Archiwa tagu: album

Galeria kotów. Historia sztuki z pazurem, Susan Herbert

1

Media Rodzina, 2016

Liczba stron: 192

Dumne, nieprzeniknione, chadzające własnymi ścieżkami. Podstępnie knują jak przejąć władzę nad światem. Zapewne udałoby im się wykoncypować jak to zrobić, lecz… nie za bardzo lubią odrywać się od kanapy i przerywać słodkiego snu. Instynkt drapieżnika plus charakter przytulaka – połączenie wybuchowe. Mało kto potrafi się oprzeć ich urokowi.

7

KOTY. KOTY. KOTY…

Na początek przejęły główne role w kultowych filmach i najbardziej znanych dziełach sztuki. Pasują wyśmienicie do wybranych ról. Tylko zobaczcie.

3

Mona Lisa nigdy nie była bardziej tajemnicza i nieprzenikniona. Infantka nie mogłaby być słodsza i bardziej niewinna. A Van Gogh wygląda świetnie jako rudy kocur. Kot Gladiator – bardziej dostojny niż Russel Crowe!

2

Album jest wyjątkowym spojrzeniem na historię sztuki i filmu. Obrazy i kadry są podpisane, choć w zasadzie trudno o jakiekolwiek wątpliwości, jeśli macie jako taką orientację w świecie sztuki.

4

Album jest wydany na dobrym papierze, kolorowy (chyba, że koty występują w czarno-białych filmach). Zaskakujący i zabawny. Doskonały dla kogoś, kto uwielbia koty i otacza się ich wizerunkami i gadżetami.

6

5

 

Londyn w czasach Sherlocka Holmesa, Krystyna Kaplan

londyn-w-czasach-sherlocka-holmesaPWN, 2016

Liczba stron: 288

Na początku ustalmy jedną rzecz – Sherlock Holmes jest postacią fikcyjną, żyje tylko na kartach opowiadań i powieści Sir Arthura Conana Doyle’a, których akcja umiejscowiona była w Londynie na przełomie XIX i XX wieku. Wobec tego książka o tytule „Londyn w czasach Sherlocka Holmesa” jest książką o epokach wiktoriańskiej i edwardiańskiej, nie o Sherlocku Holmesie jako takim. I ja tak właśnie rozumiem ten tytuł, który być może jest zbyt „marketingowy” i wprowadza w błąd, ale litości! Widziałam recenzje, w których autorki miały pretensje, że treść jest niezgodna z zawartością.

1

Autorka podzieliła treść na rozdziały dotyczące różnych dziedzin życia, przez co opisy są uporządkowane i łatwo można znaleźć interesujące nas informacje bez potrzeby czytania wszystkiego od deski do deski. Ja przeczytałam wszystko, choć jedne rozdziały wydawały mi się ciekawsze od innych, ale to kwestia bardzo subiektywna. Książkę otwiera rozdział o rodzinie królewskiej – w której dowiadujemy się podstawowych faktów o Wiktorii i Albercie, ich poglądach na temat kwestii obyczajowych i społecznych oraz ich wielkiej miłości i przywiązaniu.

2

Kolejne rozdziały przybliżają pozostałych mieszkańców Londynu – dzielnice biedoty oraz domy zamożnych. To okres, kiedy bardzo mocno rozwijał się przemysł i kolonializm, więc znajdziemy informacje również na te tematy. Są one dość powierzchowne, ale trzeba pamiętać, że nie jest to rozprawa naukowa, lecz książka, która w przyjemny sposób ma przybliżyć Londyn sprzed ponad stu lat.

3

Sporo miejsca poświęca się kulturze, sztuce, artystom, filantropom, mecenasom sztuki, ale także skandalom obyczajowym (np. uwięzieniu Oscara Wilde’a oskarżonego o nieobyczajne prowadzenie się i homoseksualizm). Książce towarzyszą liczne reprodukcje, fragmenty powieści, listów, artykułów. Możemy na przykład przeczytać, co o Londynie sądziła Helena Modrzejewska i dowiedzieć się, jakie wrażenie na londyńczykach zrobił Fryderyk Szopen.

4

Na ten okres przypada również działalność sufrażystek, kobiet walczących o swoje prawa. Im również poświęcono sporo miejsca – autorka opisała, do jakich działań posuwały się sufrażystki i co udało im się wskórać. Nie były to jednak jedyne niezwykłe kobiety, o których mowa w książce – jest ich znacznie więcej.

