Archiwa tagu: literatura amerykańska

Bad Mommy. Zła mama, Tarryn Fisher

bad-mommyWydawnictwo SQN, 2017

Liczba stron: 320

Tłumaczenie:  Agnieszka Brodzik

Książka, która wyprowadziła mnie w pole. Prawie wszystko, co sobie założyłam na początku lektury, gdy już poznałam jedną z głównych bohaterek, okazało się błędne. I super, właśnie o to chodzi, by nie dało się niczego przewidzieć.

Fig jest rozgoryczona po stracie ciąży. Pragnie dziecka, sądzi, że dzięki niemu odmieni się jej życie. Gdy pewnego dnia zauważa słodką dziewczynkę z mamą, postanawia zbliżyć się do rodziny, by mieć małą na wyciągnięcie ręki. Śledzi nieznajomą, ustala, gdzie mieszka, obserwuje dom, by poznać zwyczaje rodziny, a następnie… przeprowadza się obok i szybko zaprzyjaźnia z nic niepodejrzewającym małżeństwem Averych. Staje się powiernicą ich sekretów, stałą bywalczynią w ich domu, ciocią dla dziewczynki. I chociaż ofiary Fig żyją w nieświadomości tego, co może się zdarzyć, czytelnik wie, że zdarzy się coś złego. Ale prawdopodobnie nie domyśli się, co będzie dalej.

Tarryn Fisher skupiła się na ludziach z obsesjami, wykorzystującymi innych dla własnej korzyści i satysfakcji, nieliczącymi się z uczuciami innych, zdesperowanymi i gotowymi na wszystko, by osiągnąć swój cel. Psychopaci, socjopaci, ludzie niedostosowani do życia w społeczeństwie, egoistycznie skupieni na sobie dobrze się maskują. Niełatwo domyślić się, że stało się ofiarą manipulacji, szczególnie, gdy samemu ma się dobre intencje i otwarte serce dla ludzi. W połowie książki następuje twist, wraz z którym zmienia się nasze postrzeganie bohaterów. Nasze przypuszczenia co do dalszego rozwoju akcji zmienią się jeszcze wielokrotnie. Od tego momentu może stać się wszystko. Mnie trochę zabrakło na końcu wielkiego bum, lecz powieść wystarczająco nagimnastykowała moją głowę, bym mogła się obejść bez wybuchowego zwieńczenia akcji. Zachęcam do czytania!

Dziennik z podróży do Rosji. Ze zdjęciami Roberta Capy, John Steinbeck

dziennik-z-podrozy-do-rosjiPrószyński i S-ka, 2016

Liczba stron: 248

Tłumaczenie: Magdalena Rychlik

Rok 1947. Stany Zjednoczone i Związek Radziecki dzieli nie tylko ocean. Stosunki między krajami są bardzo napięte. Prasa amerykańska demonizuje Rosjan. Podobnie działa prasa radziecka. Wszyscy są przekonani, że wrogi kraj dąży do wojny. W tej trudnej sytuacji znany pisarz John Steinbeck i równie popularny fotograf, Robert Capa, starają się o wjazd do Rosji. Mają zamiar opisać i sfotografować życie zwykłych ludzi. Nie interesuje ich polityka, jedyne, czego chcą, to pozwolenie na poruszanie się po kraju i zgodę na rozmowy z mieszkańcami małych i większych miast oddalonych od Moskwy. Staje się mały cud, po dość długich perturbacjach mogą jechać.

Książka jest chronologicznym zapisem podróży do Rosji i po Rosji. Opowiada, tak jak zakładał autor, o zwykłych ludziach z małych wsi, z miejsc tak odległych od Moskwy jak Gruzja czy Ukraina. Steinbeck nie przewidział natomiast tego, że słynna radziecka biurokracja tak będzie utrudniała im życie, że powstaną na jej temat długie i zabawne akapity w książce. W końcu problemy, z jakim się spotkali, są również przejawem życia za żelazną kurtyną.

Steinbeck nie daje spokoju swojemu towarzyszowi podróży. Pisząc o Robercie Capie, wznosi się na wyżyny złośliwości i dowcipu – nie przepuści mu niczego: długich kąpieli, obsesji na punkcie swoich włosów i aparatów fotograficznych, słabości do nieswoich książek i długiego rozruchu po przebudzeniu. Capa nie pozostaje dłużny – jeden rozdział został napisany przez niego i przedstawia wydarzenia z jego perspektywy, czyli tym razem dostaje się Steinbeckowi. Kto się lubi, ten się czubi.

Autorzy przede wszystkim skupiają się jednak na temacie, który przywiódł ich do kraju, gdzie wszystko postawione jest na głowie. Opisują zniszczenia wojenne widoczne w wielu miejscach, a także radość chłopów z obfitych żniw, dziwią się niezłomnym zasadom panoszącym się w każdej dziedzinie życia (na przykład zakazowi otwierania okien w przegrzanych pociągach), zachwycają się pogodą ducha ludzi i ich gościnnością. Dużo miejsca poświęcają opisom uczt – każdy chce ich bowiem ugościć tym, co ma najlepsze, przez co większość czasu upływa im na jedzeniu lub wymawianiu się od jedzenia.

