Archiwa tagu: literatura francuska

6 książek z imieniem w tytule

Są wakacje. Dużo czytam. Pomyślałam, że fajnie będzie czytać według jakiegoś porządku, stąd pomysł na tygodniowe wyzwania, w których udział biorą również moi znajomi z Instagrama. Dotychczas czytaliśmy: książki z imieniem lub nazwiskiem w tytule, książki z miejscem w tytule, książki ze zwierzęciem i książki z liczbą lub cyfrą.

Dzisiaj kilka słów o przeczytanych przeze mnie książkach z imieniem.

Lanny – Max Porter

Zysk i S-ka, 2019

Liczba stron: 220

Tłumaczenie:

To był znak z nieba! Gdy tylko ogłosiłam tygodniowe wyzwanie, dostałam od wydawnictwa propozycję napisania blurba (polecanki na okładkę) do książki pt: „Lanny”. Cóż to była za cudowna lektura. Nie mogłam się oderwać w nocy, a gdy pokonał mnie sen, rano pierwsze co zrobiłam do skończyłam lekturę. Lanny jest kilkuletnim chłopcem, który wraz z rodzicami przeprowadził się do podlondyńskiej wioski. Jego ojciec pracuje w firmie w Londynie, matka pisze książkę. Lanny natomiast korzysta z przestrzeni i natury. Snuje się po wsi i otaczających ją lasach. Czasem do siebie mówi, ale jego dziwactwo nie przysparza mu wrogów, ludzie raczej patrzą na niego z zaciekawieniem. Inne dzieci go lubią, choć w samej wsi nie ma zbyt wielu przyjaciół. Jednym z nich jest starszy artysta, który zgodził się przyjąć chłopca na lekcję rysunku. Między nimi rodzi się swoista więź. Niestety, pewnego dnia dochodzi do tragedii.

W „Lannym” zwraca uwagę nietypowa narracja oraz narastające poczucie zagrożenia. Zagrożenia, które nie przychodzi z zewnątrz, lecz jest częścią krajobrazu, natury, wsi. Tak jak pojawiający się na kartach powieści stwór, Praszczur Łuskiewnik, symbolizujący upływ czasu. Pisarstwo Potera skojarzyło mi się z niepokojącą prozą Jona McGregora. To niezapomniana książką, którą czytałam z duszą na ramieniu.

Amelia i Kuba. Mi się podoba – Rafał Kosik

Powergraph, 2019

Liczba stron: 252

Jedna z moich ulubionych, sprawdzonych serii dla dzieci. Amelia i Kuba mieszkają na zamkniętym osiedlu wraz z rodzeństwem i rodzicami. Młodsza siostra Kuby pragnie mieć zwierzątko, psa, kota, wiewiórkę, cokolwiek, co nie jest płazem, gadem ani rybą. Niestety, dziewczynka jest uczulona na sierść. Pewnego dnia jednak dostrzega w schronisku zabiedzonego kundla, który jest niemal łysy. Koniecznie musi przekonać rodziców do jego adopcji! Rusza lawina nieprawdopodobnych zdarzeń.

Te książki są naprawdę zabawne i niegłupie. Subtelnie uczą przez śmiech. Pokazują świat dorosłych i dzieci trochę w krzywym zwierciadle i są fajnie ilustrowane. Polecam każdą z nich! Ja jestem ich wielką fanką.

Gdzie jesteś, Bernadette? – Maria Semple

W.A.B., 2019

Liczba stron: 368

Tłumaczenie: Maciej Potulny

Chciałam przeczytać tę książkę od kilku lat, odkąd pojawiło się w Polsce pierwsze tłumaczenie tej powieści. Jakoś nigdy się nie złożyło. Ale gdy dostałam nowe, filmowe wydanie, pomyślałam, że czas na dobrą zabawę. Niestety, bardzo się myliłam. Humoru w tej książce jest tyle co kot napłakał, no chyba, że kogoś śmieszy, jak bohaterka nazywa swoje sąsiadki gzami. Tytułowa Bernadette jest znerwicowaną, cierpiącą na agorafobię zamożną kobietą, która tak nie lubi interakcji z obcymi, że do załatwiania najprostszych spraw wynajmuje asystentkę z zagranicy, z którą kontaktuje się mailowo. Gdy córka Bernadette kończy szkołę z wyróżnieniem, proponuje, by w nagrodę cała rodzina udała się na Antarktydę. Dla Bernadette to spełnienie koszmaru – ona i rejs statkiem w obcymi ludźmi? Od tej pory zaczyna jeszcze bardziej bzikować.

Nuda, suchary i strata czasu. Już chyba lepiej iść do kina, bo i bilet tańszy od książki i nawet jak film będzie do niczego, to trwa krócej niż przeczytanie tej książki.

