Archiwa tagu: literatura amerykańska

Alienista, Caleb Carr

Rebis, 2010

Liczba stron: 544

Tłumaczenie: Zuzanna Naczyńska

Najpierw książka, potem serial. Koniecznie ta kolejność.

Ten wpis będzie w nowej formule, bardziej telegraficznej, bo ani ja nie mam czasu na pisanie, ani wy nie macie czasu na czytanie długich analiz.

„Alienista” to psycholog/psychopatolog. Na początku XX wieku, kiedy rozgrywa się akcja tej książki, ludzie nie wierzyli w to, że urazy psychiczne mogą rzutować na nasze zachowanie, a samych alienistów uznawano za szarlatanów, niegodnych zasiadania w wyborowym towarzystwie. Kiedy w Nowym Jorku policja znajduje ciało młodego chłopca, który został zamordowany w sposób bardzo brutalny i wymyślny, na miejsce zbrodni oprócz policji zostaje wezwany alienista i jego przyjaciel, reporter miejscowej gazety. Policja nie jest zainteresowana szukaniem mordercy, ponieważ zabity dzieciak pracował jako męska prostytutka. Wkrótce okazuje się, że to nie pierwsza ofiara i nie ostatnia. Bohaterowie przy nieformalnym wsparciu szefa policji (Roosevelta) prowadzą równie nieformalne śledztwo, odwołując się do nowej nauki i ucząc na błędach.

Autor drobiazgowo opisał Nowy Jork i jego mieszkańców oraz nastroje społeczne. Bardzo podobało mi się drobiazgowe śledztwo, w którym każdy szczegół okazywał się ważny i przybliżał śledczych do mordercy. Tworzenie jego profilu psychologicznego to pisarski majstersztyk. Od czasów alienisty minęło zaledwie 100 lat, a nauka o umyśle nie jest już tylko mrzonką i spełnia ważną rolę nie tylko w kryminalistyce. Caleb Carr nie oszczędza swoich bohaterów i strasznie poniewiera czytelnikiem, który emocjonalnie zżywa się głównymi postaciami. Wspaniała książka! Absolutnie warto zmierzyć się z tym grubym tomem, bo dostarczy wam mnóstwa satysfakcji i emocji.

W 2018 roku ukazało się nowe wydanie z filmową okładką.

Naturalista, Andrew Mayne

WAB, 2018

Liczba stron: 480

Tłumaczenie: Jacek Żuławnik

Zwykle trochę nie dowierzam entuzjastycznym opisom i wielkiej machinie promocyjnej. Wychodzę też z założenia, że skoro wszyscy czytają, to ja już nie muszę. W przypadku „Naturalisty” szał minął wkrótce po świetnej akcji poszukiwania książek ukrytych w lesie, a ja postanowiłam wtedy zapoznać się z treścią powieści.

Theo Cray jest profesorem bioinformatyki (skrzyżowania informatyki z biologią), człowiekiem mającym własne zdanie na wiele kwestii, który nie obawia się myśleć inaczej niż większość ludzi i formować wniosków, które wydają się zbyt śmiałe. Kiedy w lesie ginie jego była studentka, policja przyjmuje za pewnik, że do jej śmierci przyczynił się niedźwiedź. Theo nie jest tego tak pewny, raczej skłania się ju przyjęciu teorii, że zabił człowiek, który upozorował atak zwierzęcia. Trudno mu to jednak udowodnić, ponieważ wszystko, co mówi, świadczy na jego niekorzyść. Policjanci są niemal przekonani, że profesor jest jakoś zamieszany w śmierć dziewczyny. Nie mogą go jednak aresztować, bo nie mają twardych dowodów. Theo postanawia natomiast oczyścić się z zarzutów, co oznacza, że zaczyna na własną rękę szukać śladów człowieka-niedźwiedzia oraz… jego wcześniejszych ofiar. Dzięki swojej wiedzy przyrodniczej i doskonałym programom komputerowym, które dotychczas wykorzystywał w pracy zawodowej, dowiaduje się o sprawcy znacznie więcej niż policjanci.

Bardzo mnie wciągnęła ta książka, świetnie mi się ją czytało, nawet nie chce mi się jakoś szczególnie przyczepiać do szczegółów, bo w przypadku tej powieści nastawiałam się na czystą rozrywkę i grzecznie podążałam za Theo, czasem przymykając oko na to, że nie do końca rozumiem, dlaczego tak się uparł, by rozwiązać tę zagadkę. Jeśli szukacie rozrywki na dobrym poziomie, polecam „Naturalistę”.

Ostre przedmioty, Gillian Flynn

Znak, 2018

Liczba stron: 336

Tłumaczenie: Radosław Madejski

Gillian Flynn była u szczytu popularności w Polsce kilka lat temu, ale mnie jakoś ominęła moda na jej książki. Oczywiście zauważyłam ich istnienie, ale nie znalazłam czasu, żeby się z nimi zapoznać. Najnowsze wznowienie „Ostrych przedmiotów” z okazji premiery serialu HBO opartego na fabule powieści zbiegło się z rozpoczęciem mojego urlopu, więc tym razem sięgnęłam po książkę. I nie żałuję.