Rozdział dotyczący zakupów i pieniędzy opisuje powstanie pierwszych domów towarowych w Londynie oraz usług świadczonych przez te wielobranżowe przedsiębiorstwa służące zaspokajaniu wszelkich potrzeb klientów.

5

„Londyn w czasach Sherlocka Holmesa” to książka zaspokajająca ciekawość osoby, która zna XIX-wieczny Londyn z powieści lub filmów i chciałaby mieć szerszy ogląd. Dzięki przekrojowemu przedstawieniu różnych aspektów życia w Londynie można dowiedzieć się sporo, choć głównie o klasach średniej i wyższej, ich rozrywkach, zainteresowaniach, skandalach. Biedota, robotnicy, pracujące dzieci – to tematy, o których niewiele się pisze. Dzięki licznym ilustracjom, fotografiom z epoki, rycinom, reprodukcjom możemy poczuć klimat tamtych czasów, zobaczyć obowiązujące stroje i wygląd ulic. Warto mieć tę książkę.

Warszawa lata 80.

warszawa lata 80Bosz, 2016

Liczba stron: 111

„Warszawa lata 80” to piąty już album ukazujący życie i rozwój miasta. Ta dekada nie była łatwa dla Polski. Radość z zarejestrowania Niezależnych Związków Zawodowych Solidarność została przyćmiona wprowadzeniem stanu wojennego. Obniżająca się stopa życiowa Polaków była bardzo widoczna szczególnie w miastach. Załamanie gospodarki sprawiło, że miasto zahamowało swój rozwój. Budowa linii metra stanęła, inne inwestycje także bardzo spowolniły swoje tempo. Małą perełką było oddanie kilkupoziomowej księgarni Uniwersus przy ul. Belwederskiej, o której szeptało się, że jest największa w Europie. Mówiono także, że miało to być rosyjskie centrum wystawiennicze, może dlatego czasami na zapleczu pojawiali się rosyjscy oficerowie.

Warszawa 80 2 kopia

Miasto nie było w stanie utrzymać zaopatrzenia na właściwym poziomie praktycznie w każdym sektorze. Brakowało wszystkiego, a to, co udało się wystać w kilometrowych kolejkach, zapakowane było w szary papier z napisem opakowanie zastępcze. Ludzie także jakby poszarzeli, przygarbieni strachem o przyszłość swoją, bliskich  i kraju. Pisze o tym we wstępie warszawska aktorka Joanna Szczepkowska.

Warszawa 80 5 kopia

W tym czasie większość fotoreporterów musiała zdeponować swój sprzęt w szafach redakcji. Tylko wybrani mogli w miarę swobodnie robić zdjęcia uzbrojonych patroli, poruszających się po ulicach miasta pojazdów pancernych itd. Jedno ze zdjęć pokazuje warszawiankę częstującą zmarzniętych żołnierzy herbatą z termosu. Ta fotografia pięknie się wpisuje w propagandową ustawkę, choć rzeczywiście wojsko było przez warszawiaków lubiane, czego nie można powiedzieć o innych służbach. Ci, którzy nie oddali aparatów, często z ukrycia utrwalali na kliszach, jak władza przykręca śrubę mieszkańcom miasta. Pałowanie przez ZOMO, armatki wodne, czy gaz łzawiący, na to mogli załapać się wszyscy.

Warszawa 80 13 kopia

W mieście pojawił się nowy środek informacji w postaci rozrzucanych w różnych miejscach ulotek. Niebezpieczne było ich produkowanie, kolportowanie, ale i samo podniesienie z ulicy mogło mieć nieprzyjemne reperkusje. Album ukazuje także bardzo smutne momenty jak uroczystości pogrzebowe Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego, czy pogrzeb zamordowanego księdza Jerzego Popiełuszki. Tłumy, które pojawiły się wtedy na uroczystościach, można porównać tylko do tych, kiedy miasto odwiedzał papież.

