Archiwa tagu: literatura czeska

List miłosny pismem klinowym, Tomas Zmeskal

WAB, 2011

Liczba stron: 396

Tomas Zmeskal jest autorem młodego pokolenia, pokolenia, które tylko skosztowało smaku komunizmu i władzy czerwonych. Mimo tego autor porwał się na powieść o tzw. tematyce rozliczeniowej – wytykającej starej władzy jej brutalność, bezduszność i wskazującej literackim palcem na winnych niedoli wielu rodzin.

Josef i Kveta poznali się jeszcze przed wojną, pobrali, urodziła im się córka. Żyją skromnie, ale kochają się i mają wspólne zainteresowania – są nimi wymarłe języki. W 1948 komuniści przejmują władzę w Czechosłowacji, a Josef pod byle pretekstem trafia do więzienia. Jego oprawcą jest dawny kolega – Hynek, konkurent do serca Kvety. Jednak Hynek nie poprzestaje na fizycznym znęcaniu się nad Josefem. Ma szeroko zakrojone plany w stosunku do pozostawionej samej sobie Kvety.

Narracja pokazuje różne etapy życia rodziny Josefa i Kvety – ślub ich córki, jej życie w małżeństwie, zatacza coraz szersze kręgi, aby ująć w ramy opowiadanej historii krewnego rodziny – lekarza psychiatrę oraz jego pacjenta. Styl pisarza nie jest łatwy i linearny – historię trzeba sobie ułożyć z fragmentów, ale ta układanka jest naprawdę pasjonująca. Splątane supełki losów udaje się w końcu rozsupłać, ale nie odczuwa się wtedy satysfakcji. „List miłosny pismem klinowym” jest książką smutną, dotykającą nie tylko problemów wagi historycznej takich jak nierozliczonych winnych zbrodni popełnianych w poprzednim ustroju, ale także bezbłędnie wskazuje na przyczyny i skutki rozpadu rodziny uwikłanej w wydarzenia niezależne od nich samych.

Jeśli uważacie, że literatura czeska może zostać postawiona na równi z przysłowiowym „czeskim filmem”, powinniście dać sobie szansę na zmianę zdania i przeczytać powieść Tomasa Zmeskala.

Supermarket Bohaterów Radzieckich, Jachym Topol

Czarne, 2005

Liczba stron: 78

Ostatnio jedna z amerykańskich blogerek książkowych zamieściła wpis pt: Książka prowadzi do książki. To właśnie „Supermarket Bohaterów Radzieckich” naprowadził mnie na powieść Stasiuka pt: „Jak zostałem pisarzem”, ponieważ napisany został jako przedmowa do jej czeskiego wydania. Pierwotny tytuł to „Jak wędrowaliśmy do Stasiuka”. „Supermarket” nabyłam w namiocie z książkami podczas pobytu nad morzem jako rezerwę na podróż, gdy wydawało mi się, że nie starczy mi książek przywiezionych ze sobą. Gdy jednak dobrze wczytałam się w opis na okładce postanowiłam najpierw zapoznać się z autobiograficzną powieścią Stasiuka, a potem zobaczyć co do powiedzenie ma jego czeski kumpel. Teraz, z perspektywy czasu widzę, że to było dobre posunięcie.

Topol wraz ze swoimi kolegami literatami wybiera się na sentymentalną podróż do Polski w odwiedziny do Andrzeja Stasiuka, z którym znają się od lat. Mają przy okazji przeprowadzić z nim wywiad dla zainteresowanych czasopism czeskich. Panowie chcę mieć jak najbardziej egzotyczną i malowniczą podróż do Wołowca położonego przy granicy polsko-słowackiej, więc gdzie się da idą pieszo. Przechodzą przez góry i stołują się w małych przygranicznych miasteczkach poznając lokalnych świrów oraz historię tych miejsc. Suto zakrapiana alkoholem wyprawa dociera wreszcie, dość styrana na miejsce, gdzie jakoś brakuje czasu na przeprowadzenie zleconych wywiadów z Andrzejem.

