Archiwa tagu: literatura kanadyjska

Historia nudy, Peter Toohey

Bellona, 2012

Liczba stron: 190

Na wstępie chciałabym zamieścić gratulacje dla autora, który przystąpił do analizy tematu nudy bez obaw, że książka zanudzi czytelnika. Bo istotnie, trudno się przy niej znużyć. Na samym początku autor dzieli nudę na dwa rodzaje – zwyczajną i egzystencjalną. Zwyczajna to ta, której doświadczamy np. podczas monotonnego wykładu, egzystencjalna to według wszelkich przesłanek uczucie dręczące osoby inteligentne, które nie potrafią znaleźć sensu życia.

Moim zdaniem, zdaniem osoby, która nie potrafi się nudzić, nuda egzystencjalna, o ile nie jest depresją, jest wynikiem właśnie niskiej inteligencji, bo tylko osoba mało kreatywna nie będzie umiała znaleźć sobie zajmującego zajęcia. Tej tezy jednak nie postawiono w książce – szkoda. Tym bardziej szkoda, bo niektóre fragmenty, szczególnie te oparte na powieści Gonczarowa „Obłomow,” wskazują na to, że główny bohater był przede wszystkim śmierdzącym leniem, a nie osobą znudzoną. Zabrakło mi wyznaczenia granicy między lenistwem i próżniactwem a nudą. Bo chyba nie ja jedna taką widzę?

Toohey rozważa zjawisko nudy u zwierząt i twierdzi, że rzeczywiście zwierzęta również potrafią się nudzić. Sięga również wstecz i zastanawia się jak stare jest uczucie nudy – czy było odczuwane przez ludzi pierwotnych? Czy powstało dopiero w epoce renesansu, a może i później? Słowo „nuda” weszło do języka angielskiego stosunkowo późno, ale przecież nie wskazuje to jednoznacznie, że wcześniej ludzie się nie nudzili. Mogli ten stan nazywać inaczej.

Na koniec zostawiłam rzecz, która podobała mi się najbardziej. W większości rozdziałów autor analizuje nudę wykorzystując dzieła literackie i malarskie. Pojawiają się wzmianki o takich książkach jak „Nuda” i „Konformista” Moravii, „Obcy” Camusa, sztukach Ibsena, działach Sartre’a. Poddaje analizie znane dzieła malarskie wyrażające melancholię, znużenie, samotność, odrazę, bo wszystkie te uczucia kojarzone są z nadrzędnym uczuciem nudy. Odniesienie do sztuk pięknych sprawia, że książka nie jest monotonnym traktatem naukowym. Szkoda tylko, że nie zamieszczono reprodukcji wszystkie omawianych obrazów.

Namawiam Was do zapoznania się z tą książką.

Jako lekturę uzupełniającą polecam:

NUDĘ – ALBERTO MORAVII

oraz książkę z tej samej serii wydawniczej:

HISTORIĘ NAGOŚCI

Biedny Tom już wystygł, Maureen Jennings

Oficynka, 2011

Liczba stron: 358

Trzecia z serii książka od Detektywie Murdochu przenosi nas do Toronto drugiej połowy XIX wieku. Słotny listopad zaczyna się dla detektywa niezbyt fortunnie, ponieważ dręczy go ból zęba. Sprawy prywatne Murdocha również nie przedstawiają się zbyt różowo. Wciąż jest samotny, a na drodze miłości stoi jego religia i poglądy. Na domiar złego w czasie służby ginie jeden z policjantów.

Wszystko wskazuje na to, że konstabl Wicken zginął śmiercią samobójczą. Nie zgadza się tylko jedno – młody mężczyzna nie miał żadnych skłonności ani powodów do odebrania sobie życia. Murdocha dręczy niepewność, stara się znaleźć dowody wskazujące na morderstwo i oczyszczające Wickena z hańbiących go czynów.

Poznajemy również historię rodziny Eakin. Po śmierci swojej drugiej żony – matki jego dwójki dzieci, nestor rodu Eakinów poślubia młodą kobietę. Jej pojawienie się w domu wzbudza w dzieciach Eakina (które są w wieku macochy), wiele złych emocji. Oliwy do ognia dolewa najstarszy z wychowanków – przybrany syn Eakina – Jarius.

