Archiwa tagu: 2019

Tajemnice pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia, Marianna Fijewska

WAB, 2019

Liczba stron: 320

Już kilka razy pisałam, że lubię zaglądać w miejsca, w które normalnie nie mogę wejść, i czytać o zawodach, których nie mogę/nie chcę wykonywać. Z radością więc objęłam patronatem „Tajemnice pielęgniarek” i rzuciłam się na egzemplarz przedpremierowy.

Książka składa się z wypowiedzi pielęgniarek z krótkim i długim stażem, studentów wydziałów medycznych i kilku lekarzy (najczęściej początkujących). Czego można się z niej dowiedzieć? Wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, jak traktowane są początkujące pielęgniarki i te, które chciałyby wprowadzić jakieś zmiany w pracy na oddziale. Sporo przeczytamy o wypaleniu zawodowym i znieczulicy oraz o tym, jak niektórzy radzą sobie z nadmiarem emocji w pracy, emocji związanych z rozgrywkami interpersonalnymi oraz z odchodzeniem pacjentów. Co nieco przeczytamy o roszczeniowych pacjentach i ich rodzinach, kilka pielęgniarek opowiada o molestowaniu ze strony chorych, natomiast temat związków towarzysko-erotycznych między lekarzami i pielęgniarkami został tylko liźnięty z wierzchu i to raczej w formie plotki. Ciekawe były dla mnie wypowiedzi o pasji, która sprawia, że pielęgniarki nie odchodzą z zawodu. Najczęściej poruszanym tematem okazały się niskie płace, które przewijają się w niezliczonych wypowiedziach przez całą książkę. Jak się wydaje, autorka dzięki młodszym rozmówczyniom, odkryła dlaczego pielęgniarki w większości nie są zadowolone z pensji i dlaczego nic nie robią, żeby zmienić swoją sytuację ekonomiczną.

Czy poznałam „Tajemnice pielęgniarek”? Częściowo tak. Przed wszystkim jednak naczytałam się narzekania na niskie pensje i ciężką pracę, brak dobrej organizacji dyżurów oraz poczucie niedocenienia. Przeciętny szpital jawi mi się teraz jako typowy polski burdel, gdzie oszczędza się na wszystkim, a dyrektorzy nagradzani są za oszczędności, a nie za efektywność, pracownicy są nadmiernie eksploatowani, panuje hierarchiczność i z każdego kąta sączy się jad wynikający z zawiści. Nieco zabrakło mi myśli przewodniej, jakiejś klamry spinającej tekst lub puenty podsumowującej wszystkie wypowiedzi. Mimo to czytałam z uwagą, pochłaniając strony w tempie huraganu. Zachęcam i Was do lektury. Co wrażliwsi mogą również uronić łezkę.

Srebrna Zatoka, Jojo Moyes

Między Słowami, 2019

Liczba stron: 510

Tłumaczenie: Nina Dzierżawska

Jojo Moyes to nie tylko autorka książek o przebojowej Lou. Ma na swoim koncie również książki o nieco innej tematyce. „Srebrna Zatoka”, której akcja rozgrywa się w Australii to powieść o rodzącym się uczuciu oraz o konflikcie pomiędzy tym, co dyktuje serce i tym, co mówi rozsądek. Bohaterka tej książki musi wybierać pomiędzy ideałami, w które całe życie wierzyła, a mężczyzną.

Wielka londyńska spółka pragnie otworzyć na australijskim wybrzeżu luksusowy kompleks hotelowy. Srebrna Zatoka wydaje się być idealną lokalizacją, ponieważ jest to zakątek dotychczas omijany przez turystycznych potentatów. Ponadto okolica jest urocza pod względem krajobrazu oraz dostępności do morza. Na miejsce przyszłej inwestycji firma wysyła Mike’a, który ma doprowadzić do podpisania umowy z władzami lokalnymi. Mike zatrzymuje się w małym hotelu prowadzonym przez ponad siedemdziesięcioletnią Kathleen i Lizę, jej siostrzenicę matkę jedenastoletniej Hanny. Szybko zjednuje sobie sympatię kobiet oraz okolicznych mieszkańców.

Nie zdradza celu swojej wizyty w Srebrnej Zatoce.  Szybko orientuje się, że jego gospodyni, która zajmuje się nowoczesnym wielorybnictwem, polegającym na organizowaniu wycieczek w głąb zatoki w celu obserwacji wielorybów i delfinów, jest przeciwna takiej ingerencji w ekosystem Zatoki. Właścicielki pensjonatu wierzę, że inwestycja ta nie tylko zaszkodzi im w interesach, lecz także dosłownie zrujnuje życie. Gdy przyczyna jego przyjazdu wychodzi na jaw, Mike traci względy wszystkich. Traci także szacunek do siebie samego. Dalej książka opowiada o tym, jak można szacunek odzyskać, a przy okazji dostać coś więcej…

Pierwsze 150 stron nie za bardzo mnie wciągnęło, czytałam z przeświadczeniem, że z góry wiadomo jak się wszystko potoczy. Owszem, nie myliłam się, ale kilku rzeczy nie przewidziałam. Niespodziewane zwroty akcji sprawiły, że w końcu książka mnie całkowicie pochłonęła, a nawet wycisnęła łezkę pod koniec. Lubię w książkach popularnych wątki dotyczące ochrony środowiska, bo postulaty ekologów mogą dotrzeć do szerszego grona odbiorców. A i romantyczna historia, pod warunkiem, że dobrze napisana, nie jest zła. Od czasu do czasu, oczywiście.