Warszawa 80 6 kopia

W tej szarej rzeczywistości była grupa młodych ludzi, zbuntowanych, wrażliwych, kolorowych chcących wykrzyczeć to, co ich boli. To muzycy i ich fani. Jedni i drudzy farbowali ciuchy farbkami do pisanek, stawiali włosy na cukier. Szkoda, że w książce pokazano tylko zespół Maanam i to podczas kręcenia filmu „Wielka majówka”. Oczywiście nie mogło zabraknąć zdjęć z obrad Okrągłego Stołu, czy kampanii wyborczej do parlamentu w 1989r. Upadający system symbolicznie ilustruje zamykające album zdjęcie strącanego z cokołu pomnika Feliksa Dzierżyńskiego, który stał w bliskim sąsiedztwie Pałacu Mostowskich, komendy stołecznej milicji obywatelskiej.

Warszawa 80 11 kopia

W „Dzienniku telewizyjnym” autorka wstępu, Joanna Szczepkowska, powiedziała: „4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”. Te fotografie pokazują, że była już na to najwyższa pora, Polska była przesycona do granic szarzyzną, ludzie zastraszeni, smutni, niepewni jutra. „Warszawa lata 80.” jest obrazem upadającej epoki. Warto ją mieć na swojej półce.

Sztuki piękne pod Tatrami, Teresa Jabłońska

sztuki piękne pod tatrami Teresa Jabłońska

Tatrzański Park Narodowy,  2015

Liczba stron: 480

Niemal każdy z moich pobytów w Zakopanem zwieńczony jest wizytą w co najmniej jednym z muzeów. Zwykle te wizyty dostosowane są do programu wycieczki szkolnej, którą się opiekuję. Ostatnio jednak, gdy w Tatrach byliśmy prywatnie, pogoda nie sprzyjała pieszym wędrówkom, więc postawiliśmy na pobyt kulturalny. Był szczyt sezonu, pogoda kiepska, Krupówki zatłoczone do granic możliwości, a w  oddziałach Muzeum Tatrzańskiego pustki. To był cudowny dla mnie czas. Nie musieliśmy się nigdzie spieszyć, nikt nas nie popychał, nie popędzał. Mogłam się napatrzeć do woli na wszystko to, co tak mi się tam podoba, obejrzeć wystawy czasowe, stałe eksponaty, porozmawiać z przesympatycznymi i bardzo kompetentnymi osobami zatrudnionymi w muzeum (pozdrawiam!) Z tego luksusu w końcu zaczęłam wymyślać, co bym chciała mieć na własność w domu. Nierealne marzenia, ale jakie fajne!

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Za sprawą albumu „Sztuki piękne pod Tatrami” moje marzenia częściowo zostały spełnione, chciejstwo zaspokojone. Ulubione pejzaże mam pod ręką, mogę ich dotykać, studiować i dowiedzieć się więcej na temat tego, co tak mnie zauroczyło. Album, o którym mowa to imponujące wydawnictwo. Najpierw poczułam się onieśmielona i zdominowana za sprawą jego wagi i formatu. Nie ma mowy o czytaniu w łóżku, czytanie na fotelu czy kanapie również może być problematyczne. Do sztuki trzeba podchodzić z należytą powagą i celebrą – nie ma rady, trzeba czytać na siedząco, trzymając książkę na stole.

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Autorka podzieliła zbiory przedstawiające sztukę inspirowaną i związaną z Podhalem na kilka działów, przy czym stara się zachować chronologię powstawania. Ogromnie ucieszyło mnie to, że włączono do albumu reprodukcje fotografii oraz karykatury. Są również zdjęcia wnętrza Koliby jako przykładu stylu zakopiańskiego w architekturze, szkice, malarstwo olejne, pastele, fotografie rzeźb, makatki i wiele innych eksponatów. Nie potrafię obejrzeć całego albumu od początku do końca. Za każdym razem, gdy próbuję, wciąga mnie jakiś detal, opis i przepadam.

(Do zdjęć zdjęłam z lodówki magnesy przedstawiające dzieła reprodukowane również w albumie. Nie są sprzedawane w zestawie z książką.)

