Archiwa tagu: literatura belgijska

Rtęć, Amelie Nothomb

rtecMuza SA, 2001

Liczba stron: 149

Amelie Nothomb lubi zaglądać do duszy ludzkiej i w bardzo oszczędnej formie opowiadać historie o pożądaniu i władzy. „Rtęć”, opatrzona dwoma alternatywnymi zakończeniami, mówi o człowieku, który zapragnął zostać demiurgiem. Kapitan Loncours jest już osiemdziesięciolatkiem, uważany jest za zamożnego dziwaka. Mieszka w zamku na wyspie, rzadko pokazuje się w miasteczku, otacza go armia lojalnych służących.

Pewnego dnia Loncours wzywa na wyspę wykwalifikowaną pielęgniarkę. Okazuje się, że to nie on potrzebuje pomocy, lecz młoda kobieta podstępnie zwabiona i przetrzymywana przez niego w zamku. Pielęgniarka jest świadoma, że jej rozmowy z podopieczną są podsłuchiwane, jednak nie rezygnuje z prób udzielenia jej pomocy i wyjaśnienia sytuacji, w jakiej się znalazła.

Pożądanie i władza rządzą światem. Na pewno rządzą Loncoursem, który tak skonstruował świat wokół siebie, by przez nikogo niepodejrzewany móc dawać ujście pożądaniu do kilkadziesiąt lat młodszej kobiety, a jednocześnie w okrutny sposób zawładnąć jej życiem. On swoje okrucieństwo nieustannie usprawiedliwia, twierdząc, że jego miłość i uwielbienie mogą kobiecie zastąpić cały świat, świat, który mógłby ją skrzywdzić, wykorzystać, zawieść jej nadzieje. Sama uwięziona zdaje się potwierdzać jego zdanie, chociaż cały czas nie wie o sobie jednej, ważnej rzeczy.

Odbiór książki popsuł mi opis okładkowy – za dużo w nim powiedziano, odebrano mi efekt zaskoczenia, a jednocześnie moje czytanie zostało ukierunkowane. Ponadto, odnoszę wrażenie, że wyrosłam z Nothomb – ta historia jest tak powierzchowna, tak naiwna, dialogi tak sztuczne, że miałam problem, by przeczytać te niespełna 150 stron do końca. Jedyne, co ją ratuje to dwa zakończenia, ale to za mało, żebym mogła kogoś namawiać do lektury.

 

Śpij!, Annelies Verbeke

Draft Publishing, 2014

Liczba stron: 108

Uwielbiam spać. Najlepiej długo. Zwykle nie mam problemów z zasypianiem i sen ogarnia mnie zaraz po przytknięciu głowy do poduszki. Na szczęście nie wiem, co to bezsenność. Natomiast bohaterka tej książki, Maya, nie pamięta już jak to jest być wyspaną. Od dłuższego czasu cierpi na bezsenność, na którą nie pomagają rady znajomych, ani leki. Rozdrażnienie wynikające z niewyspania sprawia, że nie wytrzymują ani przyjaźnie, ani związek. Maya pozostaje sama ze swoim problemem. Z każdą nieprzespaną nocą narasta w niej chęć zemsty na tej części społeczeństwa, która smacznie śpi. Dziewczyna wyrusza w miasto. Podczas jednej z takich wypraw poznaje Benoit, dużo od niej starszego mężczyznę, który zmaga się z podobnym problemem. I choć źródłem bezsenności w przypadku Benoit są najprawdopodobniej traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, para ta znajduje nić porozumienia. Bo kto lepiej zrozumie osobę niewyspaną niż permanentnie zmęczony człowiek?

Ta opowieść o dwóch życiowych rozbitkach, którzy ani w pojedynkę, ani razem nie budzą sympatii, nie tyle nakreśla problem bezsenności, co zagubienia we współczesności. Zmęczenie i niewyspanie są katalizatorem zachowań, które powszechnie uznawane są za niedopuszczalne, niemoralne lub dziwne. Kłopoty materialne, nieumiejętność bycia w związku, zachwiane relacje interpersonalne stawiają Mayę w gronie wyrzutków. Na nic jej wykształcenie, jeśli brakuje skupienia i spokoju ducha. Z normalnej kobiety wkrótce staje się swoim cieniem. Tak łatwo się stoczyć.

„Śpij!” to niepokojąca lektura. Wcale nie jest łatwa, na pewno nie czyta jej się szybko. Bohaterowie, szczególnie Maya, która jest impertynencka, nieprzystępna i egoistyczna, budzą niechęć. Powieść przedstawia świat pod mocno powiększającą lupą, gdzie już zacierają się kontury rzeczy, lecz doskonale widać nagromadzony na ich powierzchni brud, wobec czego na pewno nie jest to książka, którą się lubi. A jednak po przeczytaniu trudno niej zapomnieć.

