Archiwa tagu: literatura niemiecka

Minuta ciszy, Siegfried Lenz

minuta ciszy siegfried lenzDobra Literatura, 2016

Liczba stron: 134

Tytuł książki zwiastuje opowieść o śmierci. I rzeczywiście tak jest, choć akurat śmierć nie jest najważniejsza w „Minucie ciszy”. Akcja skupia się bowiem na wkraczaniu w dorosłość i pierwszych zauroczeniach.

Senne nadmorskie miasteczko ożywiające się nieco w sezonie letnim. Lata siedemdziesiąte, choć akurat czas akcji nie jest istotny. Osiemnastoletni Christian zwykle pracuje z ojcem na barce – są „poławiaczami kamieni”. Usypują z nich falochrony i wzmacniają linię wybrzeża. Christian jest uczniem szkoły średniej, ani wybitnym, ani kiepskim. W czasie wakacji nawiązuje bliższą znajomość  ze swoją trzydziestoletnią nauczycielką języka angielskiego. To jego pierwsza miłość. Niestety, zakończona tragicznie.

„Minuta ciszy” to książka, w której nie ma jakichś większych zwrotów akcji, a jednak czyta się ją zaskakująco dobrze. Jest nieco melancholijna, nieco „staroświecka”, ale trafnie ukazuje dramat i naiwność nastolatka. Chłopak, który zakochuje się w dużo od siebie starszej kobiecie, do tego swojej nauczycielce, i wiąże z tym uczuciem i romansem plany na przyszłość, budzi moje politowanie. Chce być dorosły i zachowywać się odpowiedzialnie, żeby jego ukochana mogła na nim polegać, a jednak zachowuje się jak marzyciel i przedszkolak. A mimo wszystko jestem w stanie go zrozumieć, wytłumaczyć sobie jego postępowanie, przypisać jego irracjonalne zachowania burzy hormonalnej, niedoświadczeniu, młodzieńczemu optymizmowi.

Za nic w świecie nie rozumiem natomiast motywacji Stelli, nauczycielki, która przekracza wszelkie granice. Nie jest dla mnie wytłumaczeniem to, że pewnie czuła się samotna i niezrozumiana – dorosła osoba powinna umieć sobie z tym poradzić w inny sposób, niż rozkochując w sobie nastolatka, własnego ucznia.  Nie jest dla mnie usprawiedliwieniem to, że zwykle była bierna i nie inicjowała spotkań. Przeraża mnie próżność takich kobiet, pozornie łagodnych i nieszkodliwych, ale siejących zniszczenie w młodych umysłach.

Niewiele stron, wiele silnych emocji. Tak chyba najlepiej podsumować tę książkę. I wydaje mi się, że każdy wyczyta w niej coś innego. I świetnie, jednoznaczne książki są nudne.

Tabu, Ferdinand von Schirach

WAB, 2014

Liczba stron: 240

Feerdinand von Schirach, będąc adwokatem, w swoich zbiorach opowiadań oraz powieściach przedstawia dylematy moralne i etyczne prawników oraz ich mistrzowskie posunięcia w sądowej rozgrywce. W powieści „Tabu” nieco wychodzi poza często wykorzystywany przez siebie schemat, ponieważ rozprawa stanowi tylko jedną, niezbyt obszerną, część książki i nie dominuje nad resztą treści, a fabuła daleko wykracza poza ramy typowego kryminału.

Sebastian von Eschburg jako nastolatek traci ojca, matka nie jest dla niego żadnym wsparciem. Chłopak uczący się w szkole z internatem rzadko przebywa w domu, często natomiast zaszywa się w przyszkolnej bibliotece. Po ukończeniu nauki zaczyna staż u fotografa. Praca przeradza się w pasję, a fotografie Sebastiana stają się towarem luksusowym. Mężczyzna jeszcze przed trzydziestką staje się sławny. Gdy Sebastian zostaje aresztowany pod zarzutem zamordowania młodej kobiety, piszą o tym wszystkie gazety. Jest jednak pewien problem – policja ma dowody świadczące o przemocy, nie ma jednak ciała, nieznane jest też nazwisko ofiary. Batalia o jego uniewinnienie rozegra się na sali sądowej.

Zostałam zaskoczona przez autora – dotychczas ceniłam go za powieści sądowe, gdzie najbardziej spektakularna była linia obrony i słowne potyczki na sali rozpraw. „Tabu” jest głównie powieścią obyczajowo-psychologiczną o życiu człowieka, który dorastał poza rodziną, przez co bywał zagubiony i nadwrażliwy. Zamiast żyć pełnią życia, analizował je, nie bardzo umiał zaangażować się w związek, często wracał myślami do tragedii z dzieciństwa. Warta odnotowania jest również postać adwokata, który podejmuje się obrony Sebastiana.

Skłamałabym pisząc, że zakończenie jest nieprzewidywalne. Oczywiście są elementy zaskakujące i zmieniające perspektywę, z której oglądamy wydarzenia przedstawione w powieści, lecz ogólny schemat łatwo uchwycić. Mimo wszystko warto poświęcić chwilę tej książce i dać się ponieść jej niepokojącej atmosferze.