Topol pisze wyśmienicie – podobnie jak przy „Jak zostałam pisarzem” raz po raz parskałam śmiechem. Jednak wartość tej niewielkiej książeczki polega przede wszystkim na tym, co zostało opowiedziane o miejscach, przez które przechodziła międzynarodowa grupa literatów. Ten niewielki spłachetek ziemi miał bardzo skomplikowaną historię, w grobach leżą Polacy, Łemki, Niemcy, Ukraińcy służący w armii niemieckiej i Słowacy. W czasie wojny nie ominęły tego regionu walki, a ziemia przechodziła z rąk do rąk. Topol pochyla się nad tymi ludźmi i nad tą ziemią. Bo to nie dzięki alkoholowi pitemu w nienormalnych ilościach wyprawa się udała, ale dzięki miejscom, o których warto pamiętać.

Taka mała książeczka, a tak dużo ważnej treści. Postanowiłam posprawdzać co jeszcze ma do zaoferowania współczesna literatura czeska, ponieważ moja wiedza o niej sprowadza się do Pawlowskiej, Viewegha oraz Kundery. Ponadto koniecznie powinnam poczytać „Duklę” Stasiuka.

Nieznośna lekkość bytu, Milan Kundera

Państwowy Instytut Wydawniczy, 1996

Liczba stron: 235

Rzadko książka wywołuje we mnie taki natłok myśli. W przypadku „Nieznośnej lekkości bytu” myśli galopowały tak szybko i tak głęboko próbowały się wryć w moją pamięć, iż niezbędne było zapisanie ich gdzieś w notesie. W przeciwnym razie zdominowałyby mój nastrój.

Książka dotyka wielu zagadnień, od sensu życia, poprzez miłość i wysiłek jaki trzeba włożyć w budowanie związku, aż po wybory życiowe, polityczne, etyczne. Co do mnie przemawia w tej historii osadzonej w Czechosłowacji lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych? Teza wygłoszona na początku powieści:

„Człowiek nigdy nie może wiedzieć, czego ma chcieć, ponieważ dane mu jest tylko jedno życie i nie może go w żaden sposób porównać ze swoimi poprzednimi życiami ani skorygować w nastepnych.”

I jeszcze: „Jeśli człowiek ma prawo tylko do jednego życia, to jakby nie żył w ogóle”.

W powieści śledzimy historię trudnego, okupionego wieloma kompromisami związku Tomasza i Teresy. To małżeństwo balansuje na wąskiej granicy – Teresa z trudem radzi sobie ze zdradami męża. Tomasz mimo miłości do żony, nie umie dochować jej wierności. Przeciwwagą dla wiernej Teresy jest kochanka Tomasza, Sabina, która wyznaje motto: „Zdrada oznacza opuszczenie szeregu, aby pójść w nieznane”. Sabina wciąż porzuca znane miejsca, sytuacje, ludzi. Nie potrafi zbudować trwałego związku. Los pcha ją wciąż do przodu, wciąż każe na nowo kończyć i rozpoczynać, pozostawiać za sobą ruiny poprzednich związków.

Istotną sprawą jest osadzenie akcji powieści w kraju, który w 1968 roku został siłą wtłoczony w machinę komunistycznego myślenia. Autor pokazuje wybory jakich dokonywali intelektualiści z perspektywy mieszkańca Czechosłowacji oraz emigranta oceniającego sytuację w kraju z pewnej perspektywy. Perspektywy wolności jaką dawała emigracja do wolnych państw europejskich. Kundera dość jednoznacznie i bezlitośnie rozprawia się z czeską emigracją. Jednocześnie przeciwstawia powierzchowny punkt widzenia mieszkańców Europy zachodniej – zafascynowanych pochodami, manifestacjami, które w gruncie rzeczy nie mają wpływu na politykę ani los mieszkańców, a dla ich uczestników są formą ekspresji zbliżoną do sztuki teatralnej.

