Archiwa tagu: literatura australijska

Zgubiono, znaleziono, Brooke Davis

zgubiono znaleziono brooke davisCzarna Owca, 2015

Liczba stron: 300

„Zgubiono znaleziono” to skrzyżowanie „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął” z brawurową Flawią de Luce. To powieść o siedmioletniej Millie, która zaczyna dostrzegać, że wszystko na świecie umiera. Zakłada zeszyt zwany „Księgą nieżyłków”, w którym zapisuje wszystkie martwe istoty. Na listę trafia zabity pająk, mucha, pies sąsiadów, a wreszcie tata Millie. Po śmierci taty życie z mamą nie jest już takie samo. Na domiar złego, pewnego dnia dziewczynka gubi mamę. Zgodnie z życzeniem mamy czeka na nią w markecie w dziale z damską bielizną.  Ale czekanie nie ma końca.

Karl Maszynopiszący jest wdowcem, lekko zdziwaczałym staruszkiem, który mimo niedołężnego ciała, nadal jest młody duchem. Pewnego dnia ucieka z domu starców, w którym umieścił go syn i znajduje sobie przytulny kącik w supermarkecie. Agatha Panta po śmierci męża na dobre zamknęła się w domu. Sąsiedzi uważają ją za szurniętą staruszkę, ponieważ przez kilka godzin dziennie wykrzykuje inwektywy pod adresem osób przechodzących obok jej domu. Wydaje się, że nic i nikt na świecie nie jest w stanie przerwać obłędu, w którym się pogrąża. Losy Millie, Karla i Agathy splotą się ze sobą. Ta niedobrana, zabawna i jednocześnie tragiczna trójka przeżyje wiele niesamowitych przygód podróżując tropem zaginionej mamy dziewczynki.

W tej powieści śmiech i zaduma przeplatają się ze sobą. Śmierć i rozpacz walczą o miejsce z nadzieją i młodością. Nikt bowiem nie jest w stanie wytłumaczyć dociekliwemu dziecku, co dzieje się z nieżyłkami ani dlaczego zgubiła się jej mama. Millie sama racjonalizuje sobie trudne kwestie związane ze śmiercią, a przy tym w oczach przypadkowych świadków zachowuje się dość szokująco. Nie mniej dziwni są jej przypadkowi opiekunowie – Agatha nie potrafi powstrzymać się od kąśliwych komentarzy, a Karl, jak wskazuje na to jego przydomek, bez przerwy przebiera palcami, jakby pisał na maszynie.

Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię książki o dziwakach. Ci będący bohaterami tej powieści dodatkowo ujmują mnie tym,  że ciągle coś notują – Karl, każde wypowiedziane przez siebie słowo na wyimaginowanej maszynie, Agatha pisze dokładny raport ze swojej starości, a Millie prowadzi „Księgę nieżyłków” oraz wszędzie rozwiesza karteczki z wiadomością dla mamy i przesłaniem do świata.

To ciepła, wzruszająca, trochę zwariowana powieść dla tych, którzy preferują lżejszą, lecz niegłupią literaturę. Warto przeczytać i przekonać się jak potoczyły się losy bohaterów. I czy znalazła się mama dziewczynki.

Przybysz, Shaun Tan (komiks)

przybyszKultura Gniewu, 2013

Liczba stron: 128

Chociaż oprócz tytułu, imienia i nazwiska autora oraz stopki redakcyjnej książka nie zawiera żadnych słów, jest to jedna z piękniejszych i zostających w pamięci opowieści graficznych, jakie udało mi się poznać. „Przybysz” to narysowana z dbałością o szczegóły i wyjątkowo uniwersalna historia, która zaczyna się od pożegnania. Bohater opowieści pakuje się w niewielką walizkę, po raz ostatni całuje córkę na dobranoc i z samego rana wyrusza w długą podróż. Miejsce, które opuszcza zdaje się być normalne, ale unosi się nad nim złowieszczy ogon wielkiego gada, przez co wszyscy mieszkańcy odczuwają niekończące się zagrożenie i strach.przybysz 1