On wrócił, Timur Vermes

Biblioteka Akustyczna, 2014

Czas nagrania: 12 godz. 10 min. Czyta Jarosław Boberek

Liczba stron: 400

Adolf Hitler dostaje drugą szansę. Ponownie pojawia się na ziemi w roku 2011. Budzi się gdzieś na ławce w parku w Berlinie mając wciąż na sobie mundur Rzeszy. Nie wie który jest rok, nie wie jak skończyła się wojna, zupełnie nie orientuje się w sytuacji politycznej i społecznej kraju. Wie jedno – musi zakończyć swoją misję. Najpierw jednak musi się jakoś ogarnąć, rozejrzeć, odświeżyć. Pomocy udziela mu właściciel kiosku z gazetami widząc w nim zdziwaczałego rozbitka życiowego obdarzonego talentem aktorskim. Nie bierze go na poważnie, aczkolwiek pomaga mu jak może i postanawia wspomnieć o nim producentom telewizyjnym, którzy często zachodzą do kiosku. Ci zapraszają Hitlera na nagrania próbne satyrycznego show. Okazuje się, że ten świetnie sobie radzi. Tylko, że to, co publiczność uważa za dowcip, Hitler mówi zupełnie poważnie.

Autor opisuje perypetie Hitlera we współczesnym świecie. Mnóstwo w książce elementów komicznych – obsługa komórki, komputera z mysim aparacikiem, zakładanie konta poczty elektronicznej, stosunek do aktualnej mody czy programów telewizyjnych budzą śmiech. Ale zdziwicie się ile razy przyznacie rację głównemu bohaterowi krytykującemu miałkość tematyki poruszanej w mediach. Oczywiście faszystowskie poglądy Hitlera nie uległy zmianie – wciąż jest rasistą, wciąż ma plan podboju świata i zadziwiające jest jak potrafi być elastyczny i jak świetnie przystosowuje się do nowej sytuacji. Potwór ma również ludzkie oblicze, które widać na przykład w jego opiekuńczym stosunku do młodej sekretarki.

„On wrócił” to pozornie lekka, zabawna powieść. Dużo się w niej dzieje, główny bohater jest bardzo charakterystyczny, obdarzony wieloma przypisywanymi mu powszechnie cechami, które dzięki przerysowaniu tworzą rys komiczny. Im dalej się jednak brnie, im więcej za czytelnikiem przeczytanych stron, tym większa konsternacja. To, co najpierw wydawało się być zabawne, zaczyna coraz bardziej przerażać. Hitler ma plan i aby go zrealizować nie potrzebuje już wojska, ciężkiego sprzętu i doskonałych generałów. Wystarczą media i ludzka naiwność. Mający na względzie oglądalność i wpływy producenci telewizyjni nieopatrznie go wspierają. Społeczeństwo w większości oczarowane jest pozornie bezbronnym pajacem, który „udaje” Hitlera.

To słodko-gorzka powieść, którą w miarę możliwości powinniście posłuchać zamiast czytać. Chociaż zazwyczaj nie lubię, gdy lektor książki nadmiernie gra, tu aż się prosi, by Hitler brzmiał jak Hitler. Interpretacja Jarosława Boberka jest doskonała, najlepsza jaką można sobie wymarzyć. Polecam!

Bestia. Dlaczego zło nas fascynuje, Borwin Bandelow

PWN, 2014

Liczba stron: 279

Autor jest psychologiem specjalizującym się badaniu zjawiska strachu. Pragnąc zgłębić tajemnicę zła, rozmawiał z ofiarami uprowadzeń i innych przestępstw oraz ze sprawcami morderstw, porwań, oszustami i świadkami wydarzeń. W „Bestii” zadaje pytanie o to dlaczego ludzie ulegają urokowi tych, którzy ewidentnie są źli.

Aby zobrazować uwodzicielską siłę zła, Bandelow sięga po sprawy, które w swoim czasie były na pierwszych stronach gazet i zapisały się w annałach psychologii. Wspomina między innymi austriackiego uwodzicielskiego dramaturga, dziennikarza i mordercę kobiet Jacka Unterwegera, o którym powstała oddzielna książka (KLIK). Ten brutalny morderca prostytutek o niepozornym wyglądzie miał setki wielbicielek również wówczas gdy trafił do aresztu z niepodważalnymi dowodami winy. Bandelow próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie co kobietom imponuje w postaciach morderców i dlaczego gotowe są związać się z człowiekiem skazanym za zabijanie.

Autor podaje również inne przykłady osób, które poddały się fascynacji złem – są to ofiary uprowadzeń, które zaczęły sprzyjać swoim oprawcom. Znane jest pojęcie syndromu sztokholmskiego, lecz nie do końca rozumiemy na jakiej zasadzie dochodzi do tego, że ofiara nawiązuje bliskie relacje z przestępcą. Bandelow wyjaśnia podstawy psychologiczne tego zjawiska.

