Archiwa tagu: humor

Hot Mess, Lucy Vine

Burda Książki, 2018

Liczba stron: 312

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

Czym jest Hot Mess? Wytłumaczono to na okładce książki, dzięki czemu od razu wiadomo z jakiego rodzaju bohaterką będziemy mieć do czynienia. Ellie dobiega trzydziestki, a jej życie wciąż nie jest uporządkowane, kłopoty to jej specjalność.

Dziewczyna pracuje jako ilustratorka w wydawnictwie, choć zawsze marzyła o pracy związanej z bardziej ambitną twórczością malarską. Po wyjeździe starszej siostry do Stanów, na jej barki spadły osobiste kontakty z ojcem, który co prawda nie jest uciążliwy, lecz od czasu przejścia na emeryturę i śmierci żony, potrzebuje wsparcia. Po rozstaniu z chłopakiem Ellie mieszka w tzw. Norze – pokoju wynajmowanym u przystojnego, lecz wkurzającego chłopaka. Najlepsi przyjaciele Ellie wciąż ją namawiają, żeby znalazła sobie kogoś na stałe. Pół biura kibicuje jej podczas kolejnych, zwykle niezbyt udanych randek umawianych przez Tindera. Wszyscy ekscytują się jej życiem, oprócz niej samej. Ellie jest już po prostu znużona szukaniem drugiej połówki, a co ważniejsze nie jest przekonana, że chciałaby kogoś znaleźć. Bycie singielką wydaje jej się całkiem znośne i wygodne. Brakuje jej jednak motywacji i siły charakteru, żeby wziąć życie we własne ręce.

Wyłamię się spośród recenzentów, którzy głównie podkreślają elementy humorystyczne. Nie śmiałam się do rozpuku, przygody Ellie na randkach i jej perypetie z ojcem nie wzbudzały we mnie przesadnej radości, choć czasami unosiły się moje kąciki ust. Mnie bardziej podobał się proces dojrzewania Ellie, która w pewnym momencie zaczęła częściej słuchać samej siebie i przestała spełniać wszystkie oczekiwania otoczenia. Z biegiem czasu lepiej ją poznajemy i rozumiemy, że nie jest tylko wygadaną, chaotyczną, gorącą laską w dużym biustem, lecz również osobą myślącą, głęboko przeżywającą smutek i, mimo skłonności do lądowania w łóżku z mało znanymi facetami, dość rozsądnie kierującą swoim życiem trzydziestolatką.

Bardzo podobały mi się dialogi między członkami rodziny Ellie oraz rozmowy jej niewielkiej paczki przyjaciół. Te wymiany zdań wprowadzały dużo energii i całe pokłady typowo brytyjskiej złośliwości, być może dość szokującej dla osób nieznających specyfiki brytyjskiego humoru. Chciałabym jeszcze dodać, że najbardziej czarującym bohaterem tej książki jest sześćdziesięcioletni ojciec głównej bohaterki, który za namową terapeutki próbuje sił w pisarstwie i tworzy powieść wzorowaną na „50 twarzach Greya”.

Jeśli szukacie wytchnienia i lekkiej, ale niegłupiej książki, takiej, która da wam do myślenia, ale nie przytłoczy, da chwilę wzruszeń, lecz nie potoki łez, chwilę radości, choć bez spektakularnych wybuchów śmiechu, koniecznie sięgnijcie po „Hot Mess”.

Pasztetowe wakacje, Arkadiusz Niemirski

Skrzat, 2017

Liczba stron: 352

Arkadiusz Niemirski specjalizuje się w lekkich, zabawnych historiach z wątkiem kryminalnym. Wielu z nas zna go jako kontynuatora serii o Panu Samochodziku. „Pasztetowe wakacje” to historia nieco zwariowana, choć niesie ważne przesłanie.

Bezrobotny prawnik Robert zatrudnia się w agencji detektywistycznej.  Traktuje to bardziej jako przygodę i rodzaj rozrywki, jednak szybko przekonuje się, że praca jest trudniejsza i groźniejsza niż mu się wydawało. Jest przekonany, że ktoś go śledzi, więc na pewien czas wprowadza się do domu przyjaciela i zajmuje krnąbrną Brygidką – małpką, która zdaje się wyczuwać ludzkie nastroje i jest wierną towarzyszką przygód. I rzeczywiście dzieje się coś złego. Niepokoi go seria pożarów na fermach hodowców gęsi, tajemnicza dziewczyna, która pojawia się za sprawą jego ciotki, a także pewne zaginięcie. Postanawia bardziej zaangażować się w śledztwo i dowiedzieć się, co kryje się za serią dziwnych zdarzeń.

Nie jest to typowy kryminał, lecz powieść z zagadką. Poszukiwania zawiodą Roberta w miejsca, o których nie miał pojęcia, otworzą mu oczy na pewne sprawy i uświadomią, jak okrutni, zawistni i chciwi potrafią być ludzie interesu. Po przeczytaniu sklasyfikowałam tę książkę jako kryminał ekologiczny, chociaż nie mam pojęcia, czy ktokolwiek stworzył wcześniej taką kategorię. Zrobiłam to z kilku względów, jednak najbardziej oczywistym jest tu proces produkcji tytułowego pasztetu.

