Archiwa tagu: literatura hiszpańska

Agonia dźwięków, Jaume Cabre

agonia-dzwiekowMarginesy, 2017

Liczba stron: 336

Tłumaczenie: Anna Sawicka

Był mały strach. Każda kolejna wydana u nas książka tego autora była coraz słabsza. Na szczęście „Agonia dźwięków” przerwała tę złą passę, bo okazała się nie tylko ciekawą opowieścią, lecz również taką, która daje sporo do myślenia.

Brat Junoy chwali Pana swoją grą na organach. Czerpie z tego nieskrywaną radość, więc jego zwierzchnicy, postrzegający religię i modlitwę w zupełnie odmienny sposób, zsyłają go za karę do odległego żeńskiego klasztoru klauzurowego, gdzie Junoy ma objąć rolę spowiednika. Panująca w klasztorze głucha cisza to jedno, znacznie gorzej przywyknąć do panującego tam chłodu. Matka przełożona do granic możliwości śrubuje i tak już ścisłe zasady: postu, rozmowy, stroju, obowiązków, modlitw. W związku z tym mniszki chodzą wycieńczone, pozbawione wszelkiej radości. Napięta sytuacja pomiędzy siostrami a Junoyem zaostrza się jeszcze bardziej, gdy do klasztoru przybywają dwie nowe kandydatki na mniszki klauzurowe. One, podobnie jak Junoy, z trudem znoszą atmosferę panującą za wysokimi murami.

Ta książka pięknie opowiada o tym, jak religijność pomylona z fanatyzmem może niszczyć ludzi. Jak instytucje kościelne próbują złamać tych, którzy wstąpili do zakonu, odebrać im to, co daje im w życiu radość. Uświadamiają, że człowiek nic nie znaczy w zetknięciu z brutalną machiną, która w działaniu przypomina walec – wydusza z ludzi wszystko, co indywidualne, co radosne, co postępowe, a pozostawia brzydką wiernopoddańczość oraz obojętność. To również książka o konflikcie pomiędzy zwierzchnikami, którzy religijności przypisują śmiertelną powagę, a prostymi wyznawcami Boga, którzy chcą go chwalić tak jak potrafią – śpiewać i grać, cieszyć się pięknem natury stworzonej przez Boga. Przede wszystkim jest to bardzo smutna książka. Nie odbieram jej jednak jako krytyki kościoła katolickiego, to bardziej próba pokazania, że świat jest piękny, nieważne, co nam próbują wmówić posępni panowie w sutannach. Ważny jest tutaj również czas akcji – nigdzie nie jest powiedziane wprost, lecz z pewnych podrzuconych tropów możemy się domyślić, że brat Junoy żył na początku XX wieku. Sądzę, że autor specjalnie nie uwypuklał tego aspektu, ponieważ chce podkreślić uniwersalność przesłania niesionego przez książkę. Ponadto, w instytucjach kościelnych zmiany zachodzą tak powoli, że nie zdziwiłabym się, gdyby nadal istniały podobne zgromadzenia, zarządzane przez podobne podstępne kreatury jak to, do którego trafił nic nie przeczuwający brat Junoy. Polecam lekturę.

Misja: Encyklopedia, Arturo Pérez-Reverte

misja-encyklopediaWydawnictwo Znak, 2017

Liczba stron: 602

Tłumaczenie: Joanna Karasek

To nie jest książka na jeden wieczór. I dobrze. Byłoby mi przykro, gdybym musiała się z nią tak szybko rozstać. Czytałam ją ponad tydzień i im dłużej wędrowałam z akademikami, tym bardziej chciałam pozostać w ich towarzystwie.

