Archiwa tagu: literatura górska

Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz, Anna Kamińska

wandaWydawnictwo Literackie, 2017

Liczba stron: 480

Legenda polskiego himalaizmu. Kobieta, która jako pierwsza Europejka zdobyła Mount Everest. Jaka była? Co ją ukształtowało? Gdzie zahartowała swój charakter? Anna Kamińska odkrywa nieznane fakty z życia Wandy Rutkiewicz i ukazuje swoją bohaterkę na tle rodziny, przyjaciół, w środowisku wspinaczy i w mediach.

Niewesołe powojenne dzieciństwo w cieniu tragedii i śmierci starszego brata, nieudane, niedobrane małżeństwo jej rodziców. Nieobecny ojciec i matka nieobecna duchem, bujająca w obłokach i szukająca zen w Himalajach, o których godzinami dyskutowała z doradcami religijnymi. Niedostatek graniczący z biedą. Pierwsze przyjaźnie i sukcesy sportowe. Najstarsza Wanda łatająca dziury w budżecie domowym dzięki korepetycjom. Miłość do gór pojawiła się później. Najpierw była przyjaźń ze starszym od niej chłopakiem, który zabierał ją na skałki. Wspinaczka po dolnośląskich górach okazała się uzależniająca, pobudziła w Wandzie pokłady ambicji, siły, niezłomności. Te cechy będą jej znakiem rozpoznawczym. Zawiodą ją na ośmiotysięczniki, ale jednocześnie zniechęcą do niej innych wspinaczy. Tych, którzy poczują się stłamszeni charyzmą Rutkiewicz. Tych, którzy niekoniecznie chcą pracować na jej sukces.

Autorce udało się pokazać złożoność tej postaci. Kruchość związków z mężczyznami, urok i serdeczność, którymi zjednywała sobie ludzi, a jednocześnie brak elastyczności i dumę. Te dwie ostatnie cechy miały wielki wpływ na jej związki z ludźmi. Czytałam wiele książek o ludziach gór. Ta opowieść jest nieco inna – większy nacisk położono na  stosunki międzyludzkie (na równinach i w górach) niż na osiągnięcia bohaterki tej książki. Nie ma tu dramatycznych opisów wspinaczki, nie ma relacji z codziennego życia w obozach himalaistów, nie ma kroniki wejść na najwyższe szczyty świata. O górach mówi się w kontekście kolejnych sukcesów i skandali, które wydają się nieodłączną cechą himalaizmu. Jest to więc przede wszystkim opowieść o człowieku, który nie jest jednowymiarowy, którego podziwiano za osiągnięcia, lecz prawie nigdy nie rozumiano. To historia o kobiecie, która za życia była równie tajemnicza jak jej śmierć w górach. Co najważniejsze, książka nie jest laurką ani hołdem. To wielowymiarowa opowieść o silnej kobiecie, którą jedni lubili, inni cenili, a jeszcze inni starali się unikać. Bardzo dobra książka. Warto przeczytać.

Misja helikopter, Simone Moro

misja-helikopterAgora, 2017

Liczba stron: 240

Simone Moro jest utalentowanym, znanym, odnoszącym wiele sukcesów himalaistą. Zna najwyższe góry świata jak własną kieszeń, wie, jakie grożą w górach niebezpieczeństwa, wielokrotnie brał udział w akcjach ratunkowych, sam również czasem znajdował się w ryzykownej sytuacji. Widział akcje, w których wykorzystano śmigłowce, podziwiał kunszt pilotów i wydajność maszyn. W pewnym momencie wymyślił sobie plan na przyszłość, gdy przestanie się wspinać – zapragnął latać helikopterem w Himalajach i ratować wspinaczy z opresji. O tym mówi podtytuł książki: „Himalaista, który nauczył się latać, by ratować życie w najwyższych górach świata”.