Wydarzenia i bohaterowie nie są zbyt realistyczni (no bo powiedzcie, kto z was trzyma w domu oswojoną małpę), ale w końcu jest to książka, która ma bawić i skierowana jest do młodszego czytelnika (choć niekoniecznie!), ma zabrać go w szaloną jazdę, po drodze delikatnie czegoś nauczyć i rozśmieszyć. Dla tych, którzy cenią przygody, w literaturze szukają sposobu na odprężenie i oderwanie od codzienności „Pasztetowe wakacje” będą wyborem idealnym.

Petr Sabach – Masłem do dołu i Podróże konika morskiego

maslem-do-doluMasłem do dołu

Wydawnictwo Afera, 2013

Liczba stron: 210

Tłumaczenie: Julia Różewicz

Kolejna urocza książka czeskiego pisarza. Tym razem główny bohater jest emerytowanym bibliotekarzem. Po rozwodzie zabrał swoje książki i ulokował je w mieszkanku, które wynajmuje od swojego najlepszego kumpla. Lokal mieści się na parterze, więc narrator nazywa go antykwariatem, choć chyba jeszcze nie sprzedał ani jednego tomu. Jak w poprzednich powieściach i tutaj znajdziemy wiele dygresji i opowieści o zabawnych przygodach. Przy niektórych z nich nie da się zachować powagi, jak choćby w tej gdy panowie chcą wrócić pociągiem ze wsi, ale brakuje im pieniędzy na jeden bilet. Jednak najważniejsza historia w tomie związana z wypadkiem wnuka jest i poważna i niesamowicie zakręcona zarazem. Pośród dygresji i opowieści znajdziemy również miejsce na zadumę związaną z powolnym odchodzeniem i pogodzeniem się ze światem.

podroze-konika-morskiegoPodróże konika morskiego

Wydawnictwo Afera, 2012

Liczba stron: 156

Tłumaczenie: Julia Róźewicz

Nie ukrywam, że jestem zawiedziona. Temat jest fantastyczny – dwudziestopięcioletni ojciec zostaje w domu z kilkulatkiem, podczas gdy jego żona wraca do pracy. Stąd tytułowy konik morski – osobniki męskie tego gatunku sprawują opiekę nad młodymi, a panie konikowe w tym czasie zajmują się swoimi sprawami. Opieka nad synem wydaje się prosta, lecz wkrótce młodego ojca zaczyna zabijać rutyna. Jego samopoczucia nie poprawia fakt, iż czuje się mało potrzebny, przezroczysty dla kobiet i niespełniony. Jego perypetie jednak są mało śmieszne. W opowieści więcej jest tragizmu, rozpaczy niż humoru. To nie to, czego się spodziewałam, chociaż, jak wyczytałam, ta historia jest w pewnym stopniu odzwierciedleniem pewnego okresu z biografii samego Sabacha. Polecam tylko tym, których interesuje taka tematyka.

Buntownicza młodość. Dziennik Nicka Twispa, C. D. Payne

buntownicza-mlodosc-nicka-twispaStara Szkoła, 2017

Liczba stron: 302

Tłumaczenie: Mirosław Śmigielski

Znacie Adriana Mole’a, który w wieku lat 13 i 1/2 pisał swój dziennik? Nick Twisp jest Amerykaninem niemal w tym samym wieku i z podobnymi problemami natury erotycznej oraz przygodami, które pobijają wszelkie dokonania statecznego, angielskiego Mole’a. Twisp ma iście amerykański rozmach!

Największym problemem Nicka Twispa jest brak dziewczyny oraz ciągłe napięcie seksualne. Hormony buzują w jego młodocianym ciele, powodując trądzik i skłaniając go do brawurowych zachowań. W jego domu panuje temperatura bliska wrzenia – mama związała się z kierowcą tira – człowiekiem nieokrzesanym i prostackim. Nick nie umie znaleźć z nim nici porozumienia i marzy o tym, by matka wreszcie przejrzała na oczy. Ojciec wciąż zalega z alimentami, a co gorsza, znalazł sobie dziewczynę tylko o kilka lat starszą od Nicka. Najlepszy przyjaciel chłopaka, Lewus, jest powiernikiem wszystkich jego tajemnic oraz kolejnym frustratem bez pamięci zakochanym w dziewczynie ze szkoły.