Halina. Dziś już nie ma takich kobiet – Anna Kamińska

Wydawnictwo Literackie, 2019

Liczba stron: 468

Nie ma lepszej biografki od Anny Kamińskiej – z każdej historii zrobi opowieść, od której nie można się oderwać. „Halina” to biografia polskiej himalaistki Haliny Kruger-Syrokomskiej, która swego czasu rywalizowała z Wandą Rutkiewicz. To historia o pasji i oddaniu, opowieść o kobiecie, która znalazła swoje miejsce w górach, a życie na nizinach było dla niej tylko przygrywką. Ta książka to nie tylko zapis osiągnięć w najwyższych górach, lecz także opowieść o życiu młodych ludzi we wczesnym PRL, wyjazdach do Zakopanego, przyjaźniach, romansach. Czyta się jak złoto. Z jednej strony nie chciałam kończyć, bo wiedziałam, jaki był koniec i że nastąpił stanowczo za szybko, z drugiej strony nie dało się zwolnić, bo słowa same mnie niosły. Koniecznie czytajcie.

Artemizja – Nathalie Ferlut, Tamia Baudoiun

Marginesy, 2019

Liczba stron: 96

Tłumaczenie: Olga Mysłowska

Komiksowa biografia siedemnastowiecznej malarki Artemizji Gentileschi, która nie miała szans w świecie sztuki zdominowanym przez mężczyzn. Jako córka malarza i jedyne jego dziecko przejawiające jakikolwiek talent malarski, była wykorzystywana przez ojca do mieszania farb, robienia podmalówek i pozowania do obrazów. Sama również malowała, ale nie mogła wystawiać ani sprzedawać obrazów pod swoim nazwiskiem, ponieważ w tym okresie było to niezgodne z prawem. Jej los staje się jeszcze żałośniejszy, gdy wpada w oko pewnemu malarzowi, który pod pozorem udzielania jej lekcji, wykorzystuje pozbawioną praw dziewczynę… To książka o walce o siebie, o wyboistej drodze do sukcesu i o podłości świata mężczyzn. Poruszająca, przejmująco smutna, lecz niosąca przesłanie, że warto mimo wszystko walczyć.

Pani Stefa – Magdalena Kicińska

Wydawnictwo Czarne, 2015

Liczba stron: 272

Stefania Wilczyńska to niemal zapomniana prawa ręka Janusza Korczaka, która wraz z nim prowadziła domy dla sierot w Warszawie. Zajmowała się w nich dosłownie wszystkim, bez niej, jej pomysłów, innowacji, silnej, lecz czułej ręki nic by się nie udało. Korczak był od zabaw i idei, Wilczyńska od rozwiązywania codziennych problemów. Jak niewiele o niej wiadomo świadczy fakt, że wiele stron tej książki to przedruk listów, które wymieniała ze swoją przyjaciółką i wychowanką z Izreala. Twardych faktów autorka nie znalazła zbyt wiele. Dzieci, którymi się opiekowała, w większości nie przeżyły wojny, a te które żyją, niewiele potrafią powiedzieć o pani Stefie. Były małe, a ona po prostu była na swoim stanowisku. Jedne pamiętają ją jako sprawiedliwą, inne wręcz przeciwnie. Pamięć dziecka działa nieco inaczej, a po tylu latach trudno dowiedzieć się czegoś pewnego.

Według mnie nie było dość materiałów na całą książkę. Przez to wydała mi się niepotrzebnie rozdęta, jakby niedobór faktów autorka próbowała zasklepić zgadywaniem, cytatami z listów, opisami nieistniejących miejsc. Trochę zawód, trochę współczucie dla Magdaleny Kicińskiej, że praca nad książką okazała się tak trudna i niewdzięczna.

Trzy dni i jedno życie, Pierre Lemaitre

Muza, 2017

Liczba stron: 288

Tłumaczenie: Joanna Polachowska

Pierre Lemaitre dał się poznać jako pisarz nie stroniący od scen przemocy, specjalista od tworzenia napięcia oraz zwrotów akcji. „Trzy dni i jedno życie” to książka zupełnie inna w jego repertuarze. Zamiast mocnych scen sensacyjnych mamy obserwację sumienia nastolatka, któremu raz  w życiu powinęła się noga.

Trochę nieszczęśliwy wypadek, trochę głupota starszego chłopca doprowadziły do tragedii. Przypadkiem zabił sześciolatka, syna sąsiadów. Ukrywa ciało i próbuje nie dać po sobie poznać, że wie, co się stało z poszukiwanym przez całą wieś dzieckiem. Przez większość książki obserwujemy jak dwunastolatek walczy z wyrzutami sumienia, jak kluczy, jak boi się tego, że prawda wyjdzie na jaw.  Warte odnotowania są postawy różnych ludzi, w tym matki chłopaka, który ukrywa prawdę, oraz miejscowego lekarza, a także starszej siostry zaginionego sześciolatka, która w nieporadny sposób chce wykorzystać rozgłos.