Podróż trwa długo, a miejsce, do którego wreszcie przybywa, wydaje się mu dziwne i obce. Wszystko wygląda inaczej, trudność sprawiają mu rzeczy takie jak zakupy czy znalezienie pracy. Jednak mieszkańcy miasta są życzliwi i otwarci. Gdy zaczyna ich bliżej poznawać, okazuje się, że i oni przywieźli tu ze sobą różne dramatyczne historie.

przybysz 2„Przybysz” jest uniwersalną opowieścią o emigracji. Mimo tego, że przedstawia zagadnienie w formie rysunków, oddaje wiele odcieni tego zjawiska, skupiając się na uczuciach, motywacjach, ciężarze podejmowanych decyzji, wyobcowaniu i powolnym wchodzeniu przez przybysza w rytm stopniowo oswajanej, jeszcze mało mu znanej rzeczywistości.

Komiks składa się z rysunków zajmujących całą stronę, jak i plansz podzielonych na wiele mniejszych okienek, przedstawiających szczegółowo jakąś historię – jak chociażby prezentowana tutaj strona opisująca podróż głównego bohatera. Wszystkie obrazki utrzymano w kolorystyce brązu lub grafitu. Widoczna jest dbałość o szczegóły i precyzja.

przybysz 3Elementy fantastyki mają w tej historii szczególną funkcję – po pierwsze sprawiają, że kontekst zostanie odpowiednio odczytany pod każdą szerokością geograficzną. Każdy w czarnym, bezkresnym smoczym ogonie rozpozna wiszące nad miastem niebezpieczeństwo. Fantastyczne budynki, pojazdy, maszyny, które znajdują się w mieście, do którego przeniósł się tytułowy przybysz, uświadamiają nam jak czuje się człowiek wyrwany ze swojej kultury i przeniesiony w nowe, zupełnie inne miejsce, gdzie proste czynności, takie jak kupienie chleba, urastają do dużego problemu.

Chciałabym Was przekonać, że „Przybysz” to historia dla każdego, kto dysponuje odrobiną wyobraźni. Koniecznie sprawdźcie!

Groza, Michael Robotham

Świat Książki, 2012

Liczba stron: 462

Chociaż Michael Robotham napisał więcej książek, z czego niektóre doczekały się nawet przekładu na polski, dla mnie „Groza” była pierwszym spotkaniem z tym powieściopisarzem. Nie będę ukrywać, że spotkanie to było bardzo udane, ponieważ fabuła książki pochłonęła mnie na dobre dwa wieczory.

Joseph O’Loughlin jest psychologiem klinicznym, od niedawna także wykładowcą na uniwersytecie w Bath. W przeszłości współpracował już z policją podczas spraw wymagających konsultacji psychologa. Teraz także został poproszony o interwencję w nagłym wypadku. Musi porozmawiać z kobietą stojącą nago za barierą ochronną mostu i odwieść ją od próby samobójczej. Niestety, kobieta wciąż rozmawia z kimś przez telefon. Mimo starań Josepha skacze i ponosi śmierć na miejscu. On jednak nie jest przekonany, że było to samobójstwo. Policjanci pragną zakończyć sprawę, jednak on wciąż ma wątpliwości. Gdy w jego domu pojawia się córka samobójczyni, zyskuje pewność, że ktoś zaaranżował morderstwo tak, aby wyglądało na samobójstwo. Od tej chwili rozpoczyna się wyścig – Joseph i policjanci niestety nie są w stanie uprzedzić kroków mordercy. Jest kolejna ofiara. A oni wciąż nie wiedzą jaki jest motyw zbrodni ani kto za nią stoi…

Joseph O’Loughlin jest ciekawym bohaterem. Przez postępującą chorobę Parkinsona jest ograniczony ruchowo, co sprawia, że w śledztwie zdany jest przede wszystkim na swój intelekt i wiedzę z zakresu psychologii. W prowadzonym półprywatnie postępowaniu pomaga mu emerytowany policjant, jego przyjaciel. Dodatkowo, Joseph przeżywa osobisty dramat – zaczyna podejrzewać swoją żonę o nieuczciwość i zdradę małżeńską. Ona natomiast sprzeciwia się jego zaangażowaniu w skomplikowane śledztwo, obawiając się (niebezpodstawnie) o bezpieczeństwo jego i całej rodziny. Niepokoi ją także bliskość, jaka wywiązała się między Josephem, a córką pierwszej ofiary.