Rzecz dzieje się w Hiszpanii i Francji końca XVIII wieku. Hiszpańska „rada językowa” podejmuje decyzję o zakupie wydanej we Francji wielotomowej encyklopedii, podsumowującej najnowsze odkrycia, cechującej się dużym liberalizmem. Dzieło jej zakazane w katolickiej Hiszpanii, lecz król wydał zgodę na zakup książek, by mogły posłużyć akademikom w tworzeniu nowych słowników i leksykonów. W misję wyrusza dwóch wybranych przez radę akademików – bibliotekarz i były admirał marynarki królewskiej. Okazuje się jednak, że nie wszyscy członkowie rady podzielają entuzjazm pozostałych. Dwóch z nich pragnie uniemożliwić posłańcom wykonanie misji i wysyła za nimi najemnego bandytę, który ma zrobić wszystko, by uczeni wrócili z pustymi rękami.

Bibliotekarz i admirał nigdy wcześniej nie wyszli poza przelotną znajomość. Długa podróż i perypetie w Paryżu zbliżają ich do siebie, choć, jak się szybko okazuje, mają zupełnie odmienne poglądy. Bibliotekarz jest człowiekiem religijnym, zwolennikiem monarchii, choć daleko mu do konserwatywnego betonu, to boi się „bluźnierstw”. Admirał z kolei jest człowiekiem bardzo światłym, uważa, że nadrzędną wartością w życiu jest wolność, którą ograniczają religie oraz monarchia. W Paryżu natomiast obaj panowie poznają człowieka, który w swoim wolnomyślicielstwie idzie kilka kroków dalej i jest zwolennikiem rewolucji i całkowitego przemeblowania społeczeństwa.

Co ciekawe, autor na co jakiś czas przerywa opowieść o przygodach akademików, żeby opowiedzieć o tym, w jaki sposób szukał materiałów – map, na których mógł odtworzyć trasę z Madrytu do Paryża, map osiemnastowiecznego Paryża, dokumentów dotyczących miejsc i osób, na które natknęli się podróżni poszukujący pełnego wydania encyklopedii, zwyczajów, obyczajów, nastrojów w społeczeństwie. Wyjaśnia również jak wpadł na pomysł napisania tej książki i ile informacji znalazł w listach bibliotekarza, który informował akademię o postępach ich wyprawy. Z wątłego materiału Perez-Reverte napisał pokaźną, bardzo interesującą powieść przygodową, a jednocześnie odtworzył tło historyczne, wygląd miast i rodzącą się przyjaźń między dwojgiem ludzi.  Polecam gorąco!

Cień eunucha, Jaume Cabre

cień eunucha jaume cabreMarginesy, 2016

Liczba stron: 496

Wszystkie dotychczas przeczytane książki tego autora dostarczyły mi wielu wrażeń estetycznych i literackich oraz zaskakiwały niespodziewanymi zwrotami akcji, splątaniem wątków, które Cabre mistrzowsko rozplątywał w finale. I tym razem liczyłam więc na powieść, którą będę czytać z wypiekami na twarzy.

Po pogrzebie swojego przyjaciela z czasów młodości Miquel Gensana wybiera się na kolację w towarzystwie koleżanki z redakcji. Julia chce napisać artykuł wspominkowy o tragicznie zmarłym polityku,  to ona więc zaprasza Miquela do modnej restauracji w niewielkiej, położonej nieopodal miejscowości. Ku przerażeniu mężczyzny okazuje się, że restauracja mieści się w domu, który od pokoleń należał do jego rodziny i stosunkowo niedawno został utracony na poczet długów. To miejsce skłania go do wspomnień, zamiast więc skupić się na osobie zmarłego, zaczyna opowiadać historię swojego rodu.

A jest to opowieść długa, skomplikowana, najeżona dygresjami. To, co Miguel wie o swojej rodzinie, opiera się w dużej mierze na tym, czego dowiedział się od stryja przebywającego w ostatnich latach życia w zakładzie dla chorych psychicznie. Chociaż początkowo młodszy z rodu Gensana nie traktował opowieści wuja poważnie, z czasem wciągnął się w odkrywanie dziejów rodu, demaskowanie grzeszków nieżyjących już członków rodziny i odkrywanie ich prawdziwych twarzy.

