Archiwa tagu: eseje

Dobrze się myśli literaturą, Ryszard Koziołek

dobrze-sie-mysli-literatura ryszard koziołekWydawnictwo Czarne, 2016

Liczba stron: 288

Dobrze się myśli literaturą, ale co to właściwie znaczy? Wiemy, że myślenie o literaturze jest bardzo przyjemne, nawet będąc z dala od książki, możemy do niej wrócić myślami, znaleźć się wśród bohaterów, wyobrazić sobie ich dalsze losy. Myślenie o literaturze zajmuje dużo czasu nam, którzy czytanie traktują jak swoje hobby. Planujemy, co będziemy czytać w najbliższy weekend, dużo czasu poświęcamy wyborowi książek na urlop, zastanawiamy się kiedy ukaże się kontynuacja ulubionej serii. Ale czym jest myślenie literaturą? To tajemne rewiry, niedostępne dla każdego, żeby myśleć literaturą trzeba być Ryszardem Koziołkiem.

Bo chociaż, jak twierdzi, autor tej książki: „Pisarz nie musi być mądry, nawet nie powinien być mądrzejszy od swojego dzieła, a jednak dzieło nam nie wystarcza, chcemy, aby autor własnymi słowami potwierdził wielkość swojej twórczości”.  To okazuje się, że krytyk literacki, którym Ryszard Koziołek niewątpliwie jest, musi być mądry i elokwentny.

Żeby myśleć literaturą, trzeba mieć dogłębną wiedzę na jej temat. Nie tylko znać treść książek, lecz tło historyczne, istniejącą krytykę literacką, życiorys autora i mieć intuicję oraz wyobraźnię. Ryszard Koziołek ma wszystkiego w nadmiarze – potrafi też zajmująco pisać o literaturze, którą dobrze poznał i przemyślał. Wśród esejów znajdziemy takie dotyczące klasyki polskiej literatury – „Lalki”, „Potopu”, „Quo Vadis” i wielu innych. Nie znajdziecie tu streszczeń, lecz rozważania. W przypadku „Lalki” autor skupia się na rękawiczkach, są one punktem wyjścia do zastanowienia się nad naturą i charakterem subiekta, Wokulskiego oraz panny Łęckiej.  W zbiorze jest również sporo odniesień do najnowszych publikacji, książek Springera, Twardocha, Karpowicza.

W esejach można znaleźć również ogólne odniesienia do literatury i jej niezwykłych mocy:

„To, co się dzieje z nami w trakcie czytania, wcale nie zawsze jest dobre! W lekturze bywamy sadystami, szowinistami, wydajemy niesprawiedliwe sądy, stajemy się stronnikami zbrodniarzy, ponieważ literatura właśnie to, między innymi, chce z nami robić – wydobyć naszą emocjonalność. Jeśli jest wielka, na tym się nie skończy – będzie nas skłaniać także do zrozumienia, co się z nami działo”.

Mnie się podobało, choć niewątpliwie jest to lektura wymagająca i raczej nie do połknięcia w jeden wieczór. Zresztą, pospieszne i zachłanne czytanie tej książki jest bez sensu – za dużo w niej smaczków i fajnych cytatów.

Dwanaście srok za ogon, Stanisław Łubieński

dwanascie srok za ogon stanisław ŁubieńskiCzarne, 2016

Liczba stron: 205

Żyjemy obok nich, ale zwykle ich nie zauważamy ani nie słyszymy.. Ludzie gnają przed siebie w pogoni za swoimi interesami, ptaki tuż obok zajmują się swoimi sprawami. Gdy nasze drogi się przetną, skutki zwykle bywają tragiczne dla zwierząt, które stoją na przegranej pozycji w starciu z człowiekiem.

Łubieński nie dramatyzuje w swojej książce o ptakach, a przynajmniej nie od razu. Przede wszystkim stara się przedstawić emocje związane z obserwowaniem ptaków – eskapady do odległego zakątka kraju, gdy według doniesień innych „ptasiarzy”, pojawił się tam jakiś rzadko spotykany gatunek, uczucia towarzyszące podglądaniu matki z młodymi, euforię związaną z bliskością natury.