Szczęście małych rybek, Simon Leys

Drzewo Babel, 2011

Liczba stron: 152

Odkąd kilka lat temu zobaczyłam gdzieś recenzję tej książki, wiedziałam, że muszę ją mieć. Recenzja nie była jakość szczególnie entuzjastyczna, ale wspominała o tym, że książką zachwycą się miłośnicy czytania. Niedawno udało mi się wreszcie kupić ten zbiór esejów Simona Leysa i od razu go przeczytać, notując co lepsze cytaty. A jest ich sporo.

Większość esejów powstawała na przestrzeni lat i drukowana była  w literackich periodykach, lecz czytelnikowi w niczym to nie przeszkadza, nawet jeśli zdarzają się jakieś pojedyncze powtórzenia. Leys zajmuje się szerokim spektrum tematów, powołując się na wypowiedzi znanych literatów. Kilka z nich szczególnie zapadło mi w pamięć. Autor zastanawia się m.in. nad tym jak pisarze przyjmują krytykę i czy w ogóle opinie czytelników (zawodowych recenzentów) mają dla nich znaczenie. Niektórzy z nich przyjmują postawę obronną i wypierają krytykę, mówiąc podobnie jak Simone Weil, że „kiedy ktoś ma do powiedzenia coś oryginalnego, to najpierw mogą go zrozumieć ci, co go kochają„. Norman Mailer mówi jednak wprost, że nie może oprzeć się czytaniu recenzji swoich książek: „Nie wyobrażam sobie, jak mógłbym kiedykolwiek powstrzymać się od przeczytania recenzji którejś z moich książek. To tak, jakbym nie przyjrzał się nagiej kobiecie, która znalazłaby się przypadkiem w otwartym oknie: brzydka czy ładna, jest w takich okolicznościach niewątpliwie interesująca.

Leys ma świadomość, że nie byłoby sztuki bez jej odbiorców. Czytelnik jest ważny, bo to on przetwarza słowa pisarza i dzięki niemu książka żyje. „Żaden pisarz nie dysponuje potęgą słowa zdolną rywalizować z wyobraźnią czytelników.” Autor głosi pochwałę powieści, bo to one rozwijają wyobraźnię, wrażliwość, ciekawość świata. „Ludzie, którzy nie czytają powieści ani poezji, mogą się roztrzaskać o mur faktów, albo zostać zmiażdżeni pod ciężarem rzeczywistości.”

Zainteresowało mnie również to jak postrzegana jest korelacja między jakością dzieła i jej sukcesem sprzedażowym. Cały czas mam bowiem przed oczami te pozycje, których kijem bym nie tknęła, a które miesiącami zajmowały szczyty list bestsellerów w Polsce i zagranicą. Znalazłam takie oto słowa: „Czasami dobra literatura sprzedaje się dobrze, a czasem bardzo zła literatura sprzedaje się równie dobrze. Zdarza się, że książki ważne sprzedają się dobrze i zdarza się, że książki absurdalne, śmieszne i kłamliwe sprzedają się również bardzo dobrze. Faktem jest po prostu to, że sprzedaż książki nie ma nic wspólnego z jej wartością”. (podkreślenie moje).

Jak można się domyślić po liczbie cytatów, „Szczęście małych rybek” bardzo mi się podobało i dało sporo do myślenia. W tym wpisie poruszyłam tylko część tematów, o których pisze Leys, dając Wam szansę na samodzielne poznanie esejów uczonego. Miłej lektury!

Zabić ojca, Amelie Nothomb

Muza SA, 2013

Liczba stron: 102

Książki Amelie Nothomb są bardzo nierówne, tak jak i jej pomysły na fabułę. „Zabić ojca” należy, moim zdaniem, do tych ciekawszych.

Joe Whip ma straszną matkę – zapatrzoną w siebie egoistkę. Samotny i pozostawiony sam sobie chłopak, cały wolny czas poświęca na naukę i doskonalenie sztuczek karcianych i innych umiejętności, których uczy się z filmów o wielkich iluzjonistach. Jest w tym świetny. Kiedy matka dokonuje wyboru między dzieckiem a kolejnym partnerem,  Joe zmuszony jest w wieku 14 lat opuścić dom i zamieszkać w hotelu. Dzięki umiejętnościom karcianym może zarobić na życie. Występuje w barach i hotelach i tam zostaje zauważony przez mężczyznę, który poleca mu naukę u mistrza iluzji – Normana Terrence’a. Joe wprowadza się do Normana i jego dziewczyny, Cristiny, gdzie pobiera naukę. Przy okazji odnajduje pełen ciepła dom oraz ludzi, którzy wkrótce zaczynają uważać się za jego rodziców. Co niepokoi Normana, to fakt, że Joe jest mocno zainteresowany sztuczkami karcianymi związanymi z oszustwem. Mężczyzna nie wie jeszcze, że jego przybrany syn ma pewien plan. Plan ten wywróci do góry nogami życie całej rodziny.

