Archiwa tagu: 2020

Tragedia na Przełęczy Diatłowa, Alice Lugen

Recenzja we współpracy z VIrtualo.

Grupa przyjaciół postanawia zdobyć szczyt Otorten na Uralu. Mieszkają w ZSRR i jest końcówka lat 50. Większość z nich studiuje na Politechnice Uralskiej, inni zaczęli już pracę przy różnych tajnych projektach państwowych. Wszyscy interesują się turystyką, odbyli wiele wypraw, są doświadczeni i umieją zachować się zimą w górach oraz ocenić zagrożenie. Niestety, nikt z nich nie wraca, a ekipa poszukiwawcza, która dociera po wielu dniach na przełęcz nazwaną później od nazwiska szefa grupy Przełęczą Diatłowa, znajduje puste obozowisko. Później również ciała wszystkich uczestników wycieczki. Od ponad pięćdziesięciu lat dziennikarze, blogerzy, rodziny zmarłych próbują dowiedzieć się, co wydarzyło się w górach i dlaczego  wyprawa skończyła się tragicznie. Poszlak jest sporo, dowodów brak.

Autorka opisuje, w jaki sposób prowadzono śledztwo i… jak doprowadzono do jego zamknięcia, konkludując, że turystów zabiła „potężna siła”, co może oznaczać praktycznie wszystko, lecz dla wnikliwego czytelnika oznaczać będzie dwie rzeczy. Nie napiszę jakie, bo przecież chcecie przekonać się sami, co autor tego określenia miał na myśli.

Alice Lugen przyłożyła się do pracy nad tą książką. Przede wszystkim zadała sobie trud opowiedzenia o tym, jak żyło się w ZSRR za czasów Chruszczowa, jakie panowały nastroje, jak bardzo państwo ingerowało w życie ludzi, jaki panował chaos biurokracyjny i skąd u młodych taki pęd do turystyki. To bardzo ważne do zrozumienia przyczyn tragedii i przyczyn jej tuszowania. Reporterka opisała również swoich bohaterów, którzy po lekturze książki nie są już tylko imionami i nazwiskami z listy zmarłych na Przełęczy, lecz zabawnymi, przyjaznymi ludźmi obdarzonymi niepowtarzalnymi cechami, marzącymi, kochającymi, próbującymi dostosować się do czasów i okoliczności. Wprowadza też element niepewności, pisząc o jedynym niepasującym członku ekipy, oraz o tym, który w ostatniej chwili się wycofał z wyprawy i całe życie przeżył z piętnem tego, że się uratował.

Z tą zagadką śmierci młodych ludzi na uralskiej przełęczy spotkałam się kilka lat temu. Przeczytałam o niej w jakimś czasopiśmie, potem obejrzałam film dokumentalny, lecz wciąż moja ciekawość nie została zaspokojona. Reportaż Alice Lugen w zasadzie wyczerpuje temat, bo uważny czytelnik wysnuje wnioski i dopowie sobie to, co niedopowiedziane. To bardzo dobra książka. Koniecznie przeczytajcie.

Książka na razie dostępna jest tylko w formie ebooka. Kupicie ją tutaj.

Linia, Elise Karlsson

Wydawnictwo Pauza, 2020

Liczba stron: 207

Tłumaczenie: Dominika Górecka

Każda książka Wydawnictwa Pauza w jakiś sposób mnie zaskakuje. Nie inaczej było z „Linią”, która pozornie jest książką, w której niewiele się dzieje. Kobieta w średnim wieku po okresie bezrobocia dostaje pracę w redakcji wydawnictwa, które specjalizuje się w publikacji poradników m.in. o tym, jak efektywnie pracować. Bardzo zależy jej na utrzymaniu tej posady, więc pilnie przykłada się do obowiązków. Tak pilnie, że praca wkrótce staje się sensem jej życia. Jedyną rozrywką. Jedynym, z czym się identyfikuje.

„Czy to całe życie bohaterki? Mam nadzieję, że to tylko jego fragment i to, co w życiu najlepsze, specjalnie zostało w sferze domysłów i niedopowiedzeń. Bo przecież sensem i celem istnienia nie może być praca! Nie, nie, nie! ‚Linia’ to bardzo niepokojąca, niedająca spokoju i ważna dla mnie powieść”.

Powyższe słowa powstały zaraz po lekturze, na gorąco i znalazły się na okładce tej książki. Zrodził się we mnie bunt na to, że praca może tak rozpanoszyć się w czyimś życiu. Odciąć człowieka grubą linią od tego, co poza nią. Nie tylko od lęków i niepokojów bezrobocia, lecz także od całego świata zewnętrznego. Życie innych dzieje się gdzie indziej, życie Emmy to korporacja, to terminy, telefony, konferencje. Emma lubi być ważna, lubi być doceniana i chwalona. To wszystko oferuje jej firma, która stała się dla niej centrum wszechświata. Czy Emma zdoła przekroczyć niewidzialną linię? Czy stanie po właściwej stronie, gdy nadejdzie czas wyborów?