Jednocześnie wplata swoją własną historię oraz relacjonuje dzieje przyjaźni z człowiekiem, w  którego pogrzebie właśnie uczestniczyli. Na jego całym życiu zaważyła decyzja opuszczenia domu, porzucenia studiów i przyłączenia się do socjalistycznej bojówki. Dość dużo miejsca poświęca temu okresowi, ponieważ był to również czas największych sercowych wzlotów i upadków, czas życiowych decyzji i działań obciążających sumienie. Skupia się również na swoich uczuciach i nieudanych zawiązkach z kobietami.

W przedmowie i opisie książki zwraca się uwagę na konstrukcję tekstu, która odpowiada konstrukcji dzieła muzycznego. Muzyka klasyczna w tej powieści odgrywa dużą rolę, sporo w niej nawiązań do różnych utworów, bohaterowie grają na instrumentach, spędzają czas na koncertach, słuchają muzyki w domu. Miguel nie potrafi grać na żadnym instrumencie, w czasie koncertu może być „tylko” słuchaczem oraz krytykiem. Tym też się zajmuje zawodowo. Brak talentu muzycznego (a także literackiego) doprowadza go do frustracji. Twierdzi, że jest niczym więcej niż cieniem eunucha – może co najwyżej stać w blasku tych, którzy zostali obdarzeni talentem.

Z przykrością muszę powiedzieć, że nie zagrało między nami. Choć znam styl autora i wiem, że trzeba cierpliwie czekać na wstrząs i pogmatwanie akcji, to w przypadku „Cienia eunucha” nie doczekałam się niczego, co by mnie poruszyło. Było dość płasko, nudnawo, szczególnie znużyły mnie fragmenty o działalności partyjnej Gensany. Gadulstwo narratora działało na mnie usypiająco. Trochę podciągnęły książkę opowieści starego stryja o czasach, których Miguel nie mógł pamiętać, aczkolwiek to za mało, żeby rozkochać mnie w tej powieści. Wkurzała mnie postawa bohatera w związkach z kobietami, kiedy zachowywał się jak bluszcz z giętkim kręgosłupem. A na dodatek, nie mam wystarczającej wiedzy o muzyce klasycznej, żeby móc docenić kunszt autora, więc i ta kwestia mnie nie porwała. Przebrnęłam przez „Cień eunucha” i z każdą stroną byłam coraz bardziej zaskoczona tym, że nic mnie nie zaskakuje.

Zaliczyłam swoje pierwsze rozczarowanie powieścią Cabre. W związku z tym, że w Polsce jego książki wydawane są od najświeższej do najstarszej (ta jest z 1996 roku), widać w nich jak kształtował się styl autora, w jaki sposób dochodził do wirtuozerii, która ujawniła się w „Wyznaję” czy „Głosach Pamano”.  Można przeczytać, ale tym, którzy jeszcze nie znają innych powieści autora, raczej nie polecałabym zaczynania od tej książki.

Wcześniej czytałam i polecam:

WYZNAJĘ

GŁOSY PAMANO

JAŚNIE PAN

Jaśnie pan, Jaume Cabre

jasnie pan jaume cabreMarginesy, 2015

Liczba stron: 448

Książki Jaume Cabre czytam w takiej kolejności, jak ukazują się na polskim rynku. „Wyznaję” mnie zachwyciło, „Głosy Pamano” utwierdziły w przekonaniu, że autor ma wielki talent pisarski i głowę pełną pomysłów na zajmujące fabuły. „Jaśnie pan” pokazał, że żaden gatunek literacki nie jest mu obcy.

