Archiwa tagu: dla dzieci

Bang Bang! Wystrzałowy samochód, Ian Fleming

bang-bang-wystrzalowy-samochodZnak Emotikon, 2017

Liczba stron: 133

Tłumaczenie: Katarzyna Kowalczuk-Szczepańska

Twórca Jamesa Bonda napisał książkę dla dzieci! Główna bohaterka tej powieści – wyścigówka o imieniu Bang Bang jest magicznym samochodem, który swoimi właściwościami zadziwia nowych właścicieli. Bang Bang jest autem uratowanym od zezłomowania i wyremontowanym przez wynalazcę i służy całej rodzinie. Budzi powszechny podziw i zdumienie na drogach. Szczególnie, gdy na zakorkowanej jezdni zmienia się w pojazd latający.

Ta książka w dużym stopniu skupia się na samochodzie – poszukiwaniach odpowiedniego auta dla rodziny, remoncie zdezelowanego grata z duszą, ukrytych właściwościach wyścigówki oraz sposobach komunikowania się auta z właścicielami. Na szczęście oprócz niezwykłej Bang Bang autor opisał również przygodę, która wydarzyła się, gdy rodzicie wraz z bliźniakami udali się na piknik nad morzem. To prawdziwa gratka dla miłośników powieści detektywistycznych – jest tu wszystko, czego możemy się spodziewać: tajemnicza jaskinia, ukryte skarby, szajka złoczyńców i wielki skok na kasę.

Powieść o Bang Bang to taki James Bond w pigułce. Mamy tu fascynację możliwościami techniki (w tym przypadku wszystkie potrzebne gadżety skupione są w wyścigówce), tajemnicze kryjówki, podstępnych i zawziętych przestępców, chcących przeprowadzić swój plan i odważnych, choć nie do końca świadomych niebezpieczeństwa śmiałków, którzy pragną zapobiec przestępstwu. To nic, że za sobą pozostawiają zgliszcza. Chociaż bohaterami dziecięcymi są bliźnięta – chłopiec i dziewczynka, wydaje mi się, że książka ze względu na tematykę motoryzacyjną i detektywistyczną bardziej spodoba się chłopakom w wieku od 8 do 12 lat. Polecam.

Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony, Rafał Kosik

amelia-i-kuba-tajemnica-debowej-koronyPowergraph, 2017

Liczba stron: 270

Czytałam jedną z poprzednich części tego cyklu i bardzo mi się podobała. Kosik pisze tak, by bawić, a jednocześnie czegoś nauczyć. Tym razem dzieci mieszkające w Zamku, jak nazywa się modny apartamentowiec, próbują rozwikłać tajemnicę dębowej korony.

Na podwórzu, otoczony ze wszystkich stron murami apartamentowca rośnie wielki, rozłożysty, ponad dwustuletni dąb. Dzieci chętnie spędzają czas, siadając na najniższej gałęzi drzewa, ponieważ regulamin zabrania wspinania się na wyższe gałęzie. Pewnego dnia kot sąsiadki uwalnia się z mieszkania i wskakuje wysoko na koronę drzewa. Gdy Kuba próbuje mu pomóc w zejściu na ziemię, dostrzega przyczepioną do konara drabinkę, która prowadzi gdzieś wysoko. Od tej pory chłopak robi wszystko, żeby sprawdzić, co kryje się pomiędzy liśćmi dębu. Nie jest to proste, zawodzi nawet zaawansowana technologia. Z pomocą przyjdzie mu… małpka. Tak, prawdziwa małpka. Musicie jednak sami przeczytać, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób małpka znalazła się w Zamku.

Rafał Kosik porusza (podobno przypadkiem, bo gdy powstawała książka, drzewostan w Polsce jeszcze nie był zagrożony) problem wycinki drzew. Stary, zdrowy dąb z podwórka staje się celem grupy nowych mieszkańców-oszołomów, którzy pragną większej przestrzeni na place zabaw dla dzieci i podpisują petycję mającą na celu wycinkę drzewa. Nie przemawiają do nich żadne argumenty, co gorsza, coraz bardziej się nakręcają, opowiadając niestworzone historie o zagrożeniach, na jakie są narażeni mieszkając w pobliżu tego dużego drzewa. Czy uda się powstrzymać ich mordercze zapędy?

To bardzo ciekawa, zabawna, pełna komicznych scen książka o przyjaźni, przygodach, po które wcale nie trzeba lecieć na drugi koniec świata, bo wystarczy mieć oczy szeroko otwarte, żeby dobrze się bawić i znaleźć sobie zajęcie. Bardzo fajne jest to, że wszystko w książce jest współczesne – dzieci korzystają z tabletów, komórek, dronów, a jednocześnie nowoczesna technologia jest tylko dodatkiem, który ułatwia znalezienie odpowiedzi na nurtujące nas pytanie, gdzie można nauczyć się, jak zrobić hamak lub znaleźć adres jakiejś firmy.