Podskórnie niepokojąca proza, pokazująca, jak wąska granica dzieli nas (mnie również!) od tego, by praca zdominowała nasze życie. Ja się przed tym bronię, Emma przyjęła to rozwiązanie z otwartymi ramionami. Czy w przeciwnym razie jej życie wypełniałaby pustka? Obawiam się, że tak. Że praca jest dla niej kompensacją niespełnionych marzeń, niewypowiedzianych potrzeb, tam czuje się kimś. Poza pracą być może jest nikim.

Winne, Jarosław Czechowicz

Seqoja, 2020

Liczba stron: 208

Islandia to najdalej położony kraj, do którego można wyjechać z Polski nie mając paszportu. Dlatego też stał się miejscem zamieszkania Anny, która w ten symboliczny sposób przecięła więzy z Polską i bliskimi. Teraz pracuje jako barmanka w małej, położonej na odludziu miejscowości. Samotność jej nie przeszkadza, przywykła do ciemności, zimna i wiatru. Wszelkie niedogodności rekompensują jej widoki oraz mentalność Islandczyków, którzy nigdy nie wypytują jej o przeszłość, nie wnikają w jej życie.

Jednak od przeszłości nie można się tak łatwo uwolnić. Nie dość, że słowa i obrazy wracają podczas koszmarnych snów,  to jeszcze siostra nie odpuszcza i bombarduje ją wiadomościami. Pragnie się spotkać. Czy Anna powinna pozwolić siostrze przylecieć do siebie na święta? Czy ich spotkanie ukoi ból, czy rozdrapie niezabliźnione rany? Ostatecznie do spotkania dochodzi. A czytelnik poznaje traumatyczną przeszłość obu sióstr.

„Winne” to powieść o kobietach, które nie są niczemu winne. Bo czemu winna jest młoda, zakochana dziewczyna, która wikła się w związek przemocowy i całe życie mieszka z sadystą. Czemu winne są dzieci takiej pary? Autor pokazuje sceny z przeszłości, by ukazać ogrom zła w tej pozornie szczęśliwej, zamożnej rodzinie znanego krakowskiego lekarza. Zło i przemoc rodzą chęć zemsty, która przez długie lata dojrzewa w sercu i gdy wreszcie przychodzi szansa na rewanż, obrywają niewinni.

Mam wrażenie, że ta powieść nieco przerysowuje postaci ofiary i kata i jednocześnie pokazuje, że dzieli je bardzo wąska linia i możliwe jest odwrócenie ról. Zadaje też pytanie o to, czy możliwe jest przebaczenie i zrozumienie. Ta książka jest aż gęsta od emocji, chwilami miałam wrażenie, że przedzieram się przez islandzką mgłę, która mnie dusi i doprowadza do szaleństwa. Innymi razy dostawałam światłem w oczy – niektóre sceny aż bolały. Nie jestem w stanie zrozumieć tych kobiet, wiele razy zastanawiałam się nad tym, po co zachowują się w taki, a nie inny sposób, ale mimo to czytałam książkę jak zahipnotyzowana. Lubię takie mroki w literaturze i bardzo polecam Wam książkę, która łączy w sobie urok Islandii i mrok ludzkich serc.

KSIĄŻKA POD PATRONATEM CZYTAM, BO LUBIĘ

Spod kozetki, Gary Small & Gigi Vorgan

Wydawnictwo Marginesy, 2020

Tłumaczenie: Aga Zano

Recenzja przy współpracy z księgarnią internetową Virtualo.

Lubię książki, w których lekarze opowiadają o swojej pracy. Gdy lekarz jest psychiatrą, od razu wiadomo, że można liczyć na ciekawe i nietuzinkowe historie. Gary Small ma kilka dekad doświadczeń i w swojej książce napisanej wspólnie z żoną opowiada o kilku przypadkach, które najbardziej zapisały mu się w pamięci. I co ciekawe, nie każdy z opisanych pacjentów cierpiał na chorobę psychiczną, chociaż trafił do psychiatry ze względu na osobliwe zachowanie.

Co zrobić z młodą pacjentką, która trafiła do szpitala, ponieważ błąkała się po ulicach, nie można było nawiązać z nią kontaktu, bo nie mówiła? Oczywiście należy wezwać dyżurnego psychiatrę. Gdy niezbyt jeszcze doświadczony Small zagląda do pokoju, w którym ma zbadać pacjentkę, okazuje się, że ona właśnie zrzuciła wszystkie ubrania i stanęła na głowie. Czyżby należało zapakować ją w kaftan bezpieczeństwa i na sygnale odesłać na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego? Okazuje się, że nie! Dziewczynie tak naprawdę nie był potrzebny psychiatra. I tylko przypadek sprawił, że lekarz wpadł na tę diagnozę.