Czym jest zatem tytułowa lekkość bytu? Przede wszystkim jest wolnością od zobowiązań wobec innego człowieka. Wolnością od deklaracji wszelkiego typu, wolnością od odpowiedzialności za swoje decyzje. Tylko dlaczego ta wolność jest nieznośna? Czy unoszenie się ponad światem może być męczące? Jestem pewna, że na dłuższą metę jest to doznanie dotkliwe. Nie można dryfować w przestrzeni bez jakiejkolwiek kotwicy, punktów odniesienia, zobowiązań i troski o innego człowieka. Życie, które nie nakłada na barki brzemienia istnienia jest nieżyciowe. Bo czy można być sobą nie przeglądając się w źrenicach innej osoby?

Zdesperowane kobiety postępują desperacko, Halina Pawlowska

Wydawnictwo WAB, 2005

Liczba stron: 135

Olga sprzedaje tkaniny w domu towarowym, marzy o studiach, pragnie znaleźć mężczyznę oraz wyjść za niego za mąż. Gdy poznaje Andrzeja szybko realizuje swoje plany matrymonialne, rodzi dziecko. Wreszcie po odchowaniu syna dostaje się na psychologię. Wykształcona żona, świadoma swoich zalet terapeutka małżeństw nie pasuje do wyobrażeń Andrzeja. Gdy odchodzi do młodszej i pozbawionej ambicji kobiety, Olga desperacko pragnie znaleźć nowego partnera. Autorka w zabawny sposób pokazuje perypetie dojrzałej kobiety próbującej odnaleźć się na zupełnie nowym gruncie. Jak z przykładnej żony zmienić się w otwartą na przygody kobietę do wzięcia?

Książka natchnęła mnie smutną refleksją – czy naprawdę kobieta musi potwierdzać swoją wartość w oczach mężczyzny? Czy desperackie poszukiwania faceta wynikają z potrzeby wewnętrznej, czy są próbą podporządkowania się oczekiwaniom społeczeństwa? Olga nie wzbudziła mojej sympatii, to raczej kobieta godna pożałowania. Tym samym i książkę odbieram znacznie mniej przychylnie niż poprzednio czytaną powieść tej autorki.

Sprawa niewiernej Klary, Michal Viewegh

Wydawnictwo Zyski i S-ka, 2007

Liczba stron: 244

Czasem mam ochotę przeczytać coś lżejszego, a niekoniecznie infantylnego. Dobrym wyborem są wtedy powieści dla młodzieży oraz literatura czeska. Viewegh to mój sprawdzony patent! „Sprawa niewiernej Klary” tylko potwierdza moją opinię o tym współczesnym pisarzu, którego powieści mimo tego, że są o raczej banalnych problemach, bronią się jakością w zalewie chick-litów pisanych przez kobiety.

Najpopularniejszy czeski pisarz o imieniu Norbert, zwraca się do agencji detektywistycznej specjalizującej się w demaskowaniu niewiernych małżonków. Norbert z początku twierdzi, iż zbiera materiały do najnowszej powieści. Jednak nie trzeba długo czekać aż wyjawi swój prawdziwy powód wizyt u Denisa Pravdy – szefa agencji. Norbert podejrzewa swoją znacznie młodszą partnerkę Klarę o skrywany romans. Zleca Denisowi obserwację.

Nie mogę zdradzić co wyniknie w trakcie śledztwa, bo zepsułabym innym przyjemność czytania. Jednak podzielę się obserwacjami jakie poczyniłam w trakcie lektury. Viewegh obrazuje dwie skrajne postawy wobec zazdrości. Denis, właściciel agencji detektywistycznej, żyje ze swoją żoną w związku opartym na szczerości i zaufaniu. Akceptują swoich kochanków, wzajemnie się wspierają w pozamałżeńskich podbojach. Wydaje się, że zazdrość jest dla nich tylko pojęciem, a nie uczuciem. Norbert natomiast reprezentuje przeciwną postawę – jest chorobliwie zazdrosny, kontroluje pocztę elektroniczną Klary, jego podejrzenia wzbudzają zupelnie niewinne wydarzenia i zachowania dziewczyny.

Czy Denisowi rzeczywiście udało się zupełnie wyzbyć zazdrości o swoją żonę? Czy Norbert ma rację podejrzewajac Klarę? Co wyniknie ze spotkania obu panów? Zapraszam do lektury!