Związek grzebie swoich zmarłych, Henry Lawson

Glow Book, 2022

Liczba stron: 206

Tłumaczenie: Kaja Gucio

Muszę, po prostu muszę o tej książce napisać, żeby nikt, kto mnie czyta, jej nie przegapił! Tym bardziej, że jest niepozorna, ma ciemną, nierzucającą się w oczy okładkę i raczej nie będzie leżała na najbardziej wyeksponowanej półce w empiku. Książkę taką jak „Związek grzebie swoich zmarłych” trzeba sobie wyszukać i zanieść do domu z wielką satysfakcją. A potem czytać i dziwić się, że to taaakie dobre i tak mało znane!

Henry Lawson to pisarz australijski tworzący na przełomie XIX i XX wieku, postać tragiczna, która nie potrafiła ułożyć sobie życia. Zasłynął z poezji i opowiadań dotyczących Australii, jaką znał, czyli z ery kolonialnej. Świat opisywany przez Lawsona jest wybitnie realistyczny, a kunszt tego pisarza sprawia, że dosłownie przenosimy się do buszu i dzielimy trudy życia z opisywanymi przez niego ludźmi. Kim oni są?

To głównie mężczyźni pracujący przy stadach owiec lub bydła, pracownicy sezonowi zajmujący się budowlanką lub remontami, poszukiwacze przygód i marzyciele rojący sobie, że trafią na żyłę złota. Zwykle ludzie prości, żyjący od wypłaty do wypłaty, zadowalający się noclegiem na ziemi i mający niewielkie wymagania wobec życia. Jednocześnie ci twardziele niestroniący od bijatyk często mają miękkie serca, ogromną empatię i nieskazitelny honor. W niektórych opowiadaniach pojawiają się także kobiety, silne, dzielne, mądre życiową mądrością, zaradne buszmenki, które w razie potrzeby świetnie radzą sobie bez mężczyzn i doskonale radzą sobie z mężczyznami.

Dlaczego warto, a nawet trzeba przeczytać opowiadania Lawsona? Bo są świetnie napisane! Niektóre skrzą humorem, inne skupiają się na jakiejś cesze bohatera, jeszcze inne przedstawiają istotny urywek z życia robotników. Najważniejsze jednak jest to, że od razu zostajemy wciągnięci w wykreowany świat. Z opowiadaniami mam zwykle taki problem, że kończą się zanim zżyję się z bohaterami, wobec czego treść przepływa przeze mnie nie pozostawiając po sobie śladu. Tu jest odwrotnie, od razu byłam w stanie wyobrazić sobie emocje i uczucia opisywanych ludzi, niezależnie od tego czy opowiadanie liczyło 5 czy 25 stron. Nie przegapcie tej książki!

Do kupienia TUTAJ

Siła natury, Jane Harper

Tłumaczenie: Magdalena Nowak

Recenzja przy współpracy z Virtualo.

Czasem, coraz rzadziej, nachodzi mnie ochota na dobry kryminał. Lubię wtedy sięgnąć po sprawdzonego autora lub autorkę. Tym razem padło na drugą książkę Jane Harper. Pierwsza jej powieść, „Susza”, była naprawdę dobra, zaskakująca, ponura, skupiająca się na ludzkiej naturze. Postanowiłam po jej przeczytaniu, że będę sięgać po kolejne książki tej pisarki. Ale… druga powieść przemknęła mi gdzieś tuż po wydaniu, a właśnie ukazała się trzecia, najnowsza. Postanowiłam więc nadrobić zaległości i przeczytać  „Siłę natury”, kolejny kryminał z Aaronem Falkiem, tym razem rozgrywający się w gęsto zalesionym, niedostępnym terenie oddalonym o kilka godzin jazdy od Melbourne.

Grupa pracowników korporacji bierze udział w weekendowym wyjeździe integracyjnym. Nikt nie jest zadowolony z wyprawy, wśród uczestników nie ma traperów, lecz wszyscy robią dobrą minę do złej gry, ponieważ w każdej z dwóch grup, męskiej i żeńskiej, jest jedna osoba z zarządu firmy. Gdy po dwóch dniach wędrówki przez leśne ostępy grupa kobiet dociera na miejsce zbiórki spóźniona i bez jednej uczestniczki, policja i służby leśne organizują wyprawę poszukiwawczą. Czy Alice sama się oddaliła? Czy pomogła jej któraś ze współpracownic? A może w okolicy grasuje morderca? Jest mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Czas ucieka, z każdą godziną szanse na przeżycie w zimnym, mokrym lesie maleją. Falk jest żywo zainteresowany wynikiem poszukiwań, ponieważ z zaginioną coś go łączyło. Coś, co mogło przyczynić się do jej zniknięcia.