Camille jest dziennikarką. Pisze do gazety w Chicago i stamtąd zostaje wysłana do swojej rodzinnej miejscowości, żeby przygotować cykl artykułów związanych z morderstwem dziecka oraz zniknięciem kolejnej dziewczynki. Camille nie jest zachwycona zleceniem. Wind Gap to niewielka miejscowość, pełna zakłamania i plotek. Na domiar złego szef gazety nie przewidział dla niej budżetu na hotel, więc musi zamieszkać w domu swojej matki. Obie kobiety pałają do siebie niechęcią, pomiędzy nimi stoi śmierć młodszej siostry Camille. Teraz matka i ojczym mają jeszcze jedną córkę, której najstarsza siostra praktycznie nie zna – wyprowadziła się z domu wiele lat temu i bardzo rzadko wracała w rodzinne strony.

W sprawie morderstwa i zaginięcia nie może się zbyt wiele dowiedzieć od policji – funkcjonariusze niechętnie dzielą się wiedzą i stronią od dziennikarzy. Na szczęście Camille może skorzystać z dawnych kontaktów i rozmawiać z mieszkańcami za plecami policji. Fakty są druzgoczące, a sprawa bardziej skomplikowana i brutalna niż wydawało się na pierwszy rzut oka. Co gorsza, wiele wskazuje na to, że morderca to ktoś z miejscowych, a nie przejezdny czy autostopowicz.

Bardzo wciągająca, mroczna powieść z duszną atmosferą, całkiem sprawnie oddanymi realiami oraz psychologią postaci. Porusza trudną tematykę – choroby psychiczne, zaburzenia, konflikty rodzinne. Chwilami wydaje się nieco zbyt odjechana, co nie zmienia faktu, że nie byłabym w stanie porzucić książki przed poznaniem rozwiązania. Tego częściowo się domyśliłam, ponieważ już wcześniej spotkałam się z podobnym rozwiązaniem w innej książce, ale na szczęście to nie było wszystko, co miała do zaoferowania autorka w zakończeniu.  Wobec czego nie jestem rozczarowana finałem. Gdy czytałam o ludziach z Wind Gap najmniej przekonywały mnie opisy wyczynów nastolatek (13-latek!) pochodzących z dobrych domów – upijanie się, narkotyki, przygodny i wyuzdany seks. Serio? Nikt tego nie widział? Żaden rodzic nie interesował się tym, co robią małe dziewczynki, córki bogaczy? Żaden z mieszkańców nie komentował ich zachowania? Mało prawdopodobne, przecież takie mieściny zwykle huczą od plotek z mniej spektakularnych powodów.

Mimo to z przyjemnością polecam tę książkę tym, którzy przegapili ją kilka lat temu. Warto.

TED books – Syn terrorysty i Sztuka bezruchu

Książki z serii TED, jak pisze wydawca „są na tyle krótkie, że można je przeczytać za jednym posiedzeniem, ale na tyle długie, że pozwalają na pogłębione poznanie tematu. Ta różnorodna seria zawiera pozycje, których tematyka krąży od architektury do świata biznesu, od podróży w czasie do miłości, i doskonale nadaje się dla ciekawych świata wielbicieli czytania”. Każdej z nich towarzyszy kilkuminutowa prelekcja, którą można obejrzeć na YT.

Wydawnictwo Relacja, 2017

Liczba stron: 116

Tłumaczenie: Anna Rogozińska

Zak Ebrahim jest synem terrorysty pochodzenia egipskiego i Amerykanki, która przeszła na islam i poślubiła muzułmanina.  Gdy Zak miał kilka lat, jego ojciec trafił do więzienia w związku z zamachem, w którym zginął człowiek, a kilku zostało rannych.  W czasie odsiadywania kary ojciec brał udział w planowaniu pierwszego zamachu na World Trade Center. Zak, teraz już dorosły człowiek po przejściach, opowiada jak to jest być synem człowieka, który winny jest śmierci niewinnych ludzi. Cenę za działalność ojca poniosła bowiem przede wszystkim jego rodzina. Historia kończy się pięknym stwierdzeniem, że nienawiść do ludzi, w której chłopiec był wychowywany nie dała mu niczego dobrego. Odkąd nauczył się szanować wszystkich bez względu na wyznanie, orientację czy poglądy, jego życie stało się lepsze. Warto.

Warto też zwrócić uwagę na matkę autora – według mnie jej beznadziejna, bierna i naiwna postawa doprowadziła do wielu tragedii, jakie spotkały jej dzieci. Strasznie wkurzająca, pozbawiona własnego zdania baba zapatrzona raz w jedną, raz w inną religię.