Autor nie ogranicza się jedynie do subiektywnych odczuć i osobistych doświadczeń. Przybliża również sylwetki obserwatorów ptaków, które zapisały się w historii ornitologii. Są wśród nich przyrodnicy amatorzy różnych narodowości, doszukuje się tych mniej znanych, stara się odnaleźć jakieś nieznane fakty o ich życiu i pracy.

Pisze tak zajmująco, że sprawił, iż częściej zadzieram głowę do góry, wytężam wzrok, nastrajam słuch wypatrując ptaków.  Potrafi oczarować czytelnika opisami przygód, zwyczajami ptaków, anegdotami i zajmującymi życiorysami miłośników ornitologii. Niestety, końcowe rozdziały pozostawiają czytelnika z poczuciem winy, że jest częścią cywilizacji, która zachowuje się tak, jakby za punt honoru postawiła sobie wykończenie tych gatunków, które przetrwały do naszych czasów. Nie dość, że zabieramy ptakom siedliska, trujemy je chemikaliami używanymi w rolnictwie, to jeszcze strzelamy do nich, niszczymy gniazda, zabijamy ich dzieci. Bezmyślność ludzi sprawia, że ptaków jest coraz mniej. Smutno, że tak to się kończy i w życiu, i w książce. Niemniej jednak bardzo Wam polecam lekturę tych esejów o ptakach.

Książki, o których chcę opowiedzieć (2)

Krótki przegląd tego, co przeczytałam, co zasługuje na wspomnienie w formie pisemnej, a z różnych względów nie doczekało się pełnej recenzji.

obcy albert camus

„Obcy” Camusa to książka, którą wielokrotnie czytałam, lecz głównie w czasach, gdy miałam kilkanaście, może dwadzieścia lat. Teraz wróciłam do niej planując lekturę „Sprawy Meursaulta” Kamela Daouda, która opowiada tę samą historię z innego punktu widzenia.  „Obcy” po latach robi jeszcze większe wrażenie. Wydaje mi się, że wcześniej odczytywałam treść zbyt dosłownie, teraz skupiałam się nie na czynach, lecz na postawach, przeżyciach, motywacjach. Bezsens życia, brak celu i marazm głównego bohatera obecnie mają dla mnie większy sens i znaczenie. Polecam, jeśli jeszcze nie znacie, polecam również do powtórnego przeczytania.

cztery pory roku sandor marai

„Cztery pory roku” to kolejna porcja zapisków Sandora Maraia, w których odnosi się nie tylko do zmian aury i pór roku, lecz przede wszystkim do zmian, jakie zachodzą w nim samym. Nieuchronne starzenie się skłania go do pewnych podsumowań i rewizji poglądów, wspomnień i postanowień na resztę życia. Zapiski dotyczą również pracy twórczej oraz kolegów po piórze. Melancholijny nastrój, spokój, subtelny humor, bystrość umysłu – tymi określeniami mogłabym najłatwiej opisać styl autora. Uwielbiam czytać zapiski Sandora Maraia – co dwie strony znajduję myśl, zdanie, całe historie, które mam ochotę przepisać, zapamiętać. Z wieloma przemyśleniami utożsamiam się tak bardzo, że z trudem przyjmuję do wiadomości, że nie są to moje spostrzeżenia 😉 Uwielbiam, polecam.

nawschododarbatu

Hanna Krall napisała te reportaże o ZSRR na przełomie lat 60. i 70. Drukowano je w „Polityce” i wcześniej musiały przejść przez sito cenzury. Nieprzychylne, krytyczne teksty o systemie i kraju nie zostałyby opublikowane, a autorka mogłaby mieć nieprzyjemności. A jednak Hannie Krall udała się trudna sztuka pisania w taki sposób, że jej prawdziwe opinie można wyczytać między wierszami. Cenzura puszczała, nakład rozchodził się w mgnieniu oka, spragnieni wiedzy Polacy wydzierali sobie książkę z rąk. Do tej pory świetnie się to czyta, teksty są świeże, oko reporterki bystre, język precyzyjny. Nie ma w tych tekstach złośliwości, są fakty, które same w sobie ukazują absurd systemu i Wielkiego Brata. Koniecznie.

