Archiwa tagu: biografia

Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, Anna Kamińska

simona

Wydawnictwo Literackie, 2015

Liczba stron: 330

Od śmierci Simony Kossak minęło osiem lat. Dopiero teraz ukazała się biografia tej ekscentrycznej kobiety, która wybrała życie w dziczy, by poświęcić się zwierzętom i pracy na rzecz ochrony przyrody.

Simona jest drugą córką Jerzego Kossaka, bratanicą poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz wnuczką Wojciecha. Od urodzenia pokładano w niej wielkie nadzieje, w zamierzeniu rodziców miała wcielić się w rolę kolejnego malującego Kossaka i kontynuować rodzinną tradycję. Rodzice mieli jej za złe, że urodziła się dziewczynką, więc jedyną szansą na bycie zaakceptowaną było wykazanie się talentem malarskim. Niestety, Simona nie potrafiła malować. Żeby udowodnić samej sobie, że jest coś warta, stawiała przed sobą nowe wyzwania i szukała swojej drogi w życiu. Odnalazła ją na studiach biologicznych, które podsyciły w niej miłość do przyrody.

Wkrótce po ich ukończeniu dostała pracę w Białowieży i osiedliła się w leżącym na skraju puszczy drewnianym domu zwanym Dziedzinką. Mieszkanie w takim odciętym od cywilizacji miejscu bez żadnych wygód, bieżącej wody, elektryczności i utwardzonej drogi dojazdowej dla większości ludzi byłoby niemożliwe do zaakceptowania. Dla Simony było to spełnieniem marzeń. Tu mogła być sobą, hodować zwierzęta, uprawiać rośliny, obserwować występujące w puszczy gatunki, prowadzić badania naukowe, kręcić amatorskie filmy przyrodnicze i przyjmować gości na własnych warunkach. W puszczy też znalazła bratnią duszę, przez wiele lat dzieliła Dziedzinkę z fotografem przyrody Lechem Wilczkiem.

Postać Simony wyłaniająca się z książki Anny Kamińskiej jest osobowością złożoną, więc opowieść o niej musi być wielogłosowa. Autorka dotarła do osób, które Simona dopuściła do siebie i tych, z którymi toczyła boje. A należy dodać, że nigdy nie walczyła o swoje, lecz o dobro przyrody. Z książki dowiadujemy się, że była osobą, dla której nie istniały żadne odcienie szarości – ludzi postrzegała w kolorach czarnym lub białym. Z ludźmi często się spierała. Miłość przelewała na zwierzęta, a te lgnęły do niej i dawały się oswoić. W Dziedzince mieszkał kruk, ryś, dzik, stado saren, owce, psy, wiewiórki i wiele innych, które czuły się w leśniczówce jak w swoim domu.

Biografia Simony próbuje wskazać przyczyny, dla których dziedziczka Kossaków wolała zostać hipiską i odciąć się od ludzi i cywilizacji, a także zmiany jakie w niej zachodziły z każdym kolejnym sukcesem. A tych miała sporo – napisała i obroniła doktorat, otrzymała tytuł profesora, stała się popularna w całej Polsce za sprawą audycji radiowych o życiu puszczy, kręciła nagradzane na festiwalach filmy przyrodnicze, pisała książki. Punktem zwrotnym w jej życiu, momentem, od którego zaczęła nabierać pewności siebie i wiary we własne możliwości okazał się moment wyjazdu z Krakowa. Wówczas całkowicie odcięła się od mieszczańskich konwenansów, w które próbowano ją wtłoczyć. Zrzuciła z siebie ciężar wymagań i oczekiwań ze strony rodziny. „Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak” nie jest więc pomnikiem dla tytułowej bohaterki, jest jej wiarygodnym portretem z subtelną grą światłocieni.