Warto czytać, warto kupić dzieciom, nie tylko tę część, lecz całą serię.

Dlaczego sztuka pełna jest golasów, Susie Hodge

dlaczego-sztuka-pelna-jest-golasow

PWN, 2017

Liczba stron: 96

Tłumaczenie: Grzegorz Kulesza

Zdarza wam się zabierać dzieci do muzeum lub galerii? Zdarza wam się, że nie wiecie jak odpowiedzieć na inteligentne pytanie młodego konesera sztuki? Książka Susie Hodge może pomóc wam i dzieciom. Najlepiej przeczytać ją wspólnie, a potem zabrać na wycieczkę do muzeum. Na pewno się przyda!

Postawione w tytule pytanie to jedno z wielu omówionych w tej bogato (i zabawnie!) ilustrowanej książce. Autorka pochyla się nad sztuką tradycyjną i nowoczesną i naprawdę trafnie przewiduje pytania, jakie mogą zrodzić się w głowach najmłodszych. Poniżej podaję kilka pytań. A teraz proszę, zastanówcie się do jakiego dzieła sztuki (lub dzieł) mogą się odnosić.

  • Czy to wisi do góry nogami?
  • Czemu to takie nieostre?
  • Czy są jakieś brzydkie pomniki?
  • Dlaczego dzieła sztuki są takie drogie?
  • Ale co to jest?

Jak poszło? Jestem pewna, że i my, dorośli, czasami mamy podobne spostrzeżenia.

Książka jest bogato ilustrowana. Umieszczono w niej wiele reprodukcji dzieł sztuki, ponadto są tam rysunki i napisy w stylu komiksowym, czego próbkę widać już na okładce. Według mnie, szata graficzna jest rewelacyjna, tekst natomiast bardzo ciekawy i pomocny. Dodatkowym atutem przemawiającym za tym, że książkę warto zabierać ze sobą, gdy idziemy oglądać eksponaty w muzeum, jest sztywna, bardzo gruba okładka, która ustrzeże kartki przed możliwymi wypadkami. Rodzice, kupcie ją swoim dzieciom, uczcie patrzenia na sztukę.

Dziękujemy ci, Amelio Bedelio! & Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka, Peggy Parish

dziekujemy-ci-amelio-bedelio

Wydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 68

Tłumaczenie: Wojciech Mann

Jak wiemy z pierwszego tomu, Amelia Bedelia, pomoc domowa u państwa Rogersów każde polecenie traktuje dosłownie. Zamiast pomagać, przysparza szkód, kłopotów i bałaganu. Przed zwolnieniem z posady ratuje ją tylko jedno – piecze doskonałe ciasta.

Pani Rogers jest bardzo podekscytowana przyjazdem dawno niewidzianej ciotki Myry. Zależy jej na tym, by wszystko było zapięte na ostatni guzik – stroje nieskazitelne, mieszkanie pachnące czystością i udekorowane świeżymi kwiatami, jedzenie rozpływające się w ustach. Niestety, Amelia znowu traktuje każde polecenie zbyt dosłownie i wszystko zmierza ku katastrofie. Zaczyna się od drobiazgów – poproszona o rozdzielenie jajek, Amelia rozkłada je z dala od siebie po różnych szafkach. Kończy na… musicie sami się przekonać do jakiej demolki zdolna jest ta pomoc domowa, żeby… zadowolić swoich pracodawców.

amelia-bedelia-i-przyjecie-niespodziankaWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 68

Tłumaczenie: Wojciech Mann

Gdy kolejny raz upiekło się (dosłownie!) Amelii Bedelii, tym razem na pomoc w przygotowaniu przyjęcia niespodzianki z okazji zaręczyn panny Almy przybywa kuzyn państwa Rogersów. Okazuje się, że jest tak samo (nie)rozgarnięty jak gosposia. Pani Rogers zaprasza na herbatkę swoje koleżanki, które zamierzają obsypać pannę Almę prezentami i oblać jej zaręczyny.  Tak, Amelia z wężem ogrodowym na okładce to nie przypadek – znowu niczego nie zrozumiała.

Gosposia ma długą listę zadań do wykonania przed przybyciem gości – musi przelecieć żelazkiem obrus, obłożyć świeże ryby lodem i zająć się ciętymi kwiatami. Przyjęcie skończyłoby się totalną katastrofą, gdyby nie poczucie humoru panny Almy, która nie gniewała się o zniszczony strój ani mrożone ryby z lodami czekoladowymi. Ciekawe jak długo jeszcze głupie postępowanie Amelii będzie uchodziło płazem?

