Archiwa tagu: literatura czeska

Kryminały nie tylko na wakacje

Zbrodnia prawdziwa

Tak będzie prościej, Przemysław Semczuk

Rebis, 2018

Liczba stron: 426

Chociaż autor oparł swoją książkę na prawdziwej, niewyjaśnionej dotąd zbrodni, nie jest to reportaż, lecz powieść. Mimo to, najważniejsze fakty związane z morderstwem przewodnika sudeckiego Tadeusza Stecia są prawdą. Ze względu na osobowość i interesy Stecia śledztwo prowadzone jest w różnych kierunkach – tajemnicą poliszynela jest jego homoseksualizm oraz skłonności pedofilskie, po okolicy krążą legendy o wielkim bogactwie zgromadzonym przez przewodnika, w trakcie śledztwa wychodzi na jaw również afera przemytnicza. Wiele wątków, wiele setek stron akt sprawy, zaangażowanie mnóstwa ludzi, a efekt marny. Sama książka bardzo dobra, wielowątkowa, stawiająca pytania i portretująca policję i straż graniczną po 1990 roku, gdy obie służby przechodziły kryzys w związku ze zmianą ustroju. Akcja rozgrywa się w malowniczych okolicach Śnieżki i w Jeleniej Górze.

Uwagę zwraca warsztat pisarza-dziennikarza – bardzo dobry research oraz dziennikarski styl, skupiający się na konkretach. Nie brak w książce scen mrożących krew w żyłach (dosłownie! mam na myśli wjazd wyciągiem na Śnieżkę w środku śnieżycy) oraz elementów humorystycznych. Bardzo wciągająca, ciekawa, godna polecania. I doskonała na upały!

Mamusia i tatuś skandynawskiej szkoły kryminałów

Zabić policjanta, Maj Sjowall & Per Wahloo

Amber, 2012

Liczba stron: 318

Tłumaczenie: Ewa Chmielewska-Tomczak

Początkowo starałam się czytać po kolei, ale pod koniec dziesięciotomowego cyklu trochę się pogubiłam i przeczytałam tom 10 przed 9. „Zabić policjanta” to część dziewiąta z Martinem Beckiem – równie godna polecenia, co pozostałe. Na pewno must-read dla miłośników skandynawskiego kryminału z silnym tłem społecznym, ponieważ na tym duecie wzorowali się Mankelle, Larssony i inni.

Martin Beck prowadzi śledztwo w nadmorskiej miejscowości, gdzie zamordowano mieszkającą samotnie kobietę. Opinia publiczna wydaje wyrok przed zamknięciem sprawy – dla wszystkich oczywiste jest to, że morderca mieszka po sąsiedzku, ponieważ mężczyzna lata temu był sądzony i skazany za gwałt i morderstwo. Beck nie wierzy, żeby to było tak proste i opiera się naciskom z góry. W międzyczasie dochodzi do strzelaniny między policjantami i przestępcami, w której giną ludzie. Wszystkie siły policja rzuca do poszukiwań sprawców strzelaniny.

Autorzy rozprawiają się z wizerunkiem policjanta, który nie zawsze jest tylko ofiarą. Zwracają uwagę na to, że przeciętny funkcjonariusz jest okrutnie niewyszkolony, niedoinwestowany i dodaje sobie autorytetu w niedozwolony sposób. Potępiają również stosowanie nacisków na śledczych oraz bezrefleksyjne wybieranie najprostszych rozwiązań. Bardzo ciekawy obraz szwedzkiego społeczeństwa w latach 70. oraz działań policji w epoce sprzed internetu i łączności bezprzewodowej. Warto czytać i to od razu całą serię!

Kryminał retro

Seans w Domu Egipskim, Maryla Szymiczkowa

Znak, 2018

Liczba stron: 304

Na każdy tom z Zofią Szczupaczyńską czekam z wielką niecierpliwością, bo jestem adoratorką profesorowej. Tym razem małżonka profesora wybiera się na niezwykłe przyjęcie sylwestrowe połączone z oglądaniem zaćmienia księżyca oraz wywoływaniem duchów. Chociaż jest sceptycznie nastawiona do seansu spirytystycznego, zżera ją ciekawość co do pozostałych gości. Pierwszy raz będzie miała okazję spotkać się twarzą w twarz z wyznawcą szatana Stanisławem Przybyszewskim i jemu podobnymi. Gdy towarzystwo zasiada do stolika, gospodarz spotkania pada martwy. Nie ma wątpliwości, że ktoś pomógł mu zejść z tego świata. Sposobność mieli wszyscy, większość również miała powód. Szczupaczyńska ma cztery dni na rozwiązanie zagadki. I już nawet nie ukrywa swojego zaangażowania w śledztwo. Z tym, że prowadzi je po swojemu – plotkując, rozmawiając, doprowadzając do mistyfikacji.