Pura Vida, życie & śmierć Williama Walkera, Patrick Deville

Noir Sur Blanc, 2015

Liczba stron: 230

Patrick Deville, tożsamy z narratorem książki, chce napisać wspomnienie o Williamie Walkerze – amerykańskim prawniku i żołnierzu, który w połowie XIX wieku zapragnął zmierzyć się ze swoim marzeniem o przygodach. Kilkukrotnie próbował podbić Amerykę Środkową, przez krótki czas sprawował funkcję prezydenta Nikaragui, ale umarł młodo, skazany na karę śmierci przez władze Hondurasu. Deville przebywając w Ameryce Środkowej, rozmawiając z tubylcami, czytając ich prasę i studiując archiwa, natyka się na wiele podobnych historii i prawie zapomnianych bohaterów, którym gdzieś, kiedyś zamarzyła się władza.

W związku z tym, Walker co chwilę ucieka autorowi z kadru, a karty książki wypełniają opisy licznych zamachów stanu, krwawych bitew, a także doniesienia o prywatnych armiach, więźniach politycznych, ludziach, którzy z pupilków władzy stali się jej wrogami. Autor wspomina o egzekucjach i spisuje informacje, które przekazuje się tylko zaufanym ludziom – m.in. mówi o korupcji, przemycie, kartelach narkotykowych. Historia i teraźniejszość tego zakątka świata przenikają się bowiem w wielu aspektach, a walki o władzę, które toczyły się sto lat temu dotąd nie ustały, lecz zmienił się nieco ich charakter.

Autor skacze z tematu na temat, nie przywiązuje się ani do osób, ani do miejsc. Obsesyjnie jednak powraca do Williama Walkera i Che Guevary. Nie jest to więc lektura łatwa w odbiorze, nie jest też przyjemna. Ale to przecież nie zawsze jest wadą, bo książki niełatwe często czyta się z wypiekami na twarzy, z rosnącym zainteresowaniem. Tu niestety jest inaczej. „Pura Vida” przede wszystkim nie jest ciekawa, jest chaotyczna i przegadana. Panuje w niej zamęt – narrator przeplata swoje doświadczenia z podróży z fragmentami archiwów i informacjami z bieżącej prasy. Walker schodzi na dalszy plan, pojawiają się inni bohaterowie, a kraje Ameryki Łacińskiej zlewają się w jeden trudny do zdefiniowania, upalny, niebezpieczny, pełen pokus byt.

Zew lodu, Simone Moro

Agora, 2015

Liczba stron: 210 + fotografie

Simone Moro to jeden z najbardziej znanych himalaistów, prawdziwy niepokonany, który wie, że czasem trzeba się wycofać, by wygrać.

„Zew lodu” to wyjątkowa opowieść o zimowych wspinaczkach na najwyższe szczyty na ziemi, która powstała podczas jednej z takich ekstremalnych wypraw, w bazie pod Nanga Parbat. Simone Moro nie ukrywa, że szczegóły wielu wejść i zejść umykają z jego pamięci po latach, zlewają się w jedną całość, więc trudno mu odtworzyć wydarzenia godzina po godzinie. W związku z tym, nie opisywał całej swojej kariery himalaisty, lecz skupił się na tym, co obecnie jest dla niego najważniejsze – zdobywanie najwyższych szczytów w porze zimowej.

Cechą mistrzów jest to, że potrafią mówić o swoich porażkach bez zażenowania. Moro pisze: „Umiejętność rezygnacji nie jest cechą nieudaczników, tylko mistrzów – zarówno w Alpach, jak i w Himalajach, na ulicach czy w dyskotekach. Scenariusz mojego życia piszę sam, nie może on być kopią ani powtórzeniem życia innych osób.” W górach konsekwencje niewycofania się we właściwym momencie są zazwyczaj tragiczne i dosięgają śmiałków prawie od razu. Moro wielokrotnie był świadkiem śmierci w górach, sam cudem wyszedł cało z lawiny na Annapurnie, w której zginęli członkowie jego wyprawy, w tym jego najbliższy przyjaciel Anatolij Bukriejew.

