Archiwa tagu: literatura duńska

Znikasz, Christian Jungersen

znikasz christian JungersenZnak Literanova, 2015

Liczba stron: 464

Miałam wielkie oczekiwania związane z tą książką, część z nich się spełniła, lecz dużym zaskoczeniem było dla mnie to, że przez większość czasu potwornie się irytowałam. Zachowanie głównej bohaterki wyprowadzało mnie z równowagi do tego stopnia, że musiałam sobie robić nawet kilkudniowe przerwy, żeby ochłonąć.

Fredrick jest dyrektorem szkoły, cenionym menedżerem oddanym swojej pracy. Prywatnie jest mężem i ojcem. Świetnie powodzi mu się finansowo, coraz lepiej układa w małżeństwie. Choć przed laty dopuścił się zdrady i pracę przedkładał nad rodzinę, zdaje się, że wszelkie kryzysy już za nim. Od kilku lat w domu Fredricka panuje prawdziwa sielanka.

Mia, żona Fredricka, jest nauczycielką matematyki. Uwielbia grać w tenisa, odnawiać meble, które sprzedaje z zyskiem. Po niechlubnym wypadku z alkoholem w roli głównej, obecnie jest przykładną żoną i matką nastoletniego syna, ale… Mia to postać, która wyprowadzała mnie z równowagi. Bardziej martwiła się stratą sofy niż męża. W pierwszym możliwym momencie, wskoczyła do łóżka innego faceta. Dosłownie prześladowała go potem, by został jej stałym kochankiem. Mia to okropna hipokrytka, ale niezbędna postać tego dramatu.

Gdy podczas wakacji Fredrick doznaje dziwnego ataku i trafia do szpitala, na jaw wychodzi, że od pewnego czasu na guza w mózgu. Choroba, choć niebolesna, wpływa na zachowanie oraz zmianę jego osobowości. W tym konkretnym przypadku stała się siłą sprawczą ryzykownych zachowań. Wkrótce wychodzi na jaw, że Fredrick dopuścił się malwersacji finansowych na wielką skalę – grozi mu więzienie i przepadek mienia. Wpływ choroby mózgu na zachowanie jest jedyną linią obrony.

Pomysł na fabułę jest doskonały. Książka zmusza do myślenia i refleksji. Stawia wiele pytań, na które nie ma jednej, właściwej odpowiedzi. Bo, czy na przykład, Fredrick powinien zostać uniewinniony na podstawie wyników badań medycznych? Ile w człowieku wolnej woli, a ile zależy od skomplikowanych procesów neurologicznych zachodzących w mózgu? W kwestii spraw damsko-męskich mamy kolejny zgrzyt. Czy rodzinna sielanka w ostatnich latach i powrót wiarołomnego męża na łono rodziny były skutkiem zmian z mózgu? Kim tak naprawdę jest człowiek, za którego wyszła Mia? Warto również przyjrzeć się postaci syna tej pary – chłopaka zagubionego i próbującego radzić sobie z trudną sytuacją domową.

Powieść „Znikasz” to opowieść o chorobie i kryzysie rodzinnym, która stawia pytania natury etyczno-moralnej. Autor solidnie się do niej przygotował, m.in. przytacza wiele artykułów i odkryć z dziedziny neurologii. W związku z silną podbudową naukową, nie jest to historia, którą da się szybko zapomnieć, wręcz przeciwnie, podejrzewam, że każdego czytelnika opadną wątpliwości i pytania, na które trudno znaleźć zadowalającą odpowiedź. Polecam.

Krzyk pod wodą, Jeanette Obro Gerlow & Ole Tornbjerg

Insignis, 2012

Liczba stron: 403

„Krzyk pod wodą” jest uhonorowaną w Danii powieścią kryminalną autorstwa pary pisarzy. Na polski rynek nie dociera zbyt wiele duńskich powieści, więc to okazja dla tych, którzy pragną dowiedzieć się jak wypada duński kryminał na tle innych skandynawskich produkcji. Ja już wiem.

Katrine Wraa jest wszechstronnie wykształconym psychologiem i profilerem, zaznajomionym z najnowszymi metodami prowadzenia przesłuchań. Dotychczas pracowała w Anglii, w zespole odnoszącym spore sukcesy. Teraz znalazła się na zakręcie – nie do końca dogaduje się ze swoją szefową i pragnie zmienić coś w swoim życiu. Poznajemy ją podczas długiego, bo kilkumiesięcznego urlopu w Egipcie, gdzie Katrine rozważa zostanie nurkiem, podobnie jak jej niedawno poznany chłopak. Jednak telefon z Kopenhagi od szefa policji zmienia jej plany – kobieta postanawia skorzystać z szansy i wrócić do kraju swojej matki, z którego wyjechała tuż po maturze.