Wspaniała jest ta Szczupaczyńska – autorzy obdarzyli ją takimi cechami jak inteligencja, spostrzegawczość, ciekawość świata, lecz także małostkowość, przysłowiowa krakowska oszczędność, próżność. Samo to jest dobrą pożywką dla różnych scen humorystycznych. Oprócz śledztwa i humoru, mamy tu również obraz krakowskiego społeczeństwa pod koniec XIX wieku, panujące wówczas mody, plotki i aspiracje tych, którzy pragną dostać się do lepszego towarzystwa. Koniecznie przeczytajcie, najlepiej wszystkie 3 tomy.

Polska panna Marple ma 30 lat i pracuje w korpo

Nikt nie słucha starych ludzi, Iwona Wilmowska

Axis Mundi, 2018

Liczba stron: 252

Agata i jej siostra dużo zawdzięczają swojemu wujkowi, więc kiedy mężczyzna ma duży kłopot, Agata, która w przeciwieństwie do siostry jest bezdzietną singielką, rusza mu na pomoc. Przyjaciółka wuja, starsza pani mieszkająca w tej samej klatce schodowej, popełnia samobójstwo, rzucając się z okna. Wuj nie wierzy w taką wersję wydarzeń, ale policja wie swoje – sprawę należy zamknąć jak najszybciej i nie drążyć tematu. Agata nie ma doświadczenia detektywistycznego, ale postanawia porozmawiać z rodziną sąsiadki, rozejrzeć się po mieszkaniu i przejrzeć komputer emerytki. W tym ostatnim pomaga jej kolega  pracy, który też ma swoje tajemnice. Okazuje się, że pani sąsiadka była osobą skrytą, a w szafach trzymała pełno trupów.

To powieść obyczajowo-kryminalna, z przewagą kryminału na szczęście, bo obyczajówek nie lubię. Bardzo ciepła, może nie do końca wiarygodna książka, ale kto by się czepiał, skoro na papierze tak fajnie wszystko się składa. Podobało mi się i uważam, że na książki, które nie epatują przemocą, lecz opowiadają o skomplikowanych relacjach rodzinnych, prowadzących do niekontrolowanych wybuchów emocji również jest miejsce na księgarnianych półkach. I na moich półkach także. Cieszę się, że drugi tom trafi do mnie lada dzień. Wam również polecam.

Miłość, diament i naziści

Miejsce i imię, Maciej Siembieda

Wielka Litera, 2018

Liczba stron: 488

Przed przeczytaniem książki byłam na spotkaniu autorskim z Maciejem Siembiedą, podczas którego autor opowiadał, co jest faktem, a co zmyśleniem w książce, więc kiedy ją czytałam, czasem aż przechodziły mnie dreszcze. Znany z „444” Jakub Kania ma odnaleźć nieoznaczony grób holenderskich Żydów zamordowanych w obozie koncentracyjnym na Górze Świętej Anny. Nie wie, że odnalezieniem tego miejsca interesują się różni ludzie i niekoniecznie chodzi im o upamiętnienie ofiar. Jednocześnie śledzimy wątek rozgrywający się w latach 30. XX wieku w Holandii słynącej z obróbki i handlu diamentami. Gdy na rynku pojawia się kamień w innym, tzw. czarnym szlifie, cała branża dostaje amoku – gdyby wiedzieli, jak osiągnąć ten efekt, mogliby dyktować ceny na całym świecie.