Szalony plan jak na kogoś, kto jeszcze nigdy nie pilotował, prawda? Moro znany jest z tego, że prze przed siebie jak taran. Gdy już postanowił, co chce robić, skierował siły i środki w tę stronę, która po latach miała go doprowadzić do celu. W tej książce opisuje kolejne kroki, które podjął, żeby uzyskać licencję pilota oraz by stać się właścicielem śmigłowca. Bardzo ciepło wyraża się o osobach, które uwierzyły w jego pasję, pomogły mu w zdobyciu kolejnych dokumentów i uprawnień. Dużo miejsca poświęca wspomnieniom o swoim przyjacielu, który jako pierwszy pozwolił mu zasiąść za sterami prywatnego helikoptera.

Moro nie byłby sobą, gdyby przy okazji nie ponarzekał. Tutaj najbardziej dostaje się włoskiej biurokracji, która od samego początku uprzykrzała mu życie. Zdobywanie kolejnych zaświadczeń, pieczątek, wnoszenie opłat zatruwa mu radość z pokonywania kolejnych stopni drabiny wiodącej w góry z helikopterem. Niestety, autor również rozlicza się z ludźmi, którzy wątpili w to, że mu się uda a swoim zachowaniem podcinali mu skrzydła. To trochę przykro się czyta. Według mnie książka to nie jest dobre miejsce na pranie swoich brudów, a jeśli Moro ma jakieś zatargi, to powinien dać jednemu i drugiemu po pysku, zamiast insynuować, że ktoś mu zalazł za skórę.

Poza powyższymi uwagami mogę się jeszcze przyczepić do tego, że książka jest napisana zbyt schematycznie – autor stara się trzymać głównego tematu (chociaż czasem wątki poboczne wydają się znacznie ciekawsze), pamięta o chronologii zdarzeń itp. Przez to książka trochę przypomina wypracowanie. Czyta się ją jednak całkiem przyjemnie, choć nie jest to typowa literatura górska. Owszem, pojawiają się opisy akcji ratunkowych przeprowadzanych na ośmiotysięcznikach, lecz głównym bohaterem jest helikopter. Z jednej strony jestem pełna podziwu dla Moro i jego niezłomnej woli w dążeniu do celu, z drugiej, boję się trochę takich ludzi, którzy prą przed siebie jak maszyny. Widać to są cechy, które pomagają również przetrwać w najbardziej niegościnnym środowisku gór wysokich.

Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia, Dominik Szczepański & Piotr Tomza

nanga-parbatAgora, 2016

Liczba stron: 314

Nanga Parbat pochłonęła wiele żyć ludzkich, jeszcze do niedawna była jednym z dwóch niezdobytych zimą ośmiotysięczników. Rozpalała wyobraźnię Polaków, którzy zapoczątkowali zimową rywalizację w najwyższych górach, a także międzynarodowych wspinaczy najwyższej klasy oraz takich, którzy chcieliby się zapisać w historii himalaizmu.

Na przełomie 2015 i 2016 roku pod Nangą były dwa zespoły – po stronie Rupal polski nieprofesjonalny, lecz zgrany team zwany Nanga Dream, po stronie Djamir zespół międzynarodowy mi.in. z Simone Moro i Adamem Bieleckim. Zespół Moro miał teoretycznie większe szanse ze względu na doświadczenie, bardziej zaawansowany sprzęt. Nanga Dream natomiast miała entuzjazm i upór Tomasza Mackiewicza i Marka Klonowskiego. Dwaj polscy dziennikarze udali się do baz, żeby przyglądać się walce z zimowym żywiołem. Piszą odrębne relacje, bo chociaż są względnie blisko siebie, tak naprawdę obie bazy dzieli kilka dni drogi.

Relacja z obozu Nanga Dream jest dość monotonna, tak jak monotonne bywa życie w bazie. Wypełnia je czekanie na okienko pogodowe, mozolne wspinaczki do założonych wcześniej obozów, żeby nie stracić aklimatyzacji przed atakiem szczytowym. Od czasu do czasu szlak wspinaczkowy przecina lawina na szczęście nie czyniąc większych strat, lecz wystawiając na próbę szczęście himalaistów. Autor urozmaica swoją opowieść o życiu w bazie charakterystyką jej członków oraz pisze o początkach niezwykłego przedsięwzięcia zwanego Nanga Dream.