O czym jest ta książka? O niewdzięczności, o samotności, o tym, że nie można pozbyć się psychicznych ran z dzieciństwa i że one mogą zaważyć na naszym życiu. Czy żal mi Joe’go? Z początku, kiedy został bezdusznie potraktowany przez matkę, odczuwałam współczucie. Później, kiedy postanowił uwieść dziewczynę swojego przybranego ojca i konsekwentnie realizował plan punkt po punkcie, moim dominującym uczuciem była pogarda. Od tego momentu już nie potrafiłam go lubić. Na końcu uznałam, że Joe jest psychopatą z rozmysłem niszczącym to, co powinien chronić i szanować. Zaczął budzić we mnie lęk.

Nothomb zadbała o prawdziwą huśtawkę emocji. Historia Joe’go, choć prosta, zapada w pamięć i pozostawia po sobie niesmak, bo przecież mało kto lubi czytać o niewdzięcznikach i ludziach pozbawionych wszelkich skrupułów. Mocna rzecz. Nie przeoczcie tej cienkiej książeczki w księgarniach i bibliotekach.

Żółty pies, Georges Simenon

Wydawnictwo Mozaika, 2009

Czas nagrania: 3 godz. 42 min. Czyta Wojciech Żołądkowicz

Liczba stron: 112

Maigret zostaje wysłany na prowincję – do Bretanii. Tam w niewielkim miasteczku dochodzi do serii tragicznych wydarzeń. Pewnego wieczoru zostaje postrzelony jeden z czterech stałych bywalców restauracji połączonej z hotelem. Następnego dnia, w obecności Maigreta dochodzi do zatrucia alkoholu. Szczęśliwie dzięki przytomności umysłu jednego z przyjaciół nie dochodzi do tragedii. Na domiar złego znika kolejna osoba ze zwykle wspólnie biesiadującej paczki miejscowych notabli. Ludzie z przestępstwami zaczynają kojarzyć dużego żółtego psa – przybłędę. Na miasteczko pada strach. Przybywają dziennikarze z Paryża. Jedynie Maigret zachowuje kamienną twarz oraz całkowity spokój, nie daje się sprowokować merowi, naciskającemu na rychłe aresztowanie „kogokolwiek” i prowadzi zupełnie nietypowe śledztwo. Z premedytacją odwraca je do góry nogami, ignoruje wszelkie materialne dowody i koncentruje się na obserwacji niedawno poznanych ludzi.

Jak zwykle u Simenona śledztwo przybiera nietypowy obrót i jak zwykle u tego autora można liczyć na dobrą zabawę. Maigret wydaje się być bardzo tajemniczy i nieprzystępny działając w terenie i poza swoim biurem. Nikt z miejscowych współpracujących z nim żandarmów nie zna jego zwyczajów i podejrzewam, że większość Bretończyków uważa go za nieprzeciętnego dziwaka oraz nieudacznika, który nie potrafi powstrzymać fali przestępstw. Miejscowa i paryska prasa aż kipią od wyssanych z palca informacji oraz napędzają poczucie osaczenia wśród ludzi. Okazuje się, że Maigret doskonale wie co robi. Finał książki przypomina kryminały Agathy Christie – wszyscy zainteresowani zostają zgromadzeni w jednym miejscu, a Maigret odkrywa swoje karty.

Dobrze mi się słuchało. Kryminał nie za długi, nie za wiele postaci, więc słuchacz się nie gubi w gąszczu nazwisk. Lubię Simenona i stworzonego przez niego bohatera i od czasu do czasu mam ochotę do nich wrócić. Na szczęście autor był bardzo płodny pod względem wydanych książek, więc tych powrotów przede mną jeszcze sporo. Nie są to kryminały dla pragnących mocnych wrażeń, raczej dla takich, którzy cenią sobie wspomnianą już Agathę Christie, Joe Alexa czy Rexa Stouta.

O audiobooku:

Czytanie pana Żołądkowicza oceniam pozytywnie. Czyta bez przesadnego grania, wyraźnie, ma dobrą wymowę.