Historia kryminalna oraz obyczajowa zazębiają się z sobą. Mamy okazję poznać mentalność mieszczan, ich zwyczaje, zajrzeć do ich domów, zobaczyć w jaki sposób się bogacą, na czym oszczędzają. Mnie zawsze fascynuje wątek detektywistyczny oraz sądowniczy. Panujące w owych czasach prawo można było dowolnie naginać, ławnicy byli dosłownie siłą łapani na ulicy, koroner miał całkowitą władzę nad nimi i bez żenady narzucał im swoje opinie. W XIX wieku nie znano jeszcze znaczenia linii papilarnych, nie było żadnych badań balistycznych, nikt nie sprawdzał świadków. W takiej sytuacji można powiedzieć, że Murdoch był jednym z prekursorów współczesnej kryminalistyki 😉 Chociaż nie miał wiedzy teraz powszechnie znanej nawet laikom, to dzięki swojej przenikliwości i inteligencji, potrafił poskładać do kupy elementy zagadki kryminalnej.

Trudno głównego bohatera nie darzyć sympatią, bo chociaż jest nieśmiały i nie radzi sobie zbyt dobrze w prywatnym życiu, to odnosi spektakularne sukcesy w pracy. Nie zależy mu na pochwałach ani na nagrodach, nie liczy na awans. Murdoch w pracy postępuje w zgodzie z własnym sumieniem.

Pod gwiazdami smoka, Maureen Jennings

Oficynka, 2011

Liczba stron: 267

Druga część serii o Detektywie Murdochu potwierdza moją dobrą opinię o książkach Maureen Jennings. „Pod gwiazdami smoka” ponownie przenosi nas do Toronto końcówki dziewiętnastego wieku. Tym razem akcja powieści obejmuje miesiące letnie. Niezmiennie jednak pokazuje życie mieszkańców Toronto wywodzących się z klasy najuboższej, średniej (przede wszystkim policjantów) oraz ludzi zamożnych, otoczonych służbą.

W zapuszczonym domu zostają znalezione zwłoki starszej kobiety – Dolly Shaw. W pierwszej chwili Murdoch podejrzewa nieszczęśliwy wypadek, kobieta w chwili śmierci była pijana. Sekcja przeprowadzona przez doktor Ogden, jedną z pierwszych kobiet, które ukończyły wydział lekarski na uniwersytecie, wskazuje uduszenie jako przyczynę śmierci Dolly.

Murdoch musi poznać przeszłość Dolly, ponieważ wiele wskazuje na to, że kobieta próbowała kogoś szantażować. Gdy okazuje się, że w przeszłości była akuszerką, a dodatkowo zajmowała się pomocą w „pozbywaniu problemu”, można się domyślić, że postanowiła swoją wiedzę wykorzystać do zdobycia pieniędzy. Teraz Murdoch musi odnaleźć osobę, której reputację chciała zniszczyć Dolly. Nie będzie to proste zadanie, ponieważ kobiety, które przesłuchuje detektyw, choć wywodzą się z różnych sfer, są wyśmienitymi aktorkami i w każdej sytuacji zachowują zimną krew.

Autorka przedstawia przekonywujący obraz wiktoriańskiego Toronto oraz problemów z jakimi musiała zmagać się policja – począwszy od humorzastego i raczej niedouczonego przełożonego, po kłopoty z transportem, czy biegłymi. Sam Murdoch wydaje się być osobą nowoczesną – jeździ na rowerze, chętnie posługuje się wiedzą i umiejętnościami ekspertów, na przykład zleca analizy farmaceucie. Ponadto za wszelką cenę dąży do wyjaśnienia sprawy, a nie odłożenia jej ad acta, czy też oskarżenia osoby, na którą padają podejrzenia większości. Oczywiście detektyw nie jest wszechwładny, ma ograniczone możliwości finansowe i czasowe, a także niewielu współpracowników nadających się do pracy śledczej. Na szczęście, rekompensuje to sobie przytomnym umysłem i umiejętnością kojarzenia faktów.

Lektura książek z serii o Detektywie Murdochu to dla mnie przyjemność i dobra rozrywka.

Detektyw Murdoch. Ostatnia noc jej życia, Maureen Jennings

Oficynka, 2010

Liczba stron: 308

Czasy wiktoriańskie. Toronto, Kanada. Śnieżny i mroźny miesiąc luty. Na chodniku zostają znalezione obnażone zwłoki nastoletniej dziewczyny. Nic nie wskazuje na to, by dziewczyna była prostytutką, a jednak nie umarła na skutek nieszczęśliwego wypadku. Gdy okazuje się, że denatka była służącą w domu doktora Rhodesa, podejrzenia padają na najbliższy krąg znajomych doktora oraz jego domowników.