W obozie Moro dzieje się więcej, zyskuje na tym narracja Szczepańskiego – przede wszystkim widać rozgrywki między uczestnikami tej i innych wypraw. Pozornie wszystko układa się dobrze, wspinacze darzą się szacunkiem, chętnie sobie pomagają, ale podskórnie wyczuwa się napięcie. W końcu himalaiści zaczynają opowiadać, co ich gryzie. Okazuje się, że w górach nic nie jest proste, a na szczyt wiodą egoizm i cynizm.

Choć takie wysokie góry pociągają mnie jedynie w reportażach, to naczytawszy się książek i artykułów, już wiem, że nie ma kryształowo czystych ludzi na tych wysokościach. Ambicje dominują nad pozostałymi uczuciami, rywalizacja z górą, inną grupą, pomiędzy członkami jednego zespołu, a także walka z samym sobą to codzienność wspinaczy. Jeśli stawka jest tak wysoka jak ubiegłej zimy pod Nangą, wszystkie uczucia zostają zwielokrotnione. I o tym jest ta książka. Z przyjemniejszych rzeczy jest także o tym jak realizować swoje marzenia – czasem wystarczy uszczknąć tylko kawałek tortu, żeby czuć się spełnionym.

W mojej hierarchii książek o górach ta jest w niższych rejonach uwielbienia. Nie jest zła, lecz niestety nie niesie zbyt wiele nowego.

Kukuczka, Dariusz Kortko & Marcin Pietraszewski

kukuczkaAgora, 2016

Liczba stron: 400

Pomimo swojego piękna i tragizmu, himalaizm nie jest spektakularnym sportem, nie ma transmisji telewizyjnych ze zdobywania szczytów, więc nie ma też takich kibiców jak piłka nożna. Walka z żywiołem rozgrywa się w głowie i mięśniach zdobywcy, trwa tygodniami. I choć nierzadko wyprawy kończą się niepowodzeniem, a nawet tragedią, ta heroiczna walka przyciąga wciąż nowych adeptów. Wielu z nich nie zapisuje się w historii, niektóre nazwiska pojawiają się na krótko w newsach, lecz nie ma obecnie takich gwiazd jak znany wszystkim w Polsce i na świecie Jerzy Kukuczka.

Kukuczka na nizinach był niepozornym panem z brzuszkiem. W górach stawał się czołgiem, miał niespożytą siłę, wytrzymałość i ambicje. Autorzy przedstawiają drogę, jaką pokonał  syn robotnika, by stanąć na szczytach wszystkich ośmiotysięczników. Chociaż autorzy mieli zamiar przedstawić Kukuczkę również jako syna, męża, przyjaciela, ta sztuka nie do końca się powiodła. Nie dlatego, że jego bliscy odmówili współpracy, lecz dlatego, że Kukuczka będąc na nizinach planował już kolejne wyprawy: zdobywał fundusze, nawiązywał kontakty, spotykał się ze znajomymi, przez co jedną nogą zawsze był gdzie indziej.

Fantastyczne jest to, iż książka została napisana przez Polaków – ludzi, którzy wiedzieli na czym polegało życie w PRL-u i jaki miało wpływ na organizację zagranicznych wypraw. Książkę o Kukuczce uzupełniają informacje o: zdobywaniu pozwoleń na wyjazd i paszportów, problemów ze zdobyciem dewiz i zaopatrzenia, pionierskim, często własnoręcznie robionym sprzęcie wspinaczkowym, o inwigilacji przez współpracowników SB. Te realia historyczne są bardzo istotne i pokazują, że z czasem Kukuczka wyrósł na gwiazdę takiego formatu, iż mógł mieć paszport w domu, a państwowi dygnitarze ułatwiali mu formalności, by uszczknąć coś z jego sukcesów.