Jane Harper doskonale buduje napięcie przy pomocy opisów przyrody oraz portretów psychologicznych swoich bohaterów. Postaci są skomplikowane, niejednoznaczne, dobre i złe zarazem, skrywają urazy, sekrety, niskie pobudki i lęki. Do samego końca nie wiadomo, kto mówi prawdę, a kto kłamie, kto nagina rzeczywistość, a kto dąży do wyjaśnienia zagadki zniknięcia kobiety. Co więcej, bardzo długo nie wiadomo, czy Alice żyje, czy odeszła sama, czy ktoś jej pomógł i dlaczego. Jest mnóstwo niewiadomych, co sprawia, że książkę czyta się zachłannie, by poznać odpowiedzi na piętrzące się pytania.

Jestem bardzo zadowolona z wyboru książki i na pewno przeczytam najnowszą część tego cyklu. Wam również polecam! Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, zacznijcie od początku, nie ma dużo do nadrobienia. Kolejne części znajdziecie tutaj:

Susza

Siła natury

Stracony

Tatuażysta z Auschwitz, Heather Morris

Marginesy, 2018

Liczba stron: 320

Tłumaczenie: Katarzyna Gucio

Opowieść o Auschwitz prosto z… Australii. Słowacki Żyd, który kilka lat swojego życia spędził w obozie koncentracyjnym w Auschwitz u schyłku życia postanowił podzielić się swoją historią z pisarką, która niewiele wiedziała o europejskich wojennych traumach. Lale był w Auschwitz tatuażystą, który oznaczał nowo przybyłych więźniów i cieszył się pewnymi względami u strażników. Swoją pozycję wykorzystywał do tego, by zdobywać jedzenie, którym dzielił się z innymi oraz by chronić kobietę, w której się zakochał.

Cała opowieść ocalałego krąży wokół miłości do Gity, ich spotkań, schadzek, strachu przed tym, że ukochana mogła zginąć. Przy okazji wspomina o trudach życia w obozie i swojej determinacji, żeby przeżyć. I chociaż obóz jest tłem wydarzeń, to tak jakby go nie było. To taki obóz jak na potrzeby filmu – makiety i przebierańcy. Przemoc, śmierć, okrucieństwo, wyzysk stają się tu pustymi słowami, tak jakby autorka nie do końca rozumiała, co mówi jej bohater. To wszystko jest dość puste, mało wyraziste, nierzeczywiste. Zabrakło ważnych pytań i pogłębienia tematu. Być może Lale miał coś do ukrycia, być może autorka nie chciała obnażać swojego bohatera, być może jest kiepską słuchaczką i nie zadała pytań w miejscach, które należałoby wyjaśnić. I jestem przekonana, że nie zadała sobie trudu, by przyjechać i zobaczyć Auschwitz na własne oczy i zmierzyć się z tematem.

Wyszła z tego historyjka dla mało wymagających, takich, którzy zadowolą się opisem miłości obozowej i happy endem. Przeciętnie wykształcony Polak jest w stanie dowyobrazić sobie resztę, dosztukować obrazy i emocje z innych książek obozowych. Australijczyk czy Amerykanin nie będzie w stanie zrozumieć, czym był holocaust i machina śmierci. Można przeczytać dla samej historii Lalego i Gity.

Susza, Jane Harper

suszaCzarna Owca, 2017

Liczba stron: 376

Tłumaczenie: Magdalena Nowak

Susza może być zabójcza. W tej części Australii nie pada już od dwóch lat. Ludzie mają dość, ledwie wiążą koniec z końcem, farmy stoją nad skrajem przepaści, zwierzęta padają, pola nie dają plonów. Ta sytuacja odbija się na kondycji psychicznej ludzi. Pewnego dnia jeden z farmerów nie wytrzymuje – łapie za strzelbę i zabija rodzinę, a potem siebie. Trzy trupy. Ocalało tylko kilkunastomiesięczne dziecko.

Na pogrzeb przyjeżdża przyjaciel sprawcy. Byli najlepszymi kumplami jako dzieci, od dawna spotykali się tylko sporadycznie. Aaron Falk nie chce wracać do miasteczka, które tak źle się z nim obeszło, gdy był nastolatkiem. Wraz z ojcem uciekał w atmosferze skandalu, oskarżony przez ludzi o zamordowanie koleżanki. Zamieszkał kilkaset kilometrów dalej, zatrudnił się w policji, gdzie zajmuje się przestępstwami finansowymi i cały czas próbuje zapomnieć o tym, co się zdarzyło 20 lat wcześniej. Jednak niewyjaśniona sprawa śmierci koleżanki nie daje mu spokoju, zwłaszcza po powrocie do miasteczka, gdzie prawie każdy mu o niej przypomina. Kiedy rodzice okrytego hańbą przyjaciela proszą Aarona o pomoc w wyjaśnieniu zbrodni na farmie, ten daje się namówić na poprowadzenie prywatnego śledztwa. Miejscowy policjant również nie jest stuprocentowo przekonany, że tragedia na farmie miała taki przebieg, jak się wydaje. We dwóch badają pominięte przez śledczych wątki.