Śledztwo prowadzi detektyw William Murdoch, zagorzały katolik, samotny po śmierci swojej narzeczonej, przyjaźniący się z małżeństwem, od którego wynajmuje pokój. Murdoch jest dość bystry i nie wyklucza nawet najbardziej nieprawdopodobnych wariantów morderstwa. Na liście podejrzanych Murdocha mogą pojawić się służący, pospolici przestępcy, ale także zamożni i wysoko urodzeni obywatele. Ta ostatnia ewentualność stanowczo nie pasuje przełożonemu Murdocha.

Śledztwo zatacza szerokie kręgi, detektyw wraz ze swoim pomocnikiem przesłuchują prostytutki zamieszkujące dom, w pobliżu którego znaleziono ciało dziewczyny, jej pracodawców – panią Rhodes, jej męża, syna Owena, służących z domu Rhodesów, a także dziewczynę, z którą zaręczony jest młody Rhodes oraz jej ojca, wpływowego właściciela lokalnej gazety oraz radnego miasta.

W trakcie śledztwa na jaw wychodzą przez lata skrywane tajemnice w domu Rhodesów, podwójna moralność jego mieszkańców, bez końca ukrywane pretensje i jednym słowem – dulszczyzna. Większość rozmówców wyśmiewa religię, którą wyznawała zmarła służąca. Murdoch jest również katolikiem, więc nie raz musi wysłuchiwać gorzkich słów niezrozumienia, podejrzliwości wobec swojej religii.

Książka pochłania czytelnika i prowadzi go przez skrzypiący śnieg po ulicach dziewiętnastowiecznego Toronto ukazując ubóstwo robotników, zmuszające ich do szukania w nierządzie dodatkowych źródeł utrzymania. Opisuje smutne i ciężkie życie młodych roznosicieli gazet. Ukazuje dostatek, spokój i nudę panującą w zamożnych domach wpływowych Kanadyjczyków. Nie pomija kwestii związanych z uprzedzeniami narodowościowymi i religijnymi wobec napływających do Kanady emigrantów. A przy tym jest naprawdę sprawnie napisanym kryminałem. Jest to pierwsza z cyklu siedmiu książek z detektywem Murdochem, pozostaje mieć nadzieję, że wydawnictwo Oficynka będzie kontynuowało tę serię.

Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki, Gaetan Soucy

Noir Sur Blanc, 2007

Liczba stron: 165

Ponura, ogromna posiadłość oddalona spory kawałek od miasteczka. Dwóch nastoletnich synów i ich groźny, wymagający, nieprzystępny ojciec. Czas akcji bliżej nieokreślony, ale ze względu na pojawiający się pod koniec opowieści motocykl, zakładam, że akcja ma miejsce w XX wieku. Takie umiejscowienie tej historii w czasie sprawia, iż tym bardziej mrozi ona krew w żyłach. Nie jest ona bowiem typowym horrorem, w którym pojawiają się strzygi, wampiry czy inne legendarne stwory. Horror jaki odgrywa się na kartach książki wychodzi wprost z serc i rozumów ludzkich.

Kiedy jeden z braci odkrywa martwe ciało ojca, na rodzeństwo pada strach. Pierwszy raz w życiu będą musieli podjąć jakieś decyzje, wyjść poza obręb posiadłości, zmierzyć się ze światem, od którego zawsze byli odcięci. Znajomość świata u chłopców sprowadza się do niezwykle rzadkich wizyt kilku osób z miasta oraz lektur powieści z biblioteki ojca. Załatwienie formalności związanych z pochówkiem czy składne wyjaśnienie problemu przewyższa kompetencje zdziczałych młodzieńców.

Wyprawa tego bardziej rozgarniętego chłopca do miasta w celu zakupu trumny, staje się dla niego wyprawą po życie. W ciągu doby od śmierci ojca, docierają do niego fakty, które zawsze odrzucał, wiedza, której był pozbawiony. W chaotycznie spisywanej przez niego kronice wydarzeń, jakie zaistniały po śmierci ojca, znajdują sie liczne odniesienia do mrocznej przeszłości tego rodu, wydarzeń, które doprowadziły ojca na granicę szaleństwa i rozpaczy, a jego dzieci pozbawiły dzieciństwa i tożsamości.

Tytułowa dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki staje się alegorią kary, ale wbrew temu, co widnieje w treści książki, kara jest to niesprawiedliwa, niezasłużona, wymierzona w geście desperacji, rozpaczy, bólu po utracie. Czytając tę powieść zanurzyłam się w gotycko czarnych odmętach ludzkiej duszy. Przebywanie w tej oślizgłej czerni szaleństwa uwierało mnie i pociągało nieodkrytymi tajemnicami. Ale gdy już zgłębiłam charakter mrocznych rodzinnych sekretów z ulgą wystawiłam głowę na błękitną powierzchnię.