Mimo tego, że w Danii jest zima Katrine wprowadza się do położonego nad brzegiem morza domku letniskowego, który odziedziczyła po matce. Przyjeżdża akurat w dniu kiedy popełnione zostało brutalne morderstwo – ktoś zadźgał nożem znanego położnika. Katerine pracuje w parze z doświadczonym śledczym, z którym szybko znajduje wspólny język. Jednak nie wszyscy są przychylni jej angażowi i w niewybredny sposób podważają jej kompetencje. Wydaje się jednak, że nawet z niewielką jej pomocą śledczy szybko wpadli na trop zabójcy. Wszyscy zdają się być usatysfakcjonowani rozwiązaniem zagadki, tylko Katerine i jej partner wciąż jeszcze badają niektóre wątki.

Oglądamy w książce trzy dramaty – ten małżeński, zakończony śmiercią doktora; dramat sprzed lat, który sprawił, że Katerine wyjechała z Danii oraz dramat uchodźcy, który mimo bezpieczeństwa zapewnionego przez dostatnie duńskie społeczeństwo nie może odnaleźć spokoju i szczęścia. Przeszłość i teraźniejszość zazębiają się, aby przybrać bardzo zły obrót.

Książka jest bardzo wprawnie napisana, dynamiczna, pozbawiona dłużyzn. Czytelnik dość dokładnie poznaje dwoje głównych bohaterów – team śledczych i kibicuje ich poczynaniom. Wątki poboczne nie przytłumiają głównej akcji, a jedynie wprowadzają tak chwilami potrzebne rozluźnienie. Książka jest mocno skandynawska – wiele razy w czytanych przeze mnie powieściach z tego rejonu poruszany był w problem uchodźców, ale w żadnej z książek nie był przedstawiony od tej strony. Osobiste perypetie bohaterów nie wysuwają się na pierwszy plan, ale są dość istotne w powieści. Niedomknięte wątki sugerują dalszy ciąg przygód Katerine Wraa, po które na pewno sięgnę, choć sama bohaterka jest jeszcze dla mnie zagadką. Nie zdołałam jej bezwarunkowo polubić, bo czuję, że skrywa jeszcze niejedną tajemnicę.

Jedyne cliche, które mnie uderzyło, to fakt, że bohaterka wprowadza się do domu na uboczu, oddalonego o godzinę jazdy od Kopenhagi. Wiadomo, że taki dom na uboczu prędzej czy później stanie się miejscem dramatycznych wydarzeń. Trzymałam kciuki żeby tak nie było, żeby autorzy dramatyczne wydarzenia postanowili zrealizować w innych okolicznościach, ale nie – uparli się na domek letniskowy! Mimo tego książka bardzo mi się podobała.

Siódmy dzień, Jens Hovsgaard

Czarna Owca, 2011

Liczba stron: 333

„Siódmy dzień” jest pierwszą wydaną w Polsce książką o dziennikarzu śledczym Johnie Hillingu. Jednak nawiązania w tekście wskazują na to, że nie jest to pierwsza część jaka powstała. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo opowiedziana historia zaczyna się i kończy w tym tomie.

Podczas prywatnego pobytu na prowincji John jest świadkiem odnalezienia ciała samobójcy. Jest nim pastor kościoła fundamentalistów, którego powiązania polityczne i prywatne wydają się być dość intrygujące. Okazuje się bowiem, że jego przedsięwzięcia były hojnie finansowane z kasy państwowej. Dziennikarz postanawia dowiedzieć się więcej o sprawie i napisać serię demaskujących artykułów. Zanim jednak do tego dojdzie, Danią wstrząśnie seria porwań kilkuletnich chłopców.

Choć nie przelewa się w niej wiele krwi i niewiele w książce typowej pracy policji, to lektura jest wciągająca. Pokazuje indolencję policji, agresję w społeczeństwie skierowaną przeciw emigrantom z innych krajów, echem odbija się także sprawa dziennikarza, który tworząc karykaturę Allaha naraził siebie i swoich rodaków na duże niebezpieczeństwo ze strony państw muzułmańskich. Prywatne życie Johna u boku policjantki Marii, aktualnie na urlopie macierzyńskim, jest dopełnieniem głównego wątku, podobnie jak redakcyjne utarczki z nowym prezesem zmierzającym do zmiany charakteru i standardów gazety.

Obok licznych plusów, znalazłam w książce również pewne wady – przede wszystkim zbyt wiele wątków rozpoczyna się w tym samym momencie, nagromadzenie spraw, postaci i sytuacji wprowadza w środkowej części odrobinę chaosu. Poza tym książka staje się uboższa przez to, że przez większość czasu brakuje typowych dla tego gatunku zwrotów akcji. No i jeszcze tytuł – albo gdzieś przegapiłam, albo w książce nie było żadnego nawiązania do siódmego dnia. Czy ktoś, kto przeczytał tę powieść mógłby mnie oświecić o co chodzi z tym tytułem?