 Autorce świetnie udało się wykreować atmosferę zagrożenia i wzajemnie podsycanej nienawiści w małym miasteczku. Chociaż to drugi kraniec świata, czułam jakbym czytała o sprawie opisywanej przez Łukę w „Nie oświadczam się”. Społeczność przeciw temu, kogo wskazał ten gospodarz, który odgrywa znaczącą rolę w okolicy. Każda zamknięta społeczność rządzi się tymi samymi prawami niezależnie od położenia na mapie. Ciekawym zabiegiem było zastosowanie retrospekcji i cofnięcie się do wydarzeń, które skończyły się śmiercią nastolatki. Współczesna sprawa kryminalna również przynosi wiele emocji. Chociaż dość szybko udało mi się wskazać winnego, nie umiałam powiedzieć, dlaczego to zrobił.

„Susza” to bardzo dobry, wciągający, wiarygodny, mroczny kryminał. Naprawdę warto przeczytać.

Pragnienie, Richard Flanagan

pragnienieWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 252

Flanagan zabiera nas w podróż w czasie i w głąb duszy – własnej i dusz bohaterów tej powieści, która rozgrywa się w latach 40. XIX wieku na Ziemi Van Diemena i w Anglii. Chociaż akcja toczy się dwutorowo, spaja ją postać Sir Johna Franklina.

Uznany podróżnik, człowiek powszechnie szanowany, chociaż pozbawiony większych ambicji i oddolnie sterowany przez żonę, otrzymuje posadę gubernatora kolonii karnej na Ziemi Van Diemena. Zastaje tam utrwalone układy i praktycznie wytrzebioną ludność aborygeńską. Ci, którzy jeszcze żyją, stoją na skraju śmierci. Kierując się odruchem serca oraz chęcią rozsławienia swojego nazwiska Lady Franklin przyjmuje pod dach osieroconą aborygeńską dziewczynkę o imieniu Mathinna. Pragnie wychować ją w duchu kościoła, ucywilizować i pokazywać angielskim znajomym jak swoje trofeum. Chociaż wydaje jej się, że kocha to dziecko, nie potrafi okazywać mu czułości, a jej miłość sprowadza się do wydawania rozkazów i karania za postępowanie niezgodne z jej myślą. Franklin natomiast marzy o kolejnej wyprawie w rejony polarne. Pragnienia tej pary są zupełnie odmienne. Nie ma w nich miejsca na prawdziwą opiekę nad dzieckiem.

Po latach, gdy nikt nie odnalazł  statków Franklina i zaginionych polarników, Charles Dickens zostaje zaproszony przez nieutuloną w żalu i walczącą do dobre imię męża Lady Franklin. Kobieta pragnie udowodnić światu, że pogłoski o kanibalizmie w obozie zaginionych polarników nie są prawdziwe i w Dickensie szuka swojego sojusznika. Ten bierze sobie do serca jej prośbę i bez reszty angażuje się w wystawienie sztuki o zaginionych odkrywcach. Jednocześnie walczy ze swoimi pragnieniami, które zaczynają brać nad nim górę.

Ta powieść ma doskonały tytuł, który mówi tak wiele o motywach postępowania bohaterów. Wszyscy kierują się pragnieniami, każde jednak stawia sobie za cel coś innego. W przypadku małżeństwa Franklinów pragnienia przysłaniają rozsądek. Lady Franklin dążąc do celu, chcąc wychować dzikuskę, zapomina o najważniejszym – o okazaniu jej akceptacji. Jej mąż tak zapamiętuje się w swoim pragnieniu, że nie zważając na okoliczności prze przed siebie, narażając powodzenie wyprawy. Dickens pragnie uwolnienia się od nieudanego małżeństwa, ale wie, że jego szczęście będzie oznaczało krzywdę jego dzieci. Stoi przed poważnym wyborem, paradoksalnie w podjęciu decyzji pomoże mu sztuka, w której występuje.

Ważnym bohaterem powieści, a raczej jej antybohaterem, jest epoka, w której żyją bohaterowie. Epoka przedkładająca konwenanse, surowość zasad i pozory ponad zdrowy rozsądek i uczucia płynące prosto z serca. W czytelniku z każdą stroną narasta bunt, sprzeciw i rozczarowanie tym, co reprezentują sobą postacie tego dramatu. Bezmyślność, okrucieństwo, krótkowzroczność to nie są jedyne cechy, jakimi można je opisać. Flanagan napisał bardzo pesymistyczną historię, stawiając w świetle reflektorów ikony ówczesnego społeczeństwa i obnażając ich wady, niedoskonałości i perfidię. To ważna książka, warto ją przeczytać.