Wyjazd na krótkie wakacje z matką i jej kochasiem przyniesie Nickowi wytęsknioną miłość. Nad jeziorem poznaje niezwykle inteligentną i piękną dziewczynę, która okręca go sobie wokół małego palca. Nick jest gotowy na wszystko, na każdy przejaw buntu i niesubordynacji względem oczekiwań rodziców, żeby tylko dostać dowód jej miłości. Na razie dostaje jedynie paskudnego szczeniaka rasy mieszanej, który pała do niego czystą nienawiścią. Czternastoletni Nick wspina się na wyżyny swojego intelektu, by zaimponować dziewczynie i robi wszystko, by ponownie się z nią spotkać. Buntownicza młodość w tytule nie jest hasłem bez pokrycia – Twisp naprawdę bierze sprawy w swoje ręce.  Niestety, większość z nich wymyka mu się z rąk i toczy własnym życiem.

To książka nie tylko dla młodzieży, bo i dorosły dobrze się przy niej ubawi i zrelaksuje. Na pewno nie jest to lektura dla dzieci (nie nabierzcie się na kolorową okładkę), ponieważ sceny i nawiązania do erotyki są dość dosadne i częste. Przewrażliwionym na tym punkcie, wzdrygającym się na widok zwrotu „walić konia”, nie polecam. Ci, którym nadużywanie wulgaryzmów i slangu nie przeszkadza, będą zachwyceni bogactwem języka. Mnóstwo w tej książce komizmu, niejednokrotnie wybuchałam śmiechem i wywracałam oczami, gdy bohater dawał się wrobić w kolejne szaleństwo. Trudno oderwać się od przygód Nicka – zachłannej lekturze sprzyjają krótkie rozdziały i coraz bardziej zwariowane przygody bohaterów. Polecam!

Pijane banany, Petr Sabach

pijane-bananyWydawnictwo Afera, 2015

Liczba stron: 228

Tłumaczenie: Julia Różewicz

Moje pierwsze (i nie ostatnie!) spotkanie z prozą Petra Sabacha upłynęło pod znakiem uśmiechniętej buźki. Mojej uśmiechniętej buźki. Wyznacznikiem tego jak bardzo podoba mi się książka jest to, że koniecznie muszę komuś o niej opowiedzieć. W tym przypadku nie zamykała mi się buzia. Mąż przechwycił prawie cały impet i niestety został pozbawiony przyjemności czytania tej powieści. Nie obawiajcie się, najgorsze już minęło, tutaj nie będę opowiadała wszystkiego, co mnie zachwyciło i rozśmieszyło, bo chciałabym, żebyście przeczytali „Pijane banany”.

Troje nastoletnich przyjaciół, lata osiemdziesiąte, kraj komunistyczny, w którym niewiele się dzieje, w radiu smęcą, w szkole trują, a prawdziwe życie toczy się pod trzepakiem albo w knajpie na rogu. Narrator (wydaje mi się, że bezimienny, ale nie mam pewności, bo nigdy nie zapamiętuję imion bohaterów) opowiada o swoim życiu. Mieszka z mamą i ojczymem. Ojczym jest rzeźbiarzem, którego cenią za pięknie wykonane głowy rzeźbionych postaci. Kłopot w tym, że mężczyzna nie chce tworzyć posągów komunistów, więc wciąż jest bez pracy i bez pieniędzy. Starcza mu tylko na wódkę. Dużo wódki.

Nastoletni przyjaciele mają dużo wolności, spotykają się niemal codziennie i marzą o wyjeździe nad morze. Z etapu marzeń, przechodzą do etapu przygotowań – tworzą szalony plan, który sprowadza się do tego, że użyją wychuchanego auta ojca jednego z nich. Zanim wybiorą się w długą podróż, muszą wypróbować sprzęt. Nie mają prawa jazdy. A auto może i jest wychuchane, ale nie jest całkiem sprawne. Dochodzi do wielu zabawnych sytuacji, nie da się czytać tego na spokojnie. A wręcz, trzeba od czasu do czasu parsknąć głośnym śmiechem.

Chłopaki mają mnóstwo „dobrych” pomysłów, ten powyższy to tylko jeden z nich. Dojrzewanie nie jest łatwe, szczególnie gdy ma się wrażenie, że życie przecieka przez palce. Wszędzie jest szaro i buro, a chciałoby się przeżyć jakieś wzniosłe chwile. Okazuje się jednak, że z tego, co jest pod ręką, można ukręcić niezłą zabawę, do której po latach będzie się wracać z nostalgią.

Chociaż głównym tematem książki są przygody nastoletniego narratora i jego przyjaciół, spomiędzy wersów wychyla się szara rzeczywistość kraju za żelazną kurtyną. Kombinatorstwo (w pięć minut można przehandlować worki z cementem za artykuły spożywcze), wszechobecny strach przed władzami, brak rozrywek dla młodzieży i przyzwolenie na machlojki to codzienność, która starszym z nas jest bardzo dobrze znana. To taka powieść, z którą Polacy mogą się doskonale identyfikować. Jako naród zostaliśmy doświadczeni w podobny sposób jak Czesi, a lata 80. to okres, w którym wielu z nas dojrzewało. Czytajcie Sabacha, pisze dowcipnie, lekko, zadziornie, rubasznie. Nie zapominajmy jednak, że przede wszystkim interesuje go człowiek mieszkający w konkretnym miejscu i czasie. POLECAM!