Archiwa tagu: literatura peruwiańska

Listy do młodego pisarza, Mario Vargas Llosa

Znak, 2010

Liczba stron: 121

Książka noblisty, którą ostatnio wydano, nie jest powieścią. To zbiór esejów w formie listów, w których autor opowiada adeptowi pisarstwa w jaki sposób konstruować powieść. Książka powstała na potrzeby nienazwanego wydawnictwa, które zaproponowało Llosie udział w projekcie wydawniczym, podczas którego uznani fachowcy w danej dziedzinie mieli opisać swoją pracę. Książek z tego cyklu nie wydano i projekt upadł. Llosa pozostał z przygotowanymi materiałami, które prezentuje w tej książce.

Autor bierze pod lupę poszczególne etapy powstawania powieści i omawia decyzje, które powinien podjąć pisarz zanim przystąpi do pisania i w trakcie tworzenia książki. Pokazuje różnice wynikające dla czytelnika i twórcy związane z dobraniem narratora, poziomu realności fabuły, czy czasu, który jest najbardziej umowny.

Do zilustrowania kolejnych punktów Llosa wybrał powieści znane na całym świecie i kilka takich, o których słyszałam po raz pierwszy. Nie cytuje ich w obszernych fragmentach (jak robił to Umberto Eco w „Wyznaniach młodego pisarza”), ale pokrótce streszcza akcję i wskazuje na wykorzystany przez autora chwyt stylistyczny. Niestety, opowiada treść do końca i w ten sposób poznałam zakończenie dwóch książek, które czekają u mnie na przeczytanie.

Listy zatytułowane są jak rozdziały w typowej książce – od razu możemy się zorientować jaka kwestia będzie omawiana. Całość napisana jest dość technicznym językiem i raczej trudna w odbiorze – szczególnie dla kogoś kto nie ma ambicji pisania powieści. Może być jednak bardzo przydatna tym, którzy marzą o pisaniu. Warto bowiem przed rozpoczęciem pracy nad powieścią poświęcić trochę czasu na zastanowienie się nad swoim stylem i celem, do którego się zmierza. Tym bardziej, że porad udziela nie byle pierwszy lepszy pisarzyna, tylko autor o ugruntowanej pozycji, lubiany przez szerokie grono odbiorców i uhonorowany najwyższymi nagrodami literackimi przez krytyków.

Wyzwanie. Szczeniaki, Mario Vargas Llosa

Znak, 2011

Liczba stron: 144

Testosteron i macho. Te dwa słowa najtrafniej podsumowują treść opowiadań zaprezentowanych w tym zbiorze. Llosa prezentuje świat chłopców i mężczyzn, kobiety jeśli się pojawiają to tylko jako postacie drugoplanowe, choć często one są motorami działań facetów.

Autor portretuje uczniów, którzy próbują przeciwstawić się władzy dyrektora szkoły i wszczynają szeroko zakrojony bunt, który kończy się tak nagle jak się zaczął. W tytułowym opowiadaniu ‚Szczeniaki’ widzimy obraz dorastających chłopców, z których jeden a skutek wypadku do końca życia pozostanie na marginesie życia. Przed sobą i światem próbował będzie udowodnić swoją wartość podejmując się najbardziej szalonych prób.

Bohaterowie do ostatniej kropli krwi bronią honoru, swojego i swoich wybranek. Stąd też w opowiadaniach dużo przemocy, bójek, wymierzanej poza prawem sprawiedliwości. Męski świat macho tętni testosteronem i jest… odrażający. Pełen niepisanych zasad, w których miejscowi macho poruszają się jak ryby w wodzie.

Przeczytałam wszystkie opowiadania z zainteresowaniem, ale brakowało mi w nich ciepła tak dobrze mi znanego z innych książek Llosy. Mam świadomość, że ciepło to wynika z tematyki powieści, a jego brak czy niedostatek ze specyfiki opowiadań. Llosa w krótkiej formie nadal jest jednak charakterystyczny i rozpoznawalny. Bawi się słowem i stylem, co szczególnie widać w najdłuższym w tomie opowiadaniu pt: ‚Szczeniaki’. I choć niektóre zawarte w książce opowiadania już prawie umknęły mi z pamięci, to 2 lub 3 pozostaną za mną na dłużej.

Zeszyty don Rigoberta, Mario Vargas Llosa

Ha! A to świntuszek z tego Llosy!