„Jaśnie pana” określiłabym mianem kryminału historycznego z aspiracjami. Akcja przypada na koniec 1799 roku i rozgrywa się głównie w Barcelonie.  Książką zaczyna się dość klasycznie – w pokoju hotelowym zostaje zamordowana śpiewaczka. Podejrzenie pada na tego, który spędził z nią ostatnią noc. Nieważne, że młodzieniec jest niewinny, szybko zapada na niego wyrok. Wkrótce akcja powieści zaczyna meandrować i zahaczać o bohaterów i wydarzenia, które pozwalają nam ujrzeć pewne osoby i fakty w innym świetle. Cabre trzyma się bowiem daleko od prostych rozwiązań i schematycznego przebiegu fabuły.

Tytułowy Jaśnie Pan, czyli sędzia Masso, prezes Sądu Królewskiego w Barcelonie to arystokrata z nadania, człowiek opętany władzą, miłośnik astronomii oraz wielbiciel i adorator pięknych kobiet. To na nim skupia się uwaga czytelnika, jako że Jaśnie Pan ma największe możliwości działania i najbardziej giętki kręgosłup moralny. Wskutek tego, historia, która zaczyna się jak kryminał, szybko przeradza się w opowieść w winie i karze, żądzy władzy i chciwości. Czytelnik mozolnie rozplątuje splątane sieci intryg, przepychanek na najwyższych szczeblach, korupcji, romansów i zdrad.

Jaume Cabre napisał książkę, która tylko z pozoru odbiega tematyką od pozostałych powieści. Autor nie uznaje płycizn i mielizn i nawet w przypadku kryminału wypływa na szerokie wody, by dać czytelnikowi odpowiedni kontekst i perspektywę do rozważań nad demoralizującą człowieka władzą i winą, która nie daje o sobie zapomnieć.

Co mówią umarli, Rafael Estrada

Wydawnictwo Muza SA, 2014

Liczba stron: 333

Należę do tych, którzy większość twórczości Nabokova poznali na fali zachwytu „Lolitą”. Odniesienia do tej powieści są elementem, który przyciąga moją uwagę. Z tego też powodu sięgnęłam po debiut autorski Rafaela Estrady. W opisie jego powieści znaleźć można zapis, jakoby sprawa morderstw jakoś łączyła się z Klubem Lolity zrzeszającym miłośników twórczości Nabokova.

Na plaży w okolicy Kartageny znaleziono ciało zaginionej nastolatki. Dziewczyna była zgwałcona przed śmiercią i okaleczona. Ze względu na to, że wieczór spędzała w towarzystwie chłopaka, logicznym było przypisanie jemu winy za śmierć Susany. Równie oczywistym było również przekazanie tej prostej sprawy w ręce najmłodszego i najmniej doświadczonego policjanta w zespole. Rola Juanita Proezy miała polegać na przesłuchaniu podejrzanego, napisaniu raportu i skierowaniu sprawy na drogę prawną. Ten jednak nie daje wiary podejrzeniom i podchodzi do zadania z otwartą głową i mnóstwem dobrych chęci. Zeznania chłopaka kierują jego uwagę na klub Lolity – miejsce zrzeszające samych mężczyzn, dżentelmenów będących śmietanką towarzyską miasta.

To bardzo toporny kryminał – kiepska jest sama zagadka kryminalna oraz sposób poprowadzenia akcji. Autor nie wysilił się zbytnio i nie stworzył żadnych pobocznych wątków ani podejrzanych. Nitka wiedzie wprost do celu i tylko kwestią czasu jest domyślenie się motywu zbrodni oraz sposobu jej popełnienia. Wydaje się, że autor nie wiedział, że nie wystarczy opis przebiegu śledztwa, by zaintrygować czytelnika. Juanito, bohater pozytywny, też nie wzbudza jakichś cieplejszych uczuć – jest sztampowy, a wyróżnia go tylko zamiłowanie do muzyki heavy metalowej. Wniosek jest taki, że nie wystarczy powołać się na znanego autora i jego najbardziej popularne dzieło, by znaleźć czytelników. Gdyby nie okoliczności, nie doczytałabym tej książki do końca. Nie znalazłam w niej także niczego, co mogłaby sprawić, że sięgnę po kolejną część cyklu.