Wszystko to i jeszcze więcej składa się na emocjonujący thriller psychologiczny. Nie zawiedzie was wartka akcja, dynamika zdarzeń oraz interesująca fabuła. Akcja przez całą książkę nie traci tempa, każdy rozdział wnosi coś nowego, co buduje napięcie. Ostrzegam was jednak przed czytaniem opisu z okładki. Ja to zrobiłam mniej więcej w połowie książki i okazało się, że streszczenie obejmuje niemal całą treść powieści! Łącznie z wydarzeniami, które mają miejsce mniej niż sto stron przed końcem… Spoiler zepsuł mi przyjemność poznawania tej skomplikowanej historii.

 Czy O’Loughlin występował w poprzednich książkach tego autora? Nawiązania w powieści wskazują na to, że nie jest to pierwsza część cyklu z tym bohaterem. Ktoś wie?

Dom w Riverton, Kate Morton

Muza SA, 2007

Liczba stron: 575

Po lekturze „Zapomnianego ogrodu” przyjęłam założenie, że warto sięgać po książki Kate Morton. Teraz, po przeczytaniu „Domu w Riverton” mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać rękami i nogami. Co więcej, śmiem twierdzić, że ta australijska pisarka jest bardziej brytyjska niż rodowici Brytyjczycy.

Urodzona w pierwszych latach XX wieku Grace, wspomina wydarzenia, które miały miejsce we wczesnych latach jej młodości, kiedy ona sama była służącą w domu w Riverton i trochę później, gdy została osobistą pokojówką Hannah, starszej z córek właściciela posiadłości. Przez całe dorosłe życie próbowała zapomnieć o tym, co stało się na przyjęciu w Riverton. Jednak wspomnienia wróciły wraz z pojawieniem się w jej życiu reżyserki Ursuli, która robi film o mieszkańcach Riverton wraz z tajemniczą kulminacyjną sceną samobójczą, w której życie odebrał sobie poeta o imieniu Robbie.

Jak się okazuje, prawda o mieszkańcach Riverton jest znacznie bardziej skomplikowana. Grace postanawia ocalić ją od zapomnienia przekazując wnukowi swoje wspomnienia.

Monumentalna powieść skrywa znacznie więcej niż historia rodzeństwa z Riverton. Pierwsze lata dwudziestego wieku to okres, gdy kobiety zaczęły dopominać się o swoje prawa – część z nich chciała innego życia, niż to, które oferowali im konserwatywni ojcowie i mężowie. Dążenie do większej samodzielności, pozbycie się krępujących konwenansów oraz smakowanie świata wszystkimi zmysłami, to niektóre tylko marzenia nastoletniej Hannah. Niestety dla niej, nadęty balon jej oczekiwań bardzo szybko zaczyna się kurczyć, a ona sama doznaje wielu rozczarowań. Dopiero niespodziewana i zakazana miłość przywraca ją do życia.

Powieść obrazuje także romantyczne wyobrażenia o wojnie. Wielu ochotników przyłączyło się do armii w poszukiwaniu przygody. Rzeczywistość wojenna zupełnie odbiegała od ich wyobrażeń, a oni sami wracali z pierwszej wojny światowej (o ile w ogóle wracali) jak zupełnie inni ludzie. Znerwicowani, niezdolni do pracy, zgorzkniali, pełni rezerwy – niewiele zostało z tych uśmiechniętych i pełnych nadziei młodzieńców, którzy z pieśnią na ustach wyjeżdżali na front w Europie.

Świetność i upadek domu w Riverton oraz losy osób związanych z tym miejscem wypełniają większość kart tej powieści. I chociaż nie raz można domyślić się dalszego ciągu wydarzeń i szybciej niż narratorka rozszyfrować motywacje niektórych zachowań, to wciąż lektura fascynuje. Największą w tym zasługę ma właśnie niespieszne tempo opowieści oraz mistrzowsko wykreowana atmosfera wiejskiej posiadłości skrywającej wiele sekretów.