Książki, o których chcę opowiedzieć (1)

Uzbierało mi się sporo książek, które nie doczekały się pełnych recenzji, a które nie zasługują na to, żeby popaść w zapomnienie. Przyszło mi do głowy, że mogę o nich chociażby wspomnieć, napisać kilka zdań, by przybliżyć Wam ich treść. Stąd tytuł wpisu, który, mam nadzieję, nie będzie ostatnim tego typu zbiorczym zestawieniem minirecenzji., bo jak pisała Wisława Szymborska: „Może warto o niektórych książkach wspomnieć bodaj krótko niż wcale, bodaj po laicku niż nigdy”.

Test Marshmallow. O pożytkach płynących z samokontroli.

Smak Słowa, 2015

Liczba stron: 224

Autor opisuje nie tylko sam pomysł i przebieg eksperymentu, który polega na tym, że przed dzieckiem kładzie się jakiś przysmak, na przykład piankę marshmallow. Dziecko wie, że jeśli zje ją od razu, nie dostanie więcej słodyczy, a jeśli poczeka, dostanie więcej smakołyków. Eksperyment jest widowiskowy i zabawny, bo niektóre dzieci z całych sił walczą z pokusą. Jednak to, co najciekawsze dzieje się później. Wieloletnie obserwacje badanych przedszkolaków potwierdziły tezę naukowców, iż im dłużej człowiek jest w stanie powstrzymywać się od przyznania sobie nagrody, tym większe ma szanse na życiowy sukces. Ale to nie wszystko, co oferuje książka, ponieważ autor radzi, w jaki sposób nauczyć się (a przede wszystkim swoje dzieci) większej samokontroli.  Ameryki nie odkryjemy, ale czyta się przyjemnie.

Wszystko zależy od przyimka

Agora, 2014

Liczba stron: 286

Profesorowie (Bralczyk, Miodek i Markowski) rozmawiają o języku polskim z Jerzym Sosnowskim. Jeśli spodziewacie się nudnego wykładu, to znaczy, że zupełnie nie kojarzycie tych nazwisk. Profesorowie pytani o rozmaite niuanse polszczyzny, język potoczny, język reklam i wszechobecne anglicyzmy wykazują się bardzo dużą dozą zdrowego rozsądku, niewiele zakazują, raczej apelują o umiar. To, co trzeba wyśmiewają, gdzie trzeba doradzają, chociaż nie zawsze są zgodni. Ale jak to się czyta! Uśmiech od ucha do ucha. Zwykły człowiek, taki jak ja, rzadko ma do czynienia z tak światłymi, elokwentnymi ludźmi z cudownym poczuciem humoru. Bardzo smakowita strawa dla ducha.

moment niedzwiedzia olga tokarczuk

Moment niedźwiedzia

Krytyka Polityczna, 2012

Liczba stron: 192

Zbiór krótkich form, esejów i minireportaży pióra ubiegłorocznej laureatki Nagrody Nike. Większość z nich była wcześniej drukowana w magazynach, gazetach. Tutaj zostały zebrane w jeden tom, stąd rozpiętość tematyczna jest bardzo duża. Zaczyna się od zwierząt, o prawa których autorka walczy od zawsze. Stara się przekonać czytelnika do innego spojrzenia na otaczającą nas naturę. Pisze również o popkulturze, filmach, książkach i ich autorach. Bardzo bawiły mnie refleksje z pobytu w Amsterdamie i perypetie z wyrzucaniem śmieci. Jak to w takich zbiorach zdarzają się teksty bardzo dobre, zdarzają się i takie, które niewiele nas interesują. Warto, jeśli znacie już twórczość autorki.