Innym razem o wiele bardziej doświadczony Small miał zająć się znanym producentem filmowym, człowiekiem zabieganym, zapracowanym, rozchwytywanym, który całe dnie spędzał albo w biurze, albo na korcie, gdzie podczas meczu załatwiał ważne sprawy biznesowe. Mężczyzna uskarżał się na zaniki pamięci, które najczęściej zdarzały mu się pod wieczór. Obawiał się, że to początki poważnej choroby, która sprawi, że będzie musiał wycofać się z branży filmowej. I ponownie diagnoza okazała się nie mieć nic wspólnego ze stanem psychiki pacjenta, lecz związana była bardziej z jego przyzwyczajeniami i trybem życia.

Jednak nie zawsze tak było. Pewien pacjent zapisał się w pamięci lekarza, ponieważ miał obsesję na punkcie swojej ręki. Robił wszystko, by się jej pozbyć. Pewnie dopiąłby swego, gdyby chirurg, który opatrywał go kolejny raz, nie wpadł na pomysł, że problem raczej siedzi w głowie tego mężczyzny i nie ma nic wspólnego z pechem czy niezręcznością podczas używania młotka i piły. Trzeba było sporo sesji, by dotrzeć do sedna problemu z ręką. Oczywiście, czytelnik dowiaduje się, o co w tym wszystkim chodziło.

Te historie opowiedziane są chronologicznie, spięte klamrą, jaką jest życie zawodowe i prywatne samego autora, który z początku jest tylko studentem, później młodym lekarzem, polegającym na opinii swoich mentorów i starszych kolegów, a potem jest specjalistą, do którego inni zwracają się o radę. I właśnie z tym ostatnim okresem życia autora wiąże się najbardziej poruszająca opowieść o tym, że najtrudniej odkryć chorobę u bliskiego człowieka.

„Spod kozetki” to zbiór zabawnych, przejmujących, arcyciekawych historii z życia psychiatry, które zostały napisane w bardzo przystępny sposób, lekko i zajmująco. Warto przeczytać! Albo posłuchać! Poniżej podaję linki:

Ebook Virtualo

Audiobook Virtualo

Doggerland. Podstęp, Maria Adolfsson

WAB, 2020

Liczba stron: 480

Tłumaczenie: Agata Teperek

Nowy skandynawski cykl kryminalny osadzony na wymyślonych wyspach Doggerlandzkich to coś, co musiałam sprawdzić. Co prawda dawno już przestałam śledzić kolejne „bestsellerowe” skandynawskie serie kryminalne, ale „Doggerland” pojawił się w czasie, gdy zapragnęłam przeczytać coś nowego, wciągającego i kryminalnego, bo jak wiecie nie czytałam tego gatunku od kilku miesięcy. Początki książki trochę mnie wkurzały – Karen, policjantka z wydziału zabójstw, po pijanemu idzie do łóżka ze swoim szefem (którego, tak na marginesie, nawet za bardzo nie lubi) i następnego dnia ma wielkiego kaca moralnego. I ciągle mieli w głowie, że mogła tak albo tak i w zasadzie nie wzbudza większej sympatii. Na szczęście dość szybko pojawia się trup. Pechowo, że trupem jest była żona tego faceta, z którym Karen właśnie się przespała. Mężczyzna zostaje wysłany na przymusowy urlop, bo na czele zespołu nie może stać ktoś, kto jest blisko związany z ofiarą, a Karen zostaje tymczasowo głównodowodzącą wydziału zabójstw.

Samo śledztwo nie jest łatwe. Z jednej strony ofiara była osobą, za którą nikt nie przepadał: bardzo roszczeniowa, nieużyta, wredna, popadająca w konflikty w miejscu pracy i zamieszkania, taka, co to uważa, że świat powinien kręcić się wokół niej. Jej nastoletnia córka praktycznie zerwała kontakty z matką, były mąż unikał jej jak ognia. Ale fakt, że ktoś jest wredny nie oznacza, że zginie od ciosu tępym narzędziem! Wielu z nas już by tu nie było, gdyby to była norma 🙂 Karen musi zbadać wiele wątków, z czego żaden nie wydaje się tak obiecujący jak konflikt z byłym mężem. Ale… ona sama przebywała z nim w hotelu mniej więcej w czasie, gdy doszło do zbrodni. Przecież nie może o tym powiedzieć na komisariacie, żeby nie pogrążyć siebie i swojej kariery.

Co mi się w tej książce podobało, to fakt, że niezauważalnie zaczyna tak pochłaniać, że czytelnik świata poza nią nie widzi. Podobało mi się, że akcja rozgrywa się na wyspach, co znacznie ogranicza podejrzanych. Ostatecznie nawet podobały mi się rozkminy etyczne Karen, która przez jedną głupią noc praktycznie położyła swoją karierę. I bardzo podobało mi się zakończenie. Nie spodziewałam się takiego rozwiązania. Tuż po lekturze napisałam rekomendację do książki (tzw. blurba). Oto ona:

„Uwielbiam to uczucie, gdy szkoda mi czasu na sen, bo kryminał sam się nie przeczyta, morderca sam nie ujmie. To jedna z takich książek, które czyta się zachłannie i z wielką satysfakcją”.

Czyli polecam 🙂 Czytajcie!