Archiwa tagu: literatura amerykańska

Pod Huncwotem, Martha Grimes

 

„Pod Huncwotem” to tradycyjny angielski pub w prowincjonalnym miasteczku. Pewnego zimowego dnia tuż przed Bożym Narodzeniem w piwnicy z winem zostaje znaleziony martwy człowiek – jest to nowoprzybyły gość pubu. Wkrótce w kolejnym pubie, a raczej na zewnątrz pubu, mieszkańcy mają okazję zobaczyć kolejnego nieboszczyka powieszonego na zewnętrznej belce tuż obok szyldu knajpy. W tej sytuacji miejscowa policja wzywa do pomocy Scotland Yard. Z odsieczą przybywa czarujący detektyw Richard Jury.

W miarę jak Jury poznaje okoliczne towarzystwo pojawiają się nowe ciała i nowe wątki. Detektywowi szybko udaje się zjednać sobie pomocnika, jednego z miejscowych – Melrose’a Planta, którego zaraz na początku wyklucza z kręgu podejrzanych. Dialogi prowadzone przez obu panów oraz ciotkę Melrosa przyprawiały mnie o wybuchy głośnego śmiechu.

Autorka w zabawny i malowniczy sposób pokazała miejscowych „ważniaków”, ich wzajemne powiązania, romanse i awersje. Akcja toczy się wartko, trochę w stylu kryminałów Agathy Christie. Bohaterowie są charakterystyczni, intryga  kryminalna jest na tyle skomplikowana, aby do końca absorbować, a jednocześnie nie na tyle zaplątana by tracić wątek. Angielska prowincja, krajobrazy pokryte świeżym śniegiem oraz miejscowe zwyczaje opisane lekkim piórem Marthy Grimes tworzą fantastyczne tło dla akcji powieści.

Czarujący kryminał! Mam ogromną ochotę na kolejne części z Richardem Jury w roli głównej. I to najlepiej natychmiast 🙂

Kochankowie wszech czasów, Megan Gressor & Kerry Cook

 

Książka dołączona była do magazynu „Zwierciadło”. Zawiera opisy sławnych romansów na przestrzeni kilku wieków. Podzielona jest na rozdziały:

Historyczni  kochankowie

Korona w zamian za miłość

Miłości ludzi pióra

Romanse polityków

Pieniądze, sztuka i miłość

Miłość w Hollywood

Nie umiem czytać książek wyrywkowo, zatem przebrnęłam przez tę pozycję od deski do deski. Początek znudził mnie i rozczarował – suche i ogólnikowo podane fakty. Gdzie tu te porywy serc, gdzie romans? Potem było już lepiej, a w przypadku niektórych par rzeczywiście zadziałała moja wyobraźnia. Najbardziej podobał mi się rozdział o pisarzach – romans Lorda Byrona z Caroline Lamb oraz H.G. Wellsa z Rebeccą West powinny zostać opisane w oddzielnych książkach tyle tam namiętności, szaleństwa i wreszcie rozpaczy po utracie serca ukochanego.

Dodatkowym atutem książki są cytaty fragmentów listów oraz fotografie. Szkoda tylko, że okładka książki jest taka niestaranna, cienka i ma brzydką szatę graficzną.

Diabeł ubiera się u Prady, Lauren Weisberger

http://www.empik.com/b/o/27/d9/27d9bd697001c2db55f9cc54e3f124f3.jpg

Potrzebowałam książki, która będzie przeciwwagą dla monumentalnej powieści Fabera i padło na „Diabeł ubiera się u Prady”. Kupiłam ją tuż po premierze na polskim rynku i do tej pory przeczytały ją wszystkie moje czytające koleżanki, a ja jakoś omijałam ją szerokim kołem. Filmu też nie obejrzałam. Jednak wreszcie potrzebując rozrywki i krzty humoru otworzyłam ten bestseller mając nadzieję, że czytanie będzie przyjemne i szybkie.

Czyta się rzeczywiście błyskawicznie. Bo tak naprawdę niewiele się w książce dzieje. Andrea, absolwentka uniwersytetu z ambicjami pisarskimi, otrzymuje pracę asystentki redaktor naczelnej jednego z topowych amerykańskich magazynów o modzie. Miranda Priestly to szefowa z piekła rodem, swoje asystentki wykorzystuje jak służące – dziewczyny od wszystkiego. Praca dla niej jest wyczerpująca i czasochłonna i nie ma nic wspólnego z pracą redakcyjną. Andrea z biegiem czasu zaniedbuje wszystkie swoje przyjaźnie oraz swojego chłopaka. Nie robi tego celowo, po prostu pracuje niemal 24 godziny na dobę spełniając zachcianki Mirandy i nie ma ani siły ani czasu na własne życie.

