Archiwa tagu: literatura norweska

Laleczka, Gert Godeng

Fredric Drum planuje wakacje w górach w towarzystwie swojego angielskiego przyjaciela, archeologa Stephena. Panowie cieszą się perspektywą kilkutygodniowego lenistwa i wędkowania w pięknych okolicznościach natury. Przy okazji Fredric ma zamiar wziąć udział w badaniach archeologicznych. W pobliżu hotelu w torfowisku odkryto zmumifikowane i świetnie zachowane zwłoki, a przy nich przedmioty zapisane nieznanym językiem, który Fredric ma nadzieję odszyfrować.

Tuż przed wakacjami Fredric ma wypadek – jacht uderza w prom, którym płynie na degustację wina. Szczęśliwie Fredric jedynie wpada do wody i o własnych siłach udaje mu się dopłynąć do brzegu. Z wody wyławia laleczkę – amulet używany przez grenlandzkich eskimosów. Wkrótce laleczka zostaje ukradziona z restauracji, której jest współwłaścicielem.

W jaki sposób laleczka jest związana z mumiami w torfowisku i dlaczego Fredric jest celem dla zabójców – tego nie zdradzę 😉 Powiem tylko, że kolejny tom potwierdza słuszność moich hurtowych zakupów powieści Godenga. Lekka, przyjemna, chwilami zabawna powieść z zagadką kryminalną w tle oraz licznymi nawiązaniami do archeologii.

Dzban miodu, Gert Godeng

Fredric Drum zwany Pielgrzymem jest Norwegiem, współwłaścicielem małej ekskluzywnej restauracji oraz znawcą win. Interesuje się także kryptologią i odczytywaniem starożytnych języków. Aby zamówić nowe trunki do restauracji wybiera się do Francji do miasteczka znanego z produkcji wyśmienitych win.

Na miejscu okazuje się, że miasto żyje sensacją. Siedmiu mieszkańców zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach, policja nie odnalazła ani ciał, ani winnych tych zaginięć. Frederic zaczyna interesować się sprawą po tym, jak dwukrotnie cudem udaje mu się wybrnąć ze śmiertelnej opresji. Wówczas zdaje sobie sprawę, że mimowolnie jest uczestnikiem dziwnych wydarzeń. Aby rozwiązać zagadkę musi zaangażować całą swoją wiedzę o winach, o starożytnych językach i umiejętność obserwacji zachowań ludzkich.

Akcja powieści płynie wartko, książkę czyta się jednym tchem, śmiejąc się trochę z Fredrica i jego nadprzyrodzonych niemal umiejętności wychodzenia cało z tarapatów. Fredric to połączenie MacGayvera z Chuckiem Norrisem 🙂

Autorowi należy oddać, że potrafi ciekawie prowadzić fabułę i tworzyć kryminalną atmosferę w powieści. Chętnie sięgnę po kolejne zgromadzone części „Krwi i wina”.