Powieść jest kontynuacją minipowieści pt. „Pochwała macochy” (czytałam i podobała mi się). Zwaśnione małżeństwo, Lukrecja i Rigoberto, wspomina czasy swojego wspólnego szczęśliwego pożycia. Książka podzielona jest na wiele rozdziałów, w których poznajemy wzajemne relacje dorosłych oraz rozmaite gierki prowadzone przez syna Rigoberta, małoletniego Fonsia, przez którego Lukrecja musiała opuścić dom i małżonka.

Fonsiu odwiedza pozostającą w niełasce macochę i wciąga ją w kolejne gry o podtekstach erotycznych. Twierdzi przy tym, iż ma na celu ponowne połączenie swoich rodziców. Fonsiu jest chłopcem inteligentnym, uroczym, prostolinijnym, a przy tym wyrachowanym i lubieżnym. Przeżywa zafascynowanie postacią i twórczością malarza Egona Schielego i przy pomocy rycin z jego dziełami kieruje zazwyczaj rozmowę na tematy związane z erotyką.

Don Rigoberto to hedonista, esteta i erudyta, odludek wykonujący nudny, ale dochodowy zawód. Jak sam o sobie mówi „jest zdecydowanym praktykiem perwersji”. Obecnie pogrążony jest z zadumie i rozdarciu pomiędzy miłością do Lukrecji a moralnym obowiązkiem odseparowania syna od macochy. Wycofuje się i większość czasu spędza w gabinecie pisząc złośliwe diatryby i filipiki ukazujące jego zawiły światopogląd, całkowitą wolność słowa oraz rozgoryczenie i rozczarowanie światem. W swoich marzeniach wraca do intymnych chwil i uniesień miłosnych, których dostarczała mu Lukrecja.

A ma co wspominać. Ich dziesięcioletnie wspólne życie obfitowało w rozmaite erotyczne gry i zabawy, m.in. zdrady kontrolowane, wymianę żonami z bratem, zespolenie dwóch kobiet oraz inne fantazje i fetysze miłosne. Llosa ma umiejętność bardzo subtelnego i poetyckiego przedstawiania miłości fizycznej, zatem powieść nie jest gorsząca, chociaż gęsta od dusznej erotyki. Autor prowadzi podstępną grę z czytelnikiem, której finału nie mogę zdradzić.

Zachwycająca jest erudycja autora i jego znajomość literatury i malarstwa. Wplata w powieść mnóstwo przykładów ze świata sztuki. Proza ta świetnie smakuje, świetnie się ją czyta, rozśmiesza znaną Llosowską ironią, przyciąga, dzięki niezwykłym postaciom. Wielokrotnie złożone zdania, długaśne akapity i nieliczne dialogi to pożywka dla mojej wyobraźni. Jednak osobom, które nie znają jeszcze książek tego autora, nie polecam „Zeszytów don Rigoberta” na początek.

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki, Mario Vargas Llosa

szelmostwa

 

Pozornie lekka książka o relacjach męsko-damskich okazała się dla mnie dość ciężkostrawna. Trawiłam ją pracowicie w głowie, nosiłam czytaną historię w pamięci i analizowałam przeczytane fragmenty. Nie umiem obojętnie czytać dobrych książek.

Llosa snuje historię wzajemnych relacji między Ricardo – grzecznym chłopczykiem i niegrzeczną dziewczynką – przyjmującą rozmaite imiona w trakcie rozwoju fabuły. Ich wspólna historia zaczyna się we wczesnej młodości, kiedy to spotykają się w Peru i stanowią parę zauroczonych sobą nastolatków. Następnie ich losy spatają się w różnych miejscach na świecie i w rozmaitych sytuacjach. Ricardo jest przez całe życie zakochany w niegrzecznej dziewczynce i pielęgnuje w sobie to uczucie, podczas gdy ona szuka szczęścia u boku innych, silniejszych od niego mężczyzn, ofiarowując Ricardowi jedynie potajemne i niezwykle rzadkie schadzki, które podsycają jego uczucie i nie pozwalają o niej zapomnieć.

Niegrzeczna dziewczynka zafascynowana jest władzą, pieniędzmi, życiem na świeczniku. Szuka mężczyzn, którzy zapewniają jej to wszystko o czym marzy. Ona ofiarowuje im swoje ciało, oni namiastkę tego, co jest dla niej w życiu ważne.

Ricardo nie może jej dać tego, na czym jej w życiu zależy. Ricardo to człowiek prawy, pracowity, nie szukający rozgłosu. Umie cieszyć się drobnostkami, z wyboru nie startuje w wyścigu szczurów. Nad to wszystko przedkłada przyjaźń i stałość uczuć – na swoje nieszczęście darzy głębokim uczuciem niegrzeczną dziewczynkę, ktora zadaje mu więcej bólu niż rozkoszy i szczęścia. Wartości ważne dla grzecznego chłopczyka są niczym dla niegrzecznej dziewczynki, dlatego też raz po raz wymyka mu się i znika na długie lata w poszukiwaniu mocnych mężczyzn z grubym portfelem. Życie u  boku skromnego urzędnika to klatka, w której dziewczynka nie chce być uwięziona. Wyznanie miłości to poddanie się i rezygnacja z niezależności.