Książka zaczyna się i kończy klamrą konstrukcyjną, która zaburza chronologię. Pierwsze sceny przedstawiają wspinaczkę na niezdobytą wówczas południową ścianę Lhotse i śmierć Kukuczki. Ostatni rozdział również mówi o tej wyprawie, rozumiemy już wtedy, co skłoniło tego himalaistę, który zdobył wszystko, co było do zdobycia, do podjęcia ryzyka na Lhotse.  Środek książki to chronologiczna opowieść o sukcesach i nielicznych porażkach Kukuczki, o miłości do życia i gór, o tym, że każdy wspinacz godzi się na to, co niesie dla niego los, wie bowiem, że w tę pasję wliczone jest duże ryzyko.

Świetnie napisana, bogato ilustrowana, wzruszająca, ważna i wiele wyjaśniająca książka. Dla laików i dla zaawansowanych w temacie. Zachęcam!

Everest. Na pewną śmierć, Beck Weathers & Stephen G. Michaud

everest na pewna smiercAgora, 2015

Liczba stron: 328

O  tragicznie zakończonym wejściu na Everest z dnia 10 maja 1996 roku powiedziano już chyba wszystko, wypowiedzieli się już chyba wszyscy, którzy przeżyli. Doszło do licznych kontrowersji, napisano kilka książek, nakręcono kilka filmów. Beck Weathers jest tym, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinien zostać w górach pod warstwą śniegu i lodu. A jednak przeżył, co można postrzegać albo w kategoriach cudu, albo niezwykłej wytrzymałości jego organizmu i psychiki.

Gdy po ataku szczytowym załamała się pogoda wielu himalaistów zmierzających do obozu znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Spadła temperatura, nic nie było widać, padał śnieg, dął porywisty wiatr. Beck Weathers po długiej walce ze zmęczeniem, wreszcie stracił przytomność. Uznano go za zmarłego, a on, ku zaskoczeniu wszystkich himalaistów, po kilkunastu godzinach zszedł do obozu o własnych siłach.

Po latach wspomina tę historię oddając głos znajomym, swoim dzieciom i swojej żonie, którzy opowiadają o Becku i jego górskiej pasji ze swojego punktu widzenia. Książka ma ogromny potencjał, z samego nieudanego, tragicznie zakończonego wejścia na Everest można stworzyć trzymającą w napięciu opowieść o bohaterstwie i niezłomności oraz o podwójnej moralności i braku empatii. Autorzy tej książki postanowili jednak, że ostatnia wysokogórska wyprawa Weathersa będzie tylko punktem wyjścia do książki o nim samym i jego problemach małżeńskich, które, niestety, rozsiadły się okrakiem na całej historii i wciąż o sobie przypominają .

Świetnie czyta się kwestie Becka, ponieważ ma on duże poczucie humoru, jest autokrytyczny i mimo wszystkiego, co przeszedł, tryska optymizmem. Aż nie chce się wierzyć, że jest to człowiek dręczony depresją, która często powraca w książce. W opowieści postrzegamy go pozytywnie, choć przecież jest facetem, który, by żyć, musi wciąż coś sobie udowadniać (na przykład to, że zdobędzie Koronę Ziemi). To, co mówi jego żona, stawia ją w pozycji zgorzkniałej kury domowej, którą wielu czytelników doskonale zrozumie.

Pomimo tego, że książkę czyta się nieźle, to pozostaje niesmak – za dużo w niej wszystkiego, zbyt wielu bohaterów (po co w ogóle opowiadać o kolejnej rodzinnej tragedii, jaka rozegrała się w niespełna rok po powrocie Becka z Himalajów?). To, co najważniejsze, najciekawsze, co widnieje na okładce i w tytule, zostało rozmienione na drobne, poszatkowane i przemielone przez rodzinę i znajomych Becka. To bardziej książka o chwiejącym się w posadach małżeństwie niż o wspinaczce górskiej. Niestety. Stąd pewnie bardziej spodoba się miłośnikom literatury obyczajowej niż górskiej.