Wydawnictwo Relacja, 2018

Liczba stron: 100

Tłumaczenie: Anna Rogozińska

Pico Iyer jest dziennikarzem, który dużo podróżuje i pisze o krajach, w których przebywa. W pewnym momencie dochodzi do wniosku, że podróżowanie, poznawanie świata i ludzi jest przereklamowane i nigdzie nie wypoczywa się lepiej jak w odosobnionym miejscu poza zgiełkiem. Za wzór stawia czytelnikom Leonarda Cohena, który na długie lata wycofał się z show businessu, by prowadzić proste życie mnicha. Według nie nie ma tu zbyt wielu odkrywczych uwag, bo kto na co dzień mieszka w dużym mieście, sam potrafi docenić chwile spędzone w naturze. Ponadto, czy to nie wkurzające, że o sztuce bezruchu piszą ci, którzy zwiedzili cały świat? To tak jakby miliarder opowiadał o tym, że pieniądze nic nie znaczą w życiu. Od razu nasuwa mi się pytanie, kiedy Pico Iyer wyruszy w kolejną podróż? Gdy zabraknie pieniędzy na życie w jednym miejscu czy gdy zabraknie bodźców i przebywanie w jednym miejscu zrobi się nudne? Nie dla cyników.

Moja najdroższa, Gabriel Tallent

Wydawnictwo Agora, 2018

Liczba stron: 390

Tłumaczenie: Dariusz Żukowski

Jeśli można jednocześnie kogoś ostrzec przed czymś i zachęcić do czegoś, to zamierzam właśnie tak zrobić. „Moja najdroższa” to książka nietuzinkowa, jej przeczytanie kosztowało mnie wiele wysiłku, a jednocześnie od początku do końca byłam przekonana, że dobrze robię, nie zniechęcając się wysiłkiem emocjonalnym. Co mnie tak wykończyło? Wszystko!

Turtle Alveston ma 14 lat. W szkole radzi sobie kiepsko, ma problemy z czytaniem, ale za to świetnie posługuje się każdym rodzajem broni palnej. Dziewczynkę wychowuje samotny ojciec, Martin, mieszkają w okolicy, gdzie jest mało domów, dysponują dużym, dzikim zarośniętym obszarem. Turtle uczona jest przez ojca jak przetrwać w warunkach ekstremalnych, bo Martina pochłaniają kwestie ekologiczno-katastroficzne. Dziewczyna nie ma przyjaciół, nikt w szkole nie wie, jaka jest jej sytuacja domowa, nawet mieszkający w okolicy dziadek nie domyśla się, jak jest źle.

Turtle jest poddawana wszelkiego rodzaju torturom psychicznym i fizycznym. Niezrównoważony ojciec traktuje ją jak żołnierza, więźnia, dziecko i kochankę (tak!, niestety, brr). Dziewczynka musi poddawać się jego humorom, znosi wszystko z zaciśniętymi zębami,  nikomu się nie skarży, ukrywa siniaki i traumy psychiczne, ponieważ bardziej niż cierpienia z rąk oprawcy boi się rozłąki z ojcem, który jest całym jej światem. Wszystko zaczyna bardzo powoli się zmieniać, gdy Turtle poznaje dwóch starszych od siebie chłopców.

Martin to postać przerażająca i zagadkowa. Nie do końca rozumiemy motywy jego działania, ale szybko przekonujemy się do czego jest zdolny. To człowiek silny fizycznie, lecz zupełnie popieprzony psychicznie i jak każdy psychopata (zakładam, że nim jest) zupełnie nie widzi swojej winy, lecz bez problemu obarcza nią cały świat, innych ludzi, system i okoliczności. „Jego najdroższa” córka jest całym jego światem, z nikim nie chce się nią z nikim dzielić. Zaborcza miłość nigdy nie jest dobra, ale najgorsza jest zaborcza miłość ojca do córki.

Nastrój grozy od samego początku jest na bardzo wysokim poziomie, a potem jeszcze wzrasta. Nic dziwnego, że nie zdołałam szybko przeczytać tej książki – musiałam dawać sobie czas na odpoczynek, na wyciszenie nerwów, na uspokojenie szybko bijącego serca, na odreagowanie. Tak bardzo pragnęłam pomóc dziewczynce (tak, typowa nauczycielka), że najchętniej weszłabym na karty tej powieści i… sama nie wiem. Naprawdę trudno znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji, w jakiej znalazła się Turtle, tak by nie stała jej się krzywda. Od początku bowiem mamy świadomość, że gra toczy się o przeżycie.

Ostrzegam was przed tą książką – wykończy was emocjonalnie, wydrenuje do cna, przeczołga i podepcze.

Zachęcam was do lektury – warto dla tych emocji, dla przeżycia dylematów moralnych i zastanowienia się, jak byście postąpili w sytuacji Turtle i sytuacji dorosłych w jej otoczeniu.

Jeśli można oceniać atrakcyjność książki w skali szybkiego bicia serca i spoconych dłoni, to ta wykracza poza skalę.