Co tu dużo mówić, to świetna książka. Niezwykle obrazowa, dobrze napisana, udokumentowana historycznie. Autor ma dużą wiedzę o obróbce diamentów oraz funkcjonowaniu obozu na Górze Świętej Anny. Historia młodego szlifierza, choć oczywiście wymyślona, wydaje się tak prawdopodobna, że aż ściska za serce. Jeśli jeszcze nie znacie, koniecznie przeczytajcie. Nie jest to typowy kryminał, bardziej powieść historyczno-przygodowa z elementami kryminalnymi, lecz powinna znaleźć się na Waszych listach książek do przeczytania.

Nieudziwniony, porządny polski kryminał

Dziewczynka z zapalniczką, Mariusz Czubaj

WAB, 2018

Liczba stron: 320

Mam już serdecznie dosyć mody na 800-stronicowe kryminały z milionem wątków, z czego tylko niektóre są zamknięte w pierwszym tomie. Najbardziej lubię te książki, w których na pierwszym planie jest detektyw, policjant czy też dziennikarz prowadzący śledztwo i narrację z jego perspektywy. Byłoby idealnie, żebym nie była zaskakiwana jakimiś faktami, o których bohater wiedział, ale nie powiedział.

Tu jest normalnie. Jest przestępstwo – w dziwnych okolicznościach ginie emerytowany policjant, który miał swoistą obsesję na punkcie nierozwiązanej sprawy morderstwa dziecka sprzed lat. Istnieje podejrzenie, że nadal ją badał na własną rękę i być może doszedł do prawdy. Znany z poprzednich części serii Rudolf Heinz postanawia przyjrzeć się tej zagadce i podążyć tropami, które wydają się mało prawdopodobne. Prawda okazuje się druzgocząca.

Co prawda daleko przed końcem domyśliłam się, kto zabił, ale nie wiedziałam po co i kto tej osobie pomógł, więc nie było zawodu. Porządny kryminał z szybką akcją, bez fałszywych ambicji na bycie czymś więcej niż rozrywką, bez setek wątków pobocznych i bohaterów znikających po jednym rozdziale. Brawo! Tak trzymać! (To najlepsza książka Czubaja, jaką czytałam, ale nie czytałam wszystkich, więc się nie znam).

Czeskie pogranicze i jego ciemne sprawki

Przedawnienie, Jiri Brezina

Afera, 2018

Liczba stron: 280

Tłumaczenie: Agata Wróbel

Tomas Wolf jest policjantem, który dyscyplinarnie został zesłany z dochodzeniówki do archiwum. Nudzi mu  się, więc przegląda stare, niewyjaśnione sprawy. Gdy trafia na akta śledztwa z 1991 roku, najbardziej intrygują go dwie rzeczy: brak części dokumentów i ostatnia osoba, która wypożyczała akta. W ten sposób trafia do gabinetu polityka, który kandyduje na ministra spraw wewnętrznych. Jako młody policjant brał on bowiem udział w śledztwie prowadzonym na pograniczu, w którym nikt ostatecznie nie został skazany. Teraz postanawia opowiedzieć tę historię młodszemu koledze. Ale czy można mu wierzyć? Sprawa dotyczy morderstwa popełnionego na dwóch staruszkach, którzy zamieszkiwali w okolicy pogranicza czesko-austriackiego. Czym sobie zasłużyli na taką gwałtowną śmierć? Co kryło się w ich przeszłości?

Oprócz naprawdę fascynującej opowieści o zbrodni, poznajemy również trudną historię pogranicza przez lata zgodnie zamieszkiwanego przez ludność niemiecką i czeską. Dopiero dojście do władzy nazistów i reperkusje wojenne skomplikowały wzajemne stosunki mieszkańców i dopuściły do tego, że ujawniły się najniższe instynkty w ludziach.

O, jakie to było dobre! Świetnie napisane, wciągające, ciekawe, pouczające. Jeśli jeszcze nie odkryliście serii Czeskie Krymi, to najwyższy czas sięgnąć po autorów czeskich. Zaręczam, że są doskonali!

Strzeżcie się, przestępcy

Polskie archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary, Mariusz Nowak, Piotr Litka, Bogdan Michalec

Wydawnictwo WAM, 2018

Liczba stron: 272

To literatura faktu, lecz postanowiłam zamieścić tę książkę razem z powieściami, ponieważ czy to w beletrystyce, czy w życiu chodzi o to, żeby dopaść przestępcę. Autorzy tej książki opowiadają o tym, co pozwala im po latach wskazać mordercę w sprawach, które wcześniej zostały odstawione na półkę.