To książki dla dzieci stawiających pierwsze kroki w samodzielnym czytaniu. Myślę, że to, co mnie irytuje w tej postaci (całkowity brak refleksji, bezmyślność i naiwność) dla dzieci może być wielką zaletą. Fajnie jest pośmiać się z gapowatej osoby dorosłej, którą przerastają nawet najprostsze zadania. Poza tym, książka ma niepodważalny atut – rozwija wiedzę o języku. Dla pełnego zrozumienia postępowania Amelii dziecko musi rozpoznać grę słów polegającą na dwuznaczności wyrażeń. Warto!

Najważniejsi czytelnicy to dzieci

Światowy Dzień Książki, który dziś obchodzimy, przypadł w tym roku kilka dni po ogłoszeniu przez Bibliotekę Narodową raportu o stanie czytelnictw w Polsce. Moim zdaniem, nawet rozdawane za darmo książki i nieograniczony czas nie zachęcą nieczytających do spędzania czasu z książką. Jest tylko jeden sposób, żeby zmienić nastawienie polskiego społeczeństwa do czytania – dobry, rozpisany na kilkanaście lat program obejmujący dzieci od najmłodszych lat, niezależny od partii politycznych i lektur szkolnych. Kto nie pozna radości czytania za młodu, tego trudno będzie oderwać od konsoli i telewizora w późniejszym wieku. Stąd moje dzisiejsze propozycje książkowe dla najmłodszych. Skorzystajcie z nich. Podarujcie książkę dziecku wychowującemu się w domu bez książek. Poczytajcie młodszemu rodzeństwu i swoim dzieciom, jeśli już je macie.

Dla najmłodszych: „A co to?” Hector Dexet

co-to-1

Ilustracje w żywych kolorach. Duże, czytelne. Każda strona kryje niespodzianki.

co-to-2

Strony mają wycinane dziurki i znajduje się na nich jedno pytanie. Na przykład, co się kryje w jajku? Następna kartka pokazuje jakie zwierzęta wykluwają się z jajka. Pouczające i ładne!

co-to-3

co-to-4

A na dodatek zabawne. Uwielbiam tę książkę, lubi ją też moja siostrzenica, do której trafiła.

co-to-5

Dla dzieci w wieku przedszkolnym: „Tyczka w Krainie Szczęścia” Martina Widmarka z ilustracjami Emilii Dziubak.

tyczka-1

Opowieść o dziewczynce, która trafia do magicznej Krainy Szczęścia.

tyczka-3

Odnajduje tam dawno zaginionego brata i inne dzieci. Okazuje się, że nie wszyscy są szczęśliwi w tej krainie.

tyczka-4

Na dzieci czyhają niebezpieczeństwa, bo nie wszyscy mieszkańcy tej ziemi są przyjaźnie do nich nastawieni. Są tacy, którzy wolą świecidełka i klejnoty od zabawy, przyjaźni i dobroci.

tyczka-5

Sama historia jest bardzo zajmująca, ale bez ilustracji byłaby tylko zwykłą opowiastką. Obrazki są cudowne, wspaniałe, doskonałe. Takie jakie powinny być w każdej książeczce dla dzieci – kształtują ich gust estetyczny, pokazują świat, a ten powinien być jak najpiękniejszy.

Książka dla starszych dzieci (i nie tylko): „Jezioro łabędzie”. Historia najsłynniejszego baletu Piotra Czajkowskiego w nowej odsłonie na misternych ażurowych ilustracjach Charlotte Gastaut.

jezioro-labedzie

Widzicie to? Ilustracje są utrzymane w trzech kolorach: białym, czarnym i złotym.

jezioro-labedzie-1

Tekst nie zajmuje zbyt wiele miejsca i opowiada historię miłości księcia człowieka i księżniczki łabędzi.

jezioro-labedzie-2

To, co czyni tę książkę wyjątkową, to ilustracje – wycinanki. Są tak misterne i drobiazgowe, że aż miałam ochotę oglądać je w białych rękawiczkach. Stąd mój werdykt, że nie jest to książka dla maluchów, które mogłyby uszkodzić strony. Jest przepiękna – małe dzieło sztuki.

Kupujecie książki dzieciom, czy uważacie to za zbędny wydatek, bo dzieci szybko z nich wyrastają, niszczą, nudzą się nimi?

Wszystkie książki są z wydawnictwa Mamania.

(Po kliknięciu zdjęcia wyświetlą się w większym formacie).

A co to?

Tyczka w Krainie Szczęścia

Jezioro łabędzie