Simone Moro w swojej książce pozwala sobie na krytykę środowiska alpinistycznego. Pisze, że złośliwość jest nieodłączną jego cechą, jest „szeroko rozpowszechniona i częstsza niż w innych sportach i zawodach.” W krytykę himalaistów włączają się również ci, którzy nie ruszają się z domów. W Internecie krążą krzywdzące opinie o tym, że nowoczesne technologie pomagają wspinaczom w zdobywaniu szczytów, tęskni się za pionierskimi, heroicznymi czasami, gdy człowiek był sam na sam z naturą. Moro twierdzi inaczej, czuć jego irytację, zniesmaczenie tym, o czym czyta na forach czy blogach osób, które wysokie góry znają tylko z telewizji. Na hejterskie zaczepki dotyczące m.in. korzystania z telefonów satelitarnych, odpowiada: „Wiem, że nieuniknioną ceną za rozgłos jest krytyka, ale zawsze się łudziłem, że będzie wyrażana w sposób dojrzały, obiektywny i logiczny. Tymczasem tak się nie dzieje i osoby te wolą tracić cenne minuty, godziny, a nawet całe dni swojego życia na pisanie totalnych bzdur, często podyktowanych czystą zazdrością i zawiścią. (…) Zupełnie jakby te plastikowe gadżety na baterie łagodziły mróz i czyniły wszelkie niebezpieczeństwa wirtualnymi.”

Tego typu książki o przekraczaniu swoich ograniczeń, pokonywaniu niezliczonych niebezpieczeństw, odpowiedzialności za drugiego człowieka w najbardziej ekstremalnych warunkach, jakie można sobie wyobrazić, działają na czytelnika jak dawka adrenaliny. Dają motywację do działania, podbudowują wiarę w człowieka, ukazują jego wielkość oraz niedoskonałość. Książka „Zew lodu” z jednej strony, pokazuje człowieka mającego wielki szacunek do gór; z drugiej, himalaistę, który chce te góry pokonać, stanąć na ich wierzchołku i przez krótki moment poczuć się zwycięzcą, a przecież musi jeszcze zejść z góry, a to bywa trudniejsze niż wejście na wierzchołek.

Magda, Meike Ziervogel

Marginesy, 2015

Liczba stron: 144

„Magda” jest powieścią, nie biografią, ale opiera się na prawdziwych wydarzeniach z życia Magdy Goebbels, zwanej „matką narodu niemieckiego”. Przedstawia ją wielopłaszczyznowo, pokazuje różne etapy jej życia oraz wydarzenia i ludzi, którzy mieli wpływ na to, jaką kobietą się stała. Autorka oddaje głos matce Magdy, która nigdy nie rozumiała swojej córki, oraz najstarszej córce Goebbelsów w ostatnich dniach przed kapitulacją Berlina.

Powieść nie usprawiedliwia zbrodni, której przed śmiercią dopuściła się ta oddana nazistka, lecz jest próbą zrozumienia, co skłoniło matkę do podania trucizny swoim dzieciom. Jak w wielu opowieściach z tragicznym końcem, istotne zdają się być pierwsze lata życia i doświadczenia z dzieciństwa tytułowej bohaterki. W przypadku Magdy Goebbels trudno mówić o sielskim dzieciństwie, bowiem charakteryzuje je psychiczne i fizyczne oddalenie od bliskich, przemoc i chłód klasztoru, w którym pobierała naukę. Lata młodości pogłębiają przepaść między członkami rodziny, a Magda stara się wziąć życie we własne ręce i wybić ponad otaczającą ją przeciętność. Gdy naziści dochodzą do władzy, zyskuje swoją szansę. Przez kilkanaście lat jest na szczycie.