Punktem wyjścia w książce jest aresztowanie człowieka, który zamordował i oskórował krakowską studentkę. Sprawa niedawno była głośna, ponieważ do aresztu trafił człowiek podejrzewany o zabicie dziewczyny. W związku z tym, że nie zapadł jeszcze wyrok w sprawie i specjaliści nie mogą zdradzać szczegółów, które doprowadziły do aresztowania, ten wątek został potraktowany bardziej jako zachęta. W innych rozdziałach książki poznajemy natomiast metody śledcze oparte na psychologii, nowoczesnych technologiach, medycynie itp., które po latach pomogły umieścić za kratkami sprawców ohydnych zbrodni. Wypowiedzi ekspertów robią wrażenie, lecz najsmutniejsza jest konkluzja jednego z nich, który twierdzi, że za wieloma zbrodniami leży brak miłości w rodzinie. Trudno się z tym nie zgodzić po lekturze. Dla ludzi o silnych nerwach, ale naprawdę warta poznania.

Pusta ziemia, Jiri Sadlo

Manufaktura Słów, 2018

Liczba stron: 65

Tłumaczenie: Krzysztof Rejmer

Podtytuł tej książki brzmi „Listopadowa część roku”, co w połączeniu z tytułem daje nam jakieś pojęcie o zawartości. Opowieść napisana jest w formie pamiętnika i mówi o zmieniających się porach roku na przedmieściach Pragi.

Autor, który z zawodu jest biologiem, ma wysoko rozwinięty zmysł obserwacji. Zauważa rzeczy, na które w biegu nie zwracamy uwagi. Widzi zjawiska atmosferyczne, śnieg, szron, mróz, deszcz, lecz przede wszystkim przyrodę – uśpioną w zimie, budzącą się do życia wiosną, rozbudzoną po lecie jesienią. Jego obserwacje są zwięzłe, czasem pełne zadumy, innym razem przyziemne. Co je wyróżnia to fakt, że autor potrafi nazwać gatunki roślin, grzybów i owadów, a także umieścić je w kontekście historycznym.

Ciekawym i nieoczekiwanym zabiegiem jest rezygnacja z jednej z pór roku – ten zabieg nieco mnie zaskoczył, bo akurat czekałam na opis przyrody w tym czasie. Na końcu książki autor wyjawia, dlaczego podjął taką decyzję. Ja będąc na jego miejscu zrezygnowałabym z czego innego. Sadlo woli miesiące, w których dominującymi barwami są czerń, szarość i odcienie bieli. W związku z tym, książka przesycona jest chłodem, zadumą, nazwałabym ją raczej ponurą. Na szczęście chwilami wyziera słońce, narrator rozgrzewa dłonie o kubek gorącej herbaty. Jak w życiu, częściej jest byle jak lub nijak, tylko czasami zdarza się coś wesołego i optymistycznego.

To poetycka proza, o której sam autor pisze nieco przewrotnie, że chce: „spróbować stwierdzić obecność rzeczywistości w ubogich i na pozór pozbawionych jakości systemach (przeciętne miejsca, autobus dwa razy na godzinę…), konkretnie zbadać przebieg zimniejszej pory roku w przestrzeni podmiejskiej”. Dla kogo jest to książka? Dla wielbicieli tego rodzaju literatury, dla czechofilów, którzy chcieliby ruszyć śladami autora po obrzeżach Pragi, dla miłośników książek o przyrodzie.

Gdzie kupić?

https://exlibris.net.pl/pl/p/Pusta-ziemia-Jiri-Sadlo/6

Roznegliżowane, Iva Prochazkova

Wydawnictwo Afera, 2017

Liczba stron: 416

Tłumaczyła: Julia Różewicz

„Roznegliżowane” jest drugą częścią serii z komisarzem Marianem Holiną. Trochę obawiałam się, czy autorka sprosta wysoko podniesionej poprzeczce, jaką postawiła sobie pierwszą książką pt: „Mężczyzna na dnie”. Nie będę trzymała Was z napięciu i od razu powiem, że przeskoczyła tę poprzeczkę z gracją sarenki – „Roznegliżowane” trafiły na moją listę najlepszych książek w 2017 roku. Czytając tę powieść nie mogłam się doczekać chwili, gdy znowu będę mogła wrócić do lektury i poznać rozwiązanie zagadek piętrzących się przed Holiną  i jego współpracownikami.