W innej części książki dowiadujemy się jak działa mózg przestępcy i dlaczego nie zna żadnych hamulców. Bandelow pochyla się również nad pytaniem czy brutalni przestępcy to osoby wyrachowane czy też mające defekt: „Im bardziej rozwija się wiedza o neurobiologicznym podłożu zachowań dyssocjalnych, z tym większą ostrożnością musimy podchodzić do kwestii zbrodni i kary. Proste rozróżnienie mad or bad nie jest adekwatne do złożonych procesów zachodzących w mózgu sprawcy.”

Autor skupia się na wyjaśnieniu procesów neuropsychologicznych i działania mózgu sprawcy i ofiary w różnych sytuacjach – opisuje seryjnych morderców, przestępców seksualnych, porywaczy, przywódców sekt, pedofilów itp. Aby zilustrować swoją wypowiedź, sięga po przykłady kryminalnych zachowań. Te fragmenty chwilami były bardzo drastyczne i choć w książce nie było miejsca ani podstawy, by wchodzić w szczegóły, to i tak musiałam ją odkładać, by ochłonąć i odreagować.

„Bestia” to pozycja popularnonaukowa, która może zainteresować miłośników thrillerów i kryminałów oraz osoby, które interesują się procesami zachodzącymi w mózgu i prowadzącymi do zachowań kryminalnych oraz mechanizmami obronnymi u ofiar. Poszerza horyzonty, choć nie udziela odpowiedzi na wszystkie postawione pytania. Uświadamia również jak wiele jest jeszcze do odkrycia w dziedzinie neurobiologii.

Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia, Ulrich Schnabel

Muza SA, 2013

Liczba stron: 256

Na szczęście nie grozi mi pracoholizm, bo lubię i potrafię się relaksować, czy to w ciągu zabieganego tygodnia, czy też w czasie wakacji. Postanowiłam jednak dodać trochę teorii do praktyki i poczytać o „sztuce nicnierobienia”. Tematem leniuchowania zajął się Ulrich Schnabel – fizyk i dziennikarz, autor wielu artykułów na temat badań nad mózgiem. To, że zainteresował się leniuchowaniem, nie jest niczym dziwnym, skoro tak wiele osób obecnie odczuwa syndromy wypalenia zawodowego lub pracoholizmu (ja też, niestety).

Autor zastanawia się nad tym, co sprawia, iż jesteśmy zagonieni i bez wahania wskazuje na nowoczesne technologie, miejski gwar oraz oczekiwania innych wobec nas. Często problem leży w tym, że ludzie uzależniają się od informacji i nie potrafią żyć offline. Potrzeba albo wręcz uzależnienie od bycia na bieżąco sprawia, że czasu poza pracą nie potrafimy wykorzystać na relaks. Nie pomaga też w tym otoczenie, bo przecież:

„Większy społeczny szacunek otacza zestresowanego karierowicza (choćby nie wiem jak bezsensownie żonglował środkami finansowymi) niż skromnego, radzącego sobie w życiu człowieka, któremu także bez bogactwa udaje się być szczęśliwym”.

Eksperyment pokazał też, że odczuwamy większe wypalenie wówczas, gdy nie mamy wpływu na to, co robimy w pracy. Tam, gdzie nas bardziej kontrolują, narzucają tempo, metody i techniki, jest nam gorzej.

„Kto może samodzielnie decydować o własnych działaniach, odczuwa mniej stresu i jest zdrowszy”.

Po zbadaniu przyczyny problemu, który można nazwać nieumiejętnością skutecznego wypoczywania, Schnabel przeszedł do porad w jaki sposób można się zrelaksować podczas trudnego dnia w pracy. Sięgnął po wiele przykładów i za wzór dał kilka znanych postaci ze świata showbiznesu, biznesu, nauki i sztuki. Wspomina również o niekonwencjonalnych technikach takich jak medytacja. Stanowczo jednak oddziela nudę od twórczych okresów nicnierobienia, które, jak pokazały badania, mają pozytywny wpływ na kreatywność. Gdy pozwalamy mózgowi odpocząć od nurtujących nas problemów, on wciąż się nimi zajmuje w tle i to właśnie wtedy przychodzą nam do głowy najgenialniejsze pomysły (pamiętacie jabłko Newtona i kąpiel Archimedesa?)

„Uczucie nudy pokazuje bowiem, że człowiek niczego nie pragnie, że wszystko wydaje mu się mdłe i jałowe. Taka pustka wyraża w konsekwencji to, że człowiek stracił kontakt z własnymi potrzebami i nie wie, co w danej chwili jest tak naprawdę dla niego ważne”.

Ulrich Schnabel w przystępny sposób przedstawia wyniki eksperymentów i badań na temat ludzkiego mózgu oraz wpływu wypoczynku na jego działanie. Pokazuje również w jaki sposób odpoczywać i jak nie dać się zwariować w świecie, który, jak nam się wydaje, wymaga od nas ciągłego skupienia, uwagi i naszego czasu. „Sztukę leniuchowania” czyta się na tyle dobrze, że jej lektura może być dla wielu pierwszym krokiem w nauce kreatywnego nicnierobienia.