Archiwa tagu: 2022

Obsesja i inne formy miłości, Sarah Crossan

Wydawnictwo Znak, 2022

Liczba stron; 279

Tłumaczenie: Maria Makuch

Ona jest prawniczką. Zawodowo zajmuje się spisywaniem i wykonywaniem testamentów. On jest jej klientem. Zjawia się w biurze, bo chce spisać testament i zabezpieczyć swoją żonę i synów. Ona i on mają trwający kilka lat romans. Pewnego dnia do kancelarii dzwoni żona, chce wykonać testament. Okazuje się, że mężczyzna nie żyje.

Oglądamy świat przez szparę w drzwiach, jaką zostawia nam główna bohaterka tej powieści. Kochanka. Ta trzecia. Ta, która nie może otwarcie przeżywać żałoby. Ta, która popada w obsesję po śmierci kochanka. Niechętnie wpuszcza nas do swojego świata, dawkuje informacje o sobie, o sekretnym związku, o swoim życiu poza pracą i schadzkami. Powoli jednak obraz staje się coraz pełniejszy, a sympatia czytelnika meandruje pomiędzy bohaterami tego dramatu.

Zastanawia mnie, jak inni czytelnicy odbiorą tę powieść. Ja odetchnęłam z ulga, gdy zamknęłam książkę i mogłam uwolnić się od tej wyniszczającej historii. Nie zazdroszczę osobie, która podjęłaby się pomocy uwikłanej w sieć złych uczuć kobiecie. Ja czułam się utaplana w błocie, często zdezorientowana, przygnębiona łańcuchem zdarzeń i pozornie irracjonalnych zachowań. Pozornie, bo po zastanowieniu byłam w stanie powiedzieć, czym kierowała się bohaterka dokonując tak dziwnych wyborów.

Na uwagę zasługuje również forma i styl tej powieści. Gdy otwieramy książkę, wydaje nam się, że będziemy przedzierać się przez poemat. Okazuje się jednak, że szybko można przywyknąć do takiej formy zapisu i czytać tę książkę jak zwykłą, złożoną z krótkich scen powieść. Powieść, która niby opowiada banalną historię zdrady, lecz zawiera wiele miejsc, które osaczają czytelnika i zmuszają do zdania sobie pytania: Co ja bym zrobiła w tej sytuacji?

Nazwałem go Krawat, Milena Michiko Flasar

Wydawnictwo: Oficyna Lustro

Liczba stron: 127

Tłumaczenie: Barbara Bruks

Czy pewne kultury bardziej sprzyjają wyobcowaniu?

Po lekturze książki „Nazwałem go Krawat” skłaniam się ku pozytywnej odpowiedzi na to pytanie, bo czy jakiś kraj poza Japonią ma słowo określające osobę od dawna nieopuszczającą swojego pokoju lub domu? Bohater tej krótkiej objętościowo powieści jest hikikomorim, spędził dwa lata w swoim pokoju, odciął się od znajomych, szkoły, a nawet najbliższej rodziny. Obecnie w wieku dwudziestu lat podejmuje nieśmiałe próby otwarcia się na świat. Nieśmiałe, bowiem codziennie rano wychodzi z domu i zajmuje tę samą ławkę w pobliskim parku, skąd obserwuje toczące się i przytłaczające go życie. To wszystko, na co go stać. Nie jest nawet pewien, czy wciąż potrafi mówić, czy byłby w stanie znieść dotyk drugiego człowieka. Do czasu.

Do czasu aż na sąsiedniej ławce zaczyna siadać dużo od niego starszy mężczyzna. Początkowo wydaje się, że jest jednym z niezliczonych pracowników biurowych spędzających porę obiadową w parku, ponieważ zawsze ma za sobą pudełko bento i jest pod krawatem. Po paru dniach mężczyźni zaczynają ze sobą rozmawiać.

To książka o szukaniu bliskości i zrozumienia, które tak trudno czasem znaleźć wśród bliskich, którzy obarczają dzieci i partnerów swoimi oczekiwaniami, stopniowo przestając zauważać ich potrzeby i troski. Rodzice i partnerzy nawet chcąc jak najlepiej, czasem unikają trudnych rozmów, wycofują się, dają czas i czekają na ruch z drugiej strony. W przypadku tych bohaterów taki ruch był ponad ich siły. Otwarcie się i okazanie swoich słabości jest aktem odwagi w każdej kulturze, lecz w japońskiej jest czynem wręcz heroicznym, bo Japończyk ma wdrukowane to, by nigdy nie tracić twarzy i by tłumić w sobie silne emocje. Znajomi z ławeczki choć bliscy przekroczenia progu wytrzymałości psychicznej, dali sobie nawzajem przestrzeń do wyrażenia tłumionych od dawna trosk. I chociaż ta powieść wydaje się przytłaczająca, dojmująco smutna, to ostatecznie niesie nadzieję i pokazuje wyjście z labiryntu złych decyzji.

Podczas lektury miałam mnóstwo przemyśleń dotyczących różnych, czasem marginalnych wątków tej powieści. Zastanawiałam się nad naturą związków damsko-męskich, znieczulicą w szkołach, a przede wszystkim bolało mnie zachowanie matki bohatera w stosunku do ubogich sąsiadów, które nie było niczym wyjątkowym, tylko powszechnym w tamtym środowisku potępieniem tych, którzy się wyróżniają. Ta sama matka, by nie dawać sąsiadom powodów do plotek, udawała, że z jej synem jest wszystko w porządku i sama skazywała się na cierpienie i odosobnienie.

Koniecznie czytajcie, bo wszystko w tej książce jest niezwykłe – układ graficzny powieści, każda scena jest numerowana; bohaterowie, których pozornie dzieli wszystko, a w rzeczywistości łączy tak wiele. No i nie mogę wspomnieć o tym, że ogromnie podoba mi się to, jak książka została wydana – rzadko zdarza się, że wolę wersję papierową od elektronicznej, ale to jeden z takich przypadków. Ta powieść po prostu doskonale leży w ręce i ma estetycznie satysfakcjonującą obwolutę. Sprawdźcie ją!