Wolność to dla niej postawa życia. Wolność to możliwość wyboru, możliwość przedzieżgnięcia się w inną postać, możliwość zamknięcia przeszłości i zapomnienia o tym, co było. Miłość i poddanie się innemu człowiekowi są sprzeczne z jej naturą.

Z biegiem czasu niegrzeczna dziewczynka, która wówczas jest już kobietą w średnim wieku, zniszczoną, po wielu tragicznych przejściach docenia to, co całe życie próbował ofiarować jej Ricardo – docenia jego przywiązanie, przyjaźń, bezinteresowność, otwarte serce, jednak nie umie i nie chce mu odpłacić tym samym. Do końca swoich dni jej zachowanie i dusza pozostaje dla Ricarda tajemnicą.

Powieść stawia przed czytelnikiem wiele pytań o sens życia. Co wybrać? Czy tak jak niegrzeczna dziewczynka poszukiwać w życiu nowości, pędzić przed siebie na złamanie karku za często fałszywymi bożkami -władzą, pieniędzmi, złudzeniem lepszego jutra? Czy opłaca się zamykać oczy na to, co jest nam dane? A może żyć bez tej gorączki trawiącej wnętrze i nakazującej rzucać wszystko i gnać przed siebie w poszukiwaniu nowych doznań i poświęcić się pielęgnowaniu uczuć – uczuć jakimi darzą nas bliscy, przestać ranić i ustatkować się? Chyba dopiero u progu życia jesteśmy w stanie właściwie ocenić to, co za nami. A wówczas niejeden z nas dozna pustki i żalu straconych lat, szans, przegapionych ludzi, zranionych uczuć.

Gawędziarz, Mario Vargas Llosa

„Gawędziarz” to bajeczna powieść. Jest zupełnie odmienna od tych książek, do których przyzwyczaił mnie Llosa do tej pory. Dotychczas sięgałam po książki, w których główne zainteresowania Llosy koncentrowały się na badaniu istoty stosunków damsko-męskich. Tym razem autor skupia się na odkrywaniu więzi pomiędzy człowiekiem a naturą.

Punktem wyjścia dla swoich rozważań autor czyni osobę Saula Zuratasa, swojego przyjaciela z czasów studenckich. Saul to Peruwiańczyk, wyjątkowy już od pierwszego spojrzenia. Saul od urodzenia ma na twarzy ogromne znamię czyniące go pośmiewiskiem wśród jednych i potworem wśród innych. Ułomność ta nie przeszkadza mu w zdobywaniu sukcesów naukowych, aczkolwiek ma wpływ na jego życie uczuciowe.

Saul zwany Maskamiki pasjonuje się kulturą plemion zamieszkujących amazońskie dżungle. Najbliższa mu grupa to wędrujące i rozproszone plemię Macziguengów. Narrator podejmuje próbę rekonstrukcji losów Maskamikiego od chwili gdy ich drogi rozeszły się. Z biegiem czasu nabiera przekonania, że Saul porzucił nowoczesność na rzecz plemiennego życia wśród Macziguengów.

Historia opowiedziana jest w sposób malowniczy, przeplatana legendami, wierzeniami i historiami przekazywanymi przez Gawędziarza. Gawędziarz, który wędruje pomiędzy osadami pełni ważną rolę w rozproszonym w różnych zakątkach amazońskiej dżungli plemieniu. Jest to rola scalająca, pozwalająca zachować poszczególnym rodzinom jedność plemienną.

Książka to nie tylko zapis losów Saula Zuratasa i plemienia Macziguengów. Autor stawia pytania dotyczące wpływu współczesnej kultury na plemiona żyjące w oderwaniu od postępu i nowoczesności. Na ile i czy w ogóle ludzie powinni ingerować w obyczaje, język i kulturę plemienną? Czy nie lepiej uszanować tych ludzi żyjących od wieków w harmonii z naturą i nie narzucać im odmiennych interpretacji świata? Ile dobra, a ile zła wyrządzają odwiedzający te odległe plemiona lingwiści i misjonarze? Te pytania pojawiają się w „Gawędziarzu”, pojawiają się także odpowiedzi na nie.

Ja ze swojej strony polecam lekturę tej książki.