Stasiland, Anna Funder

Cyklady, 2007

Liczba stron: 307

Autorka książki, Anna Funder, jest Australijką. Niemcy zna ze swoich kilkumiesięcznych pobytów w tym kraju, gdzie odbywała staż dziennikarski, gdzie znalazła przyjaźnie, a przede wszystkim odnalazła historie, które zapragnęła spisać. NRD ze swoją przeszłością ukrytą w cieniu muru jest dla niej miejscem co najmniej egzotycznym, i aby zrozumieć ludzi musi poznać ich przeszłość, musi wejść w świat, który dla osoby spoza bloku wschodniego jest niezrozumiały i przerażający.

Mimo faktu, iż od upadku muru berlińskiego minęło już kilka lat, ludzie wciąż nie mogą pozbyć się lęku i zapomnieć o tych, którzy nie doczekali zjednoczonych Niemiec. Inni, stojący po drugiej stronie barykady, służący wszechobecnej w NRD Stasi, nie mogą odżałować przywilejów i pozorów wielkości, jakie dawało im to zniewolone państwo. A ogrom zniewolenia był przerażający – obliczono bowiem, że jeden agent tajnej policji przypadał na 67 obywateli NRD.

Metody stosowane przez Stasi nie ograniczały się tylko do podsłuchiwania i donosów. Siatka wywiadowcza zaopatrzona była w najnowocześniejszy wówczas sprzęt, zeznania wydobywano z podejrzanych torturami, z których najskuteczniejszą było pozbawianie snu. Państwo bez skrupułów niszczyło życie swoim obywatelom – zakres ich działań był nieskończony – od obserwacji aż po więzienie i morderstwa, za które nikt nie ponosił odpowiedzialności.

Osoby, z którymi rozmawia Funder to ofiary i kaci systemu. To pracownicy propagandy wierzący w każde głoszone przez siebie słowo, a także ci, którzy szantażem zmuszeni zostali do służby krajowi, z którym się nie identyfikowali. Wśród nich są także zwykli ludzie, których życie zostało złamane przez reżim i mur. Jedna z rozmówczyń mówi:

„Zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz własny kraj karmi nas kłamstwami, a nasza przyszłość zależy od udawania, że w nie wierzymy.”

Dodaje jeszcze, że mimo realnego i odczuwalnego zagrożenia każdy próbował po prostu żyć normalnie.

„Żeby nie oszaleć trzeba było jednocześnie liczyć się z logiką reżimu i ją ignorować. Gdybyśmy wszystko traktowali tak serio, jak sobie wyobrażali ludzie z Zachodu, musielibyśmy się powiesić.”

I mimo tego, że po upadku muru nastąpiło wiele zmian w Niemczech, obywatele wschodnich części kraju czują, że wciąż traktowani są jak Niemcy kategorii B. Sami także odczuwają syndrom zwany Mauer im Kopf:

„Mur i to, co się z nim wiązało, wciąż istnieją w ludzkich umysłach. Mur przetrwał w umysłach ludzi ze Stasi jako coś, co może się pewnego dnia odrodzić, a w świadomości ich ofiar – jako budząca grozę ewentualność.”

To bardzo mądra książka. Osobiste historie pokrzywdzonych przez system ściskają za gardło. Ogrom zniszczeń jakich dokonano za pomocą Stasi w umysłach, duszach i sercach Niemców zatrważa i powoduje natychmiastowy sprzeciw u czytelnika. Bo czymże był człowiek dla tak potężnie rozbudowanej machiny służącej zniewoleniu i praniu mózgów? Jak bardzo trzeba było się starać by nie utracić człowieczeństwa w odizolowanym kraju położonym niemal w centrum współczesnej Europy? „Stasiland” nie daje gotowych odpowiedzi, ale warto przekonać się jak bardzo udanie dotyka problemów, z którymi w pewnym stopniu my Polacy możemy się identyfikować.