Archiwa tagu: literatura australijska

Szkarłatny płatek i biały, Michel Faber

„Szkarłatny płatek i biały” M. Fabera to monumentalna, opasła, ciężka (w obu znaczeniach tego słowa) książka, którą trudno czytać w łóżku. To ponad 800 stron małym drukiem. Mimo tych niedogodności trudno przestać ją czytać. Ja czytałam powoli, w międzyczasie sięgając po inne książki, bo potrzebowałam chwilami przenieść się do XXI wieku. Do połowy powieść toczy się w wolnym tempie, po 400 stronie akcja nabiera tempa i wówczas już trudno mi było wypuścić tom z rąk.

Książka Fabera to źródło wiedzy o okresie wiktoriańskim w Anglii. Autor świetnie odtworzył realia ówczesnego świata, przede wszystkim schizofreniczność owych czasów. Po jednej stronie narysował bigoterię, ciemnotę nawet wśród arystokracji i zakłamanie posuwające się do absurdu. Z drugiej strony przeciwstawia dzielnice biedoty, wyuzdany, szokująco perwersyjny świat, w którym kobiety zarabiają własnym ciałem na siebie i swoje rodziny, a bogaci mężczyźni szukają rozkoszy w podejrzanych domach publicznych.

Druga sprawa to wątek opisujący związek ambitnej prostytutki Sugar z bogatym przedsiębiorcą Williamem Rackhamem. William zauroczony swoją kochanką najpierw postanawia mieć swoją wybrankę na wyłączność, następnie zabiera ją z domu publicznego, który jest jednocześnie jej domem rodzinnym.

W trakcie czytania i nawet po przeczytaniu tej lektury zastanawiałam się czy Williamem kieruje miłość do Sugar czy pożądanie. Zadawałam sobie pytanie czy Sugar jest wyrachowana w swoim nieszczęściu i desperacji by wyrwać się ze znienawidzonego świata biedoty, czy może czuje do Williama coś więcej niż tylko wdzięczność za to, co dla niej robi?

Powieść napisana jest w dziwny sposób, jest bardzo nierówna i trudno mi określić, czy takie było zamierzenie autora. Rażą mnie wulgaryzmy, bardzo często są nie na miejscu, użyte w sposób lekko szokujący. Tuż obok nich znajdują się nadęte i pompatyczne sentencje, które nijak nie przystają do tekstu przed i tekstu po nich.

„Szkarłatny płatek i biały” zawiera dużo wątków, opowieść jest chwilami przegadana, narrator bywa wszystkowiedzący i denerwujacy – oprowadza czytelnika po świecie wiktoriańskim jakby prowadził wycieczkę nieznośnych turystów. Mimo tego wszystkiego książka wciąga i ze strony na stronę coraz bardziej przyciąga opowiadaną historią.

Zakończenie pozostawiło we mnie pewien niedosyt i natychmiastową chęć sięgnięcia po „Jabłko”, które, o ile dobrze pamiętam, jest kontynuacją losów bohaterów „Płatka”. Jednak na to muszę poczekać do następnej wizyty w bibliotece.