe, medykamenty mające złagodzić reakcje lękowe. Bo to lęk rządzi jej życiem. Anna cierpi na agorafobię – od dawna nie opuszcza domu, zakupy robi przez internet, a jej całym światem jest to, co zobaczy z okien domu. Często zagląda w okna swoich sąsiadów wykorzystując do tego aparat fotograficzny z dużym zoomem.  Jej kontakt z ludźmi ogranicza się do lokatora zajmującego suterenę oraz rehabilitantki, która przychodzi kilka razy w tygodniu. Anna dni spędza również na oglądaniu starych filmów, piciu wina, grze w szachy online, rozmowach z mężem i córką, którzy wyprowadzili się do innego miasta, a także na udzielaniu porad na forum dla dotkniętych agorafobią.

Do domu naprzeciwko wprowadza się nowa rodzina. Małżeństwo z nastoletnim synem, który przynosi jej powitalny prezent i nawiązuje z nią rozmowę. Anna poznaje też jego matkę. Rodzina wydaje jej się na tyle interesująca, że dość często podgląda ją przez okno. Pewnego dnia widzi dramatyczną scenę. Nikt jednak nie wierzy chorej, nietrzeźwej kobiecie, która uwielbia kryminały i zażywa leki powodujące halucynacje. Co jest prawdą, a co jej się tylko wydawało?

Książka skandalicznie długo się rozkręca. Jedna trzecia powieści to opis Anny, jej nawyków, codziennej rutyny, dużo alkoholu, dużo czarnych myśli, dużo beznadziei. Kolejne rozdziały nie wnoszą niczego nowego. Na szczęście są krótkie, więc czytelnik myśli sobie: no dobrze, jeszcze jeden rozdział, bo może właśnie w nim dojdzie do jakiegoś zdarzenia, które przyspieszy przebieg akcji. I tak jeszcze jeden, jeszcze jeden i wreszcie docieramy do tego, na co czekaliśmy. Potem, gdzieś za połową książki, te rozdziały same śmigają, aczkolwiek według mnie przebieg akcji jest dość przewidywalny. Jest to raczej powieść do pociągu, na plażę, na wieczór po trudnym dniu. Nic, co zmieni wasze życie czy zainteresowania. Ale też nie ma co rwać włosów z głowy, że taka beznadziejna, no chyba że koniecznie chcemy zwrócić na siebie uwagę.

Wyniosłam jedną nieoczywistą korzyść z tej książki – zainteresowałam się tematem agorafobii, która w tej powieści została przedstawiona bardzo dramatycznie i malowniczo. Chciałabym poczytać więcej w tym temacie, ale tym razem w książce popularnonaukowej, opartej na faktach.

Moja rada: nie oczekujcie nie wiadomo czego i przeczytajcie „Kobietę w oknie”. Krzywdy wam nie zrobi, a przynajmniej wyrobicie sobie własne zdanie w tym temacie.

Biały latawiec, Ewelina Matuszkiewicz

Wydawnictwo Skarabeusz, 2017

Liczba stron: 320

Wszystko zaczyna się podczas procesji Bożego Ciała. Młoda dziewczyna i przyjezdny fotograf urywają się pochodu i biegną do lasu. Wkrótce cała policja postawiona jest w stan gotowości. W międzyczasie w starym, dawno niezamieszkanym domu pojawia się nowa lokatorka – córka zmarłego mężczyzny. Maja postawia zająć dom dziadka. Sądzi, że po porządkach i remoncie będzie mogła zamieszkać w nim przed zimą. Okazuje się, że dom jest prawdziwą rupieciarnią, dziadek był typem zbieracza. Co gorsza po mieście od lat krążą pogłoski, że mężczyzna ukrył w domu jakiś skarb. Maja nie chce wierzyć w takie głupoty, ale szybko przekonuje się o sile plotek. Ktoś włamuje się do domu i myszkuje w środku.

Kozienice  są pozornie sennym miasteczkiem, ale okazuje się, że jak wszędzie z Polsce, teraźniejszość jest tam ściśle związana z przeszłością wojenną i powojenną. Niektórzy skrywają tajemnice, które mogą nie być dobrze widziane, a nawet wzburzyć spokój mieszkańców. Komuś bardzo zależy, żeby prawda nie ujrzała światła dziennego. Jednocześnie śledzimy losy kilku rodzin oraz przyjaciół ze szkoły, których drogi rozeszły się na wiele lat.

