Kobiety w kąpieli, Tie Ning

kobiety w kąpieli tie ningZnak Literanova, 2016

Liczba stron: 490

Jestem ignorantką, jeśli chodzi o literaturę chińską. Czytałam zaledwie kilka książek chińskich autorów i zazwyczaj były mocno związane z sytuacją polityczną oraz przegadane. Obawiałam się, że i „Kobiety w kąpieli” będą podobne. A jednak coś mnie ciągnęło do tej książki – subtelna okładka, tytuł jak z obrazu impresjonisty, opis, nominacja do ważnej nagrody. Nie umiem powiedzieć co, lecz od razu zdradzę, że jestem zachwycona książką.

Tiao, będąca wiceprezesem w wydawnictwie publikującym książki dla dzieci, ma wkrótce wyjść za mąż. Ta życiowa zmiana budzi w niej wspomnienia i skłania do podsumowań. Kobieta wraca do swojego trudnego dzieciństwa przypadającego na czasy schyłku rewolucji kulturalnej, przymusowych obozów pracy i samosądów. Gdy obie z siostrą chodziły jeszcze do szkoły ich rodzice zostali wysłani na farmę Trzcinowa Rzeka. Dziewczynki musiały radzić sobie same i pewnie stąd wzięła się siła Tiao, jej skłonność do szybkiego osądzania ludzi, a także bardzo niepoprawne, chłodne stosunki z matką i ojcem.

intelektualisci_na_farmie

Jej dzieciństwo w komunistycznych Chinach to czas biedy, braku podstawowych towarów w sklepach, ale też okres przyjaźni, które przetrwały przez całe życie. Z Fei łączy ją skomplikowana relacja oparta na współczuciu i pogardzie, ale też miłości i wyrozumiałości. Z Youyou, która marzy o otwarciu własnej restauracji, jej stosunki są czystsze, oparte na fascynacji i podziwie, że dziewczynka potrafiła w kilku słowach podważyć sens ogólnonarodowej rewolucji.

rewolucja_to_nie_06.07

Jednak najbardziej komplikują się jej stosunki z ukochaną młodszą siostrą. Staje między nimi tragedia, jaką przeżyły, a także dość wstrętny charakter rozpieszczonej Fan. Całe ich dorosłe życie to pasmo złośliwości, kłótni i udręk. Zupełnie nie przypomina dzieciństwa, gdy obie siostry się wspierały, dbały o siebie i dzieliły smutki i radości.

Nie potrafię i nie chcę streszczać fabuły tej książki. Chociaż to pozornie prosta historia, pod powierzchnią zdarzeń kipi. Chwilami podczas lektury aż brakowało mi powietrza, czułam się uwikłana w sieć intryg, zbrukana zachowaniem bohaterek, zażenowana ich czynami, zaskoczona niezrozumiałymi decyzjami. Współczułam im, że dorastają w kraju mającym za nic jednostkę, sankcjonującym wykorzystywanie ludzi, samosądy, łatwo rzucającym oskarżenia i kłody pod nogi, każdemu na kogo padł cień podejrzeń.  Ale widziałam też wady bohaterek: skłonność do chodzenia w życiu na skróty, zawiść, chęć skupiania na sobie uwagi innych, niezdecydowanie.

obserwacje_12.07

Czytając niektóre fragmenty miałam skojarzenia z różnymi autorami i dziełami. Gdzieś tam jest nawiązanie do „Makbeta”, niezmywalne piętno na skórze, w kilku miejscach dopatrywałam się wpływu Alice Munro – ta sama zwięzłość frazy skrywającej buzujące emocje. I tylko w jednym momencie nie wiedziałam po co i na co komu ten fragment. Mówię o mini wykładzie o twórczości Balthusa, w którym czytelnik został postawiony na równi z niewiele wiedzącą bohaterką studiującą sztukę i został potraktowany jak student pierwszego roku. Te dwie czy trzy strony nie rzutują jednak na całość, która jest zachwycająca i zapierająca dech w piersiach. Jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku.

Mam dla Was kod zniżkowy od Znaku na zakup tej książki KLIK.

Dźwięki kolorów, Jimmy Liao

Officyna, 2012

Liczba stron: 128

„Wielkie to szczęście nie wiedzieć dokładnie, na jakim świecie się żyje”. Cytat z Wisławy Szymborskiej, który rozpoczyna książkę równie dobrze sprawdziłby się jako jej streszczenie. Kolejna przeczytana i dokładnie obejrzana przeze mnie książka Jimmiego Liao adresowana jest dla dzieci i dla dorosłych.”Dźwięki kolorów” zabierają nas w niekończącą się podróż metrem wraz z niewidomą dziewczynką, której towarzyszy mały biały piesek.

Dziewczynka w kapelusiku schodzi na stację metra, mijają ją ludzie, nie zwracają uwagi na dziecko, które niejednokrotnie gubi drogę, idzie pod prąd, nie jest pewne gdzie się znajduje, nie wie gdzie wysiąść i co stanie jej na drodze na stacji końcowej. Wyobraźnia niewidomego dziecka przedstawia świat metra w wielu barwach. Słyszane dźwięki wibrują barwami, wzorami, przepełniają wyobraźnię dziewczynki niesamowitymi obrazami. Zapachy, dotyk mijających ją ludzi, powiew wiatru, krople deszczu na powierzchni, otwierają przed nią wielki, nieskończony świat.