W ogrodzie chińskiego biznesmena leży trup młodej dziewczyny. roznegliżowanej nieadekwatnie do grudniowej pogody. Policjanci obawiają się tego śledztwa, nie mają ochoty zagłębiać się w skomplikowane niuanse i interesy łączące ludność azjatycką mieszkającą w Pradze. Gdy poznają tożsamość dziewczyny, trafiają w miejsca tak odległe od siebie jak klub nocny, targowisko azjatyckie, czy mieszkanie niepełnosprawnego mężczyzny, którym w ciągu dnia opiekowała się zamordowana. Wszędzie natykają się na tajemnice. Właściciel klubu nie prowadzi idealnie legalnego interesu, na targowisku dzieje się tak wiele, że nie wiadomo, co z tego może być ważne. Niepełnosprawny i jego żona ukrywają największą tajemnicę. Holina i jego zespół nieźle się naganiają po Pradze, żeby to wszystko złożyć do kupy i poznać tożsamość mordercy.

Prochazkova tworzy niezwykle barwne i dopracowane postacie. Ponadto świetnie planuje sceny swoich powieści. Wszystko jest na swoim miejscu i każda odsłona ma sens, który czasem ujawnia się dopiero z upływem czasu. Chwilami może wydawać się, że ucieka zbyt daleko od kryminału, za bardzo zbliża się do powieści obyczajowej, lecz wcale tak nie jest – to od początku do końca jest zagmatwana, wielowątkowa, fantastycznie napisana powieść kryminalna. Dla mnie dodatkowym plusem jest to, że pokazuje pracę policji od podszewki, bo ja najbardziej lubię te kryminały, w których mogę śledzić postępy śledztwa i sama łączyć fakty. Prochazkova nie pisze tak mrocznie jak Skandynawowie, nie jest też tak śmieszna jak mogłoby nam się wydawać, choć są w książce zabawne sceny. To klasa sama w sobie. Koniecznie przeczytajcie!

Uczniowie Cobaina, Miroslav Pech

uczniowie-cobainaStara Szkoła, 2017

Liczba stron: 198

Tłumaczenie: Mirosław Śmigielski

Muzyka jest ważna w moim życiu. Najlepsza ta w wykonaniu na żywo i są tacy artyści, którzy swoim przybyciem do Polski lub krajów ościennych, są w stanie wywabić mnie spod koca. Ruszam wtedy na koncert, a najlepiej dwa. Dzisiaj w nocy wróciłam z takiej objazdowej wycieczki tropem Nicka Cave’a, która skończyła się w Pradze. Świetnie się złożyło, bo tuż przed wyjazdem przeczytałam czeską powieść o tym, jak muzyka może ingerować w życie młodych ludzi. Ja do młodych się nie zaliczam i cieszę się, że moje życie potoczyło się inaczej niż bohatera „Uczniów Cobaina”, choć również jest mocno zrośnięte z muzyką kilku zespołów, którym jestem wierna odkąd pamiętam.

Paczka znajomych. Małe miasteczko. Wielkie marzenie o karierze w branży muzycznej. Ważni idole – wśród nich ten, który życie zakończył szybko i z hukiem – Kurt Cobain. Dojrzewanie w wersji ekstremalnej. Młodzi zafascynowani są nie do końca sprecyzowaną filozofią życiową muzyków nurtu grunge – imprezami, odmiennymi stanami świadomości, ich „brudną” muzyką, a także oczywiście sławą i pieniędzmi, do jakich doszli muzycy Nirvany. Postanawiają założyć swój zespół. Na przeszkodzie stoi jednak wiele rzeczy – do najmniejszych z nich zalicza się brak talentu i umiejętności muzycznych. Przede wszystkim ciągle krucho z kasą – te drobne, które mają, starczają ledwie na czeskie, najtańsze jabole, które są tak toksyczne dla organizmu, że po jakimś czasie zostają wycofane z rynku ku rozpaczy ich konsumentów. Na instrumenty, nagłośnienie, salę prób kasy brak. Kwas, jointy, samodzielnie zbierane grzybki, dym papierosowy – wszystko to jest wyznacznikiem stylu nastolatków opisanych w książce. Wraz ze wzrastającymi potrzebami niektórzy schodzą na drogę przestępstwa, inni kończą w wariatkowie. Wszystko po to, by być punkiem, Cobainem, Lennonem i każdą inną gwiazdą, która im imponuje.