Ksiażka to zapis rozmaitych czynności i zadań jakie wykonują asystentki by wypełnić często absurdalne polecenia swojej szefowej. Lauren Weisberger ma lekkie pióro, zatem książkę czyta się nieźle, zapewnia rozrywkę na przyzwoitym poziomie, chociaż tak naprawdę to nie ma za bardzo z czego się śmiać. Bo jakże śmiać się ze zniewolenia pracowników i mobbingu. W zasadzie szkoda mi było Anderi, bo nie umiała odejść z pracy we właściwym momencie. Bo czy starczyłoby mi ambicji aby wytrwać rok w piekle?

Miasto spadających aniołów, John Berendt

http://merlin.pl/Miasto-spadajacych-aniolow_John-Berendt,images_big,1,83-7301-816-6.jpg

 

Zachwyciłam się stroną graficzną książki tak bardzo, że musiałam ją natychmiast zacząć czytać. Odłożyłam kilka pozycji, których lekturę zaczęłąm w ostatnich dniach i wyruszyłam w podróż po Wenecji.

Samo przebywanie w pobliżu tego wydawnictwa napawa radością – nietypowy wymiar, gruby papier, ilustracje przedstawiające rzeczywiste ujęcia Wenecji oraz rysunki i impresje na temat tego miasta.Ta książka to hołd złożony miastu i jego mieszkańcom. Opisy wnętrz oraz budynków są tak realistyczne, że zamykam oczy i znowu jestem w Wenecji, tym razem bogatsza o wiedzę zaczerpniętą z kart książki.

Książka nie ma fabuły w tradycyjnym sensie tego słowa. Składa się z obserwacji, rozmów, opisów złączonych osobą narratora oraz przewijającym się wątkiem pożaru, w którym spłonęła słynna opera La Fenice. Poznajemy kolejnych ludzi mieszkańców Wenecji, miłośników tego miasta oraz osoby, które wybrały to miejsce spośród całego świata, by tam założyć swój dom. Niektórym z nich autor poświęca więcej uwagi – a są to jednostki zazwyczaj charakterystyczne i dość ekstrawaganckie. Wenecja i jej mieszkańcy, zarówno ci wywodzący się z Włoch, jak i przyjezdni to fascynujący temat powieści.

Lektura jest bardzo przyjemna, rozwijająca horyzonty, wzniecająca ochotę, by ponownie ujrzeć Wenecję i zakosztować jej uroków, a także odnaleźć miejsca, które zostały tak malowniczo opisane przez Berendta.

Śpiąca laleczka, Jeffery Deaver

Jako fanka Deavera i miłośniczka większości książek o Amelii i Rhyme’ie musiałam przeczytać najnowszą powieść. Na pewno nie jestem zawiedziona, bo mimo tego, że akcja przeniosła się z Nowego Jorku do Kaliforni, zmienili się główni bohaterowie to Deaver pozostaje mistrzem zagmatwanej i wciągającej fabuły kryminalnej.

Daniel Pell, skazany za morderstwa założyciel i przywódca sekty o nazwie Rodzina, ucieka z aresztu. Jego drogę ucieczki znaczą ciała kolejnych ofiar. Prowadząca śledztwo Kathryn Dance aby dopaść zbiega musi najpierw dowiedzieć się dlaczego Pell pozostał w okolicy. Jak to często w powieściach kryminalnych bywa, odpowiedzi na to pytanie należy szukać w przeszłości. Z pomocą przychodzą trzy kobiety należące do sekty założonej przed laty przez Pella.

Z rozdziału na rozdział akcja pędzi coraz bardziej, następuje dużo niespodziewanych zwrotów wydarzeń. Książkę czyta się bardzo dobrze, choć osobiście nie zapałałam sympatią do Kathryn Dance. Znacznie bardziej przemawia do mnie zgryźliwy, niemiły Rhyme niż ułożona, odgadująca w lot intencje rozmówcy, Kathryn.