Mam problem z tą książką. Gdy ją czytałam, szło mi całkiem nieźle, szybko wpadłam w rytm. Jednak, gdy ją odkładałam, w ogóle nie miałam ochoty do niej wracać. Nie interesowały mnie losy małego kombinatora i było mi obojętne, co się z nim stanie. Nie współczułam mu, nie kibicowałam, żeby udało mu się ukryć prawdę. Raczej wolałabym, żeby spotkała go sprawiedliwość. Irytowała mnie jego niewydarzona matka, która nie widziała dalej swojego nosa. Smuciło to, że wszyscy swoim brakiem działania, pomagają sprawcy, a nikt nie troszczy się o pamięć po zabitym chłopcu.

Myślę, że książka bardziej przypadnie do gustu tym, którzy czytają powieści obyczajowe, miłośnicy kryminałów raczej nie będą zachwyceni.

Dzikusy. Tom 1, Sabri Louatah

dzikusyWAB, 2017

Liczba stron: 302

Tłumaczenie: Beata Geppert

Przedziwna książka. Odpychająca i przyciągająca zarazem. Pełna nawiązań do nieznanej mi kultury, wnikająca w świat mniejszości kabylskiej żyjącej we Francji. Książka była hitem w tym kraju. U nas przeszła bez echa. I jakoś szczególnie mnie to nie dziwi. Mam wrażenie, że ten pierwszy tym jest zaledwie wstępem do dalszych, być może bardziej dynamicznych scen.

Akcja powieści zamyka się w ciągu kilkudziesięciu godzin. W przeddzień wyborów prezydenckich kabylska rodzina przygotowuje się do przyjęcia weselnego. Cała rodzina Narruszów zbiera się w jednym miejscu i wymienia uwagami o sytuacji politycznej, najnowszych plotkach o znajomych i członkach rodziny. Dowiadujemy się między innymi, kto jest ukrywającym się homoseksualistą, która z pań umówiła się z mężczyzną za pomocą portalu randkowego i poznajemy jednego z młodszych mężczyzn na weselu, Karima, którego cały czas dręczy jakiś niewypowiedziany problem. Generalnie większość mężczyzn ekscytuje się wyborami, ponieważ po raz pierwszy w historii może je wygrać kandydat będący muzułmaninem. Kobiety bardziej ekscytują się przebiegiem imprezy i obgadywaniem rodziny panny młodej. W tle obserwujemy jeszcze pechowy dzień transwestyty, który również pojawi się w okolicach pana młodego oraz gangsterów, którzy są najbardziej tajemniczy.

Zagubiony młody człowiek i wielka polityka – to główne tematy opisane na drobiazgowo oddanym tle społecznym dotyczącym miejsca mniejszości narodowej we Francji. Przez całą książkę czekamy na moment, gdy stanie się coś ważnego, doniosłego, bo też cała książka jest wstępem do wielkiego zdarzenia. Niestety, gdy do niego dochodzi, książka się kończy. A kolejnego tomu na razie nie widać. Pewnie zanim się pojawi, zdążę zapomnieć to, co czytałam. Tym bardziej, że egzotycznie brzmiące imiona plątały mi się do samego końca. Książka dla wytrwałych i dla tych, którzy tropią literackie hity na świecie.

Na pierwszy rzut oka, Gregoire Delacourt

na-pierwszy-rzut-okaDrzewo Babel, 2017

Liczba stron: 192

Tłumaczenie: Angelina Waśko-Bongiraud

Co jako pierwsze rzuca się w oczy, gdy spojrzycie na okładkę? Stanik zapewne. Przez ten element wydaje się, że powieść będzie miała błahą, frywolną treść. Drugi rzut oka i co widzimy. Strasznie smutną twarz. Coś tu nie pasuje, prawda? A jednak zapewniam Was, że grafik zrobił dobrą robotę – ta powieść jest właśnie taka, jak sugeruje okładka. Czyta się lekko, ale pozostaje po niej wielki smutek.

Arthur Dreyfuss jest dwudziestoletnim mechanikiem samochodowym, mieszka samotnie w małym domku. Prowadzi proste życie, z którego jest bardzo zadowolony. Pewnego dnia w jego drzwiach staje Scarlett Johansson, która… odzywa się do niego po francusku. Arthur nie może oderwać od niej oczu, które stanowczo zbyt często wędrują ku dekoltowi znanej aktorki. Ale czy to na pewno ona? Arthur wpuszcza nieznajomą (znajomą?) do domu. Przed nimi sześć najbardziej niezwykłych dni i nocy. Niezwykłych przez to, że są zwykłe, spędzone na rozmowach, gotowaniu, oglądaniu telewizji, wspólnym byciu razem. Ta sielanka nie może jednak trwać zbyt długo.