Obraz Związku Radzieckiego na pewno jest niepełny, lecz wydaje się, że Steinbeck i Capa osiągnęli swój cel. Pokazali Amerykanom, że Rosjanie to tacy sami ludzie, nie mają rogów, nie zioną ogniem i nie czyhają na życie przybyszów ze skonfliktowanego kraju. Przede wszystkim jednak, tak samo jak mieszkańcy USA, obawiają się wybuchu wojny i w żadnym wypadku do niej nie dążą. Chociaż większość z nich zupełnie nie pojmuje na czym polega demokracja, nie rozumie mechanizmów wolnego kraju i żyje pod dyktando przywódcy, to Rosjanie podobnie jak Amerykanie, chcą przede wszystkim spokoju, by odbudować domy i wrócić do życia sprzed wojny.

„Dziennik z podróży do Rosji” to obraz kraju, który niewiele się zmienił w sensie mentalności ludzkiej – Rosjanie nadal nie żyją w kraju demokratycznym, nadal mają wszechwładnego przywódcę, tyle że jego portret nie wisi w każdym urzędzie. Wciąż trudno cokolwiek tam załatwić, a biurokracja pożera własny ogon. Mimo tej gorzkiej konkluzji, pragnę was zapewnić, że książka napisana jest w sposób bardzo przystępny, ilustrowana licznymi zdjęciami Capy i miejscami bardzo zabawna. Czytajcie!

Kłamca i szpieg, Rebecca Stead

klamca-i-szpiegWydawnictwo IUVI, 2017

Liczba stron: 194

Tłumaczenie: Krystyna Kornas

Zwykle stronię od literatury young adult – kojarzy mi się z pierwszymi zakochaniami i wzdychaniem. Ta książka dotarła do mnie w tym tygodniu, kurier przyszedł, gdy szykowałam się do wyjścia z domu i potrzebowałam niegrubej książki do torebki. Rzuciłam okiem na opis i stwierdziłam, że nada się do czytania w parku. I okazało się, że to był dobry wybór – żadnych smarkatych miłości, żadnych wzdychań!

Georges (z „s” na końcu, bo imię dostał po francuskim malarzu) przeprowadza się do mieszkania w bloku. Zaledwie kilka przecznic od swojego dotychczasowego domu. Jego tata architekt niedawno stracił pracę, więc okoliczności zmusiły rodzinę do zmiany miejsca zamieszkania. Mama chłopca, która jest pielęgniarką w szpitalu, bierze podwójne dyżury, żeby jakoś spiąć domowy budżet. Georges jest rozsądnym, inteligentnym i trochę samotnym chłopcem, w szkole pada ofiarą dręczycieli, którzy nękają każdego, kto nie próbuje im się przypodobać. Na szczęście już pierwszego dnia w nowym miejscu zamieszkania chłopiec poznaje kolegę o imieniu Safer oraz jego młodszą siostrę Candy. Safer wciąga go w akcję o charakterze szpiegowskim. Jeden z sąsiadów zachowuje się bardzo podejrzanie. Muszą go mieć na oku.

Uff, Georges nie zakochuje się w nikim, odpada więc to, czego najbardziej nie lubię. Zostaje opowieść o trudnej przyjaźni, o powolnym odsłanianiu siebie przed drugim człowiekiem, o tym, że w pojedynkę jest zawsze trudniej niż w grupie, o tym, jak radzić sobie w sytuacjach nieprzewidzianych i bolesnych. Wydawca reklamuje książkę słowami, że nie domyślimy się zakończenia. I coś w tym jest, jednej rzeczy prawie się domyśliłam, druga była dla mnie dużym zaskoczeniem. Muszę jeszcze pochwalić autorkę za to, że nie nawtykała niepotrzebnych scen, nie rozdęła powieści do 400 stron, a skupiła się na tym, co istotne, przez co książka silniej przemawia do czytelnika. Tak, to na pewno nie był stracony czas. Polecam dziewczynom i chłopakom.

Dziękujemy ci, Amelio Bedelio! & Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka, Peggy Parish

dziekujemy-ci-amelio-bedelio

Wydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 68

Tłumaczenie: Wojciech Mann

Jak wiemy z pierwszego tomu, Amelia Bedelia, pomoc domowa u państwa Rogersów każde polecenie traktuje dosłownie. Zamiast pomagać, przysparza szkód, kłopotów i bałaganu. Przed zwolnieniem z posady ratuje ją tylko jedno – piecze doskonałe ciasta.