Postać Magdy w książce Meike Ziervogel ze strony na stronę staje się coraz bardziej oddalona od prawdziwego życia. Jest skupiona na służeniu Hitlerowi, rodzeniu i wychowywaniu dzieci i wcale nie jest dobrą matką. Choć jej dzieci są zadbane, dobrze ubranie i niczego im nie brakuje, matka trzyma je na dystans, a w ich relacjach czuć chłód. W ostatnich dniach spędzonych w bunkrze pod Berlinem narasta napięcie, coś złego wisi w powietrzu, zło i przemoc wypełzają z kątów. Przerażające jest to, co Magda Goebbels robi zanim podaje dzieciom truciznę. Najpierw wkłada dużo wysiłku w sprzątanie – zamiata i szoruje podłogi, ustawia wazonik z kwiatkami na stole, bo pragnie, by nikt nie powiedział o niej złego słowa. Chce być zapamiętana jako świetna gospodyni. Ale my pamiętamy ją przede wszystkim z tego, co zrobiła zaraz potem.

Jeśli nie obawiacie się, że autorka pozostawiła po sobie zbyt mocny ślad i nacechowała książkę swoimi przemyśleniami, czytajcie. Uważam, że warto spróbować rozgryźć, co mogło siedzieć w głowie dzieciobójczyni, przez lata gloryfikowanej i stawianej za przykład matkom w Niemczech. To lektura wymagająca, ważna i smutna.

Marek Dyjak. Polizany przez Boga, Arkadiusz Bartosiak & Łukasz Klinke

Agora, 2014

Liczba stron: 264

Marek Dyjak dał się poznać szerszej publiczności całkiem niedawno – wystąpił w Męskim Graniu, dostał się pod skrzydła Agory, gdzie wydał ostatnie (bardzo dobre) płyty i wyruszył w trasy promocyjne po Polsce. Wcześniej też sporo grał, lecz zwykle dla mniejszej publiczności, w klubach, gdzie występował za możliwość nieograniczonego picia.

Wywiad rzeka z Markiem Dyjakiem trochę odsłania, by dać jakie takie pojęcie o życiu artysty, a trochę zasłania. Dzięki temu możemy Dyjaka postrzegać przede wszystkim przez pryzmat tego jakim człowiekiem się stał, a nie jakim był przez lata. I to jest w porządku. Nikt nie lubi epatowania martyrologią, nawet jeśli bohater tego wywiadu sam sobie ją zafundował.

Autorzy starają się zachować chronologię wydarzeń, na początku namawiając muzyka, który sam siebie zwie refrenistą, na wspomnienia dzieciństwa i rodzinnego Świdnika. W tym miejscu dowiadujemy się na tyle dużo, by domyślić się skąd u niego zamiłowanie do ryzykownego stylu życia i słabość do alkoholu. Opowieść meandrująca po zawiłościach życiorysu Dyjaka nie jest łatwa w odbiorze. Streszczona tu historia 20 lat życia z alkoholem zamiast krwi to zapis prób i upadków. Prób budowania związków i porażek na tym polu. Prób bycia przyjacielem i żałosnych wpadek w stylu Franka Drebina z „Nagiej broni”. Prób bycia kimś więcej niż alkoholikiem bez adresu. Muzyk oddaje tu sprawiedliwość wszystkim, którzy wyciągnęli do niego dłoń, tym którzy byli dla niego inspiracją i pomagali mu przeżyć kolejny dzień. Mnóstwo w nim pokory. Te z trudem wyciągane z Dyjaka zwierzenia uświadamiają czytelnikowi jak daleką drogę przebył stając się tym, kim jest teraz. Wrażliwym, osiadłym w jednym miejscu muzykiem, który ukojenia dla ludzkich lęków szuka siedząc z wędką nad rzeką.

Autorzy książki postanowili nie usuwać tych części wywiadów, w których Dyjak ma już dość, chce skończyć, uciec, przerwać, wycofać się, a swoją niechęć do rozmowy zrzuca raz na niedyspozycję zdrowotną, innym razem na głupie pytania lub brak formy na grzebanie w pełnej brudów przeszłości. Choć bywa to irytujące dla czytelnika, daje pojęcie o tym jak wyczerpujące emocjonalnie okazało się przedsięwzięcie zwane książką. Warto skorzystać z okazji i zajrzeć za fasadę i przekonać się, co skrywa wnętrze tego człowieka.