Mimo wszystko nie żałuję czasu, który poświęciłam na przeczytanie książki tego duńskiego pisarza, który sam jest nagradzanym dziennikarzem śledczym. I bez obaw sięgnę po jego kolejną książkę, o ile taka ukaże się w polskim przekładzie.

Twarze, Tove Ditlevsen

Kojro, 2007

Liczba stron: 136

Krótka powieść duńskiej pisarki jest przejmującym świadectwem rozwoju choroby psychicznej u czterdziestoletniej bohaterki książki – Lise. Lise od pewnego czasu boi się wychodzić z domu, opieką nad dziećmi oraz pracami domowymi zajmuje się pomoc domowa – Gitte. Dziewczyna ta, dzieciństwo spędziła w domu dziecka, to fakt, który sprawia, iż Lisa odczuwa w stosunku do niej współczucie oraz respekt. Gitte bardzo angażuje się w sprawy mieszkańców domu, ale jej wpływ nie wydaje się być pozytywny.

Lisa, która jest bardzo znaną i wielokrotnie nagradzaną pisarką książek dla dzieci od dłuższego czasu ma niemoc twórczą. Ponadto, uważa się za nieudacznika, który nie potrafi napisać książki dla czytelnika dorosłego. Gdy Lise zaczyna słyszeć głosy jest przekonana, że to wszystko dzieje się na jawie. Głosy jej męża i Gitte spiskują przeciw niej i namawiają ją do połknięcia tabletek nasennych. Próba samobójcza jest początkiem prawdziwych zaburzeń psychicznych Lisy, która trafia na oddział zamknięty szpitala i tam walczy ze swoimi demonami.

Tove Ditlevsen napisała bardzo poruszającą książkę, w której rzeczywistość i przewidzenia bohaterki mieszają się ze sobą i pokazują jej stan psychiczny. Jednocześnie udało się obnażyć fakty, które doprowadziły do takiej sytuacji. Kumulowane niepokoje, emocje, własne słabości oraz ciągłe poczucie zagrożenia własnej pozycji w domu oraz na gruncie zawodowym zawiodły Lisę w zaułek, z którego wyjścia już nie było. Autorka potrafi celnie oddać emocje oraz niepokoje, czytanie opisów szpitalnych przewidzeń bohaterki przyprawia o dreszcze. Mimo małych gabarytów to nie jest książka na jedno popołudnie – nadmiar cierpienia zawartego na stronach powieści może przytłoczyć czytelnika. Jednocześnie jest to lektura, którą polecam wszystkim wrażliwym i ciekawym mało znanego w Polsce pisarstwa duńskiego.

Otwarte drzwi, Anders Bodelsen

Prószyński i S-ka, 1999

Liczba stron: 85

W latach pięćdziesiątych grupa przyjaciół z Danii jedzie na szwedzką Smalandię, by tam podziwiać całkowite zaćmienie słońca. Wyprawę organizuje jeden z jej najmłodszych uczestników – osiemnastoletni Allan zafascynowany astronomią. Kim są pozostali uczestnicy? Wśród nich są: dziewczyna jego starszego brata oraz jej siostra Frida, właścicielka domu, w którym wszyscy się zatrzymali, adoratorzy Fridy oraz jeszcze jakieś osoby związane z tą grupą. W sumie dwanaście osób. Trzy dni spędzone w tym miejscu wryją się w pamięć każdej postaci. Pobyt w Szwecji zakończył się tragedią – drugiego dnia bez śladu zginęła Frida. Śledztwo nie przyniosło wyjaśnienia, nie znaleziono ani ciała, ani śladu dziewczyny.

Po upływie ponad czterdziestu lat Allan postanawia odnaleźć pozostałych uczestników wycieczki i poprosić ich o próbę przypomnienia sobie wydarzeń sprzed lat. Swą prośbę wysyła listownie i otrzymuje od wszystkich odpowiedzi. Dawni znajomi opisują te same wydarzenia widziane z różnych punktów widzenia, każdy dodaje jednak jakiś element, o którym wie tylko on. Po lekturze wszystkich listów, Allan dokonuje podsumowania, ale czy można dać jakieś jednoznaczne rozwiązanie zagadki sprzed prawie pół wieku?

Ta powieść napisana jest w formie listów. Jest zwięzła, skoncentrowana przede wszystkim na wydarzeniach z dnia, gdy zaginęła Frida. Każdy z korespondentów wyjawia swoje uczucia do tej dziewczyny, wobec której nikt nie pozostawł obojętny. Nazywana jest nawet słońcem, a pozostali planetami i księżycami krążącymi po jej orbicie. Zwięzłość formy oraz podsunięte czytelnikowi tropy i luźne sznurki prowadzące do rozmaitych tajemnic pozostawiają pewien niepokój po zamknięciu książki. Czy Allan rzeczywiście pragnął poznać prawdę?