Autorka hojnym gestem obdarza nas bohaterami. Z początku miałam problem, by ich spamiętać i połączyć w jakąś sensowną całość. Z biegiem czasu, gdy postaci już nie przybywa, okazuje się, że związki między nimi są dość jasne, choć nie zawsze proste i nieskomplikowane. Ta książka nie jest ani typową powieścią obyczajową (na szczęście nie opowiada sztampowej historii o rozpoczynaniu życia na nowo w sielskiej mieścinie), nie jest też typowym kryminałem, choć pojawiają się policjanci. To opowieść o współczesnej Polsce, gdzie nowoczesność ściera się z zaściankowością, gdzie dba się o pozory, gdzie do głosu dochodzą środowiska skrajnie prawicowe gotowe do różnych podłości w imię wypaczonej i uproszczonej wizji historii. W pozornie lekkiej opowieści autorka przemyca wiele ważnych treści. Warto przeczytać.

Legenda o samobójstwie, David Vann

Wydawnictwo Pauza, 2018

Liczba stron:  254

Tłumaczyła: Dobromiła Jankowska

Uwielbiam takie niespodzianki i zaskoczenia! Ale od początku. Wydawnictwo Pauza dopiero pojawiło się na rynku, a „Legenda o samobójstwie” to ich wydawniczy debiut. Książka będzie dostępna w sprzedaży w przyszłym tygodniu, a  ja ją przeczytałam dzięki egzemplarzowi przedpremierowemu (co widać na zdjęciu). Nie słyszałam wcześniej o Davidzie Vannie, ale okładka książki wydała mi się obiecująca. Zobowiązałam się przygotować recenzję przedpremierową, więc dziesięć dni temu wzięłam się za czytanie z myślą, że na lekturę wystarczą mi maksymalnie dwa wieczory, bo co to jest dwieście pięćdziesiąt stron!? O, jak się przeliczyłam! Czytałam „Legendę o samobójstwie” ponad tydzień, bo musiałam robić przerwy, inaczej po prostu zemdlałabym wstrzymując oddech z napięcia.

Książka opowiada o skomplikowanych relacjach ojca i dorastającego syna. Rodzice Roya rozwiedli się, gdy matka dowiedziała się, że mąż ją zdradza. Ojciec odszedł, próbował ułożyć sobie życie na nowo, jednak cały czas starał się utrzymywać w miarę regularne kontakty z synem. Gdy Roy miał dwanaście lat ojciec zaproponował mu niezwykłą przygodę – roczny wyjazd na odciętą od ludzi i cywilizacji wyspę na wybrzeżach Alaski.  We dwóch mieli polować, łowić ryby, zająć się udoskonalaniem domu, a przede wszystkim zamierzali lepiej się poznać, rozmawiać, spędzać ze sobą dużo czasu, by odbudować to, co zostało zniszczone. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Ojciec był pogrążony w depresji, niezorganizowany, bezsilny, popełniał błąd za błędem. Przygoda życia bardzo szybko zmieniła się w dramat.

Opisy wydarzeń, które miały miejsce na wyspie były dla mnie nie do zniesienia. Postać ojca budziła we mnie odrazę i całkowity sprzeciw, nienawidziłam wszystkiego, co robił i co mówił, chociaż w zasadzie powinnam mu współczuć. Napięcie narastało z każdym zdaniem, byłam przekonana, że zaraz nastąpi katastrofa. Nie spodziewałam się jednak, że w pewnym momencie nastąpi zwrot akcji. Zdanie, które go zwiastowało przeczytałam co najmniej pięć razy. A potem mnie zatkało. I wcale nie było łatwiej w czytaniu. David Vann jest mistrzem w budowaniu napięcia, gdyby zapragnął pisać thrillery, Harlan Coben i cała czołówka pisarzy zajmujących się tym rodzajem literatury, nie sięgałaby mu do pięt. To, co robi z czytelnikiem, to istne czary. Nie ma ucieczki przed kacem książkowym, gdy czyta się Vanna.

To, o czym napisałam to główna część książki. Oprócz niej na początku i końcu mamy po kilka opowiadań, które przedstawiają wydarzenia poprzedzające i te, które miały miejsce później. Co istotne, przedstawiają inną wersję tej historii. Mnie się to nie do końca podobało, ale rozumiem, że był to zabieg pomagający czytelnikowi w odzyskaniu równowagi; autorowi natomiast dwie wersje były potrzebne, by spróbować uporać się ze smutnymi  wydarzeniami, które odcisnęły się na jego życiu, gdy sam był chłopcem w wieku Roya.

„Legenda o samobójstwie” powinna wskoczyć na sam szczyt Waszych list „Do przeczytania”, jeśli lubicie moce historie, opowieści, które zapierają dech i nie boicie się książek, które Was wytarmoszą i stratują.