Czytając kolejne strony pełne pijackich i narkomańskich ekscesów, opisów prób zespołu, odlotów i zjazdów, zastanawiałam się dokąd zmierza ta powieść. Mam wrażenie, że zakończenie ma służyć jako ostudzenie zapału młodych, którzy chcieliby pójść w ślady opisanej grupy nastolatków. Bo zabawa jest dobra, o ile nie niszczy nam przyszłości. Ambicje i realizacja planów na życie to dwie zupełnie odmienne sprawy i często na ambicji podlanej najtańszym alkoholem i rozpuszczonej w wąchanym kleju kończy się droga ku sukcesom. Nie, nie żałuję, że moja młodość była taka grzeczna, że muzykę przeżywam na trzeźwo i w życiu nie wypaliłam papierosa. Takie upodlenie nigdy mi nie imponowało, nie słuchałam również Nirvany oprócz obowiązkowego Smells Like Teen Spirit, które wiele lat temu leciało w każdym radiu i wychodziło z każdej lodówki. Nie wiem czy młodsi ode mnie odbiorą tę książkę jako przestrogę, czy jako zachętę to większego luzu – zapewne to kwestia osobistych preferencji. Zastanawiam się, co z niej wyczytają inni. Mnie ona przede wszystkim zasmuciła, bo pośrednio pokazuje, że źle pojmowana fascynacja muzykami może skutkować zepsutym życiem, straconymi okazjami i podkopanym zdrowiem. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek tak postrzegał muzykę.

Petr Sabach – Masłem do dołu i Podróże konika morskiego

maslem-do-doluMasłem do dołu

Wydawnictwo Afera, 2013

Liczba stron: 210

Tłumaczenie: Julia Różewicz

Kolejna urocza książka czeskiego pisarza. Tym razem główny bohater jest emerytowanym bibliotekarzem. Po rozwodzie zabrał swoje książki i ulokował je w mieszkanku, które wynajmuje od swojego najlepszego kumpla. Lokal mieści się na parterze, więc narrator nazywa go antykwariatem, choć chyba jeszcze nie sprzedał ani jednego tomu. Jak w poprzednich powieściach i tutaj znajdziemy wiele dygresji i opowieści o zabawnych przygodach. Przy niektórych z nich nie da się zachować powagi, jak choćby w tej gdy panowie chcą wrócić pociągiem ze wsi, ale brakuje im pieniędzy na jeden bilet. Jednak najważniejsza historia w tomie związana z wypadkiem wnuka jest i poważna i niesamowicie zakręcona zarazem. Pośród dygresji i opowieści znajdziemy również miejsce na zadumę związaną z powolnym odchodzeniem i pogodzeniem się ze światem.

podroze-konika-morskiegoPodróże konika morskiego

Wydawnictwo Afera, 2012

Liczba stron: 156

Tłumaczenie: Julia Róźewicz

Nie ukrywam, że jestem zawiedziona. Temat jest fantastyczny – dwudziestopięcioletni ojciec zostaje w domu z kilkulatkiem, podczas gdy jego żona wraca do pracy. Stąd tytułowy konik morski – osobniki męskie tego gatunku sprawują opiekę nad młodymi, a panie konikowe w tym czasie zajmują się swoimi sprawami. Opieka nad synem wydaje się prosta, lecz wkrótce młodego ojca zaczyna zabijać rutyna. Jego samopoczucia nie poprawia fakt, iż czuje się mało potrzebny, przezroczysty dla kobiet i niespełniony. Jego perypetie jednak są mało śmieszne. W opowieści więcej jest tragizmu, rozpaczy niż humoru. To nie to, czego się spodziewałam, chociaż, jak wyczytałam, ta historia jest w pewnym stopniu odzwierciedleniem pewnego okresu z biografii samego Sabacha. Polecam tylko tym, których interesuje taka tematyka.