Pani Rogers jest bardzo podekscytowana przyjazdem dawno niewidzianej ciotki Myry. Zależy jej na tym, by wszystko było zapięte na ostatni guzik – stroje nieskazitelne, mieszkanie pachnące czystością i udekorowane świeżymi kwiatami, jedzenie rozpływające się w ustach. Niestety, Amelia znowu traktuje każde polecenie zbyt dosłownie i wszystko zmierza ku katastrofie. Zaczyna się od drobiazgów – poproszona o rozdzielenie jajek, Amelia rozkłada je z dala od siebie po różnych szafkach. Kończy na… musicie sami się przekonać do jakiej demolki zdolna jest ta pomoc domowa, żeby… zadowolić swoich pracodawców.

amelia-bedelia-i-przyjecie-niespodziankaWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 68

Tłumaczenie: Wojciech Mann

Gdy kolejny raz upiekło się (dosłownie!) Amelii Bedelii, tym razem na pomoc w przygotowaniu przyjęcia niespodzianki z okazji zaręczyn panny Almy przybywa kuzyn państwa Rogersów. Okazuje się, że jest tak samo (nie)rozgarnięty jak gosposia. Pani Rogers zaprasza na herbatkę swoje koleżanki, które zamierzają obsypać pannę Almę prezentami i oblać jej zaręczyny.  Tak, Amelia z wężem ogrodowym na okładce to nie przypadek – znowu niczego nie zrozumiała.

Gosposia ma długą listę zadań do wykonania przed przybyciem gości – musi przelecieć żelazkiem obrus, obłożyć świeże ryby lodem i zająć się ciętymi kwiatami. Przyjęcie skończyłoby się totalną katastrofą, gdyby nie poczucie humoru panny Almy, która nie gniewała się o zniszczony strój ani mrożone ryby z lodami czekoladowymi. Ciekawe jak długo jeszcze głupie postępowanie Amelii będzie uchodziło płazem?

To książki dla dzieci stawiających pierwsze kroki w samodzielnym czytaniu. Myślę, że to, co mnie irytuje w tej postaci (całkowity brak refleksji, bezmyślność i naiwność) dla dzieci może być wielką zaletą. Fajnie jest pośmiać się z gapowatej osoby dorosłej, którą przerastają nawet najprostsze zadania. Poza tym, książka ma niepodważalny atut – rozwija wiedzę o języku. Dla pełnego zrozumienia postępowania Amelii dziecko musi rozpoznać grę słów polegającą na dwuznaczności wyrażeń. Warto!

Chemik, Stephenie Meyer

chemikEdipresse Polska, 2017

Liczba stron: 575

Tłumaczenie: Anna Klingofer-Szostakowska

„Chemik”, o ile mi wiadomo, jest pierwszą książką w dorobku autorki, w której nie występują wampiry ani istoty ze sfery science-fiction. Meyer tym razem napisała powieść sensacyjno-przygodową. W pierwszej chwili, gdy chciałam ją do czegoś porównać, przyszło mi do głowy skojarzenie z filmami o Jasonie Bournie, a dopiero później przypomniałam sobie, że filmy (przynajmniej do którejś części) były oparte na powieściach. Skojarzenie filmowe nie jest bezpodstawne – ta książka idealnie nadaje się do przeniesienia na duży ekran.

Alex jest chemikiem, przez lata pracowała jako ekspert i osoba prowadząca przesłuchania w tajnej agencji rządowej. W pewnym momencie coś poszło źle i pracodawcy postanowili ją wyeliminować z gry. Jej partner i mentor zginął, ona od lat się ukrywa, doskonaląc techniki przetrwania. Może się wydawać, że przesadza, lecz zagrożenie jest realne – do tej pory zlikwidowała już trzech zabójców. Gdy pewnego dnia dostaje propozycję pojednania od dawnego szefa, traktuje ją z podejrzliwością. Budzi się z niej również nadzieja, że pomagając mu w ujęciu przestępcy, będzie mogła zacząć żyć normalnie. Podejmuje ryzyko i uprowadza wskazany obiekt, żeby go przesłuchać. Ta decyzja zaważy na jej życiu i zapoczątkuje serię zdarzeń, w której trup będzie ścielił się gęsto.

Ja również podjęłam ryzyko, decydując się na recenzowanie tej książki. Zaczynałam ją czytać z duszą na ramieniu, bo nie umiem odkładać nieprzeczytanych książek, a bałam się, że zanudzę się na śmierć. Okazało się, że jest wręcz przeciwnie, powieść wciągnęła mnie od samego początku, dałam się porwać do wykreowanego przez autorkę świata nieczystej polityki, niezwykłych specyfików pomagających w wydobywaniu prawdy i w przetrwaniu, świata szpiegów, agentów specjalnych, pościgów i strzelanin. „Chemik” to rozrywka w czystej postaci, napisana sprawnie, w dobrym tempie, bez udawania, że jest czymś więcej niż książką przygodową. Trzeba ją potraktować trochę z przymrużeniem oka jak filmy kręcone zgodnie z zasadą „zabili go i uciekł”. Polecam, jeśli lubicie sensacyjne fabuły i szukacie książki, która Was zrelaksuje.

Więcej o „Chemiku” (fragment książki) na stronie www.chemik.net – kupicie ją tam w bardzo dobrej cenie. Polecam.