To nie jest zwykła historia miłosna. To historia o dwojgu młodych ludzi poturbowanych przez życie. On dorastał w cieniu tragedii, jaka dotknęła jego rodzinę i stopniowo wykończyła wszystkich jego bliskich. Ona nosi piętno bycia podobną do kogoś bardzo znanego. Nikt nie traktuje jej poważnie, dziewczyna powoli zaczyna wątpić w to, że ona jako ona  coś znaczy. W opisie książki znalazłam uroczy fragment podsumowujący ich spotkanie: „On ma dwadzieścia lat i jest mechanikiem. Ona ma dwadzieścia sześć lat i potrzebuje naprawy…” I o tej naprawie jest ta powieść.

Nie obawiajcie się, to nie jest romansidło. To literatura środka, która być może za bardzo epatuje ludzką tragedią, lecz stara się ją zrównoważyć delikatnym humorem. Warto przeczytać!

Na marginesie dodam jeszcze, że autor miał duże kłopoty związane z wykorzystaniem imienia i nazwiska znanej aktorki. Sprawa skończyła się w sądzie, gdzie Johansson wywalczyła zaledwie 2500 euro zadośćuczynienia, choć żądała sumy 50 tysięcy. Proces sprawił, że książka przez długi czas była szeroko omawiana we francuskich mediach.

Po zapadnięciu nocy, Fred Vargas

po-zapadnieciu-nocySonia Draga, 2016

Liczba stron: 408

Tłumaczenie: Bożena Sęk

Cały czas zastanawiam się, dlaczego Fred Vargas nie jest w Polsce równie rozpoznawalna jak Nesbo czy Mankell. Jej kryminały to klasa sama w sobie i ja niezmiennie namawiam Was do ich lektury. Widzę co prawda jeden problem. Mimo że z doświadczenia wiem, iż mam przed sobą dobrą historię, to bardzo trudno przebrnąć mi przez pierwsze rozdziały. Trzeba odrobinę samozaparcia, żeby wgryźć się w treść, a potem dużo silnej woli, żeby odłożyć książkę przed końcem, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Adamsberg nie wygląda na komisarza policji kryminalnej, ubiera się bardzo swobodnie, rzadko siedzi za biurkiem, bo najlepiej myśli mu się, gdy jest w ruchu. W godzinach pracy i poza nią chodzi po Paryżu i rozmyśla. Wierzy w intuicję i nie odrzuca żadnych hipotez. Tuż przed wyjazdem kryminalnych na szkolenie do kanadyjskiego Quebecu Adamsberg przeglądając gazetę znajduje opis zbrodni, która przypomina mu o seryjnym mordercy, którego nie zdołał ująć. Najdziwniejsze jest to, że mężczyzna, którego podejrzewał o morderstwa, od wielu lat jest martwy, a komisarz osobiście był na jego pogrzebie. Jednak ofiara, sposób zabójstwa oraz wszystko inne wskazują na tego, a nie innego sprawcę. Czy ktokolwiek uwierzy komisarzowi, gdy ten przyzna, że podejrzany nie żyje od kilkunastu lat? Wyjazd do Kanady ma pomóc Adamsbergowi, przewietrzyć umysł, zmienia się jednak w prawdziwą katastrofę.

Nie wiadomo na jakiej zasadzie morderca wybiera ofiary. Pewne jest (przynajmniej dla Adamsberga), że okrutnik zabija swoje ofiary trójzębem i podstawia w miejscu zbrodni pijanych w sztok meneli jako najbardziej prawdopodobnych podejrzanych. Jak udowodnić mu zbrodnie, skoro od lat pozostaje nieuchwytny?

W tej książce mamy szybką, zaskakującą, pełną zwrotów akcję. To, co z początku wydaje się nieprawdopodobne i wymyślone przez bujną wyobraźnię komisarza, z biegiem czasu okazuje się całkiem realne, chociaż przerażające. Jest tu też zaskakująco spora dawka humoru – w dużej mierze oparta na dowcipie słownym bazującym na różnicach pomiędzy francuskim kanadyjskim, a francuskim, jakim posługują się paryżanie. Tłumaczce świetnie udało się wyłapać dowcip, a kwestie Kanadyjczyków są naprawdę zabawne. To kryminał, który zaskakuje nietuzinkowymi postaciami, zagmatwaną akcją, rozwiązaniami fabularnymi. Zaręczam, że gdy już przebrniecie przez pierwsze kilka rozdziałów, przepadniecie z kretesem, a Fred Vargas może stać się jedną z waszych ulubionych autorek.