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońskasztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Moje fotografie skupiają się głównie na szacie graficznej, jednak „Sztuki piękne pod Tatrami” to nie tylko obrazki, lecz równie bogata i interesująca treść dotycząca sztuki ludowej oraz twórczości artystów inspirujących się ludowością, zafascynowanych krajobrazami i kulturą Podhala. Dobra wiadomość jest taka, że album został wydany w wersji polsko-angielskiej, więc zagraniczni turyści mogą zabrać go ze sobą jako cudną pamiątkę z pobytu w Tatrach. Cieszy również i to, że sporo miejsca poświęca się tym, którzy pomogli „rozreklamować” Tatry i stworzyć tzw. nurt tatrzański. To głównie przedstawiciele Młodej Polski, artyści, malarze, pisarze, architekci.

sztuki piękne pod tatrami teresa jabłońska

Oczywiście nie wszystkie dzieła sztuki pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego, są tu również eksponaty z innych polskich muzeów, dzięki czemu przegląd jest pełniejszy.

Jestem zachwycona tym albumem, mam wreszcie w domu namiastkę takiego Zakopanego, jakie lubię najbardziej. Ulubione zdjęcia i obrazy mogę obejrzeć bez kilkunastogodzinnej jazdy pociągiem i bez przedzierania się przez jarmarki na Krupówkach. Polecam!

Ludzie Nowego Jorku, Brandon Stanton

okladka-humans-of-ny

SQN, 2015

Liczba stron: 304

Nowy Jork od zawsze oddziałuje na ludzi z niemal magnetyczną siłą, mami, wabi, kusi. Z całego świata zjeżdżają tam ludzie biznesu, sztuki, kultury, ale także ci, którzy liczą na lepszy los. Nowy Jork fascynuje także fotografów, m.in. WeeGee, Roberta Franka, Gary`ego Winogranda. Ich prace mają dzisiaj status niemal ikoniczny. Nowojorski fotograf Joel Meyerowitz twierdzi wręcz, że Piąta Aleja uzależnia. Musi to być prawda, skoro fotografuje to miasto nieprzerwanie od pięćdziesięciu lat.

Brandon Stanton pierwszy aparat kupił w 2010 roku, gdy jeszcze zawodowo handlował obligacjami, więc nie miał zbyt dużo czasu na fotografowanie. Sytuacja diametralnie się zmieniła, kiedy stracił pracę. Wówczas czasu miał go aż nadto, żeby doskonalić swój warsztat. W dobie, gdy zawodowi reporterzy często mają pod górkę, podjęcie decyzji o utrzymywaniu się z fotografii było szalonym pomysłem. Stanton, podobnie jak wielu innych przed nim, wkrótce dał się oczarować miastu. Początkowo cykl zdjęć zatytułowany „Humans of New York” publikował tylko na swoim fanpage’u. Do fotografii dołączał krótki, często zabawny opis, jak powstawało dane ujęcie. I choć z początku nie miał zbyt wielu oglądających, sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z większą liczbą dodawanych zdjęć.

„Ludzie Nowego Jorku” to książka wydana inaczej niż klasyczny album z fotografiami. Jej format sprawia, że doskonale się ją ogląda. Autor postanowił przenieść na karty papieru także opisy zdjęć, które zamieszczał na Facebooku. Jest to fantastyczny pomysł, bo podpisane fotografie ogląda się trochę inaczej. Przez chwilę możemy się poczuć tak jakbyśmy sami trzymali aparat przy oku i podejmowali decyzje, kiedy i kogo sfotografować. Czy ma to być bezdomny, który proponuje, że za kilka centów zatańczy przed obiektywem? A może ta kolorowa jak ptak pani? A może chłopcy jeżdżący na deskach?

Można by pomyśleć, że w tym mieście „freaków” zrobienie interesujących zdjęć jest rzeczą banalnie łatwą. To złudzenie, Brandon Stanton nad cyklem „Humans of New York” pracował trzy lata. W tym czasie wiele razy nie miał środków na opłacenie czynszu. Czy taki wysiłek i poświęcenie ze strony fotografa miały sens? Jak najbardziej tak, powstał świetny album, który bardzo ciężko odłożyć dopóki nie przewertuje się go do ostatniej strony, dopóki nie pozna się opowieści jego mieszkańców. I nawet po tym wraca się do niego wielokrotnie. Jedynym drobnym mankamentem jest to, że spora część fotografii podpisana jako „podpatrzona” była  tak naprawdę pozowana. Oglądając te różnorodne kadry przedstawiające nowojorczyków zastanawiam się, czy taki cykl byłby możliwy w Polsce, gdzie miasta są niemal zunifikowane przez facetów z taką samą brodą, fryzurą i okularami oraz podobne do siebie kobiety ubrane w stroje z sieciówek.