Mimo feerii barw i niezwykłych postaci zaludniających myśli dziewczynki, ta często czuje się samotna i niepotrzebna. Tęskni za tym, by ktoś poczytał jej książki, pomógł znaleźć drogę i zwyczajnie nie podchodził jej pod nogi. Jeśli dobrze się przyjrzymy, zobaczymy wśród tłumu chłopca niosącego księżyc znanego z innej książki tego autora, pt: „Księżyc zapomniał”. I podobnie jak wspomniana książka, „Dźwięki kolorów” zachwycają ilustracjami. Na każdej stronie znajdujemy bajecznie kolorowe ilustracje obfitujące w detale, i równolegle z nieco filozoficznym tekstem, opowiadające historię samotności w wielkim mieście.

Bez obaw można zapoznać z książką najmłodszych, którzy zapewne zachwycą się warstwą plastyczną wydawnictwa. Dorośli mogą zadumać się nad tekstem, który ujmuje prostotą i trafnością spostrzeżeń.

Księżyc zapomniał, Jimmy Liao

Officyna, 2012

Liczba stron: 120

W każdym z nas zostaje coś z dziecka. Ja swojego wewnętrznego dzieciaka pielęgnuję i dopieszczam ze wszystkich sił, szczególnie dbając o jego rozwój kulturalny. W tym celu serwuję mu co jakiś czas starannie dobraną bajkę, która dopieści pragnące piękna wewnętrzne dziecko, a przy okazji przyniesie odpoczynek styranej życiem zewnętrznej powłoce.

Przyznam, że nie tego spodziewałam się po tej książce. Zamawiając egzemplarz „Księżyc zapomniał” myślałam, że będzie sporo czytania. Okazało się, że tekst zajmuje bardzo mało miejsca, a kartki książki wypełniają ilustracje, które same w sobie opowiadają sto razy więcej niż tekst. A o czym jest ta książka?

Bawiący się na łące chłopiec znajduje leżący w kałuży księżyc. Zabiera go do domu, gdzie czule się nim zajmuje – ogrzewa go pod lampą i owija w kocyk. Księżyc szybko odwdzięcza się swojemu wybawcy i staje się najlepszym towarzyszem zabaw. Brak księżyca na niebie zasmuca mieszkańców miasta. Aby zrekompensować ten brak, fabryki produkują zabawkowe księżyce. Okazuje się, że konsekwencje tego, że księżyc zapomniał jak to jest być księżycem na niebie, są znacznie poważniejsze. Dochodzi do różnych anomalii. Czy chłopiec będzie umiał rozstać się ze swoim najlepszym przyjacielem? Czy księżyc przypomni sobie jak wisi się na niebie?

Uwielbiam oglądać obrazki w tej książce. Feeria barw oraz mnóstwo szczegółów sprawiają, że ilustracje spodobają się i dzieciom, i dorosłym. Poetycki tekst jest tylko dodatkiem do historii chłopca i księżyca i gdybym miała dziecko, któremu mogłabym czytać takie bajeczki*, na pewno byłaby to jedna z najulubieńszych książeczek. To przede wszystkim mądra książka o sile przyjaźni i o trudnych wyborach, które podejmujemy już od najmłodszych lat.

Mamy, koniecznie sprawdźcie tę pozycję, jest nieporównywalnie lepsza od bajek o różowych księżniczkach Disneya!

* Wyjaśnienie. Dziecko mam, ale za stare na to, żeby mamusia czytała mu bajeczki – dla gimnazjalisty byłaby to „ujma na honorze” .

Ostrożnie pożądanie, Eileen Chang

Wydawnictwo WAB

Liczba stron: 93

„Ostrożnie pożądanie” miało swego czasu potężną kampanię reklamową. Na ekrany wszedł film oparty na tym opowiadaniu, w prasie pojawiły się artykuły o autorce, ukazały się polskie przekłady książek. Na filmie nie byłam, bo zazwyczaj wschodnie klimaty mnie nie przyciągają, ale przeczytałam ciekawy artykuł o autorce w jakiejś niegłupiej gazecie. Od tego momentu upłynęło dobrych kilka miesięcy, a ja wciąż miałam ochotę poznać twórczość tej chińskiej pisarki. W ręce wpadł mi ten niewielki pięknie wydany tomik zawierający jedno opowiadanie.

Studentka związana z podziemną grupą rewolucyjną z własnej woli, acz z pomocą innych rewolucjonistów, zbliża się do rodziny polityka samozwańczego rządu. Dziewczyna podejmuje trudną i niebezpieczną grę – inicjuje romans z politykiem, aby dzięki tajemnym schadzkom umożliwić innym zlikwidowanie niedostępnego dygnitarza. Jednak, w wyrachowanie wkrada się uczucie…

I to by było na tyle. Miałam wrażenie, że czytam niezbyt dobre streszczenie większej całości. Brak jakiegokolwiek napięcia, opisu prawdziwych uczuć, czy głębszego wglądu w sytuację polityczną kraju sprawił, że książka ta jest tylko ładnym przedmiotem bez duszy. Co więcej, zamiast spodziewanego błogiego uczucia zadowolenia z lektury, lub smutku z powodu literackiej trudnej miłości, doznałam tylko rozdrażnienia – po co autorka porozpoczynała wątki, których w ogóle nie rozwinęła? Gdzie ten chwalony kunszt pisarski, gdzie klimat, gdzie uczucie?