I co sądzicie o takich recenzjach w pigułce? Przydatne czy bez sensu?

Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, Andrzej Stasiuk

Czarne, 2013

Liczba stron: 170

Chociaż lubię i cenię to, co pisze Stasiuk, nie biegnę do księgarni pierwszego dnia po premierze po jego nową książkę. Wystarczy mi świadomość, że kiedyś ją przeczytam. Przecież autor nie pisze komentarza do najnowszych wiadomości i książka się nie zdezaktualizuje. Co więcej, prawdopodobnie nabierze większej wartości, jako że Stasiuk porusza tematy uniwersalne. Wszyscy teraz czytają „Wschód”, a ja właśnie niedawno skończyłam „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” i właśnie ten zbiór felietonów miałam w pamięci podczas spotkania z autorem w Poznaniu. To, co Stasiuk mówił o „Wschodzie”, miało przełożenie również na tematy poruszane w poprzedniej jego książce, co potwierdza nie tylko uniwersalność opisywanych spraw, a także to, że autor ciągle pisze o tym samym. Mnie to nie przeszkadza.

„Nie ma ekspresów” to zbiór krótkich felietonów poruszających różne tematy. Jest o podróżach na wschód, o pobycie w Stanach, o Polsce, zmianach pór roku, niemożności całkowitego zrozumienia się z czytelnikami. Są impresje z podróży, lektur, spotkań z ludźmi, rozmyślania w samotności. Mnóstwo w książce fragmentów, które otwierają, dają nową perspektywę patrzenia na znane rzeczy.

O Polakach, wyzwolonych z jarzma państwa komunistycznego Stasiuk pisze z przymrużeniem oka – złośliwie, ironicznie, ale ciepło i zupełnie inaczej niż Filip Springer, który zajmuje się podobnym tematem w „Wannie z kolumnadą”.

Jesteśmy narodem ekstremistów. Jesteśmy rewolucjonistami totalnymi. Podstawową materią komunizmu była szarość. Tak to wszyscy pamiętają. Nawet ci, którzy nie pamiętają nic. Komunizm był szary – truizm, który zatruł umysły. Więc gdy się bohatersko wyzwoliliśmy, pierwszym odruchem była wizyta w sklepie z farbami. I ta teraz wygląda moja ojczyzna: jakby małpa bawiła się pędzlem. Mnie jednak to imponuje. Ta sobiepańskość, to warcholstwo, ta wolność od reguł, od estetycznej poprawności, od napomnień znawców, czasami wręcz rozumu.

Pisze też o istocie swojego pisarstwa:

Każdy dzień, każde zwycięstwo, każdą klęskę chciałem przeżywać w dwójnasób. Niewykluczone, że właśnie dlatego zostałem pisarzem. Pisanie daje po prostu szansę powrotu, daje złudne przecież, ale jakże odurzające poczucie, że w jakiś sposób panuje się nad czasem. Że można powrócić do obrazów, zapachów, dźwięków i uczuć. Że istnieje możliwość powtórzenia minionego i minione dotyka nas podwójnie, bo nie jest oczywistą teraźniejszością, ale czymś, do czego tęsknimy, i oto tęsknota się spełnia.

Lubię tok myślenia Stasiuka, chociaż nie ze wszystkim się zgadzam. Lubię niezbyt szybkie tempo jego prozy i sposób, w jaki opisuje nieznany mi świat. I chociaż czasem nie widzę dokładnie tego samego, co próbuje mi przekazać w swoim tekście, to staram się być uważnym czytelnikiem. Podczas wspomnianego spotkania Stasiuk podkreślał, że jest przede wszystkim pisarzem, nie reporterem, dlatego ma wolność łączenia obrazów, odchodzenia od prawdy, może pisać w sposób zaangażowany. Może poddawać się erotyzmowi przestrzeni i pisać o czym chce. Cenię to, że chce się swoimi przemyśleniami dzielić z czytelnikami i na pewno za jakiś czas wrócę do księgarni po kolejną jego książkę.